Medytuję już od jakichś trzech miesięcy i cały czas mam ten sam problem — siadam, próbuję się skupić na oddechu, a po chwili głowa mi odpływa gdzieś zupełnie indziej. Zaczynam myśleć o pracy, o zakupach, o tym co powiedziałam koleżance dwa tygodnie temu. I tak w kółko. Czy to normalne, że po tych kilku miesiącach nadal nie potrafię po prostu... być? Czy robię coś źle?
To jest chyba najczęstszy mit o medytacji — że celem jest zatrzymanie myśli. Tak nie działa ani medytacja uważności, ani większość innych technik. Myśli będą się pojawiać zawsze, to naturalna funkcja umysłu. Pytanie nie brzmi 'jak je zatrzymać', tylko 'co z nimi robić, kiedy już przyjdą'.
Mam dokładnie ten sam problem co Lena. Ostatnio to się u mnie nasiliło — siadam do medytacji i zamiast się wyciszyć, zaczynam przetwarzać wszystkie sprawy z dnia. Jakby głowa specjalnie czekała na tę ciszę, żeby zacząć gadać. Zastanawiam się czy to nie jest kwestia tego, o której porze dnia medytuję — wieczorem mam zdecydowanie gorzej niż rano.
U mnie rano jest znacznie spokojniej, głowa jest jakby jeszcze nie do końca rozruchowana. Wieczorem cały dzień już za mną i mózg chce to wszystko przeprocesować. Chociaż nie wiem czy to zasada czy tylko moja przypadłość.
Pora dnia to jedna kwestia, ale moim zdaniem ważniejsze jest to, czego oczekujesz przed wejściem w medytację. Jak siadasz z nastawieniem 'teraz muszę się wyciszyć', to właściwie walczysz sam ze sobą. To trochę jak mówienie komuś 'nie myśl o różowym słoniu' — efekt jest odwrotny. Co takiego robisz zaraz przed medytacją? To może mieć duże znaczenie.
Słuchajcie, a czy ktoś próbował medytacji z prowadzącym, takie nagrania z głosem? Bo ja sama ze sobą w ciszy totalnie nie dawałam rady, a jak ktoś mówi w tle co i jak, to jakoś łatwiej się zaczepia uwaga.
Przepraszam że wchodzę z zupełnie innej strony, ale zawsze myślałam że medytacja to po prostu siedzenie z zamkniętymi oczami i odpoczywanie. A tu czytam i wygląda na to, że to całkiem skomplikowane. Czy te myśli które przychodzą podczas medytacji mogą być jakimś sygnałem, jakimś przekazem? Czy to tylko zwykły umysłowy szum?
Wtrącę się tutaj — ja medytuję od wielu lat i pierwsze skojarzenie kiedy czytam pytanie o myśli podczas medytacji to: a co to są za myśli? Bo to może dużo powiedzieć. Czy to są urywki zdań, obrazy, emocje? Lena, jak to u ciebie wygląda konkretnie?
Tak, bo to co opisujesz to klasyczny umysł planujący i przetwarzający — bardzo powszechne, szczególnie kiedy dajemy sobie pierwszą okazję do ciszy po całym dniu. To nie jest znak że robisz coś źle. Te melodie i listy zadań to nieprzetworzone rzeczy, które czekają na swój moment. Pytanie jest takie — czy masz w ciągu dnia inne momenty spokoju, czy medytacja to jedyna przerwa?
Ooo, bardzo ciekawy wątek, cieszę się że tu trafiłam! Mistralka, to co napisałaś o nieprzetworzoych rzeczach bardzo mi dało do myślenia, bo u mnie jest podobnie. Dziękuję że tak to wytłumaczyłaś, pierwszy raz to do mnie dotarło w taki prosty sposób.
Czytam to wszystko i mam pytanie — czy nie jest tak, że różne techniki medytacji mają różne podejście do tych myśli? Bo słyszałem że w Vipassanie na przykład traktujesz myśl jak każde inne zjawisko i po prostu ją obserwujesz, a w innych technikach próbujesz aktywnie wracać do obiektu koncentracji. Który sposób jest lepszy dla kogoś kto ma dużo natarczywych myśli?
Trochę głupio to normalny pierwszy krok, serio. Ale tak, działa, bo przestajesz być wewnątrz myśli, a zaczynasz ją widzieć z zewnątrz. To dosłownie ułamek sekundy przestawienia perspektywy. Chodzi o to, że zamiast myśleć 'o kurde, znowu o tym zakupie', mówisz sobie w głowie 'planowanie' — i to trochę odcina ładunek emocjonalny. Ale powiedz, jak długo siedziałaś kiedy próbowałaś?
Przy okazji tego co Zenek pisze o nazwaniu myśli — czy to nie jest przypadkiem technika z tradycji tybetańskiej? Bo kojarzy mi się, że czytałem coś o oznaczaniu myśli, ale tam chodziło chyba o coś głębszego niż tylko redukcja stresu?
To co Zenek mówi o etykietowaniu to solidna baza, ale chcę dodać coś od siebie — przez pierwsze tygodnie warto się nie przejmować techniką i po prostu siedzieć. Serio. Bo jak za bardzo skupiasz się na tym czy dobrze etykietujesz, to etykietowanie samo w sobie staje się kolejną myślą która cię absorbuje.
Mam pytanie do Mistralki i Zenka — bo oboje macie sporo doświadczenia. Czy w waszym przypadku te myśli podczas medytacji z czasem naprawdę się uspokoiły? Bo czasem mam wrażenie, że im dłużej medytuję, tym więcej rzeczy wychodzi na powierzchnię, nie mniej.
Słucham tej rozmowy i trochę się zastanawiam — mówimy o medytacji jako o czymś bardzo psychologicznym, a przecież to jest praktyka duchowa, nie? Czy to nie jest tak że skupiając się na tych wszystkich technikach, tracimy gdzieś to co w medytacji najważniejsze?
Jedno drugiego nie wyklucza. Praca z umysłem może być jednocześnie praktyką duchową — zależy jaką intencję w to wnosisz. Ale żeby nie odpływać za daleko od tematu Leny — pytanie jak radzić sobie z myślami jest konkretne i praktyczne, więc mamy odpowiedzi na tym poziomie. Mistralka, ty jak do tego podchodzisz jeśli chodzi o ten wymiar duchowy?
Dziękuję za tę dyskusję, naprawdę! Mam takie małe pytanko — czy te myśli które wychodzą podczas medytacji mogą się pojawiać też w snach potem? Bo ostatnio śnię intensywniej i zastanawiam się czy to ma związek z tym że zaczęłam medytować.
Wracając do tego co wcześniej mówiłam o nagraniach z prowadzącym — chciałam zapytać Mistralki, bo ona ma dużo doświadczenia. Czy to naprawdę jest tak, że samodzielna medytacja w ciszy jest 'wyższym poziomem' czy to tylko mit? Magini pisała że czuła się uzależniona od głosu, ale może to po prostu inny styl?
Do tego co Mistralka powiedziała o ciszy — jest w tym coś ważnego, ale chcę doprecyzować. Cisza sama w sobie nie jest wyższym poziomem, tylko innym warunkiem. Są tradycje gdzie głos nauczyciela jest nieodłączną częścią praktyki. Więc nie stawiałbym tego jako skala.
Czytam to wszystko i mam wrażenie, że mój problem jest bardzo podstawowy przy tym co wy opisujecie. Ja po prostu siedzę i mózg mi jedzie z listą zakupów. Czy to w ogóle jest medytacja w tym momencie?
Tak, to jest medytacja. Właśnie to jest medytacja w tym momencie — siedzisz, zauważasz że myślisz o zakupach i masz szansę wrócić. Nie ma 'wersji premium' gdzie tego nie ma. Pytanie co robisz kiedy to zauważasz?
Wracam do tego co mówiłam wcześniej o starych sprawach — zastanawiam się czy to co Lena opisuje, ta złość na siebie, to nie jest właśnie jedna z tych rzeczy które medytacja wyciąga. Taki nawyk oceniania siebie, który jest cały czas, tylko podczas medytacji jest bardziej widoczny?
A ja się zastanawiam — i przepraszam że wracam do swojego wcześniejszego pytania — ale czy ta złość którą Lena opisuje, to nie jest jednak sygnał że coś tu 'gra' energetycznie? Jakby ciało albo umysł dawał znak?
Lena, ta złość na siebie którą opisujesz — to jest bodajże najczęstszy problem u osób zaczynających. I jednocześnie najtrudniejszy do rozwiązania, bo nie możesz po prostu 'przestać się złościć'. Próbowałaś zamiast walczyć z tym, po prostu to nazwać? Nie myśl, tylko złość?
Słuchając jak Lena to opisuje mam refleksję — czy nie jest tak że problem z myślami podczas medytacji jest w dużej mierze problemem z oczekiwaniami? Czyli nie tyle myśli przeszkadzają, co przekonanie że nie powinno ich być?
Dokładnie tak. W głowie, cicho, bez dramatyzmu — 'złość'. Jedno słowo. I potem wracasz do oddechu. Nie analizujesz skąd ta złość, nie rozwiązujesz jej, tylko dajesz jej etykietkę i idziesz dalej. Brzmi banalnie, ale działa inaczej niż próba ignorowania.
