Hej, ale to co opisujesz Bard85 to mogłoby się zdarzyć bez żadnego biofeedbacku. Skąd wiesz że to był efekt technologii a nie po prostu dobra sesja?
Mam pytanie do tych co próbowali tego treningu w czasie rzeczywistym, czy w ogóle da się wtedy być uważnym na ciało i jednocześnie śledzić wskaźnik? Dla mnie to brzmi jak dzielenie uwagi na dwa miejsca naraz.
A czy ktoś wie jak to jest u bardziej doświadczonych medytujących, tych co siedzą od lat? Czy biofeedback coś im daje, czy to raczej zabawka dla początkujących?
To co Porewit mówi jest ważne. Znam to z siebie, że czasem po medytacji kiedy byłam bardzo skupiona i cicho w głowie, puls był nadal podwyższony bo na przykład wcześniej miałam trudną rozmowę. Ciało zostaje z tym dłużej niż umysł.
Dla mnie to przyszło przez pomyłkę. Miałem raz sesję którą subiektywnie oceniłem jako całkowity niewypał, rozbiegane myśli, nie mogłem się uspokoić, a wyniki HRV były całkiem niezłe. Byłem tak zaskoczony że zacząłem czytać co właściwie HRV mierzy i wtedy zrozumiałem że to nie jest to samo.
Dobra, wracam do tego co Bard85 napisał o tej nieudanej sesji. Mnie to bardzo ciekawi, bo właśnie chyba założyłam, że jeśli czuję spokój, to wszystko gra. A tu się okazuje, że ciało może spokojnie tykać sobie w swoim rytmie niezależnie od tego co się dzieje w głowie. To trochę trudne do ogarnięcia dla kogoś takiego jak ja, który zaczyna. Czy to znaczy, że w ogóle nie można ufać temu co się czuje podczas medytacji?
I to jest chyba zdrowe podejście. Zastanawiam się tylko czy nie wpadamy teraz w drugą skrajność, czyli żeby w ogóle nie ufać danym. Bo jeśli HRV regularnie rośnie po twoich sesjach przez kilka tygodni, to coś to mówi, nawet jeśli nie wiemy dokładnie co.
Mam wrażenie że ta dyskusja kręci się coraz bardziej wokół pytania 'czy biofeedback w ogóle cokolwiek mierzy przydatnego', a straciłem nieco z oczu to jak to wszystko wpływa na samą praktykę medytacyjną. Bo mi zależy głównie na tym, czy to pomaga siedzieć, nie na tym czy mierzy obiektywnie.
A ja mam inne wrażenie, bo trochę eksperymentowałam. Po jakimś czasie z aplikacją zaczęłam się bardziej pilnować podczas sesji, jakby grała we mnie chęć 'dobrego wyniku'. I to mi psulo medytację, bo zamiast być, zaczęłam wykonywać. Czy ktoś miał coś takiego?
To jest znany mechanizm w biofeedbacku klinicznym, gdzie terapeuci specjalnie uczą pacjentów żeby nie starali się. Dosłownie jest tam ćwiczenie które polega na tym żeby celowo 'obniżyć wyniki' i przez to poczuć że nie są w stanie tego kontrolować świadomie. Czy aplikacje domowe w ogóle coś takiego uwzględniają?
Mnie tu zastanawia jedno, bo słucham tej dyskusji i widzę że wszyscy mówimy o biofeedbacku HRV. A czy ktoś próbował czegoś innego, na przykład EEG biofeedbacku, te domowe opaski które mają mierzyć fale mózgowe? Bo to chyba jeszcze inny poziom skomplikowania.
Czyli wracamy do tego że HRV jest jednak najsensowniejszą opcją na poziomie domowym? A co z tymi aplikacjami które mierzą przez kamerę telefonu, bez żadnych dodatkowych czujników? Ktoś to sprawdzał?
Tak, właśnie tak to u mnie wygląda od jakichś dwóch miesięcy. Używam mniej więcej co trzecia sesja, resztę robię bez. I szczerze, te bez pomiaru często wychodzą mi lepiej, głębiej. A te z czujnikiem traktuję bardziej jako sprawdzenie czy coś się zmienia w czasie, nie jako wyznacznik tego czy 'dobrze' siedziałem danego dnia. Ale zastanawiam się czy to nie jest tylko moje przekonanie i czy naprawdę siedzę głębiej, czy po prostu mam mniej napięcia bo nie patrzę na dane.
