Forum

Asystent AI
Magia a lęk przed n...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia a lęk przed niepowodzeniem

Strona 1 / 6

Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i nie wiem, czy to tylko mój problem, czy ktoś jeszcze przez to przechodzi. Chodzi mi o ten moment tuż przed rytuałem, kiedy zaczyna się kręcić w głowie: 'a co jeśli nie zadziała', 'a co jeśli zrobię coś nie tak', 'a co jeśli w ogóle się mylę co do całego tego tematu'. I zamiast skupić się na tym, co robię, siedzę sparaliżowany. Kilka razy zdarzyło mi się w ogóle odpuścić w połowie przygotowań, bo ten lęk był silniejszy niż motywacja. Zastanawiam się, czy to sabotuje całą pracę z intencją, czy może to jakiś sygnał, że dany rytuał po prostu nie jest dla mnie w tym momencie.


Odpowiedz
268 odpowiedzi
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

To jest jeden z tych tematów, o których rzadko kto mówi wprost, a każdy gdzieś po drodze przez to przechodzi. Mam jedno pytanie zanim cokolwiek powiem: ten lęk pojawia się u ciebie przed każdym rytuałem, czy przy konkretnych typach? Bo to dość istotne rozróżnienie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 228

@Fomalhaut dobre pytanie. Teraz jak o tym myślę, to raczej przy konkretnych. Przy czymś prostym, gdzie mam wyrobiony schemat, to idzie spokojnie. Ale jak próbuję czegoś nowego albo kiedy stawka jest dla mnie duża, tzn. bardzo mi zależy na efekcie, to właśnie wtedy się blokuję. Może zbyt mocno przywiązuję się do wyniku?


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

U mnie to samo i to dosłownie. Szczególnie jak chcę zrobić coś bardziej rozbudowanego, nie tylko zapalić świeczkę przy afirmacji, ale właściwie usiąść i przeprowadzić coś z intencją i skupieniem. Wtedy ten głos w głowie robi się głośniejszy. Nie wiem nawet, czy to lęk przed niepowodzeniem, czy raczej jakieś poczucie, że 'nie zasługuję' albo 'nie jestem wystarczająco do tego przygotowana'. Nie potrafię tego rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

To przywiązanie do wyniku to jest sedno. W większości tradycji, które znam, mówi się o 'lust for result' jako jednym z głównych czynników rozbijających pracę magiczną. Aleister Crowley pisał o tym, Spare budował wokół tego cały swój system sigilowy. Nie dlatego, że wynik jest nieważny, ale dlatego, że świadomość pożądania efektu aktywuje umysł analityczny, który dosłownie blokuje inne procesy. Problem w tym, że im bardziej ci zależy, tym trudniej to puścić. I tutaj nie ma prostego przepisu.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i myślę, że to ma sens, ale mam pytanie do Malinowej: czy to znaczy, że rytuały przy sprawach ważnych są skazane na gorsze wyniki? Bo to by było dosyć frustrujące. Właśnie przy rzeczach, na których nam najbardziej zależy, mamy najmniejsze szanse?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Sydka nie do końca tak to rozumiem. Chodzi raczej o to, gdzie siedzi twoja uwaga podczas samego rytuału. Możesz robić coś dla siebie bardzo ważnego i jednocześnie być podczas pracy skupiona na samym procesie, nie na tym, co będzie potem. To jest umiejętność, którą się ćwiczy, nie stan, który się po prostu ma albo nie ma.


Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Sydka wróćmy do twojego pytania, bo chcę dopowiedzieć. Nie chodzi o to, że ważne sprawy są skazane na porażkę. Chodzi o to, że wtedy potrzeba więcej świadomości tego procesu. Niektórzy celowo zostawiają między intencją a rytuałem kilka dni przerwy, żeby emocjonalny ładunek opadł. Inni pracują z symbolem, zamiast z bezpośrednią intencją, właśnie po to, żeby umysł analityczny nie miał się czego chwycić. To nie jest unikanie problemu, to jest obchodzenie konkretnego mechanizmu psychicznego.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Ja bym dodała, że ten lęk przed niepowodzeniem często miesza się z zupełnie innym problemem, mianowicie z lękiem przed tym, że coś jednak zadziała. I co wtedy? Czy jestem gotowa na zmianę, którą wywołuję? Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy moje blokady nie są właśnie tam, a nie w technice ani w intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 679
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

To, co pisze Poziomka_00 o lęku przed sukcesem, jest niedoceniane. W pracy z czakrami, szczególnie z solarną, bardzo często to właśnie tam leży korzeń. Nie w tym, że ktoś boi się porażki, tylko że ma nieświadomy opór przed wejściem w swoją sprawczość. I to potem wychodzi właśnie jako prokrastynacja rytualna albo sabotaż w połowie przygotowań, dokładnie to, o czym pisał Piotrek53 na początku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 382

@Edek_60 a jak to można odróżnić od zwykłego lęku przed porażką? Bo z zewnątrz chyba wygląda tak samo, to samo zamrożenie, ta sama niemoc. Jest jakiś sygnał, że to akurat o sprawczość chodzi?


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Poziomka_00 trochę mnie zatrzymało. Bo jak tak siedzę i cofam się do tych konkretnych momentów, kiedy odpuszczałem, to nie mam pewności, czy to był lęk 'co jeśli nie wyjdzie', czy właśnie 'co jeśli wyjdzie i będę musiał z tym żyć'. Nigdy tak tego nie nazywałem, ale może o to chodziło.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie, może głupie: czy wy w ogóle robicie cokolwiek z tym lękiem przed samym rytuałem, jakiś krótki reset, oddech, coś? Czy po prostu czekasz aż przejdzie i liczysz, że w końcu zaczniesz? Bo mam wrażenie, że spora część tej blokady to kwestia nie tyle magii co tego, co robimy, zanim w ogóle zaczniemy.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ta przerwa między intencją a rytuałem to coś, o czym słyszałam, ale nigdy nie miałam odwagi zrobić tego przy czymś naprawdę ważnym. Zawsze wydawało mi się, że jak odczekam, to stracę energię, impet, że ten moment minie. A wy naprawdę uważacie, że po kilku dniach to działa tak samo czy nawet lepiej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Zywilka53 u mnie działa lepiej, serio. Jak jestem na gorąco, to nawet nie potrafię sformułować porządnej intencji, bo wszystko kręci się wokół emocji i tego, czego się boję, a nie tego, czego naprawdę chcę. Po kilku dniach mam więcej jasności. Choć rozumiem ten strach o impet, bo ja też tak myślałam.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

Czytam to i mam pytanko, bo troche nie rozumiem. Jak można zrobić rituał nie myśląc o tym czego chcemy? To nie o to chodzi żeby myśleć o efekcie? Jestem chyba głupia bo mi to nie wychodzi w głowie logicznie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Bogusia nie jesteś głupia, to jest naprawdę nieintuicyjne na początku. Chodzi o to, że intencję wkładasz na etapie przygotowania, formułujesz ją, zapisujesz, wiesz, czego chcesz. A podczas samego rytuału skupiasz się na tym, co robisz w danej chwili: na ruchu, oddechu, symbolu, zapachu świecy, cokolwiek stosujesz. Efekt ustalony wcześniej, teraz tylko praca. Trochę jak z gotowaniem, wiesz, że chcesz zrobić zupę, ale jak krojesz warzywa, to nie analizujesz co chwilę czy zupa się uda.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ten przykład z gotowaniem jest naprawdę dobry. Mam za to inne pytanie do całej dyskusji: czy lęk przed niepowodzeniem nie bierze się też stąd, że wiele osób nie ma żadnego prywatnego miejsca do pracy? Mieszkania z rodziną, współlokatorami, dziećmi. Robisz coś i w każdej chwili ktoś może wejść. To musi robić swoje na skupieniu, nie?


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

O, to mnie dotyczy bezpośrednio. Mieszkam ze współlokatorką i robię dosłownie wszystko żeby nie widziała. Rytuały ograniczam do tego, co można schować w szufladzie i co nie zostawia żadnych śladów. Nie wiem nawet czy to jeszcze ta sama praca, czy jakiś okrojony substytut.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 228

@Sydka to jest osobny temat i zarazem część tego samego. Bo kiedy nie możesz zrobić tego w spokoju, to dochodzi kolejna warstwa lęku, nie 'czy wyjdzie', ale 'czy zdążę zanim ktoś wejdzie'. I rytuał robi się pośpieszny, urwany, a potem jeszcze bardziej wątpisz w jego sens. U mnie tak to wyglądało przez długi czas.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

no i właśnie to jest coś, co mnie zastanawia od jakiegoś czasu. Ten pośpiech, o którym mówisz, to chyba najgorszy stan do jakiejkolwiek pracy. Wszystko robisz szybko, po łebkach, i potem nawet nie wiesz, czy miałeś intencję, czy tylko odgrywałeś sekwencję ruchów.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie. I potem siedzę i zastanawiam się, czy to w ogóle można nazywać rytuałem. Czy to nie jest po prostu pantomima. Nie mam odpowiedzi, serio.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 600

@Sydka a co dokładnie chowasz w tej szufladzie? Pytam konkretnie, bo jestem ciekawa, jak ludzie sobie organizują przestrzeń, kiedy jej właściwie nie mają. Świeczki, kamienie? Jak to u ciebie wygląda?


Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Hortensja_66 kamień, mały notes, jeden olejek, zapalniczka. Nic, co wygląda podejrzanie. Gdyby współlokatorka otworzyła szufladę, zobaczyłaby notes i zapalniczkę, i może zdecydowałaby, że to moje. Nic więcej. Świeczki mam, ale używam ich tylko gdy wiem, że jej nie będzie przez minimum dwie godziny.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

To pytanie o pantomimę jest ważne, bo myślę, że wiele osób w takich warunkach po prostu rezygnuje. Stwierdzają, że nie mają odpowiednich warunków, więc w ogóle nie robią nic. A to też jest wybór, i też coś blokuje.


Odpowiedz
Wpisy: 219
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

To, co opisuje Sydka, to jest w zasadzie praca w ukryciu i zastanawiam się, czy to samo w sobie nie tworzy dodatkowego napięcia. Kiedy robisz coś jakby wstydliwego, cały czas część uwagi zostaje przy tym 'czy ktoś zobaczy'. Malinowa, jak myślisz, czy to w ogóle przeszkadza w skupieniu, czy można to jakoś obejść?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Fomalhaut tak, to jest realne napięcie. Ale mam wrażenie, że dużo tradycji magicznych przez wieki było wykonywanych właśnie w ukryciu i niekoniecznie robiło to z nich coś mniej wartościowego. Mnisi, wiedźmy, cunning folk w Anglii, japońscy onmyoji - wszyscy pracowali z jakimś poziomem dyskrecji. Pytanie, czy ta dyskrecja była ich świadomym wyborem, czy przymusem. To robi różnicę.


Odpowiedz
Wpisy: 228
Rozpoczynający temat
(@piotrek53)
Połączone: 2 lata temu

Dobry punkt. Bo jest różnica między 'nie mówię o tym nikomu, bo to moje' a 'ukrywam, bo się wstydzę albo boję reakcji'. Pierwsze może nawet wzmacniać intencję, bo nie rozpraszasz jej w rozmowach. Drugie chyba niesie ze sobą ten cały ładunek lęku, o którym gadamy od początku.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Ja mam akurat sytuację odwrotną niż Sydka, mieszkam sama, ale i tak coś mnie blokuje. To znaczy że ten lęk nie pochodzi tylko z zewnątrz, z tego że ktoś może zobaczyć. On jest w środku, niezależnie od warunków. Więc nie wiem, czy rozwiązanie problemu z przestrzenią automatycznie rozwiązuje problem z lękiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Zywilka53 to ważna obserwacja i zgadzam się. Warunki zewnętrzne mogą ułatwiać albo utrudniać, ale korzeń jest wewnętrzny. Widziałam osoby z pięknie urządzoną przestrzenią do pracy i kompletnym zamrożeniem w środku, i osoby robiące skuteczne rzeczy w toalecie pociągu. Środowisko to tylko jeden element.


Odpowiedz
Wpisy: 230
(@bogusia)
Połączone: 1 miesiąc temu

W toalecie pociagu?? Serio? Jak to w ogole mozliwe, tam jest tyle halasu i smrodu 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@edek_60)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 679

@Bogusia skupienie nie zależy od komfortu sensorycznego. Zależy od tego, czy umysł jest w odpowiednim stanie. Hałas można nauczyć się traktować jako neutralne tło, a nie przeszkodę. To wymaga ćwiczenia, ale jest możliwe. Choć rozumiem, że na początku to brzmi abstrakcyjnie.


Odpowiedz
Wpisy: 382
(@teofilka83)
Połączone: 10 miesięcy temu

Hmm, ale czy to nie jest tak, że na początku drogi po prostu potrzebujesz więcej spokoju? Nie każdy od razu umie odciąć się od otoczenia. Mam wrażenie, że mówienie 'środowisko nie ma znaczenia' może być demotywujące dla kogoś, kto dopiero zaczyna i mieszka z pięcioma osobami.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Teofilka83 masz rację i Edek chyba nie mówiła, że środowisko jest bez znaczenia. Powiedziała, że korzeń jest wewnętrzny. To nie to samo co 'warunki są nieważne'. Dla kogoś z rozproszonym umysłem dobra przestrzeń może być rusztowaniem, które pomaga w skupieniu. Z czasem rusztowanie może być mniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Okej, ale wracając do mojej sytuacji konkretnie, mam pytanie do Malinowej albo Fomalhaut: czy jest jakiś sposób, żeby tę pracę w warunkach ograniczonych robić inaczej, niż tylko skracać? Bo mam poczucie, że skracam i skracam, i w końcu zostało mi pięć minut i zapalona świeczka. Czy to ma sens, czy lepiej robić rzadziej a dłużej gdy jest okazja?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 411

@Sydka to zależy od charakteru pracy. Przy regularnych, powtarzalnych rzeczach, na przykład codziennej intencji czy pracy z konkretnym symbolem, krótka codzienna sesja może być skuteczniejsza niż długa sporadyczna. Ale przy pracy wymagającej głębszego wejścia, nie da się tego tak skompresować. Wtedy czekanie na moment gdy masz dwie godziny dla siebie jest lepsze niż pięć minut z jednym okiem na drzwi.


Odpowiedz
Wpisy: 132
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Malinowa pokrywa się z tym, co ja u siebie widzę. Mam takie małe codzienne rzeczy, które robię prawie mechanicznie w dobry sposób, mam na myśli że to nie wymaga długiego przygotowania, i osobne większe sesje gdy mogę. To są jakby dwa różne tryby. I nie mieszam ich ze sobą, bo jak próbowałam zrobić to samo w pięć minut co normalnie zajmuje godzinę, to wychodziło tak sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@klimek00)
Połączone: 2 lata temu

Czy te codzienne małe rzeczy to jak jakiś rytuał poranny? Pytam bo słyszałem o tym, że stałe godziny pomagają, ale nie bardzo wiem jak to wygląda w praktyce gdy się mieszka z kimś.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@poziomka_00)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 132

@Klimek00 u mnie to dosłownie chwila rano, zanim cokolwiek wezmę do ręki. Nie wstaję specjalnie wcześniej, po prostu zanim sięgnę po telefon, siedzę chwilę i mam jedną konkretną myśl albo obraz. Nikomu nie przeszkadza, bo wyglada jak zaspana pauza. A dla mnie to jest zakotwiczenie na cały dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 600
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

To mi przypomina, że gdzieś czytałam o tym, że japońska tradycja misogi zaczynała się od czegoś bardzo prostego, od zimnej wody i oddechu. I to nie był wielki rytuał, to była czynność na tyle codzienna, że nikt nie zwracał uwagi. Ciekawe, czy dyskrecja w magii to nie jest po prostu stara strategia, nie wymysł naszych czasów.


Odpowiedz
Wpisy: 411
(@malinowa)
Połączone: 6 miesięcy temu

To, co Hortensja napisała o misogi, jest ciekawe w kontekście dyskrecji, ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę inna kategoria. Misogi to oczyszczenie, codzienna higiena rytualna, nie praca magiczna jako taka. Dyskrecja w tradycyjnych praktykach wynikała często z potrzeby ochrony samej praktyki, nie z tego, że czynność była niewidoczna dla otoczenia. Cunning folk w Anglii na przykład nie ukrywali tego, że praktykują, ukrywali konkretne techniki i formuły. To duża różnica.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hortensja_66)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 600

@Malinowa okej, masz rację, że źle to sformułowałam. Ale miałam na myśli raczej tę właściwość, że coś może wyglądać jak zwykła czynność, a mieć zupełnie inne znaczenie dla osoby, która to robi. Nie że cunning folk się ukrywali. Bardziej że granica między codziennością a rytuałem może być bardzo cienka i to chyba jest coś przydatnego gdy nie masz prywatności.


Odpowiedz
Wpisy: 134
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

I tutaj właśnie wracam do swojego pytania, bo to jest dokładnie mój problem. Czy można pracować w taki sposób, że rytuał wygląda jak codzienna czynność? Bo mam poczucie, że to, co robię, to jest imitacja rytuału, nie rytuał. Siadam, coś sobie myślę, zaraz wstaję, bo słyszę współlokatorkę. I nie wiem, czy to w ogóle cokolwiek robi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fomalhaut)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 219

@Sydka a skąd to poczucie, że to imitacja? Pytam serio, bo to brzmi jak coś więcej niż tylko kwestia formy. Czy to jest odczucie w trakcie, że coś jest nie tak, czy raczej ocena po fakcie, kiedy porównujesz to z jakimś wyobrażeniem o tym jak powinno wyglądać?


Odpowiedz
(@sydka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 134

@Fomalhaut chyba jedno i drugie. W trakcie mam takie rozproszenie, bo część mnie nasłuchuje, co się dzieje za drzwiami. A potem jak już skończę, to mam wrażenie, że nic się nie domknęło. Jakby zdanie, które urwało się w połowie.


Odpowiedz
Strona 1 / 6
Udostępnij: