To jest akurat coś o czym dużo czytałam, bo sama przez długi czas miałam ten problem z przebudzeniami. Wszystko zależy od tego co się wtedy dzieje w głowie. Jeśli od razu zaczynasz analizować co czujesz i skąd to pochodzi, to praktycznie gwarantujesz sobie że zostaniesz przebudzony na dłużej. Natomiast jeśli masz jakiś krótki, automatyczny gest czy słowo, coś co robisz bez zastanawiania się, to może działać jak reset. Ale to musi być wyćwiczone wcześniej, żeby w nocy działało bez wysiłku myślowego.
To co mówi Michasia99 jest ważne, ale chcę dopytać Szeptuna, bo nie mam pewności czy to te same noce. Kiedy się budzisz, masz poczucie że coś jest z zewnątrz, jakiś nacisk, obecność, czy to jest bardziej wewnętrzne, coś w klatce piersiowej, w żołądku?
To jest naprawdę dobre pytanie i nie jestem pewien jak odpowiedzieć. Jakby jedno i drugie naraz. Jest coś ciężkiego w klatce i jednocześnie mam wrażenie że pokój jest inny niż powinien być. Nie widzę nic konkretnego, po prostu coś jest nie tak z atmosferą.
To co opisujesz, to brzmi trochę jak hypnopompia, czyli ten stan między snem a jaźnią kiedy mózg jeszcze przetwarza senne obrazy ale ciało już się budzi. To może generować poczucie obcej obecności i fizyczny ucisk bez żadnego zewnętrznego źródła. Nie mówię że to na pewno to, ale zanim pójdziemy dalej w stronę energetyki, czy brałeś to pod uwagę?
Trzecia, czwarta w nocy to jest coś co pojawia się w bardzo wielu tradycjach jako godzina kiedy granica między stanami jest najcieńsza. Nie wiem czy to jest neurologia czy coś innego, ale sam fakt że ta regularność istnieje jest dla mnie znaczący. W folklorze słowiańskim to jest akurat czas który wiązano z działaniem sił które nie są neutralne. To niekoniecznie musi oznaczać coś złowrogiego, ale regularność przebudzenia w tym samym czasie raczej nie jest przypadkowa.
Poczekajcie, bo ja się trochę gubię. Mówimy teraz o hypnopompii, o folklorze słowiańskim, o energetyce, a to są trzy zupełnie różne wyjaśnienia. Szeptun potrzebuje jednej konkretnej wskazówki co robić, a my mu fundujemy całe seminarium. Czy da się to jakoś poskładać do kupy?
Może właśnie nie da się i to jest okej? Jeśli nikt nie wie dokładnie co się dzieje, to lepiej żeby Szeptun miał kilka perspektyw niż jedną pewną odpowiedź która może być zupełnie chybiona. Chociaż rozumiem co mówisz Cecylka, przy takim natloku informacji trudno cokolwiek z tego zabrać.
Mam pytanie do Szeptuna, bo to może coś wyjaśnić. Czy te przebudzenia zaczęły się przed tą rozmową o której mówiłeś na początku, czy po niej? Bo jeśli po, to jest jakiś wyraźny punkt wyjścia. Jeśli przed, to historia jest inna.
To jest dosyć istotna informacja. Jeśli zmiana nastąpiła wyraźnie po konkretnym zdarzeniu relacyjnym, to mamy do czynienia z tym co w psychologii stresu nazywa się intruzją, czyli nieprzetworzone treści emocjonalne z jednej sytuacji które wchodzą w przestrzeń snu. To nie musi oznaczać że nic energetycznego się nie dzieje, ale czasem te dwa poziomy są tak splecione że nie warto ich rozdzielać. Natomiast jedno jest pewne, ciało wyraźnie zareagowało na tę rozmowę i wciąż to niesie.
I to jest właśnie to o czym mówiłam gdzieś wcześniej, że to niedokończone. Ta rozmowa najwyraźniej zostawiła coś otwartego w Szeptunie. Nie chodzi tylko o to co usłyszał, ale chyba też o to co czuł i nie powiedział albo nie przetrawił w trakcie. Szeptun, czy miałeś po tej rozmowie coś w rodzaju podsumowania, jakiś moment gdzie powiedziałeś sobie że to się skończyło?
Nie. Właściwie ta osoba po prostu wyszła i tyle. Nie było żadnego zamknięcia. Ja zostałem z tym wszystkim.
No i to chyba jest sedno. Nie ma energetycznego pasożytnictwa ani złośliwych sił, jest człowiek który przeprocesował przez kogoś ogromny ładunek i nie miał żadnego sygnału że to się skończyło. Ciało nadal czeka na zakończenie którego nie dostało.
Właśnie. I dlatego pytanie które zadała Telepatka.ka jest w mojej ocenie najważniejsze w całej tej rozmowie. Szeptun potrzebuje nie kolejnej techniki na noc, tylko czegoś co symbolicznie i realnie powie mu że tamta sytuacja jest zakończona. To może być rytuał, może być rozmowa z kimś bliskim, może być list który się spali, cokolwiek co da temu koniec.
A czy Szeptun w ogóle chce zamknąć tę relację z tą osobą, czy to jest ktoś ważny, z kim dalej jest w kontakcie? Bo to dosyć zmienia co można zrobić.
Szeptun, to że widujesz tę osobę regularnie to jest dosyć kluczowa informacja, bo to zmienia całkowicie co można z tym zrobić. Jeśli kontakt trwa, to zamknięcie nie będzie jednorazowym rytuałem i po sprawie. To bardziej kwestia tego, żeby wybudować coś w sobie, jakąś granicę, która sprawia że kolejne spotkania nie będą za każdym razem otwierały tego samego. Mnie kiedyś pomogło wyobrażenie sobie że między mną a tą osobą jest tafla szkła, widzę, słyszę, mogę rozmawiać, ale to co płynie z ich strony nie przechodzi przez skórę.
Właśnie, i to ma sens nawet z czysto psychologicznego kąta. To co Michasia opisuje to jest w zasadzie intencja przed interakcją, rodzaj mentalnego przygotowania które zmienia jak wchodzisz w relację. Niekoniecznie musisz w to wierzyć jako energetyczne, żeby to zadziałało.
Dokładnie to chciałam powiedzieć. I dodam tylko, że to co Michasia opisuje, ta tafla szkła, to nie jest przypadkowy obrazek. Wiele tradycji pracuje z wyobrażeniem granicy właśnie dlatego że umysł potrzebuje czegoś konkretnego, nie abstrakcyjnego 'odetnij się od tej osoby'. Szeptun, czy próbowałeś kiedyś jakiejś wizualizacji przed snem w nocy kiedy te przebudzenia następują?
Próbowałem liczyć oddechy i to jest tyle. Żadnych wizualizacji, bo nie wiem jak to robić. Jak mam sobie wyobrażać tę szybę to myślę o tej osobie i jest gorzej nie lepiej.
To jest ważna uwaga, bo wizualizacja z osobą w centrum może wzmacniać połączenie zamiast je osłabiać. Są tradycje gdzie zamiast wyobrażać sobie tę drugą osobę, pracuje się tylko z własnym polem, bez jej udziału w obrazie. Wyobrażasz sobie coś co należy do ciebie, ścianę, skórę, kamień, cokolwiek co jest twoje i jest szczelne.
Przy okazji tego co Lobelka mówi, są kamienie które pracują właśnie z granicą własnego pola. Obsydian czarny jest oczywisty, ale mało kto wspomina o turmalinie czarnym w połączeniu z hematytem, to dwa różne mechanizmy działania i razem robią coś innego niż każdy osobno. Hematyt ściąga w dół i uziemia, turmalin tworzy granicę. Szeptun, czy masz w okolicy łóżka cokolwiek z kamieni?
Chcę wrócić do jednej rzeczy którą Szeptun powiedział, bo wydaje mi się że tu jest coś, obok czego wszyscy trochę przeszliśmy. Mówił że ta rozmowa była o czymś konkretnym, że ta osoba przez nią 'przeprocesowała' coś przez niego. Czy to oznacza że Szeptun był w tej rozmowie słuchaczem, kimś kto przejmował ciężar tej osoby, czy to była wzajemna wymiana? Bo to są zupełnie różne sytuacje jeśli chodzi o to co zostało.
Czyli de facto mówimy tu cały czas o tym, że źródłem 'zarażenia' czy jak to nazwać, może być sama rola którą Szeptun przyjął dobrowolnie, a nie żadne celowe działanie tej osoby. Mnie to trochę zmienia optykę na ten temat generalnie, bo zacząłem od myślenia że jest jakiś agresor, a tu wychodzi że to bardziej kwestia dynamiki w której Szeptun nie miał własnego miejsca.
Pankracy to stawia pod znakiem zapytania cały wątek 'zaraźliwych energii', bo jeśli to działa przez relację i przez rolę którą przyjmujesz, to nie chodzi o jakiś patogen który przeskakuje z osoby na osobę. Chodzi o to że otworzyłeś się bez zabezpieczenia i to co weszło, weszło przez te otwarte drzwi, nie siłą.
I tu wracamy do tytułu tematu, bo to jest chyba najlepsze podsumowanie tego wątku do tej pory. 'Zaraźliwe energie' brzmią jak coś co cię atakuje, ale może to jest bardziej jak przeziębienie, nie bierzesz go bo ktoś cię chce zarazić, bierzesz je bo byłeś przemęczony, stałeś na deszczu i nie miałeś kurtki.
Wracając do tej kwestii zamknięcia, bo to zostało trochę wiszące. W tradycjach słowiańskich były rytuały rozwiązywania węzłów, dosłownie, zawiązujesz i rozwiązujesz. Nie zrywasz relacji, nie kończysz znajomości, po prostu fizycznie i symbolicznie rozluźniasz to co się zacięło. To może być coś tak prostego jak kawałek sznurka zawiązany w węzeł gdy myślisz o tej rozmowie, i rozwiązany gdy czujesz że gotowy jesteś to zamknąć. Szeptun, czy coś takiego fizycznego, z rękami, miałoby dla ciebie sens?
Dobra, a jak właściwie wygląda to rozwiązywanie węzłów? Bo Lobelka napisała o tym zawiązywaniu i rozwiązywaniu, ale trochę to dla mnie abstrakcyjne. Mam wziąć sznurek i co? Zawiązać i rozwiązać? To by brzmiało jak coś bardzo dosłownego.
To co Lobelka mówi o źródłach jest istotne, bo to zmienia jak do tego podchodzisz. Jeśli masz poczucie że robisz coś z tradycją za plecami, to inaczej wchodzisz w sam rytuał. Ale mam pytanie do Szeptuna, bo mi umknęło wcześniej. Czy ta osoba wiedziała że na niego wpływa? Chodzi mi o to czy to była relacja z wzajemnością świadomości, czy on tylko słuchał, a ona po prostu mówiła o sobie nie zastanawiając się co z nim robi?
