To jest normalne. Lista zakupów to nie błąd, to jest właśnie materiał do pracy. Pytanie brzmi co z tą listą zakupów robisz - rezygnujesz, czy zauważasz ją i wracasz do oddechu?
To co mówi Fraida jest ważne i chciałam zapytać Albitkę - czy to złapanie się na liście zakupów po czasie jest dla ciebie automatyczne, czy musisz się siłą przypominać?
Ten wątpliwość którą wyrażasz jest zdrowsza niż przekonanie że wszystko idzie idealnie. Serio. Sama pamiętam że po pierwszym miesiącu też nie byłam pewna czy coś się dzieje, a potem ktoś mi powiedział że inaczej reaguję w rozmowie. Dokładnie jak z tą pauzą u Bernadki.
A właśnie, wracam do wątku o obrazach bo moje pytanie zostało trochę przerwane - czy ta hypnagogia albo w ogóle te wizualne rzeczy które się zdarzają podczas medytacji, to znaczy że ta medytacja jest 'głębsza' niż bez nich? Bo z tego co rozumiem, Albitka ich nie ma, a ja mam, i zastanawiam się co to znaczy.
No właśnie. I myślę że to ważne dla Albitki żeby usłyszeć, że brak 'efektów specjalnych' w czasie sesji to nie znaczy że sesja nie działa. Właśnie ta cisza bez efektów często robi najwięcej.
Ale chcę wrócić do pytania o kamienie które zadałam wcześniej, bo Kometka powiedziała że to nie priorytet, ale nie powiedziała że nie działa. Ktoś z was faktycznie używa czegoś fizycznego jako wsparcia podczas medytacji? Świeczka, kamień, cokolwiek?
Właściwie to dobre pytanie. Chyba wolę najpierw ogarnąć samo siedzenie, zanim dokładam kamienie i świeczki. Ale z drugiej strony myślę że gdybym miała jakiś ładny kamień do trzymania, może byłoby mi łatwiej nie myśleć o liście zakupów.
Ta ulga to ważna informacja. Znaczy że gdzieś w środku rozróżniasz już stan 'jestem tu' od stanu 'nie ma mnie'. To nie jest oczywiste na początku, naprawdę. Miesiąc temu pewnie w ogóle nie czułaś tej różnicy, prawda?
Szczerze to chyba nie. Nie zastanawiałam się nad tym w ten sposób. Miesiąc temu siadałam i czekałam aż minie te dziesięć minut, a teraz jednak coś tam jest pomiędzy.
No ale to nadal brzmi jak uczenie się siedzenia, a nie jakiś głębszy efekt. Albitka, a poza poduszką, poza samą sesją, czujesz że coś się zmieniło? Czy to tylko że sesje są mniej nudne?
Hm. Ostatnio koleżanka w pracy mnie przerwała w połowie zdania i ja się... nie zdenerwowałam? Poczułam coś, ale to coś nie wybuchło. Może to to. Albo może miałam dobry dzień.
To co opisujesz to nie jest 'dobry dzień', to jest pauza. Ta sama o której pisała Bernadka wcześniej. Tylko nie wiedziałaś że ją masz, a teraz to widzisz z zewnątrz. To ciekawe że wyszło właśnie przez taki drobny moment, a nie przez coś wielkiego.
Ja bym tylko uważała z wyciąganiem zbyt szybkich wniosków. Jeden spokojny moment w pracy to za mało żeby powiedzieć że medytacja zaczęła działać. Albitka, ile czasu dziennie faktycznie siedzisz? Bo to ma znaczenie, moim zdaniem.
Dziesięć minut to absolutnie wystarczy na tym etapie. Lipka, ilość czasu nie jest tu zmienną kluczową, szczególnie w pierwszym miesiącu. Liczy się regularność, nie długość. Albitka, ile razy w tygodniu to robisz, bo to ważniejsze pytanie.
Myśle że Nyja ma rację w tym sensie że dziesięc minut regularnie jest lepsze niż godzina raz w tygodniu. Albitka, masz te dziesięć minut codziennie czy z przerwami?
Pięć, sześć razy w tygodniu. Zdarza mi się opuścić dzień i wtedy czuję się z tym dziwnie, jakbym coś pominęła. Nie wiem czy to dobry znak czy zły.
Że czujesz że pominęłaś coś ważnego to chyba dobry znak? To znaczy że to stało się częścią jakiegoś rytmu. Albo nie, pytam bo nie jestem pewna jak to interpretować.
Mnie bardziej ciekawi to co Albitka powiedziała o koleżance. Czy ten spokój był świadomy, tzn. czy ty w tamtej chwili pomyślałaś 'zaraz, nie reaguj' czy to po prostu się tak stało samo?
I to jest odpowiedź na pytanie z początku wątku. Właśnie tego można się spodziewać po pierwszym miesiącu. Nie oświecenia, nie braku myśli, nie głębokich wizji. Jednego momentu w tygodniu, kiedy reagujesz inaczej i zauważasz to ze zdziwieniem. Na tym polega ten pierwszy miesiąc.
Ładnie to ujęłaś Kometka, ale mam pytanie do Albitki - czy ten moment z koleżanką, zanim zaczęłaś medytować, w ogóle by do ciebie dotarł? Czy zauważyłabyś że nie zareagowałaś tak jak zwykle, czy po prostu byś przeszła dalej bez refleksji?
Nie wiem czy bym zauważyła. Chyba nie. Poszłabym dalej i po kilku minutach byłoby po wszystkim, może trochę nieprzyjemny osad by został. Ale żebym się zatrzymała i myślała 'hej, to ciekawe'? Raczej nie.
No i to jest właśnie ta zmiana, o którą pytałam. Nie to że spokojniej zareagowałaś, tylko to że w ogóle to widzisz. Albitka, a czy odkąd to zauważyłaś, patrzysz na inne sytuacje przez ten sam filtr? Bo mnie to się zdarzyło, że jak raz dostrzegłam u siebie taką pauzę, to zaczęłam je łapać coraz częściej.
Czyli mówicie, że główna zmiana po miesiącu to nie spokój, tylko zauważanie? To trochę przesunięcie tematu, bo tu pytanie było 'co się stanie', a nie 'co można zaobserwować'.
Skromne to jest właśnie dobre słowo. Tylko że te 'duże' efekty, o których mówisz - sen, stres - one są wypadkową właśnie takich małych rzeczy. Nie przychodzą zanim nie przyjdzie ta pauza. W tej kolejności, nie odwrotnie.
Sama miałam podobnie. Przez pierwsze tygodnie wydawało mi sie że nic sie nie dzieje, a potem ktoś z rodziny powiedział że jestem 'jakaś inna, spokojniejsza'. Sama bym nie powiedziała że tak jest, ale z zewnątrz było widac.
To ciekawe co mówisz Rezedaa, bo ja się sama nie czuję spokojniejsza. Wewnętrznie nadal mi tam dużo gra. Ale może właśnie chodzi o to co wychodzi na zewnątrz, a nie o to co czuję w środku?
Ten obrazek 'zmedytowanej osoby' to chyba największa pułapka na początku. Skąd w ogóle pochodzi, bo mnie też siedział w głowie przez długi czas i nie wiem czy z filmów, z jakichś artykułów, skąd.
