Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegoś czasu w tym wątku. Czy biofeedback może w ogóle działać u osoby która dopiero zaczyna medytować i nie ma żadnych podstaw? Czy to nie jest coś raczej dla tych co już coś umieją i chcą to udoskonalić?
Oraklia, to jest właśnie pytanie od którego ja zacząłem ten temat w sumie. Bo sam byłem zupełnym początkującym kiedy zacząłem myśleć o biofeedbacku. I moje odczucie jest takie że dla kogoś na początku dane mogą być wręcz pomocne, bo dają jakiś punkt zaczepienia kiedy nie wiesz jeszcze co 'właściwa medytacja' w ogóle oznacza.
Ale jak masz punkt zaczepienia w postaci liczb to nie uczysz się rozpoznawać własnych stanów, tylko gonicę za wynikiem. Dla mnie to by było właśnie demotywujące, bo albo trafiam w tę liczbę albo nie.
Mnie ciekawi co z osobami które mają lęk. Pytam bo znam kogoś kto próbował medytować i samo siedzenie w ciszy wywoływało niepokój. Czy urządzenie które pokazuje że tętno rośnie zamiast maleć nie zrobi więcej złego niż dobrego w takiej sytuacji?
I tu wracamy do mojego głównego zarzutu wobec całego tego nurtu: technologia stwarza wrażenie że masz kontrolę i wsparcie, a w rzeczywistości siedzisz sam z telefonem bez żadnego prawdziwego przygotowania ani osoby która by ci pomogła jeśli coś pójdzie nie tak. Aplikacja nie zapyta cię czy wszystko w porządku.
Gustlik, mam wrażenie że trochę mieszasz dwie rzeczy. To że ktoś siedzi sam z telefonem bez wsparcia to nie jest problem biofeedbacku samego w sobie, tylko problem podejścia tej osoby. Równie dobrze możesz siedzieć sam z książką do medytacji i narobić sobie problemów jeśli trafisz na złą technikę. Czy to jest zarzut wobec książek?
Nie mieszam. Książka nie daje ci złudzenia obiektywnej kontroli nad tym co robisz. Biofeedback to robi. To jest zasadnicza różnica, bo ludzie traktują dane z urządzenia jako werdykt, a nie jako sugestię. Widziałem to wielokrotnie.
Wracając do pytania Kalinei o osoby z lękiem, bo to mi się wydaje konkretniejsze niż ta dyskusja o werdyktach. Gustlik, Ezoteryk mają rację że tam to może być problematyczne. Ale zastanawiam się czy nie ma takiego pośredniego zastosowania, gdzie biofeedback służy do uczenia się rozróżniania lęku od spokoju bez oceniania, tylko jako obserwacja. Ktoś próbował czegoś takiego?
Czy ktoś wie czy są aplikacje które specjalnie są zaprojektowane żeby nie oceniać, tylko pokazywać? Bo te które znam mają jakieś gwiazdki, punkty, strefy kolorowe i tak dalej, co od razu sugeruje że czerwony to źle a zielony to dobrze. Może jest coś bardziej neutralnego?
Ale to wymaga dużo cierpliwości i systematyczności. Ja na przykład wiem że nigdy bym tego nie robiła tak konsekwentnie przez dwa miesiące. Czy jest jakiś krótszy sposób żeby zrozumieć co te wykresy pokazują, bez takich długich zbieraniach danych?
Mnie to szczerze denerwuje w tym wątku, że wszystko wymaga miesięcy, tygodni, baseline. Medytacja ma być praktyką duchową a nie projektem badawczym. Czy ktokolwiek po prostu siada i medytuje i tyle, bez tych wszystkich danych?
To jest dobry punkt. Ja miałem dokładnie ten problem. Przez pierwsze sesje bardziej się skupiałem na tym czy urządzenie dobrze mierzy niż na samej medytacji. Dopiero jak przestałem się tym przejmować wróciłem do praktyki. Ale to zabrało mi ze trzy tygodnie.
Dobra, to mam konkretne pytanie zanim w ogóle zacznę myśleć o jakimkolwiek urządzeniu. Czy wy widzicie jakąś realną różnicę w samej jakości medytacji, czy tylko w tym że lepiej ją rozumiecie z zewnątrz? Bo to dla mnie istotne rozróżnienie.
To co Porewit08 pisze, to ciekawe zjawisko. Efekt obserwatora w zasadzie. Czy sama świadomość pomiaru zmienia to co jest mierzone. W medytacji to może działać w dwie strony, albo mobilizuje albo generuje dodatkowe napięcie.
Ja miałem etap gdzie celowo zacząłem medytować bez urządzenia raz w tygodniu, żeby zobaczyć czy czuję różnicę. I faktycznie czułem, sesje bez urządzenia były jakby luźniejsze, mniej ustrukturyzowane. Nie wiem czy lepsze czy gorsze, ale inne.
Mnie to troche zdziwiło co Ezoteryk94 pisze. Myślałam że jak sie przyzwyczaisz do urządzenia to przestaje miec znaczenie czy jest czy nie ma. A tu widać że jednak zostawia jakiś ślad w sposobie bycia na sesji.
Wracając do tego co mówiłam wcześniej o aplikacjach, to wypróbowałam Elite HRV które polecał Bard85. Faktycznie nie ma tych gwiazdek i kolorów. Ale teraz mam inny problem, mianowicie nie wiem po jakim czasie mierzyć żeby wynik był miarodajny. Ile to powinna trwać sesja pomiaru?
Ale Porewit08, mówiłeś wcześniej że ważne jest żeby rozumieć co się mierzy, a teraz mówisz że dokładność nie ma znaczenia. Trochę to sprzeczne, nie?
To jest właściwie jedna z ważniejszych rzeczy w tej rozmowie. Spójność metody jest ważniejsza niż jej absolutna dokładność. Mierzysz zawsze tym samym, w tych samych warunkach, i porównujesz ze sobą a nie z jakąś normą zewnętrzną.
Dobra, ale to trochę frustrujące. Kupuję urządzenie, zaczynam mierzyć, a po miesiącu okazuje się że jedyne co mogę porównywać to siebie z sobą sprzed miesiąca. Nie wiem wtedy czy jestem blisko czegoś czy daleko. Jak w ogóle mam wiedzieć że idę w dobrą stronę?
Hm, to jest ciekawy pomysł. Tzn. używać biofeedbacku żeby testować co dla mnie działa lepiej, a nie żeby sprawdzać czy osiągam jakąś normę. Nie myślałam o tym w ten sposób wcześniej. Porewit08, próbowałeś tak robić?
Ale tu pojawia się problem który chyba wszyscy omijamy. Jak kontrolujesz warunki przy takim teście? Jeden dzień możesz być bardziej zmęczony, po innym kawie, po innym kłótni. Te zmienne są nie do opanowania w warunkach domowych.
Mnie to co Gustlik06 piszę jest bliskie, bo ja własnie próbowałam to robić systematycznie i po trzech tygodniach miałam wrażenie że wyniki sa losowe. Raz dobrze po jednej technice, raz po drugiej. Może jestem za niecierpliwa ale nie widziałam żadnego wzorca.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad czymś innym. Czy ktoś próbował używać biofeedbacku nie do porównywania technik, ale do nauki konkretnego stanu? Tzn. urządzenie informuje w czasie rzeczywistym i ty próbujesz utrzymać wskaźnik na jakimś poziomie. To chyba jest właśnie oryginalne zastosowanie biofeedbacku, nie?
Próbowałem kilka miesięcy temu aplikacji która grała muzykę spokojniejszą kiedy HRV rosło. Na początku myślałem że to gra, po kilku sesjach zacząłem czuć coraz bardziej kiedy coś się zmienia bez patrzenia na ekran. Nie wiem czy to efekt treningu czy po prostu nauczyłem się bardziej obserwować swój oddech.
A to nie jest właśnie problem z tym całym biofeedbackiem? Że uczysz się reagować na bodziec zewnętrzny, a nie na własne wewnętrzne sygnały? Wydaje mi się że w medytacji chodzi o coś odwrotnego, o to żeby nie potrzebować zewnętrznych wskazówek.
To co Cyrkonia mówi ma sens, ale myślę że problem nie jest w ciągłości bodźca tylko w tym do czego kieruje twoją uwagę. Jeśli słuchasz muzyki biofeedbackowej i słyszysz że robi się spokojniejsza, twoja uwaga idzie na efekt, a nie na proces. I to może być pułapka.
