Ta kalibracja o której mówi Bard85 to jest ta właśnie na początku sesji, tak. Muse porównuje twój aktualny stan do tego baseline a nie do jakiegoś globalnego standardu. Więc jeśli masz naturalnie więcej theta to i tak może ci to pomagać, bo porównuje ciebie z tobą. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co czytałem o ich metodologii.
To trochę lepiej brzmi bo miałam właśnie taką obawę że bedę porówywana do kogoś innego i moje wyniki będą zawsze gorsze. Ale to że porównuje mnie z mną samą ma więcej sensu. Porewit, a ta kalibracja jest przed każdą sesją czy tylko raz na początku w ogóle?
To ciekawe że sama kalibracja stała się dla ciebie częścią rytuału. Bo to jest właśnie coś co mnie w biofeedbacku trochę przyciąga, ta struktura. Moje sesje bez urządzenia są chaotyczne pod względem czasu i sposobu wejścia. A ty Porewit masz stały schemat od początku do końca sesji?
Ale ta rama to nie jest coś co wymaga sprzętu za kilkaset złotych. Możesz sobie ustawić minutnik, zapisać czas w notatniku i mieć tę samą strukturę. Nie rozumiem dlaczego wszyscy zachowują się jakby tylko Muse mogło nauczyć cię regularności.
Przez tysiące lat ludzie mieli też struktury których teraz nie mamy. Klasztor, nauczyciel, sangha, określone godziny. Biofeedback to może być jeden ze sposobów żeby zastąpić tę zewnętrzną ramę gdy się jej nie ma. Nie twierdzę że jest idealny, ale zarzut że to gadżet trochę mija się z tym co tak naprawdę daje.
No właśnie, i to jest chyba sedno. Ja nie mam nauczyciela, medytuję sam z aplikacją i artykułami. Może biofeedback byłby czymś co daje mi chociaż namiastkę tej zewnętrznej informacji zwrotnej której nie mam skąd dostać inaczej. Kalinei, ty coś kiedyś pisałaś o uczeniu się bez nauczyciela, co o tym myślisz?
Szczerze to nie wiem czy jestem dobrą osobą do pytania, bo sama się uczę głównie z książek i nic nie wiem o biofeedbacku w praktyce. Ale to co Fabianek mówi o braku informacji zwrotnej, to rozumiem. Sama nie wiem czy to co robię podczas medytacji ma sens, bo nie ma kto powiedzieć.
To co Dalia powiedziała o kotwieniu, to mi się mocno odzywa. Ja też szukam czegoś co mi powie 'hej, zrobiłaś to dobrze, idź w tym kierunku'. Tylko mam pytanie do tych co mają Muse albo cokolwiek podobnego, czy to urządzenie faktycznie daje poczucie że idziesz w dobrą stronę, czy tylko pokazuje dane bez żadnej interpretacji?
To jest de facto dziennik medytacji i to jest stara metoda, naprawdę stara. Mnisi zen robili to od wieków. Nie rozumiem czemu trzeba do tego dokładać sprzęt EEG. Notatnik wystarczy.
Zatrzymajmy się przy tym co Ezoteryk powiedział, bo to jest coś co sam zaczynam robić i naprawdę zmienia perspektywę. Dane z Muse bez notatek są jak liczby bez kontekstu. Ale dane z notatkami zaczynają układać się w coś co możesz czytać. Czy ktoś z was próbował to robić dłużej niż miesiąc?
Porewit, to jest chyba dla mnie najważniejsza rzecz w całej tej rozmowie. Że twoje subiektywne odczucia pokrywały się z tym co rejestrowało urządzenie. Bo właśnie o to mi chodzi, chcę wiedzieć czy to co czuję w medytacji jest 'prawdziwe' w jakimś sensie, czy tylko mi się wydaje.
No i tu wracamy do pytania które już padło ale nie zostało porządnie rozwiązane. Co znaczy 'prawdziwe' w kontekście medytacji? Bo jeśli coś czujesz, to to czujesz. Urządzenie może co najwyżej potwierdzić że ciało reaguje w określony sposób, ale doświadczenie jest zawsze subiektywne.
Dobra, ja mam zupełnie inne pytanie bo ta filozofia mnie przerasta. Wróćmy do praktyki. Czy jest coś tańszego niż Muse co działa podobnie? Bo widziałam że Muse kosztuje ze trzy stówki i nie wiem czy chcę tyle wydać na coś czego nie sprawdziłam.
Ja też dopiero śledzę ten temat i mam podobne pytanie jak Cyrkonia. Ale jeszcze bardziej podstawowe. Czy biofeedback oddechowy to coś co można robić zupełnie samodzielnie bez żadnych instrukcji, czy jednak trzeba wiedzieć co robić z danymi?
A mnie ciekawi zupełnie inny aspekt. Czy ktoś z was miał tak, że zaczął bardziej ufać urządzeniu niż sobie? Bo to by mnie niepokoiło. Chcę się uczyć słuchać siebie, a nie patrzeć co mówi ekran.
To co Bard opisuje to jest trochę jak technika w pracy z czakrami, gdzie najpierw sam sprawdzasz czego czujesz, a dopiero potem możesz potwierdzić z zewnątrz. Nie wiem czy to zamierzone, ale mechanizm podobny. Subiektywne przed obiektywnym, żeby to pierwsze nie zostało przykryte.
A wracając do tego co Bard mówił o aplikacjach bez sprzętu, które mierzą tętno przez kamerę, to jak one w ogóle działają? Bo trochę mi to brzmi jak magia, nie rozumiem jak telefon może to zmierzyć.
I teraz przyszliśmy do sedna mojego sceptycyzmu. To odbudowywanie zmienności to jest po prostu regulacja układu nerwowego. Nie potrzebujesz do tego aplikacji, wystarczy ćwiczyć spokojny oddech każdego dnia. Biofeedback nic tu nie przyspiesza, tylko ci pokazuje coś co i tak się dzieje.
Gustlik, ale czy 'pokazywanie że to się dzieje' nie jest właśnie czymś wartościowym? Mnie przez wiele miesięcy medytowania wydawało się że nic się nie zmienia. Gdybym wtedy miał cokolwiek co by pokazało że jednak coś się dzieje, może bym nie rzucił praktyki na kilka tygodni z frustracji.
Rozumiem ten argument, naprawdę. Ale czy to nie jest trochę jak uczenie dziecka chodzenia przez pokazywanie mu wykresu kroków? Ciało i tak się uczy, dane mogą bardziej przeszkadzać niż pomagać jeśli zamieniasz medytację w sport wyczynowy.
Ja mam inne pytanie do całej tej dyskusi. Czy ktoś z was próbował łączyć biofeedback z jakąs konkretną techniką medytacji, na przykłąd z body scanem albo z uważnością na oddech? Bo zastanawiam się czy wyniki by były inne przy różnych technikach, albo czy sam pomiar by nie rozpraszał przy body scanie.
To mnie zastanawia czy nie ma tu jakiegoś efektu placebo w drugą stronę. Znaczy, widzę dobry wynik, czuję się lepiej, i to uczucie jest prawdziwe, ale nie wiem czy pochodzi z medytacji czy z tego że zobaczyłam cyfrę. Czy ktoś próbował medytować z urządzeniem, ale zakryć ekran i sprawdzić wynik dopiero po tygodniu?
To co Kalinei pyta o efekt placebo jest dla mnie bardzo ciekawe, bo sam się nad tym zastanawiałem. Próbowałem coś takiego: kilka razy siadałem z Muse, ale po sesji zakrywałem ręką ekran zanim spojrzałem na wyniki i najpierw zapisywałem w notatniku jak czułem się subiektywnie. Potem dopiero patrzyłem na dane. Nie jest to idealne badanie, ale zauważyłem że moje odczucie spokoju i wynik z aplikacji nie zawsze szły w parę. Czasem czułem się świetnie, a wynik był przeciętny. Więc ta kwestia jest naprawdę otwarta.
Ten problem rozbieżności między odczuciem a pomiarem jest bardzo stary, tylko w nowym opakowaniu. W pracy z energią ciała też masz momenty, kiedy czujesz że coś się ruszyło, a z zewnątrz nic nie widać, albo odwrotnie. Pytanie jest zawsze: które źródło informacji jest wiarygodniejsze i w jakiej sprawie.
Gustlik ma rację że dokładność opasek jest ograniczona, ale to nie znaczy że pomiar jest bezużyteczny. W medytacji nie potrzebujesz precyzji klinicznej, potrzebujesz trendu. Czy moje HRV rośnie przez miesiąc ćwiczeń, czy nie. Do tego opaski są wystarczające, badania to potwierdzają.
Trochę zgubiłam wątek w tej dyskusji o dokładności pomiarów. Wracając do mojego pytania o konkretne techniki, które zadałam wcześniej, to chciałam się zapytać Barda albo Porewita: czy przy medytacji z mantrą biofeedback w ogóle ma sens? Bo tam skupienie jest zupełnie inne niż przy uważności na oddech.
Ja porównywałem, choć niezbyt systematycznie. Moje odczucie jest takie że po medytacji z mantrą mam wyższe HRV niż po body scanie, ale body scan robię zwykle wieczorem kiedy jestem już zmęczony, więc nie wiem czy to technika czy pora dnia. Zmiennych jest za dużo żeby wyciągać wnioski bez dyscypliny w testowaniu.
