A ja chciałem wrócić do tego co Magnolka mówiła o otwieraniu drzwi. Czy ktoś miał tak że TRE albo coś podobnego otworzyło coś czego potem nie dało się zamknąć? Że zaczął się proces który szedł dalej niezależnie od tego czy tego chciałeś?
Ale skąd w ogóle człowiek ma wiedzieć że przekracza to okno tolerancji jak Oleandra napisała? To brzmi jak coś co odkrywasz dopiero jak już przekroczyłaś.
I znowu wracamy do tego samego miejsca - żeby rozpoznać te sygnały to trzeba mieć jakiś poziom samoświadomości. A ludzie którzy zaczynają często jej nie mają. To jest trochę błędne koło.
Zywilka ma rację że to jest błędne koło, ale nie do końca. Bo samoświadomość buduje się właśnie przez te doświadczenia, nawet te trudne. Nie trzeba jej mieć na początku - ona przychodzi. Pytanie ile się jest gotowym przez to przejść zanim się nauczy.
Słucham tego wątku i muszę powiedzieć że trochę się boję tej medytacji po tym wszystkim. To znaczy wcześniej myślałem że to spokojne siedzenie i oddychanie, a tu wychodzi że można wywołać całe spektrum rzeczy których się nie spodziewasz. Czy naprawdę to takie nieprzewidywalne?
Ja myślę że to zależy też od tego co się niesie w ciele przed medytacją. Jak ktoś ma dużo nieprzetworzonego to ryzyko że coś wyskoczy jest większe niż u kogoś spokojniejszego. Ale to nie znaczy że nie medytować - tylko że uważać.
Dobra, ale żeby nie skończyć na straszeniu - czy jest jakiś sposób żeby zacząć bezpiecznie? Bez nauczyciela, bez terapeuty, samodzielnie? Bo nie wszyscy mają dostęp do takich osób ani pieniędzy na to.
Mam pytanie do tego co Konstancja napisała - 'tracisz grunt pod nogami' - czy to jest to samo co ta dysocjacja o której wcześniej ktoś pisał? Bo te opisy brzmią podobnie.
