Jeśli znika po wstaniu, to ciekawe - u mnie drżenie też ustępuje dość szybko po zakończeniu sesji. Jakby ciało wychodziło z jakiegoś trybu. Ciekawa jestem czy to jest podobny mechanizm czy zupełnie coś innego.
A wracając do tego co mówiłam wcześniej o tych efektach - Jacenty wspomniał o tej pauzie w pracy zanim odpowiedział. Mnie się też zdarzyło coś takiego ostatnio, że nie zareagowałam od razu na coś co mnie zdenerwowało. I teraz się zastanawiam czy to medytacja czy po prostu zmęczenie. Skąd wiadomo?
Mam pytanie zupełnie z innej strony - wspominacie o obserwowaniu tych napięć, ciepła, drżenia. Ale co zrobić kiedy w ogóle nic nie czuję? Siedzę, staram się skupić na oddechu i jest... cisza. Ciało nic nie robi. Czy to normalne?
Oleandra zadała naprawdę ważne pytanie, bo ja przeszłam przez coś podobnego. Przez długi czas twierdziłam że nic nie czuję, a potem jeden nauczyciel zapytał mnie gdzie czuję oddech. I nagle okazało się że czuję go bardzo dokładnie - rozszerzenie żeber, chłód przy nozdrzach. To było tam cały czas tylko w ogóle tego nie liczyłam jako 'odczucie'.
Anastazja dotyka czegoś co mnie też długo trwało żeby zrozumieć - my uczymy się lekceważyć sygnały ciała które są zwyczajne, a szukamy nadzwyczajnych. A cała praca somatyczna to właśnie odwrotność tego - uczenie się słyszenia zwyczajnych. Drżenie to może być efektowne, ale ciepło powietrza wchodzącego przez nos jest tak samo ważne.
To zmienia trochę moją perspektywę na cały ten temat, bo myślałem że somatyczne doświadczenia w medytacji to właśnie te bardziej dramatyczne rzeczy. A wy mówicie że to po prostu każde odczucie ciała w ogóle?
Więc jak dobrze rozumiem, to drżenie, ciepło, ucisk - to wszystko jest 'somatyczne', bo po prostu dzieje się w ciele? Myślałem że to jakiś osobny termin dla czegoś bardziej specyficznego.
A mnie ciekawi coś innego w tym co Ulka opisuje - ten moment 'przejęcia kontroli' z tytułu tego wątku. Bo jest różnica między tym że zauważam ciało, a tym że ciało narzuca mi kierunek sesji. Czy ktoś ma doświadczenie z tym drugim? Nie obserwowałam czegoś, tylko musiałam za tym iść?
Zwykle wracam do oddechu, ale szczerze - nie zawsze to pomaga. Czasem drżenie wzmaga się zanim ustanie. Jakby oddech dawał mu więcej przestrzeni. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
To co opisujesz - że coś się wzmaga przed ustąpieniem - to nie jest rzadkość. Ciało coś kończy i nie robi tego cicho. Ale nie oznacza to że powinna to kontrolować. Mam pytanie - czy to drżenie ma jakiś rytm, czy jest chaotyczne?
To rozróżnienie, o które Oleandra pyta, jest naprawdę istotne. Rytmiczne drżenie bywa inaczej odczuwane i inaczej przebiega niż chaotyczne. Ale mam wrażenie że Dianka dotknęła czegoś ważnego - że jest 'w środku tego'. Obserwacja podczas intensywnej reakcji somatycznej to zupełnie inne wyzwanie niż obserwacja spokojnego oddechu. Nie dlatego że coś jest nie tak, tylko dlatego że obserwujący i obserwowany stają się bardzo blisko siebie.
Słucham tego i jestem trochę zazdrosna szczerze mówiąc. Wy macie za dużo, ja za mało. Oleandra pytała mnie wcześniej czy może ignoruję subtelne sygnały - zaczęłam zwracać uwagę i chyba coś jest. Takie napięcie w okolicach barków, które zawsze tam jest i nie zwracałam na to uwagi.
A co jeśli to napięcie w barkach to po prostu napięcie z pracy i nic więcej? Nie wszystko musi być głębsze, prawda? Czasem stres to stres.
To co Oleandra mówi mi się bardzo łączy z tym uciskiem w klatce który opisywałam. Może to nie jest nic mistycznego, po prostu ciało mówi 'hej, tu jestem'.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, może trochę z boku - wy wszyscy medytujecie samodzielnie czy ktoś korzysta z prowadzonych sesji? Bo zastanawiam się czy to ma wpływ na te somatyczne reakcje. Wydaje mi się że przy prowadzonej może być trudniej to wszystko zauważyć, bo głos prowadzącego ciągnie w określonym kierunku.
To jest ciekawe bo ja mam odwrotnie. Na prowadzonych sesji miewałam silniejsze reakcje somatyczne, chyba właśnie dlatego że ktoś inny 'pilnuje' kierunku i mogłam pozwolić sobie poluzować kontrolę. W samodzielnej praktyce bywa że część mnie cały czas czuwa czy dobrze.
Anastazja dotyka czegoś co mnie też zajmuje w tej praktyce - tego ile energii idzie na kontrolowanie samej praktyki. Zwłaszcza na początku. Ciało może mieć trudność z 'wypowiedzeniem się' gdy umysł jest równocześnie obserwatorem i krytykiem i zegarmistrzem. Benedyk, a ty próbowałeś już któregoś z tych formatów?
Tylko prowadzone, kilka razy. Właśnie zastanawiam się nad samodzielną praktyką ale trochę nie wiem od czego zacząć - bez prowadzącego głosu nie wiem na czym się skupić. Ale to trochę inny temat, nie chcę za bardzo odbiegać.
Dobra, wracając do sedna - bo chyba odpłynąłem z tym pytaniem o prowadzone sesje. To co Anastazja opisała, że przy prowadzonej można bardziej 'poluzować', to ma dla mnie sens. Ale to znaczy że te reakcje somatyczne są jakoś zależne od poczucia bezpieczeństwa? Że ciało nie puści czegoś gdy część umysłu czuwa?
Wróciłam do tego co Oleandra pytała o rytm drżenia. Pomyślałam o tym po ostatniej sesji - i chyba jednak to nie jest chaotyczne. Jest takie... falujące. Narasta i opada. Nie wiedziałam jak to opisać wcześniej.
To co Dianka mówi o trudności z jednoczesną obserwacją kilku rzeczy jest dla mnie kluczowe w tym temacie. Bo właśnie wtedy ciało 'przejmuje kontrolę' z tytułu tego wątku - gdy staje się zbyt wyraźne żeby równolegle śledzić oddech, myśli i to co się dzieje w ciele. Coś musi zejść na drugi plan. I zwykle to umysł zwalnia obserwację, nie ciało.
Ale czy to jest złe? Że umysł zwalnia obserwację i ciało prowadzi? Pytam szczerze, bo brzmi to jakbyśmy zakładali że to jest coś do zarządzenia, a może nie trzeba.
Dobra, ale jak to wygląda praktycznie? Bo te opisy są piękne ale ja jak mam drżące nogi to mam ochotę wstać i wyjść, nie filozofować. Jak wy sobie radzicie z tym że to jest po prostu fizycznie niekomfortowe?
Ja przerywałam kilka razy i potem żałowałam. Ale raz nie przerwałam i żałowałam tego też, bo potem czułam się nieswojo przez resztę dnia. Więc nie wiem czy jest jedna dobra odpowiedź.
To co Stanislawa opisuje - smutek bez powodu po sesji - ja to znam. Myślałem że źle medytuję. Serio, przez długi czas tak sądziłem. A może to jest po prostu część tego?
To nie jest kwestia złej medytacji. To co Jacenty i Stanislawa opisują to bywa efekt tego że ciało 'otworzyło' coś w czasie sesji i to nie zamknęło się do końca przed powrotem do codzienności. Nie mówię że to zawsze tak jest, ale ten schemat - intensywna sesja, potem dziwny nastrój - to pojawia się dość regularnie w opowieściach. Pytanie brzmi co z tym robić, nie czy to normalne.
No to właśnie - co z tym robić? Czy jest coś co pomaga 'zamknąć' sesję żeby to nie leciało dalej w dzień?
