Medytacja raczej nie jest ani symptomem, ani przyczyną. Jest lustrem. Jeśli siadasz i po pięciu minutach chcesz uciec, to nie medytacja cię irytuje, tylko to co w niej widzisz.
To co mówi Blanka ma sens ale też może być troche przytłaczające jak się dopiero zaczyna. Zaczynam sie zastanawiać czy nie za bardzo skomplikowaliśmy ten temat. Jacenty pytał jak wybrać technikę, a gadamy o lustrzach i głębszych przyczynach.
Powiem szczerze, mnie to nie przytłacza. Raczej mi pomaga, bo widzę, że mój problem z medytacją może nie być błędem technicznym. Ale i tak zostaje pytanie, co z tym zrobić praktycznie.
Praktycznie to wygląda tak, spróbuj body scanu z nagraniem przez dwa tygodnie, codziennie, nawet po pięć minut. Jeśli niecierpliwość w tym czasie się pojawia, to zamiast z nią walczyć, zauważ ją i wróć do prowadzenia głosu. Sama technika daje ci coś, do czego możesz wracać.
To z tą mantrą to mnie zaciekawiło. Ale jak ktoś nie ma żadnego doświadczenia z mantrą, to od czego zacząć? Czy trzeba jakoś specjalnie dobrać słowo, czy to może być cokolwiek?
To jest w sumie ważne pytanie. Bo skupienie to element medytacji, ale medytacja to nie tylko skupienie. Można siedzieć i liczyć oddechy i to będzie medytacja, a można siedzieć i skupiać się na raporcie do szefa i to już raczej nie jest.
No i tu wychodzi mój problem. Bo ja sam nie wiem, czego szukam. Chcę po prostu żeby głowa trochę odpoczęła. Ale czy to jest wystarczające kryterium wyboru techniki?
Jak głowa ma odpocząć, to pytanie jest właściwie: od czego? Bo jeśli od natłoku myśli, to jedno podejście. Jeśli od decyzji i odpowiedzialności, to drugie. Dla mnie to nie jest to samo i często wybór techniki jest właśnie odpowiedzią na tę różnicę.
Szczerze? Przypadkowo. Weszłam na YouTube i puściłam pierwszą prowadzoną medytację, którą znalazłam. I jakoś zostałam przy tym. Ale nie wiem, czy to był dobry wybór, bo nie mam porównania.
Mnie ta odpowiedź Dewanny dużo mówi. Chyba wiekszość z nas tak zaczęła, nie z jakimś gruntownym rozeznaniem, tylko z czegoś co akurat było pod ręką. I to nie musi być błąd.
Właśnie, bo ja nie jestem totalnie zielony. Próbowałem kilka razy, ale zawsze po jakimś czasie rezygnowałem. I za każdym razem mówiłem sobie, że może ta technika po prostu nie dla mnie, zamiast sprawdzić, czy chodzi o coś innego.
To co mówisz to uczciwa obserwacja. Ale ta pętla, gdzie winimy technikę, jest chyba jedną z najczęstszych pułapek. Technika rzadko jest winna. Częściej chodzi o to, że siadamy z oczekiwaniem efektu, którego w tym czasie nie możemy dostać.
A jakie oczekiwania są realistyczne na początku? Bo mnie nikt nie powiedział, że w ogóle czegoś mam nie oczekiwać i to mnie chyba zraziło na starcie.
Dwa tygodnie to konkretna propozycja. Ale czy nie jest tak, że dla jednych ta sama technika po dwóch tygodniach zacznie działać, a dla innych potrzeba miesiąca? Skąd ta liczba?
Ja bym tu wróciła do tego, co Jacenty mówił wcześniej o niecierpliwości. Bo ta niecierpliwość może sprawiać, że dwa tygodnie będą wyglądały jak rok. I wtedy rezygnacja przychodzi wcześniej nie dlatego, że technika nie działa, tylko dlatego, że nie dajemy jej szansy.
No i to jest moje błędne koło. Siadam, po pięciu minutach mam wrażenie, że minęła wieczność, sprawdzam zegarek i okazuje się, że trzy minuty. I ta dysproporcja między subiektywnym a realnym czasem mnie dobija.
Ta dysproporcja między subiektywnym a realnym czasem to klasyk. Ja na początku miałem identycznie i myślałem, że coś ze mną nie tak. Ale to nie znaczy, że technika nie działa, to znaczy, że umysł jest zahyperowany i opór jest duży. Pytanie Jacentego: czy podczas tych prób siedziałeś w ciszy, czy używałeś jakiegoś prowadzenia albo muzyki?
Różnie. Raz w ciszy, raz ze słuchawkami. Szczerze mówiąc w ciszy było jeszcze gorzej, bo słyszałem każdą myśl jakby ktoś krzyczał. Ze słuchawkami przynajmniej miałem się do czego przyczepić uwagą.
No to już masz odpowiedź na część swojego pytania. Jeśli cisza działa na ciebie jak megafon dla myśli, to na tym etapie prowadzone sesje albo te z tłem dźwiękowym są po prostu lepszym doborem. To nie jest gorszy wybór, to jest odpowiedni wybór dla twojego aktualnego stanu.
A czy to nie jest trochę tak, że uciekamy od ciszy zamiast się z nią zmierzyć? Bo słyszałam, że ta cisza i te myśli to jest właśnie sedno i że trzeba przez to przejść, a nie obchodzić.
To nie jest zależność w złym sensie, to jest wsparcie. Tak jak ktoś uczący się jeździć na rowerze używa kółek bocznych, nie zostaje przy nich na zawsze, ale na początku są potrzebne. Pytanie Lubona ma sens, ale zakłada, że celem jest medytacja bez wsparcia. A czy to jest konieczne?
Właśnie. Jaki jest cel? Bo jeśli Jacenty chce żeby głowa odpoczywała, to może prowadzone sesje przez rok to jest odpowiedź i nie ma co dążyć do czegoś innego. A jeśli celem jest głębsza praca, to wtedy tak, kiedyś trzeba z tych kółek zrezygnować.
To dobre pytanie, bo ja naprawdę nie myślałem o tym w kategoriach celu długoterminowego. Myślałem: chcę się wyciszyć, próbuję medytacji, nie działa, szukam dlaczego. Ale może powinienem zacząć od pytania, czy w ogóle wiem, dokąd chcę dojść?
To jest sedno całego wątku, moim zdaniem. Technika jest wtórna wobec intencji. Jak idziesz w góry bez mapy, to możesz trafić w piękne miejsce, ale możesz też chodzić w kółko. Intencja jest tą mapą. I nie musi być skomplikowana, może być prosta: chcę mieć jeden moment dziennie, kiedy nie myślę o robocie.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt tu nie powiedział wprost. Jacenty, czy ty lubisz siedzieć? Bo brzmi głupio, ale są ludzie, dla których statyczna pozycja jest fizycznym problemem i medytacja chodząca, stojąca, albo ta w ruchu to jest w ogóle inne doświadczenie.
Szczerze? Nie jestem typem, który lubi siedzieć. Na co dzień mam dużo ruchu, pracuję fizycznie, a medytacja kojarzyła mi się ze sztywnym siedzeniem i starałem się to wymuszać. Nigdy nie wiedziałem, że jest jakaś inna opcja poza siedzeniem.
No to może tu jest pies pogrzebany. Medytacja w ruchu to coś zupełnie innego i dla wielu osób, szczegolnie tych aktywnych, jest naturalna i łatwa. Tai chi, qigong, chodzenie uważne. Masz ciało zaangażowane, a umysł ma punkt kotwienia w ruchu zamiast w bezruchu.
