Zacząłem kilka tygodni temu i szczerze mówiąc nie wiedziałem czego się spodziewać. Vipassana to nie jest medytacja, którą można ogarnąć po jednym filmiku na YouTube. Siedziałem wtedy przez 45 minut obserwując oddech i nagle pojawiły się jakieś obrazy, emocje, które myślałem że dawno przepracowałem. Ktoś z was miał podobne pierwsze doświadczenie? Chodzi mi o to nagłe wydobywanie się rzeczy, których się nie szuka.
O właśnie, czytałam o tym i zastanawiałam się jak to w ogóle wygląda w praktyce. Bo z zewnątrz vipassana wygląda jak zwykłe siedzenie z zamkniętymi oczami, ale chyba chodzi o coś zupełnie innego niż np. medytacja z mantrą? Pranava, możesz opisać dokładniej co masz na myśli mówiąc 'obserwowanie oddechu' - bo podobno w vipassanie chodzi o coś więcej?
Ale jak to 'nie karmisz myśli'? Myśl się pojawia i po prostu... co? Ją ignorujesz? Bo jak próbuję nie myśleć to myślę jeszcze bardziej 🙂
No właśnie to jest ten klasyczny błąd na początku. Nie chodzi o ignorowanie ani o walkę. Chodzi o zauważenie myśli i odpuszczenie bez angażowania się. Łatwiej to zrozumieć przez praktykę niż przez opis, dlatego większość osób po tygodniu mówi że nic nie działa, a po miesiącu nagle coś klika.
Przepraszam że wchodzę, bo ja głównie interesuję się innymi tematami, ale zawsze mnie zastanawiało czy vipassana ma jakiś związek z energią? Pranava wspomniał o emocjach które się pojawiają - to jest właśnie ta praca energetyczna czy coś zupełnie innego?
Trzeba uważać z vipassaną bo to technika buddyjska i niesie za sobą pewien światopogląd. Jak się nie jest świadomym tego co się robi, można otworzyć coś czego potem nie da się zamknąć. Znam kilka osób które miały po takich medytacjach naprawdę dziwne doświadczenia, z kontaktem z bytami włącznie.
Ja to mam prowadzony dziennik medytacji od kilku miesięcy i widzę wyraźny wzorzec - przez pierwsze sesje vipassany nic wielkiego, a potem nagle w okolicach trzeciego, czwartego tygodnia regularnej praktyki pojawiają się przebłyski których wcześniej nie było. Czy ktoś jeszcze to zauważył? Że jest taki próg?
zazwyczaj 20-25 minut rano. Próbowałam wieczorami ale po całym dniu mam głowę pełną i trudniej mi się skupić. Rano jest spokojniej. A ty?
No właśnie, ile czasu trzeba medytować żeby zobaczyć jakieś efekty? Bo słyszałam że te kursy vipassany trwają 10 dni i przez cały czas tylko siedzisz i medytujesz po kilkanaście godzin dziennie. To nie jest za dużo? Czy da się to robić normalnie, bez wyjeżdżania na żaden kurs?
Tak, na tradycyjnych kursach Goenki jest całkowite milczenie przez większość czasu. Nie rozmawiasz z innymi uczestnikami, ale możesz zadawać pytania nauczycielowi. Wiem że brzmi to ekstremalnie, ale kilka osób które znam i które przez to przeszły mówi że właśnie ta cisza jest jednym z ważniejszych elementów.
Ja bym chyba zwariowała bez rozmów przez 10 dni 🙂 Ale bardziej mnie zastanawia czy przed takim kursem trzeba mieć jakieś doświadczenie w medytacji czy można pojechać jako kompletny laik?
Na kursy Goenki przyjmują praktycznie każdego, ale moim zdaniem to błąd że nie ma żadnej selekcji. Medytacja vipassana robiona intensywnie może wywołać stany które są trudne do przepracowania samemu. Sama znam przypadki kiedy ludzie wrócili z takich kursów dosłownie roztrzęsieni psychicznie i potrzebowali wsparcia.
To co opisuje Tojadek to jest realne zjawisko, ma nawet swoją nazwę - retreat trauma albo dark night of the soul. Ale to nie jest specyficzne tylko dla vipassany. Zdarza się przy intensywnej pracy z każdą techniką medytacyjną. Pytanie czy to powód żeby nie próbować, czy raczej powód żeby mieć kogoś do wsparcia w pobliżu.
Hej, zaraz, co to jest ta 'dark night of the soul'? Brzmi poważnie. Czy to coś co może mi się przydarzyć nawet przy normalnej, domowej medytacji czy tylko na kursach?
A jak to wygląda od środka? To znaczy - jak ta osoba która przez to przechodzi, ma to rozpoznać? Bo jak jesteś w środku czegoś takiego, to chyba trudno ocenić czy to jest coś poważnego czy normalny etap?
Dokładnie to samo pytanie mam co Glicynia. Mam wrażenie że to jest ta najtrudniejsza rzecz - rozróżnienie między przełomem a problemem. Bo w dziennikach medytacji które czytałam, te dwa stany opisywane są bardzo podobnie.
Z tego co czytałem i co słyszałem od bardziej doświadczonych praktyków - kluczowym sygnałem jest to, czy jesteś w stanie funkcjonować normalnie poza poduszką. Jeśli siedzisz, jest intensywnie, ale po sesji wstajesz i idziesz żyć - to normalny proces. Jeśli intensywność przenosi się na całą dobę i nie możesz się zatrzymać - to już inny temat.
No właśnie, i dlatego mówiłem o świadomości. To nie jest straszenie. Vipassana otwiera pewne poziomy postrzegania i jeśli nie masz żadnego zaplecza - ani duchowego ani psychicznego - to możesz się w tym zgubić. Pranava ładnie to ujął z tym funkcjonowaniem, ale to jest tylko jeden wskaźnik.
Ale hej, wy mówicie o kursach 10-dniowych. A co z normalną medytacją w domu? Ja jeszcze nie byłam na żadnym kursie, próbuję po 15 minut dziennie. Czy to też jest ryzykowne czy tu w ogóle nie ma o czym mówić?
Spokojnie, te 15 minut dziennie w domu to zupełnie inna rozmowa niż 10 dni intensywnego kursu. Przy domowej praktyce ryzyko poważnych trudnych stanów jest minimalne. Możesz poczuć delikatny niepokój albo jakieś rzeczy które wolałabyś nie czuć - ale to jest normalny element każdej pracy z uważnością, nie powód do alarmu.
Zgadzam się z Hanią. 15 minut to jest bezpieczna strefa. Ja mówiłam o kursach właśnie dlatego, że tam intensywność jest nieporównywalna. Przy domowej praktyce najgorsze co ci się może zdarzyć to że zaśniesz albo że będzie cię denerwować siedzenie w ciszy. To też ważne doświadczenie.
Okej, to mam inne pytanie, może głupie - jak właściwie w tej vipassanie siedzisz? Znaczy, w jakiej pozycji? Bo próbowałam po turecku i po kwadransie nogi mi całkiem zdrętwieją. Czy trzeba siedzieć na podłodze, czy można na krześle?
To nie jest głupie pytanie, fizyczność jest ważna. Na kursach Goenki jest możliwość siedzenia na krześle jeśli pozycja podłogowa sprawia ból. Sam przez długi czas siedziałem z poduszkami pod kolanami zanim wypracowałem coś stabilniejszego. Ale tu jest ciekawy aspekt - w vipassanie cierpienie fizyczne też jest obiektem obserwacji. Ból w nodze jest czymś czemu się przyglądam, nie czymś co muszę natychmiast naprawić.
to ciekawe co mówisz o bólu jako obiekcie obserwacji. Ja to rozumiem w teorii, ale jak to jest w praktyce? Bo jak mam ścierpnięte nogi, to jedyna myśl jaka mi się pojawia to 'rusz się'. Jak obserwujesz coś tak natrętnego?
To jest bardzo dobre pytanie i chyba jeden z najtrudniejszych momentów na początku. Życzenie żeby ból minął to też jest zjawisko które możesz obserwować. Vipassana nie wymaga że nie masz żadnych myśli ani pragnień - wymaga że je zauważasz. Więc zauważasz 'o, pojawia się chęć żeby to minęło' i to też staje się obiektem obserwacji.
Słuchajcie, ja próbowałam ostatnio wieczorem 15 minut i przez cały czas myślałam o tym co mam do zrobienia jutro. Lista zakupów, praca, mail do szefa. Czy to jest normalne czy zrobiłam coś źle?
To jest właśnie punkt wyjścia. Następnym razem cel to żeby zauważyć szybciej - nie żeby myśli nie przychodziły. Sam przez pierwsze tygodnie zauważałem odpływ dopiero pod koniec sesji. Z czasem ten moment rozpoznania przychodzi szybciej.
