O, ja też mam problem z zasypianiem! Medytuję sporadycznie, może raz na jakiś czas, i zastanawiam się czy właśnie dlatego mi to nie pomaga. Czyli ta regularność jest naprawdę kluczowa? Dziękuję za te wszystkie odpowiedzi btw, bardzo mi to pomaga 🙂
Ja mam dokładnie ten sam problem z planowaniem w głowie. I zastanawiam się czy to nie jest tak że wieczorem to po prostu zły moment na medytację oddechową, bo mózg właśnie wtedy przetwarza dzień?
To co opisuje Gruszanka to chyba jest najczęstszy problem w ogóle w medytacji. I właściwie wraca nas do pierwotnego pytania z tematu - bo może na początku ważniejsze od czasu jest to żeby w ogóle nauczyć się ten moment zauważania. I może lepiej siedzieć 5 minut próbując to złapać niż 20 minut planując obiad.
Ok ale jak się uczy tego zauważania? Bo to brzmi prosto a zakładam że nie jest.
Mam wrażenie że zaczęliśmy od pytania ile czasu, a doszliśmy do pytania jak w ogóle medytować. Ale może to jest właściwa kolejność - bo nie da się odpowiedzieć na to pierwsze bez odpowiedzi na drugie?
To co Karrot napisał na końcu jest bardzo trafne. Bo pytanie 'ile' bez 'jak' jest trochę jak pytanie ile godzin dziennie ćwiczyć, jeśli przez cały czas ćwiczymy złą techniką. Czas jest wtedy drugorzędny. Gruszanka, wracając do ciebie - czy próbowałaś kiedy zamiast liczyć minuty po prostu robić jeden pełny oddech świadomie? Tylko jeden?
Mam wrazenie ze w tej rozmowie cały czas krazymi wokół tego samego - ze nie ma jednej odpowiedzi na 'ile minut'. Ale moze warto powiedziec wprost: dla efektów takich jak lepszy sen czy mniejszy stres, większość źródeł podaje że wystarczy regularnosc przy 10-15 minutach. Nie codziennie 45.
To co Kasandra mówi o porze jest logiczne, ale mam inne pytanie - czy ktoś tutaj medytuje w środku dnia? Np. w przerwie obiadowej albo po pracy? Zastanawiam się czy to w ogóle daje coś przy takim nagłym przejściu z hałasu do ciszy.
To ciekawe co Edytka pisze, bo właśnie zastanawiam się czy ta 'rampa' wejściowa liczy się do czasu medytacji. Jeśli potrzebuję 5 minut żeby się wyciszyć przed właściwą sesją, to czy to jest część praktyki czy nie?
To jest naprawdę trafna obserwacja. To wyciszanie wejściowe ma swoją nazwę - czasem mówi się o fazie przygotowawczej i owszem, ona już angażuje uwagę. Ale Karrot, nie zakładaj że jedno zastępuje drugie. Co się dzieje jeśli pominiesz tę rampę i od razu siadasz?
Dobra, trochę się gubię w tej dyskusji o rampie i wejściu. Wróćmy do sedna - czy ktoś może powiedzieć wprost, co jest ważniejsze: długość sesji, regularność dni, czy ta technika żeby w ogóle zauważać myśli? Bo mam wrażenie że każdy mówi o czymś innym.
No ale właśnie jak nauczyć się tego zauważania jeśli się dopiero zaczyna? Bo rozumiem że to klucz, ale nikt tu tego nie wytłumaczył krok po kroku. Idzik, Kasandra77 - jest jakiś konkretny sposób na to?
No dobra, ale Idzik - zadałeś mi pytanie zamiast odpowiedzieć. Więc odpowiem: nie wiem, mam wrażenie że luzuję, ale nie jestem pewna. I co to mówi o mnie jako o osobie która chce medytować? Że jestem beznadziejna?
Hej, to jest ciekawe ćwiczenie ale mam wątpliwość - to nie odpowiada na pytanie Honoratki o konkretny sposób na początku. Ona pyta jak zacząć zauważać myśli, a ty ją uczysz zauważania ciała. To nie jest to samo, prawda?
Dorzucę swoje trzy grosze - skanowanie ciała na początku sesji bardzo mi pomogło właśnie z tym problemem wejścia. Ale zaczęłam od dosłownie jednej rzeczy: stopy na podłodze. Nie całe ciało od razu, tylko stopy. I to wystarczyło żeby coś przestawić w głowie.
Edytka, to jest właściwie odpowiedź na moje wcześniejsze pytanie o rampę wejściową, tylko od innej strony. Czyli ta rampa to może być właśnie takie bardzo konkretne, małe skupienie - nie 'wyciszam się ogólnie' tylko 'czuję stopy'. I to może trwać minutę, nie pięć. Czy tak to rozumiesz?
mniej więcej tak. Choć u mnie ta minuta z czasem sama się wydłużyła albo skróciła zależnie od dnia. Nie traktuję tego jako etap który musi trwać określony czas, bardziej jako sygnał dla głowy że zaczynamy. Jak włącznik.
A ja mam pytanie do tych co mówią o skanowaniu ciała i stopach - czy to działa tak samo kiedy medytujesz na łóżku a nie na podłodze? Pytam bo ja siadam na łóżku i nie zawsze czuję tę samą 'twardość' co przy podłodze.
Dobra, bo trochę odpłynęliśmy. Wróćmy do tego co mnie interesuje - to jest wątek o czasie i efektach. Mam pytanie konkretne: te techniki wejścia, skanowanie, stopy - ile do nich dodać żeby móc powiedzieć że medytowałam 15 minut? Liczę je do czasu sesji czy nie?
No okej, bo właśnie sprawdziłam ramiona podczas czytania i faktycznie miałam je mocno napięte i teraz je rozluźniłam. I to było dziwnie przyjemne. Ale - i to poważne pytanie - co teraz? Jak przejść od tego jednego momentu do czegoś co trwa 10-15 minut?
Kasandra, ale to jest nadal odpowiedź na pytanie o czas efektów? Jeśli ktoś robi tylko jedno rozluźnienie ramion dziennie, to ile czeka na jakikolwiek efekt? Pół roku? Rok? Bo tu chodzi o to żeby coś poczuć, nie tylko ćwiczyć cierpliwość.
Gerwazy, wydaje mi się że tutaj tkwi cały problem z tym wątkiem. Każdy rozumie 'efekty' inaczej. Dla mnie efektem byłoby zasypianie szybciej, dla kogoś innego spokój w pracy, dla jeszcze innej osoby właśnie to co Honoratka napisała. Może warto by się zapytać - co ty w ogóle chcesz z tej medytacji mieć?
Właśnie to mnie też nurtuje od dawna, bo zaczełam medytować bo miałam problem z zasypianiem i po jakims czasie przestalam mierzyc czy sie wysypiam a zaczełam medytowac po prostu dla siebie. Czyli cel mi się zmienił w trakcie. Czy to normalne?
To co Rgielka opisuje - że cel zmienił się w trakcie - to chyba właśnie to czego ja nie rozumiem. Jak można 'zacząć lubić siedzenie'? Dla mnie to nadal brzmi jak coś nieprzyjemnego co się robi po to żeby osiągnąć efekt. Nie wiem czy w ogóle jestem w stanie przejść do etapu gdzie to lubię.
Ale to analogia do sportu mnie trochę niepokoi, bo w sporcie widać postęp - szybciej biegniesz, więcej dźwigasz. W medytacji jak mierzysz że jesteś lepszy? Że mniej myślisz? Że dłużej siedzisz? To jak się tu w ogóle orientować czy idziemy do przodu?
Gerwazy, to jest ciekawe bo ja też szukałem jakiegoś miernika na początku. I w sumie jedyne co znalazłem to porównanie jak się czuję wieczorem w dni kiedy medytowałem i w dni kiedy nie medytowałem. Niezbyt naukowe, ale coś.
A czy ktoś prowadzi jakiś dziennik praktyki? Bo właśnie myślę że może to byłby sposób na te 'liczniki' o których mówi Gerwazy. Zapisujesz jak długo, co czułaś, i po czasie widzisz coś?
