Hej, zaczęłam medytować jakieś dwa tygodnie temu i zastanawiam się, czy robię to dobrze. Siadam, zamykam oczy, liczę oddechy i po jakichś 5 minutach mam wrażenie, że zaraz zasnę albo że myśli mi latają po głowie jak szalone. Czy tak ma być? Czytałam, że po miesiącu medytowania człowiek czuje spokój i jakiś wewnętrzny reset, ale u mnie nic takiego nie czuć. Czy ktoś pamięta swój pierwszy miesiąc?
O, to normalne że myśli latają, szczerze mówiąc przez pierwsze tygodnie to jest właśnie najczęstsze odczucie. Ale dopytam - ile czasu dziennie siadasz? Bo 5 minut to trochę mało, żeby cokolwiek poczuć.
Regularność to podstawa, ale nie jedyna rzecz. Mam pytanie do ciebie - czy masz jakiś konkretny cel tej medytacji? Redukcja stresu, sen, coś innego? Bo od tego zależy też czego możesz się spodziewać po miesiącu.
A tak szczerze, bo sam jestem ciekaw - skąd w ogóle te przekonania, że po miesiącu coś się 'poczuje'? Czytałam gdzieś podobne rzeczy i zawsze mnie to ciekawiło czy to nie jest trochę marketingowe podejście do medytacji.
Darek, mam podobne wątpliwości, ale z drugiej strony - gdzieś chyba musi być jakiś efekt, skoro tyle osób to robi? Albitka, a co konkretnie czujesz podczas tych sesji, bo może jednak coś się dzieje, tylko nie to czego oczekujesz?
A liczy, i to bardzo. To co opisujesz to jest właśnie ten moment, który większość ludzi przegapia - to chwilowe uspokojenie PO sesji to nie jest przypadek. Pytanie tylko czy dajesz sobie czas żeby to naprawdę zaobserwować, czy od razu wstajesz i bierzesz telefon?
Wtrącę się - moim zdaniem ten pierwszy miesiąc to jest w ogóle czas żeby nauczyć się siedzieć nieruchomo, nic więcej. Głębsze zmiany zaczynają się dużo później, po roku albo dwóch latach systematycznej praktyki. Oczekiwanie zmian po 30 dniach to trochę naiwne.
Mnie zastanawia inna rzecz - Albitka pisała o zasypianiu podczas medytacji. Czy to jest w ogóle problem? Bo słyszałam, że niektóre tradycje wręcz celowo prowadzą do granicy snu.
To zależy od techniki. W jodze nidra chodzi właśnie o stan na granicy snu i jawy, ale to inna bajka niż medytacja uważności. Przy mindfulness senność zwykle oznacza że albo jesteśmy za bardzo zmęczeni, albo siedzimy w zbyt wygodnej pozycji. Albitka, siedzisz czy leżysz?
No to masz odpowiedź 🙂 Leżenie to zaproszenie dla mózgu żeby przełączył się w tryb odpoczynku. Spróbuj usiąść, nawet na krześle jeśli podłoga jest niekomfortowa.
Ciekawi mnie jeszcze jeden aspekt - Albitka, medytujesz o konkretnej porze dnia czy kiedy masz chwilę? Bo czytałam że pora ma znaczenie, szczególnie rano przed włączeniem telefonu.
U mnie różnica między medytacją rano a wieczorem jest bardzo wyraźna. Rano mam bardziej żywy umysł, łatwiej mi obserwować myśli bez wciągania się w nie. Wieczorem często kończę na drzemce albo na rozpamiętywaniu dnia. Nie mówię że jedno jest lepsze, ale dla początku polecałabym rano.
Zgadzam się z Bursztynką. Poza tym ciekawa jestem jednej rzeczy - mówiłaś wcześniej że nie masz konkretnego celu tej medytacji. Czy to się zmieniło po tej rozmowie? Bo bez celu ciężko ocenić czy coś 'zadziałało'.
A to ciekawe właśnie - czy medytacja bez celu ma w ogóle sens? Tzn pytam poważnie, bo gdzieś czytałem że niektóre tradycje mówią wręcz odwrotnie, że cel przeszkadza. Ktoś wie jak to jest?
To rozróżnienie intencji i celu jest dla mnie nowe. Nyja, a jak to wygląda w praktyce? Tzn jak wchodzisz na poduszkę z intencją, a nie z celem, to co konkretnie masz w głowie?
Szczerze? Myślę że ten cały podział na intencję i cel to trochę filozofowanie dla filozofowania. Na początku praktyki ważniejsze jest żeby w ogóle usiąść. Albitka, nie komplikuj sobie głowy takimi rzeczami na tym etapie.
A wracając do tematu - ktoś ma może konkretne doświadczenie z tym pierwszym miesiącem? Bo dużo tu o technikach, ale ciekawi mnie co faktycznie czuliście po 30 dniach, nawet jeśli nie idealnie? Albitka pewnie też chętnie usłyszy.
Mogę powiedzieć jak u mnie było. Po pierwszym miesiącu nie miałam żadnego olśnienia, ale zauważyłam że zanim zareaguję na coś irytującego, jest jakby drobna pauza. Dosłownie ułamek sekundy. Długo nie rozumiałam skąd to się bierze, dopiero po czasie skojarzyłam że to chyba stamtąd.
szczerze? Nie miałam pojęcia kiedy to się zaczęło, zauważyłam to z perspektywy czasu. Ktoś mi powiedział 'hej, ostatnio jesteś spokojniejsza' i dopiero wtedy zaczęłam szukać dlaczego.
To co mówi Bernadka jest ważne - często zmiany zauważają najpierw inni. Albitka, czy ktoś z bliskich jakoś skomentował twoje zachowanie od kiedy zaczęłaś medytować? Nawet żartem?
Ten telefon po sesji to naprawdę istotna sprawa. Nie dlatego że telefon jest zły, ale dlatego że twój mózg przez chwilę po medytacji jest w zupełnie innym stanie i wrzucenie w niego bodźców dosłownie natychmiast to trochę jak wyjście z gorącej kąpieli i wskoczenie pod lodowatą wodę. Nie musi to zaszkodzić, ale po co.
A nie ma może jakichś kamieni czy przedmiotów które by pomogły utrzymać ten spokój po sesji dłużej? Czytałam gdzieś że ametyst albo czarny turmalin mogą wspierać medytację, ale nie wiem czy to prawda czy tylko taka ładna legenda.
Mam inne pytanie, może nie wprost do tematu, ale ciekawi mnie - czy przy medytacji zdarza się że zaczyna się coś śnić mimo że się czuwa? Bo Albitka pisała o zasypianiu, ale ja mam coś takiego że jestem przytomna a jednak widzę obrazy. Czy to normalne przy pierwszym miesiącu?
Okej, ale wróćmy do tego co czuć po miesiącu, bo trochę odpłynęłyśmy. Ta pauza o której mówiła Bernadka - mnie interesuje czy to naprawdę efekt medytacji czy może po prostu jesień, mniej bodźców, koniec urlopu. Jak to odróżnić?
Szczerze? Nie wiem czy da się to odróżnić na 100%. Ale ja zrobiłam wtedy małe 'doświadczenie' i na kilka dni przerwy. I wróciło trochę to stare reagowanie. To mnie przekonało bardziej niż jakikolwiek argument.
Myślę że Albitka pyta o coś ważniejszego niż filozofia dowodów. Ona chce wiedzieć czy po miesiącu jej praktyki w ogóle coś ma sens robić. Albitka, powiedz szczerze - masz ochotę wracać na poduszkę rano, czy to ciągłe zmuszanie?
Uczciwie? Mieszane. Są dni kiedy chce mi się i czuję że coś z tego jest. I są dni kiedy siadam czysto z przyzwyczajenia i po pięciu minutach mam w głowie listę zakupów. Nie wiem czy to normalne czy jednak coś robię źle.
