Chciałam poruszyć temat, który mnie ostatnio bardzo absorbuje i z którym nie wiem do końca co robić. Chodzi o somatyczne reakcje podczas medytacji - czyli takie momenty, kiedy ciało zaczyna dosłownie żyć własnym życiem, niezależnie od tego, co się dzieje w głowie. U mnie zaczęło się od drżenia nóg podczas głębszej sesji, potem doszło kołysanie tułowiem. Nie inicjuję tego świadomie. Po prostu... ciało zaczyna się ruszać. Czytałam trochę o kriyi w tradycji jogi, ale nie wiem, czy to to samo. Czy ktoś z was doświadczał czegoś podobnego? Zastanawiam się, czy to w ogóle jest bezpieczne i czy powinnam pozwalać, żeby to szło dalej, czy raczej kontrolować i zatrzymywać.
To bardzo konkretny temat i dobrze, że go poruszasz. Sama przez lata miałam podobne stany - najpierw drżenie rąk, potem coś w rodzaju falowania kręgosłupa. To nie jest przypadek i nie jest to nic groźnego, o ile jesteś przytomna i wiesz, gdzie jesteś. Ale mam do ciebie pytanie: czy te reakcje pojawiają się od razu na początku sesji, czy dopiero po głębszym wejściu w stan?
Czytam i trochę mi się kręci w głowie, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Medytuję może od roku, głównie skupiam się na oddechu i mam wrażenie, że jeszcze nie wchodzę za głęboko. Ale mam pytanie - czy to drżenie jest rytmiczne, czy raczej takie nieregularne? Bo wyobrażam sobie to różnie i nie wiem, jak to właściwie wygląda.
Mnie też to spotkało, chociaż u mnie bardziej w okolicach klatki piersiowej i gardła. Jakieś drgania, czasem coś w rodzaju płaczu bez powodu - łzy leciały same, choć nie byłam smutna. Terapeuta somatyczny, do którego chodziłam, mówił że to rozładowanie napięcia zgromadzonego w ciele. Ale właśnie - czy wy to zatrzymujecie, czy pozwalacie płynąć?
Łzy bez powodu to coś, co znam bardzo dobrze. U mnie to była stała towarzyszka głębszych sesji przez dobre kilka miesięcy. W pewnym momencie przestałam z tym walczyć i po prostu się temu przyglądałam. Ale zastanawiam się - Konstancja, czy próbowałaś kiedyś to nagrać albo obserwować z zewnątrz? Mnie bardzo pomogło potem obejrzeć nagranie, bo to co czuję w środku a to jak to wygląda z zewnątrz to czasem dwie zupełnie różne rzeczy.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem. Sam medytuję nieregularnie i raczej krótko, ale raz mi się zdarzyło coś dziwnego z rękami - zaczęły mi drżeć i czułem jak gdyby ciepło przepływało od środka. Nie wiedziałem co z tym zrobić więc otworzyłem oczy i skończyłem. Teraz żałuję, że nie zostałem.
A jak długo to trwa zanim te reakcje ustępują? Pytam bo mam sesje raz w tygodniu i zastanawiam się czy to w ogóle się u mnie pojawi, bo ja na razie czuję tylko to że mi się nogi śpią i chyba tyle.
Wracając do początku tej rozmowy - Konstancja napisała coś ważnego: że mimo ruchu czuje się osadzona. To jest według mnie kluczowe rozróżnienie. Somatyczne reakcje w medytacji to nie to samo co utrata kontroli. Można być w pełnym ruchu i jednocześnie być całkowicie przytomnym obserwatorem. Ci którzy się boją tych stanów, często mylą te dwie rzeczy.
Przyznam szczerze że nie bardzo rozumiem o co chodzi z tą krią o której wspomniałaś na początku. Czy to jest jakiś konkretny rodzaj medytacji, czy coś co po prostu się zdarza samo? Przepraszam jeśli głupie pytanie, ale naprawdę jestem zielona w tematach medytacyjnych.
Słucham tej rozmowy i chcę dodać jedną rzecz, bo mi umknęło - czy ktoś z was rozmawiał z doświadczonym nauczycielem medytacji o tych stanach? Nie mówię, że trzeba, ale jeśli te reakcje są intensywne i regularne, to warto mieć kogoś żywego, kto może to obserwować z zewnątrz. Tekst na forum to jedno, ale towarzyszenie - drugie.
Mam jeszcze jedno pytanie, bo ta rozmowa mnie naprawdę skłoniła do myślenia - czy te somatyczne reakcje są czymś, do czego dążycie, czy one po prostu przychodzą i tyle? Bo mam wrażenie, że niektórzy opisują to jakby był to cel sam w sobie.
Zgadzam się z Anastazją w tym całkowicie. U mnie te drżenia pojawiły się jako coś niezaplanowanego i do dziś nie 'zapraszam' ich świadomie. Po prostu przychodzą kiedy przychodzą. Sesja, podczas której nic takiego się nie dzieje, nie jest gorsza.
Wracając do pytania Jacentego - ten problem z 'dążeniem' do reakcji ciała to coś, co widzę u ludzi zaczynających praktykę regularnie. Zaczynają mierzyć wartość medytacji tym, co dzieje się fizycznie. Potem albo są rozczarowani spokojem, albo próbują wymusić coś, co wtedy już nie przychodzi naturalnie.
Przepraszam, że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - to drżenie i te reakcje to nie jest coś złego? Bo jak czytam, to z jednej strony brzmi normalnie, z drugiej gdyby mi się to przydarzyło to chyba bym się przestraszyła.
Zastanawiam się nad czymś, co ktoś powiedział kilka postów wyżej o tym, że każda sesja jest inna. Mam wrażenie, że w tej rozmowie dużo mówimy o spektakularnych reakcjach - drżenie, łzy, ciepło. Ale co z sesjami, kiedy ciało po prostu siedzi cicho i umysł błądzi? Czy to też jest praca somatyczna w jakimś sensie?
Tygodnie? Serio, tygodnie później? To jest bardzo długo. Jak masz regularną praktykę, to jak długo trwa zanim zauważysz jakiekolwiek zmiany?
Czytam ten wątek od początku i mam jedno sceptyczne pytanie - skąd wiadomo, że te reakcje somatyczne wynikają z medytacji, a nie po prostu z tego, że siedzicie bez ruchu przez dłuższy czas i ciało reaguje na unieruchomienie? Bo drżenie mięśni po długim bezruchu to fizjologia, nie?
No dobra, przyjmuję te argumenty - że głębokość i lokalizacja są inne. Ale mam kolejne pytanie, bo to mnie naprawdę zastanawia: czy ktoś z was próbował kiedyś sprawdzić, co się dzieje, celowo przerywając to drżenie? Wstać, poruszać się, a potem wrócić? Ciekawi mnie czy te reakcje wracają czy znikają.
To co Dianka napisała, że ciało 'pamięta' - to jest ciekawe. Czy to nie jest po prostu stan relaksacji, który ciało wchodzi szybciej za drugim razem bo już raz tam było tego dnia?
Mam pytanie do Diankii i Konstancji - wspominałyście obie o tym strachu przy pierwszym razie. Jak długo trwało zanim to przestało być niepokojące? Bo słucham tej rozmowy i myślę sobie, że jak mi się to przydarzy to nie wiem jak zareaguję.
A ja mam takie naiwne pytanie, przepraszam - czy to drżenie jest widoczne z zewnątrz? Mam na myśli, czy gdyby ktoś patrzył, toby to widział? Bo medytuję głównie gdy dzieci śpią i nie chciałabym żeby mnie zobaczyły i się przestraszyły.
Wracam do tego co Oleandra powiedziała wcześniej, że u niektórych te reakcje w ogóle się nie pojawiają. Mam pytanie - czy brak tych reakcji somatycznych oznacza, że medytacja jest płytsza? Czy to po prostu inny typ praktyki?
Ale właśnie to da się sprawdzić, tylko nie w sposób który byśmy chcieli. Ja zaczęłem to zauważać po tym jak ktoś w pracy powiedział coś nieprzyjemnego i zamiast od razu odpowiedzieć, po prostu... poczekałem chwilę. Nie planowałem tego, tak po prostu wyszło. I dopiero po fakcie pomyślałem, że rok temu bym tak nie zareagował.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i chciałam zapytać o jedną rzecz - mówicie o drżeniu, cieple, łzach. Czy zdarzają się też reakcje somatyczne, które są nieprzyjemne? Napięcie, ból, coś takiego? I co wtedy?
Dziękuję Konstancja za odpowiedź. Pytam bo kilka razy podczas siedzenia czułam coś jakby ucisk za mostkiem i nie byłam pewna czy to medytacja czy po prostu stres dnia. Jak odróżnić jedno od drugiego?
A to rozróżnienie, które Jacenty opisuje, między 'boli' a 'czuję' - to jest wyuczone czy przyszło samo? Bo dla mnie te dwa słowa znaczą to samo.
Ta różnica którą Jacenty próbuje opisać jest dla mnie jedną z kluczowych rzeczy w pracy somatycznej. Ból wzywa do działania, a wrażenie można obserwować. Ale żeby to rozróżnienie w ogóle miało sens, trzeba mieć jakieś tło praktyki. Stanislawa, jak długo siedzisz?
