I to jest właśnie dobry punkt - te rzeczy często działają razem i niekoniecznie trzeba wiedzieć co jest przyczyną a co skutkiem. Pytanie Karrot z tytułu wątku zakłada że jest jedna zmienna, a w życiu nigdy nie ma jednej zmiennej.
No tak, ale jak wszystko jest zmienną to w sumie jak w ogóle stwierdzić że medytacja robi cokolwiek? Mógłbym po prostu zacząć wcześniej kłaść się spać i efekt byłby ten sam.
możliwe. Ale czy to problem? Pytam serio. Jeśli zestaw nawyków działa - czy naprawdę chcesz go rozkładać na części żeby udowodnić który jest 'prawdziwy'? To jest może ważniejsze pytanie niż ile minut dziennie.
Ale Idzik, to trochę tak jakby powiedzieć 'bierz wszystkie leki na raz bo nie wiadomo który działa'. Mnie interesuje konkretnie medytacja, więc chcę wiedzieć czy ona coś robi sama z siebie, nie w pakiecie.
Ja bym się bała takiego eksperymentu bo co jak wynik będzie 'nic się nie zmieniło' - to czy wtedy rzucić medytację? Chyba nie o to chodzi. Ale rozumiem logikę Honoratki, to jest uczciwe podejście.
To ile tygodni byłoby wystarczających według was? Bo słyszałem że 8 tygodni to taki standard z tych badań MBSR, ale to brzmi jak dużo zanim cokolwiek wiadomo.
No właśnie i to jest problem - za długo zastanawiasz się zamiast po prostu sprawdzić. Sama tak robiłam przez chyba pół roku. Czytałam o medytacji zamiast medytować.
i to jest dobry motywator szczerze mówiąc. Trochę ten wstyd produktywny. Ważne że zadziałał, nie że był elegancki.
Ale wracając do tego co Gerwazy73 pytał - bo mnie też to zastanawia. Czy jest jakiś moment kiedy już wiadomo że 'to nie dla mnie' i można uczciwie odpuścić? Czy zawsze będzie można powiedzieć że za krótko próbowałam?
Ja miałam to samo z samym oddechem - za dużo myślałam o tym czy dobrze oddycham. Przeszłam na takie skanowanie ciała i to jakoś lepiej mi poszło. Chociaż nie wiem czy to medytacja 'właściwa' czy coś innego.
O, ja mam dokładnie ten sam problem! Jak tylko zaczynam obserwować oddech to od razu zaczynam go zmieniać i potem nie wiem czy oddycham naturalnie czy na pokaz dla siebie samej. Czy to można jakoś obejść?
Ale to jest ciekawe bo ja tego nie mam - jak zaczynam śledzić oddech to jakoś automatycznie mi się uspokaja ale nie mam wrażenia że go kontroluję. Czy to znaczy że robię coś źle czy dobrze?
To znaczy że twój układ nerwowy lubi to ćwiczenie, nic więcej. Nie ma tu skali 'dobrze-źle' jeśli efekt jest dobry. Ale Gruszanka54 ma realny problem i Idzik dobrze mówi o tym przeniesieniu uwagi - też mi to kiedyś pomogło.
I mamy znowu to samo co na początku wątku - ile czasu to jedno, ale też jaka forma to drugie. Może pytanie Karrot powinno brzmieć 'ile czasu i jakiej medytacji' bo to są dwa osobne pytania tak naprawdę.
No dobra, to może po prostu zacznę i tyle. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy jak się zaczyna, to lepiej codziennie po 5 minut czy może trzy razy w tygodniu po 15? Bo czytałem różne rzeczy i nie wiem co bardziej sensowne dla kogoś na starcie.
Ale tu chyba chodzi o nawyk, nie? Codziennie po 5 minut jest lepsze niż raz na tydzień po godzinie, bo mózg się przyzwyczaja do regularności. Przynajmniej tak mi się wydaje.
I tu właśnie dochodzimy do meritum - bo 'ile czasu' to tak naprawdę jest pytanie o nawyk czy o intensywność? Bo to są dwie różne strategie. Nawyk buduje się regularnoścą, a głębsze stany może łatwiej wchodzi się przy dłuższych sesjach kiedy masz już tę regularność za sobą.
Chyba tak - najpierw po prostu siadałem codziennie choćby na chwilę, żeby to w ogóle było. Nie liczyłem minut. Potem zacząłem czuć że 5 minut to za mało i naturalnie mi się wydłużało. Ale nie wiem czy to działa tak u każdego.
A co robisz jak po tych kilku minutach czujesz że masz dość? Bo mój problem jest właśnie taki że nie wiem czy mam siedzieć dalej siłą woli czy wstawać.
Wrażenie marnowania czasu podczas medytacji to chyba jeden z tych paradoksów, gdzie samo wrażenie jest częścią ćwiczenia. Ale rozumiem - jak nie ma żadnego punktu odniesienia to trudno to inaczej interpretować.
Hmm, to by znaczyło że ten moment kiedy chcę wstać jest właśnie tym momentem kiedy powinnam zostać? To brzmi trochę jak pułapka 🙂
Świeca albo dźwięk to nie jest wyższy poziom, to po prostu inne zakotwiczenie uwagi. Dla niektórych osób łatwiej skupić się na czymś wizualnym albo słuchowym niż na czymś tak abstrakcyjnym jak oddech. To kwestia preferencji, nie zaawansowania.
Ja przez jakiś czas słuchałem dźwięków z otoczenia zamiast skupiać się na oddechu - to znaczy nie szukałem ciszy, tylko traktowałem te wszystkie dźwięki jako obiekt uwagi. I to akurat mi bardzo odpowiadało. Nie wiem skąd na to wpadłem, po prostu spróbowałem.
Dobra, mam wrażenie że każdy tu ma inną metodę i każda działa. Jak w takim razie w ogóle oceniać po jakim czasie przynosi efekty jeśli każdy robi coś innego? To chyba nie jest porównywalne, nie?
Właśnie o to mi chodziło już wcześniej - chcę wiedzieć ile realnie czekać. Bo jak słyszę 'to zależy' albo 'każdy inaczej' to mam wrażenie że nikt nie wie.
Z mojego doświadczenia pierwsze rzeczy, które ludzie zauważają dość szybko, to zazwyczaj zasypianie. Że łatwiej im się zasypia albo że rano wstają mniej zdenerwowani. To potrafi pojawić się nawet po kilku tygodniach regularnej praktyki. Głębsze zmiany w reakcjach emocjonalnych to już dłużej, ale to jest bardzo indywidualne.
To ciekawe że wymieniasz zasypianie jako pierwszy efekt, bo u mnie właśnie to było pierwsze. Nie spodziewałem się tego wcale, myślałem bardziej o jakimś wewnętrznym spokoju w ciągu dnia, a tymczasem po prostu zacząłem lepiej spać. Dopiero potem zauważyłem inne rzeczy.
