Czytałam ostatnio że mnisi zen podobno śpią tylko kilka godzin na dobę i uzupełniają resztę medytacją. Zastanawiam się czy to w ogóle ma sens fizjologicznie, bo mózg podczas snu robi chyba coś czego medytacja nie zastąpi? Ale z drugiej strony po długiej medytacji czuję się czasem bardziej wypoczęta niż po krótkim śnie. Czy ktoś świadomie eksperymentował z zastępowaniem drzemek medytacją?
To zależy od tego co rozumiemy przez odpoczynek. Sen ma kilka faz i część z nich rzeczywiście robi rzeczy, których żadna medytacja nie odtworzy, choćby konsolidacja wspomnień w fazie REM. Ale regeneracja nerwowa, obniżenie kortyzolu, ten rodzaj ciszy w głowie - to już inna sprawa. Miałam okresy kiedy przez kilka tygodni spałam wyraźnie krócej, a uzupełniałam joga nirą i głęboką medytacją theta. Fizycznie dawałam radę, ale po jakimś czasie zaczęły się dziwne sny i bardzo intensywne stany przy wchodzeniu w medytację, jakby umysł sam wyrównywał zaległości.
A ile godzin minimalnie trzeba spać żeby medytacja w ogóle mogła coś uzupełnić? Bo jak śpię 4 godziny to medytacja i tak nic nie daje, tylko siedzę półprzytomny.
Ale jak mozna nie zasnac skoro lezysz wygodnie i ktos mowi ci spokojnym glosem żebys sie rozluznił? Ja probowałem raz takiego nagrania i przebudziłem sie po 2 godzinach 🙂
Właśnie, ale to rodzi kolejne pytanie - jeśli zaśniemy w trakcie medytacji to czy to się liczy jako medytacja, sen, czy coś pomiędzy? I czy to pogranicze ma jakąś własną wartość?
Czytałem o badaniach na mnichach buddyjskich gdzie mierzono aktywność mózgu podczas medytacji i porównywano z fazami snu. Gamma w medytacji to coś zupełnie innego niż cokolwiek co dzieje się podczas snu, ale fale theta w głębokiej medytacji faktycznie przypominają wejście w fazę NREM. Więc fizjologicznie jest pewne nakładanie się, ale to nie to samo. Mediumka, te twoje intensywne stany przy wchodzeniu w medytację po niedoborach snu, to były przyjemne doświadczenia czy raczej niepokojące?
A czy to co opisujesz Mediumka to nie jest przypadkiem coś w rodzaju świadomego snu albo widzenia? Bo brzmi jak coś pomiędzy medytacją a tym co się dzieje przy wchodzeniu w trans. Pytam bo sama miałam raz coś podobnego ale przy zwykłym zasypianiu gdy byłam bardzo zmęczona i trochę mnie to przestraszyło.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie może naiwne, ale czy nie jest tak że samo ciało wie czego potrzebuje? Tzn jeśli ktoś regularnie medytuje i nie śpi tyle co inni, ale czuje się dobrze, to może po prostu tak ma? Czy jest jakaś granica poniżej której nie można zejść niezależnie od medytacji?
Ale z drugiej strony są udokumentowane przypadki ludzi którzy śpią naturalnie 4-5 godzin przez całe życie i są zdrowi. To jest mutacja genetyczna chyba, czytałam o tym. Więc zapotrzebowanie na sen jest indywidualne i może medytacja faktycznie u niektórych osób obniża to zapotrzebowanie?
To skoro jest taka mutacja to może medytacja ją aktywuje albo coś 🙂 serio pytam bo skoro gen istnieje to może jest jakiś sposób żeby organizm przestawić?
Przepraszam że wchodzę bo dopiero czytam ten wątek, ale chciałam zapytać o coś praktycznego. Mam problem z zasypianiem, leżę i myśli gonią. Czy medytacja tuż przed snem pomaga czy raczej pobudza? Bo raz próbowałam i potem nie mogłam zasnąć przez godzinę.
Dziękuję Danusiu za odpowiedź. Czyli rozumiem że body scan to takie skanowanie ciała? Nigdy tego nie próbowałam, tylko siedzące medytacje z koncentracją na oddechu i może dlatego mi nie działało przed snem. Gdzie można się tego nauczyć, jest jakieś nagranie po polsku które polecacie?
Wizualizacja przed snem to dla wielu osób faktycznie zły pomysł, szczególnie jeśli ktoś ma żywą wyobraźnię. Mózg się nakręca zamiast zwalniać. Ale tu wracamy do głównego pytania wątku, bo to pokazuje że różne rodzaje medytacji mają zupełnie różny wpływ na sen i nie można ich wrzucać do jednego worka gdy mówimy o 'zastępowaniu odpoczynku'.
A mozna zapytac po co w ogole zastepowac sen medytacja? Jak komus brakuje snu to niech sie wyspi po prostu. Pytam serio bo nie rozumiem po co kombinowac.
A czy to nie jest tak że jak się za bardzo skupiamy na efekcie, czyli na tym żeby poczuć regenerację albo głęboki stan, to właśnie przez to ten stan nie przychodzi? Mnie się zawsze wydawało że medytacja działa kiedy przestajesz czekać aż zadziała.
Ten paradoks który opisuje Henio83 jest chyba jednym z powodów dla których medytacja jako 'zamiennik snu w nagłej potrzebie' jest taka problematyczna. Jeśli jesteś zmęczony i zestresowany, to najtrudniej ci się zatrzymać i wyciszyć. A właśnie wtedy byś tego najbardziej potrzebował. Czy ktoś ma jakiś sposób na wejście w stan relaksacji mimo wysokiego napięcia?
Mnie pomaga liczyć oddechy wstecz od stu do jedynki. Jak się pomylę zaczyna od nowa. Prosta technika ale właśnie przez to że wymaga trochę uwagi, nie zostawia miejsca na gonitwy myśli. I jest wystarczająco nudna żeby nie pobudzać.
Liczenie wstecz to stara technika hipnotyczna, więc nie dziwi że działa. Ale Czeremcha zadała ważne pytanie które trochę uciekło, czyli co robić przy silnym napięciu. Bo to nie tylko kwestia zasypiania, to też kwestia czy medytacja przy bardzo wysokim kortyzolu w ogóle może robić cokolwiek dobrego dla regeneracji.
To tłumaczy dlaczego tak wiele badań nad medytacją robi się na doświadczonych praktykach, a nie na nowicjuszach. Nowicjusz w stresie to zupełnie inny podmiot badań niż ktoś kto potrafi świadomie przestawić swój układ nerwowy. I chyba dlatego wyniki badań są tak niespójne, bo mierzą różne rzeczy i różne osoby.
Czyli wychodzi na to że medytacja jako substytut snu to coś dla zaawansowanych i im mniej śpisz tym trudniej ci zbudować umiejętności żeby to zmienić? Takie błędne koło. Jak z tym w ogóle zacząć?
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie że wszyscy szukamy jakiegoś skrótu, a może po prostu nie ma skrótu. Znam osoby które medytują od lat i mówią że to nie zastąpiło im snu, ale zmieniło jakość snu który mają. Może to jest właśnie ta odpowiedź na tytuł wątku, że medytacja nie zastępuje snu ale sprawia że potrzebujesz mniej żeby się zregenerować?
Zastanawiam się właśnie czy to co powiedziałam na końcu poprzedniego posta jest w ogóle odpowiedzią na tytuł wątku, bo trochę uciekłam. Danusia54 zapytała czy medytacja może zastąpić odpoczynek, a ja mówię że zmienia jakość snu. To nie jest to samo. Więc właściwie jaka jest różnica między 'zastąpić' a 'uzupełnić'? Bo może robimy tu błąd i mieszamy dwa różne pytania.
A co to znaczy 'faza snu której brakuje' w kontekście budzenia o czwartej? Bo o ile pamiętam sen REM jest bardziej pod koniec nocy, więc może to jest akurat ta gorsza pora na budzenie się?
To trochę przerażające że budzenie się o czwartej może mieć takie konkretne konsekwencje. Zawsze myślałam że byle się prześpi to odrobi. A tu się okazuje że są takie nieodrabialne okienka? Mediumka, ty masz wiedzę na ten temat bo pracujesz ze snami, jak to wygląda z energetycznego punktu widzenia?
Właściwie mam wrażenie że ten wątek odpowiedział już na pytanie tytułowe i odpowiedź brzmi 'nie, ale zależy co rozumiesz przez zastąpić'. Tylko nikt tego nie chce głośno powiedzieć bo może komuś zepsuje nadzieję. Albo się mylę i jest coś czego nie widzę?
To jest chyba najuczciwsze podsumowanie całego wątku jakie tu padło. Ta różnica którą czujesz jest realna nawet jeśli trudno ją zmierzyć. I chyba nie trzeba od razu zakładać że albo w pełni zastępuje albo jest bezużyteczna. Jest jakieś pole pośrodku.
Ale właśnie jak to zmierzyć o czym mówi Danusia54? Subiektywne poczucie regeneracji to jedno, ale jak wstaję i robię błędy w pracy albo jestem drażliwa to chyba mówi mi że jednak tej regeneracji nie było, nawet jeśli mi się wydawało że coś pomogło. Jak odróżnić prawdziwy odpoczynek od złudzenia odpoczynku?
