Och, cieszę się że Karrot potwierdził to o snach, naprawdę się martwiłam czy coś jest nie tak. A wracając do głównego tematu - czy ktoś z was miał tak że myśli podczas medytacji zaczęły być bardziej konkretne z czasem, nie luźne, ale takie jakby rozwiązania problemów przychodziły same?
To co Magini pyta o ciche wyobrażenia o medytacji - myślę że to wpływ popkultury i aplikacji do medytacji. Prowadzone sesje często obiecują 'wewnętrzny spokój' już po kilku minutach. A to nie jest realistyczny obraz na początku. Ktoś z was używał aplikacji i miał właśnie takie zderzenie z rzeczywistością?
Właściwie to podchodzę do medytacji sceptycznie, ale ta rozmowa jest ciekawa. Zastanawiam się - czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy w ogóle 'wchodzi się' w medytację, czy tylko siedzi się z zamkniętymi oczami? Bo nie wiem jak to ocenić od środka.
Bez żadnego tłumaczenia. Tłumaczenie to już myślenie, a nie obserwowanie. Etykietka ma być krótka jak wywieszka na drzwiach, nie jak nota wyjaśniająca. 'Złość', 'myśl', 'lista zakupów' - cokolwiek. I wracasz.
Ja to stosowałam przez jakiś czas i mam pytanie do Zenka - czy ta etykietka powinna być zawsze słowem, czy można obrazem? Bo mi czasem przychodzi raczej jakiś obraz niż słowo i nie wiem czy to 'liczy'.
Wracam do tego co pytałam wcześniej, bo Oracle mi trochę pomogła z tym czy 'coś się dzieje'. Ta zmiana odczuwania czasu - czy to znaczy że można po prostu nie wiedzieć że się medytuje i mimo to to robić? To brzmi trochę jak przypadkowa medytacja.
Wracając do tego co Stellaria pisała o oczekiwaniach - mam wrażenie że mój problem był właśnie taki. Spodziewałam się że w pewnym momencie 'wejdę w spokój' i myśli znikną. I przez kilka miesięcy czekałam na ten moment zamiast po prostu siedzieć z tym co jest.
To co Oracle mówi o zmęczeniu oceną jest ciekawe. Zastanawiam się czy to nie jest właśnie mechanizm - że umysł w końcu odpuszcza ocenianie nie dlatego że czegoś się nauczyłeś, ale dlatego że za dużo energii na to szło. Trochę jak z przyzwyczajeniem.
A ja mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was medytuje w konkretnym miejscu i zauważył że to miejsce 'pomaga'? Pytam bo słyszałam że przestrzeń może mieć znaczenie energetyczne i zastanawiam się czy to wpływa na te myśli.
Słucham tej rozmowy i zaczynam rozumieć że moje problemy z myślami podczas medytacji to może nie być problem z medytacją, tylko problem z oczekiwaniami i z tym że złoszczę się na siebie. Ale jak przestać się złościć na siebie kiedy się złości? To trochę błędne koło.
Właśnie o to chodzi - nie próbujesz przestać się złościć. Zauważasz złość, dajesz jej etykietkę, wracasz. Złość może być, po prostu jej nie karmisz analizą. Za każdym razem gdy wracasz do oddechu po złości to jest dobra medytacja, nie zepsuta.
Wracam do wątku Leny, bo mnie nurtuje jedno - ona mówiła że złości się na siebie gdy pojawią się myśli. Ale skąd w ogóle wzięło się założenie że myśli nie powinny być? Czy ktoś jej to powiedział, przeczytała gdzieś, czy to intuicja?
No właśnie i to jest chyba największa wada tych prowadzonych sesji w aplikacjach - instrukcja 'skupiaj się na oddechu' bez wyjaśnienia co robić kiedy się nie skupiasz. Jakby to był błąd użytkownika a nie normalny etap. Miałem to samo na początku.
To co Karrot napisał o aplikacjach bardzo mi uzmysłowiło pewną rzecz - ja też korzystałam z takiej jednej i rzeczywiście nigdy nie było wyjaśnienia co zrobić kiedy myśl 'wejdzie'. Była muzyczka, był głos i 'skupiaj się na oddechu', i tyle. Jak zaczynałam myśleć o zakupach to czułam że coś spieprzam. Dziękuję Ci Karrot za to że to nazwałeś, bo naprawdę długo myślałam że jestem jakoś gorsza.
To jest większy problem niż się wydaje, bo te aplikacje trafiają do milionów ludzi i jeśli jedynym przekazem jest 'skupiaj się', to produkujemy całe rzesze ludzi przekonanych że medytacja ich nie dotyczy. A oni po prostu nigdy nie dostali drugiej połowy instrukcji.
Słuchajcie, mam teraz takie pytanie do tych z was którzy praktykują dłużej - czy to poczucie że 'zrobiłam coś źle' kiedyś całkowicie znika? Czy zawsze gdzieś z tyłu głowy siedzi ten oceniający głos i trzeba go po prostu tolerować?
Z mojego doświadczenia ten głos nie znika, ale zmienia charakter. Kiedyś był oskarżający - teraz jak się pojawia to bardziej jakby ktoś mruknął 'znowu myślisz' i tyle. Bez dramatyzmu. Ale to nie jest kwestia tygodni, raczej miesięcy regularnej praktyki.
Chcę wrócić do pytania Leny, bo Mistralka odpowiedziała z perspektywy praktyki, ale mnie nurtuje inna strona - skąd w ogóle bierze się ten oceniający głos w kontekście medytacji? To jest wyuczone zachowanie, nie wrodzone. Ktoś albo coś nas nauczyło że spokój to cel i cel ma być osiągnięty.
Ja trochę z boku, ale to co Jacek pisze o przekonujących myślach to mi coś wyjaśnia. Moje podczas medytacji są zazwyczaj albo z kategorii 'zapomnisz coś ważnego' albo 'ta decyzja którą podjęłaś była głupia'. I właśnie dlatego trudno mi je zostawić - bo czuję że wymagają reakcji. Czy to jest w ogóle do przejścia?
A co z myślami które dotyczą samej medytacji - jak 'czy dobrze siedzę', 'ile minęło minut', 'czy powinam coś czuć'. Mam ich masę i zastanawiam się czy to też po prostu etykieta i powrót, czy to są jakieś ważniejsze sygnały że coś robię nie tak.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem to etykietowanie - jak mam myśl 'czy dobrze siedzę', to mówię sobie w głowie 'myśl o pozycji' i wracam do oddechu, tak? Czy ta etykieta ma być bardziej opisowa, jak 'niepokoj', 'ocenianie'?
Słyszę że dużo zależy od tego co komu pomaga i zaczynam rozumieć że nie ma jednej metody. Ale mam pytanie praktyczne - jak to sprawdzić? Czy po prostu próbuję przez kilka sesji i patrzę jak mi idzie? Bo trochę boję się że będę kombinować i w ogóle zapomnę o oddechu.
Zapomnienie o oddechu to też część praktyki, nie wyjątek. I tak, próbujesz przez kilka sesji. Nie ma innej drogi. Ale nie musisz w jednej sesji testować wszystkich metod - wybierz jedną na tydzień i tyle.
Okej, spróbuję tej metody - jeden sposób na tydzień. Ale mam pytanie do Mistralki - czy w ogóle wiedziałaś po tygodniu że coś działa, czy to bardziej było tak że nagle po miesiącu zauważyłaś że jest inaczej?
To trochę frustrujące że nie ma wyraźnego sygnału zwrotnego. Jak mam wiedzieć że idę w dobrym kierunku, jeśli nie wiem co właściwie się zmienia?
To właśnie jest jeden z tych paradoksów medytacji którego nie da się ominąć - im bardziej szukasz dowodów że robisz postępy, tym bardziej umysł zajmuje się szukaniem zamiast praktyką. Postęp się czuje po czasie, nie mierzy na bieżąco.
A co jeśli ktoś z otoczenia nic nie zauważa albo nawet mówi coś przeciwnego? Bo mam taką sytuację że siostra twierdzi że ostatnio jestem bardziej napięta niż przed. Nie wiem czy to przez medytację, przez co innego, czy po prostu ona tak postrzega.
