Wracając do Szeptuna, bo trochę odpłynęliśmy, chcę zapytać bezpośrednio: czy ten kontakt który był na początku, ta osoba od której zaczął się problem ze snem, to był kontakt jednorazowy czy dłuższa relacja? Bo to zmienia zupełnie diagnozę, czy mamy do czynienia z jednorazowym bodźcem który utkwił, czy z czymś co narastało przez czas.
Kontakt jednorazowy, ale intensywny. Siedzieliśmy razem jakieś trzy godziny, rozmowa była ciężka, ta osoba miała wyraźnie zły dzień i w pewnym momencie poczułem że coś się zmieniło w powietrzu. Nie umiem inaczej tego opisać. I od tego momentu sny się zaczęły.
To co opisuje Szeptun zaczyna układać mi się w coś konkretniejszego. Intensywna ekspozycja na czyjś ból, przy jednoczesnej postawie wyłącznie słuchającego, to jest sytuacja w której nie ma naturalnej wymiany. Dajesz uwagę, przestrzeń, energię uwagi, a nic nie wraca. Z bioenergoterapeutycznego punktu widzenia to jest sytuacja ryzyka, niekoniecznie dlatego że ta osoba coś 'wysyła', ale dlatego że ty otwierasz się na odbiór bez żadnego zabezpieczenia.
Ale to brzmi jakbyś mówiła że słuchanie kogoś w trudnej chwili jest niebezpieczne. Nie przesadzamy trochę? Bo jak tak, to nikt nie może z nikim rozmawiać bez ryzyka.
Mnie ta rozmowa o Szeptunie przypomina coś z mojego doświadczenia. Ta osoba z mojej rodziny zawsze rozmawia ze mną dokładnie tak samo, ona mówi ja słucham, i nigdy nie jest to krótkie. Kilka godzin, ciężkie tematy. I ja za każdym razem wracam do domu i przez kilka kolejnych dni mam poczucie że coś mi się poplątało w głowie. Sny też dziwne, ale nie wiem czy to energia czy po prostu to co słyszałam gdzieś siada.
Jest taki termin w psychologii, secondary traumatic stress, wtórny stres traumatyczny, opisujący właśnie to co dzieje się z ludźmi którzy regularnie słuchają o trudnych doświadczeniach innych. Terapeuci, ratownicy, opiekunowie. Objawy to zaburzenia snu, poczucie odpływu energii, trudności z koncentracją, czasem sny nasycone cudzymi obrazami. Nie mówię że to jest jedyna interpretacja, ale warto wiedzieć że ten mechanizm istnieje i jest zbadany niezależnie od tego czy przyjmujemy perspektywę energetyczną czy nie.
No właśnie, i to mnie cały czas gryzie w tej rozmowie. Jak mamy dwa opisy tego samego zjawiska, jeden psychologiczny jeden energetyczny, i oba pasują do objawów, to skąd wiemy który jest prawdziwy? Albo czy w ogóle jedno wyklucza drugie?
Ale jednak trzeba wybrać z której strony się patrzy, bo jeśli to jest wtórny stres traumatyczny to rozwiązaniem jest praca z traumą albo po prostu odpoczynek. A jeśli to jest przejęcie energii to zupełnie inne podejście. Runy ochronne, oczyszczenie, cokolwiek. Jedno i drugie naraz może się kłócić.
Mam wrażenie że Ksiezycnaa mówi o czymś ważnym ale trochę innym niż wynika z odpowiedzi. Chodzi chyba o to że interpretacja kieruje uwagę. Jeśli Szeptun uzna że to jest kwestia czyichś run czy energetycznego śladu, będzie szukał oczyszczenia. Jeśli uzna że jego układ nerwowy potrzebuje resetu, będzie szukał odpoczynku. Obie mogą działać, ale uwaga pójdzie w różne miejsca.
Słucham tego wszystkiego i nie wiem co myśleć. Szczerze, te sny są już kilka tygodni i nie odpuszczają. Próbowałem wizualizacji z ogniem jak Zorka mówiła, próbowałem po prostu więcej spać, nic nie działa. Zaczyna mi to przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu.
Zgadzam się z Aurelkiem. Ja przez długi czas próbowałam radzić sobie sama z podobnym stanem i dopiero kiedy zaczęłam to traktować dwutorowo, psychika z jednej strony, energetyka z drugiej, poczułam że coś się ruszyło. Ale to było naprawdę długo zanim do tego doszłam.
I jeszcze jedno do tego co mówi Szeptun. Te kilka tygodni to jest też czas w którym prawdopodobnie zbudowałeś już pewien nawyk wokół tych snów. Wstajesz w nocy, sprawdzasz, myślisz o tym w ciągu dnia. To samo w sobie zaczyna wzmacniać stan który chcesz odwrócić. Niezależnie od źródła. Czy zauważasz że o tym myślisz w ciągu dnia częściej niż na początku?
Tak, to jest właściwie teraz na okrągło. Wstaję, myślę o tym, idę spać i od razu z tyłu głowy mam że zaraz przyjdzie coś nieprzyjemnego. Chyba masz rację że samo oczekiwanie robi swoje.
To co opisuje Szeptun na końcu, to oczekiwanie które samo w sobie staje się problemem, to jest coś na co żadna technika ochronna nie zadziała jeśli ten schemat myślowy zostanie. Widziałam to u siebie. Nawet kiedy już nie miałam powodu się bać, wciąż się bałam bo nauczyłam się. I to trzeba rozplątać zupełnie inaczej.
No dobra, to co teraz? Bo siedzę tu i słucham tego wszystkiego, i wszystko brzmi sensownie, ale jednocześnie dalej nie wiem co zrobić wieczorem żeby nie obudzić się o trzeciej. Serio pytam, nie retorycznie.
Czytam tę wymianę o Szeptunie i zastanawiam się nad czymś innym. Przez całą rozmowę mówimy o przejęciu energii jako o czymś co się przydarza biernie. Ale czy ta osoba która opowiadała Szeptunowi te ciężkie rzeczy, ona wiedziała co robi? Znaczy, czy to może być świadome?
Ale to nie zmienia sytuacji Szeptuna, niezależnie od tego czy tamta osoba działała świadomie czy nie, efekt jest ten sam. Więc może zamiast analizować jej intencje, lepiej skupić się na tym co on może zrobić ze swojej strony?
Właśnie. I tu wraca pytanie o to jak w ogóle przerywać ten rodzaj kontaktu energetycznego kiedy już nastąpił. Bo ochrona przed przyszłymi sytuacjami to jedno, ale Szeptun mówi o stanie który trwa od kilku tygodni. To jest inna rozmowa niż profilaktyka.
To co opisuje Szeptun z tymi kilkoma godzinami po przebudzeniu, to jest dla mnie sygnał że ciało wciąż przetwarza coś co nie zostało domknięte. Nie wiem czy to energetyczne czy czysto somatyczne, ale to rozróżnienie na tym etapie chyba nie jest najważniejsze. Ważniejsze jest żebyś miał jakiś rytuał przejścia między tym stanem po przebudzeniu a dniem. Cokolwiek co wyraźnie sygnalizuje ciału że teraz jest dzień.
Hej, bo mi umknęło wcześniej, ale wróćcie do tego co mówił Bogumil o celowym energetycznym pasożytnictwie. Skąd w ogóle pochodzi ten koncept? Bo spotkałam się z tym terminem ale nigdy nie widziałam żadnego sensownego opisu mechanizmu. Co to ma być dokładnie?
No ale jeśli już mówimy o przerywaniu kontaktu po fakcie, to w tradycji runicznej jest do tego Hagalaz, runa przełomu i oczyszczenia przez burzę. Nie jako wisiorek ani amulet, ale jako aktywna praca z jej energią. Wywołujesz kontrolowany kryzys żeby stary wzorzec się rozpadł. Szeptun, próbowałeś kiedyś pracować z runami?
No bo ona nie wywołuje kryzysu w sensie że go tworzysz, ona otwiera na przejście przez to co i tak już jest. Szeptun i tak jest w kryzysie, tylko że niezarządzanym. Hagalaz to próba uświadomienia sobie tego progu i przekroczenia go.
Właśnie dlatego pytałam wcześniej o rytuał przejścia a nie o rytuał oczyszczenia. Są to dwie różne sprawy i chyba Szeptun potrzebuje najpierw czegoś małego, prostego, co da mu choćby jeden punkt w ciągu dnia kiedy czuje że coś kontroluje. Potem można myśleć o głębszej pracy.
Z runami nie próbowałem. Szczerze, trochę się ich boję bo nie wiem co robię i wolę nie bawić się w coś czego nie rozumiem. Ale ta wizualizacja z ogniem o której mówiła Zorka wcześniej, próbowałem kilka razy i za każdym razem zasypiałem zanim coś poczułem. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
To zmienia mi trochę perspektywę. Czyli nie chodzi o to żeby technika była spektakularna, tylko żeby dawała jakiś spokój w momencie zasypiania? Bo jak tak, to może nie ma znaczenia co konkretnie się robi, ważne żeby coś sygnalizowało ciału że jest bezpiecznie.
I to się łączy z tym o czym mówiłyśmy wcześniej z Telepatką o nawykach wokół snów. Szeptun nieświadomie zbudował rytuał ale zły, czekania na coś nieprzyjemnego. Żeby to odwrócić, trzeba zbudować inny, który będzie silniejszy. I właśnie dlatego regularność tej nowej praktyki liczy się bardziej niż to czy jest to runa, wizualizacja czy po prostu herbata i konkretna pozycja w łóżku.
Dobra, to skoro to zasypianie przy wizualizacji Zorki jest czymś pozytywnym, to może przestanę się tym frustować. Ale mam pytanie, bo to mnie od jakiegoś czasu gryzie, czy jak budzę się w środku nocy i to uczucie ciężaru już jest, to ma sens wtedy próbować jakąś technikę? Czy lepiej nie ruszać i próbować znowu zasnąć?
