Forum

Asystent AI
Zaraźliwe energie -...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Zaraźliwe energie - czy można się zarazić ujemną energią od kogoś innego?

Strona 2 / 5

Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Jak się zastanawiam, to zaczęło się po tym jak przez kilka tygodni regularnie odwiedzałem kogoś bliskiego w szpitalu. To był ciężki czas, ta osoba wyszła, jest dobrze, ale tamte tygodnie były naprawdę wyczerpujące. I jakoś ten rytm snu nie wrócił do normy po tym wszystkim.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Sytuacja Szeptuna jest ciekawa pod kątem tego całego wątku, bo tu mamy coś, co mogło być jednocześnie traumą środowiskową, ekspozycją na cierpienie innych i po prostu długotrwałym stresem. W kontekście modeli energetycznych piszą o tym choćby Barbara Brennan w 'Hands of Light', gdzie opisuje coś co nazywa 'energy cords', czyli połączenia które tworzą się w intensywnych emocjonalnie relacjach. Ona rozróżnia między połączeniami zdrowymi a tymi, które drenują. Ciekawe czy Szeptun czuje coś takiego po stronie łącza, nawet teraz gdy tamta sytuacja się skończyła.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Aurelek71, Brennan jest popularnym odniesieniem, ale warto zaznaczyć, że jej model jest jednak dość specyficzny i nie wszyscy praktycy go podzielają. Szczególnie ta koncepcja trwałych sznurów po zakończonym zdarzeniu budzi dyskusje. Niektóre tradycje mówią raczej o tym, że przeciek energetyczny znika wraz z ustaniem źródła, o ile nie ma aktywnego podtrzymywania. Pytanie do Szeptuna: czy kontakt z tą osobą nadal jest intensywny, czy to już historia?


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Bogumil, kontakt jest normalny teraz, spokojny. Właściwie to jest lepiej niż przed chorobą. Może właśnie dlatego się dziwię, że to nie ustąpiło.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Słuchając tej rozmowy o Szeptunie i jego sytuacji, myślę że dotykamy czegoś ważnego dla całego wątku. Pytanie czy energia 'zaraźliwa' od konkretnego człowieka różni się mechanizmem od tej nabytej z miejsca albo z długotrwałego przebywania w środowisku naładowanym cierpieniem. Bo szpital jako środowisko to coś innego niż jedna osoba w kontakcie. Lobelka, co mówią tradycje które znasz o takim zbiorowym ładunku miejsca?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Mikolajek, to jest rozróżnienie, które rzeczywiście pojawia się w różnych systemach. W wielu tradycjach szamanistycznych miejsca mają swoją pamięć, szczególnie te związane z intensywnym ludzkim cierpieniem albo śmiercią. Szpital pasuje do tego opisu. Różnica między miejscem a człowiekiem polega na tym, że człowiek może być aktywnym źródłem, świadomym lub nie, natomiast miejsce działa bardziej pasywnie, przez samo przebywanie w jego polu. Dla praktyki oczyszczającej to ma znaczenie, bo procedury bywają różne.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Zaraz, bo próbuję to poukładać. Jeśli dobrze rozumiem, mówimy że szpital mógł działać na Szeptuna jak jakiś zbiornik tego co zostawiali tam inni ludzie przez lata i tygodnie jego wizyty, i że to mogło zostać nawet po tym jak wyszedł? Pytam szczerze, nie z przekąsem, bo to jest dla mnie nowe myślenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@telepatka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 191

@Cecylka88, tak to właśnie działa w modelu, którym się posługuję. Ale powiem szczerze, że to nie jest pewnik, to jest jeden ze sposobów patrzenia. Można powiedzieć, że system nerwowy zapamiętuje wzorce czujności i napięcia z trudnego okresu i nie odpuszcza ich automatycznie, gdy sytuacja mija. I energetycznie możemy to opisać podobnie. Oba opisy mówią w gruncie rzeczy o tym samym zjawisku, różnym językiem.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@ksiezycnaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Przy okazji Szeptuna chciałam powiedzieć, że w runach jest konkretna runa do pracy z takimi pozostałościami, Hagalaz. Ale zwykle nie polecam jej do samodzielnej pracy w takich sytuacjach, bo ona rozbija, nie oczyszcza miękko. Bardziej Berkana albo Isa najpierw, żeby uspokoić i ustabilizować, dopiero potem ewentualnie coś głębszego. Czy Szeptun w ogóle pracuje z jakimiś systemami symbolicznymi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Ksiezycnaa, chcę się tu wtrącić, bo Hagalaz jako runa do pracy z emocjonalnymi pozostałościami po traumatycznym czasie to jest dość odważna sugestia. Ja bym powiedział że Hagalaz to jest coś raczej do inicjacji przez chaos, nie do oczyszczenia z cudzej energii. Nie znam tradycji, w której byłaby pierwszym wyborem w takiej sytuacji jak opisuje Szeptun.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wracam chwilę do miejsca bo mi nie daje spokoju. Lobelka mówiłaś o pasywnym działaniu miejsca. Ale ja mam wrażenie, że mój cmentarz nie jest pasywny, albo że pasywność też ma stopnie. Bo są takie dni kiedy tam wchodzę i jest zupełnie neutralnie, i takie kiedy od razu wiem że nie powinienam tam długo zostawać. I to nie koreluje z moim nastrojem, bo sprawdzałam. Jak to rozumieć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Zorka, zmienność którą opisujesz jest czymś, o czym mówiło kilka tradycji, między innymi w kontekście cykli księżycowych i pory roku, ale też w kontekście tego, ile aktywności ludzkiej miało tam ostatnio miejsce. Świeże pochówki, odwiedziny, żałoba, to wszystko według różnych systemów wzmacnia pole miejsca. Możliwe że te 'gorsze' dni korelują z czymś zewnętrznym wobec ciebie. Prowadziłaś te obserwacje systematycznie?


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Lobelka o aktywności ludzkiej ma sens, bo te dni kiedy było tu ostatnio pogrzeb były zawsze cięższe dla mnie. Ale zastanawiam się, czy nie chodzi też o to z czym ja wchodzę, czyli mój własny stan. Bo raz weszłam tam po bardzo trudnej kłótni i wszystko co tam zastałam mi się nakładało jakoś na siebie, nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co opisuje Zorka mi się trochę kręci po głowie, bo to jest dokładnie pytanie czy my 'łapiemy' coś z zewnątrz, czy przynosimy coś ze sobą i to nas uwrażliwia. Bo w przypadku Szeptuna i szpitala mogło być jedno i drugie jednocześnie, prawda? On wnosił tam swój lęk i swoje napięcie, ale też wchłaniał to co tam zostawiały setki innych ludzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 285

@Michasia99, ale to rodzi pytanie które mnie gryzie od dłuższego czasu w tej rozmowie, mianowicie czy w ogóle można sensownie oddzielić te dwa kierunki. Bo jeśli twój własny stan cię otwiera na to z zewnątrz, to może cała ta koncepcja zaraźliwości jest niepełna bez uwzględnienia tego co każdy z nas wnosi.


Odpowiedz
Wpisy: 191
Rozpoczynający temat
(@telepatka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie dlatego mi się nie podoba prosty model w stylu 'nabrałam czegoś z zewnątrz'. Zawsze dopytuje ludzi którzy mówią że złapali czyjąś energię, czy mieli wtedy swoje własne zasoby wyczerpane albo czy coś ich wcześniej osłabiło. I prawie zawsze jest jakiś kontekst własny. Nie mówię że nie ma czegoś zewnętrznego, ale że to rzadko działa w próżni.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Dobra, to mam pytanie do was. Zakładając że jedno i drugie grało rolę w moim przypadku, to od czego się właściwie zaczyna praca żeby to odwrócić? Bo słyszałem tutaj o runach, o modelach energetycznych, ale nie wiem od czego bym w ogóle miał zacząć. I czy to jest coś co się robi raz czy raczej regularnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Szeptun, zanim powiem cokolwiek o tym 'od czego zacząć', chciałam zapytać o jedną konkretną rzecz. Mówisz, że ten rytm snu się nie wrócił. Czy to wygląda tak samo przez cały czas od tamtego okresu, czy były momenty kiedy było lepiej i potem znowu gorzej? To zmienia obraz.


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Lobelka, były momenty lepsze, ale krótkie. Jakby coś mi poprawiało się na tydzień albo dwa, a potem wracało. Nie umiałem powiązać tego z niczym konkretnym.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

To co opisuje Szeptun przypomina mi coś co w kilku tekstach na temat higieny energetycznej jest nazywane 'cyklicznym powrotem wzorca'. Idea jest taka, że jeśli źródło nie zostało zaadresowane, to zewnętrzne przerwy mogą być tylko chwilowe, bo system nerwowy albo pole energetyczne, zależnie od modelu, wraca do zakorzenionego wzorca. W kontekście szpitalnym Brennan pisała o tym, że środowiska z dużym ładunkiem emocjonalnym mogą zostawiać w polu auralnym coś w rodzaju śladu, który bez aktywnej pracy będzie się reaktywował. Ale jest też inna hipoteza, którą wolę, bo jest skromniejsza, że chodzi po prostu o nawyk układu nerwowego który nie dostał sygnału że niebezpieczeństwo minęło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 94

@Aurelek71, czy te dwie hipotezy w ogóle da się praktycznie odróżnić? Bo z zewnątrz i z punktu widzenia samego Szeptuna to chyba wygląda tak samo, nie?


Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Cecylka88, to jest świetne pytanie i szczera odpowiedź brzmi: nie zawsze. Ale są pewne wskazówki. Jeśli stan poprawia się wyraźnie po prostych metodach regulacji układu nerwowego, oddech, ruch, rytm, to sugeruje to mechanizm neurologiczny. Jeśli te metody nie pomagają wcale albo pomagają bardzo krótko, a za to reaguje się na pracę z przestrzenią lub symbolem, to może to sugerować coś głębszego w sensie energetycznym. Choć przyznam uczciwie, że nakładanie się obu jest bardzo częste.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Słucham i myślę, że ta rozmowa o Szeptunie dotknęła czegoś co jest sercem całego wątku od początku. Czy zaraźliwa energia to jest coś co do nas przychodzi, czy coś co my sami dopuszczamy, i czy te dwie rzeczy w ogóle są rozdzielne. Pankracy to zaczął, Telepatka.ka to rozwinęła, ale mam wrażenie że nie doszliśmy do żadnego wniosku, tylko do kolejnego pytania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 285

@Mikolajek, a może to i dobrze? Bo mi się wydaje że każdy kto mówi 'to działa tak a nie inaczej' w tym temacie trochę upraszcza. Sam mam tendencję żeby szukać jednego mechanizmu, ale ta rozmowa mnie trochę wybiła z tego.


Odpowiedz
Wpisy: 367
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Chcę się odnieść do wątku o tym co Szeptun powinien zrobić, bo Ksiezycnaa wcześniej sugerowała runy i nie do końca się z tym zgadzam co do kolejności. Zanim ktoś sięgnie po runy albo jakiekolwiek inne sposób symboliczne w takiej sytuacji, warto żeby najpierw miał choćby podstawowe rozeznanie w tym co chce adresować. Praca z Hagalaz bez zrozumienia co leży pod spodem to jest działanie na ślepo, a Berkana i Isa które Ksiezycnaa wymieniła jako 'łagodniejsze' też nie są neutralne i mają swoją specyfikę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ksiezycnaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 213

@Bogumil, no tak, ale ja nie mówiłam żeby Szeptun od razu brał się za rytuał runiczny. Mówiłam o pracy z energią runy, co jest czymś innym. Można pracować z archetypen runy przez medytację albo kontemplację bez robienia żadnego rytuału.


Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Ksiezycnaa, to jest ważne rozróżnienie i rozumiem co masz na myśli. Ale dla kogoś kto nie zna run w ogóle, to i tak jest skakanie w środek czegoś bez kontekstu. Hagalaz jako archetyp to jest transformacja przez rozpad, i medytacja z tym też nie jest spacerkiem, nawet bez rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ja tu właściwie chcę się odezwać ze swojego kąta, bo ta dyskusja o tym co Szeptun powinien robić zaczyna mi przypominać coś z czym mam problem w ogóle w takich rozmowach. Każdy proponuje to co sam zna najlepiej. Runy, Brennan, regulacja układu nerwowego. A może Szeptun powinien po prostu powiedzieć co mu samemu daje spokój, bo to jest chyba najlepsza wskazówka od czego zacząć.


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Szczerze? Najlepiej działała na mnie kiedyś jakaś prosta wizualizacja, coś z ogniem czy światłem, nie pamiętam dokładnie skąd to miałem. Może to jest ten kierunek.


Odpowiedz
Wpisy: 191
Rozpoczynający temat
(@telepatka-ka)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Szeptun o wizualizacji z ogniem to jest akurat coś co ma sens w wielu tradycjach, ogień jako oczyszczenie pojawia się naprawdę wszędzie, od słowiańskich obrzędów przez hermetyzm po współczesną pracę czakrową. Ale chcę wrócić do pytania Mikolajka, bo mnie też nie daje spokoju. Czy zaraźliwość to jest zawsze coś pasywnego, coś co nam się 'przydarza', czy jest możliwe że część z nas aktywnie to wciąga, jakiś mechanizm który sprawia że ciągniemy do siebie określone energie?


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

To pytanie Telepatka.ka zadała mnie naprawdę uderza. Bo jak myślę o tej osobie w mojej rodzinie od której wychodzę zmęczona, to od lat nie potrafiłam powiedzieć czy to ona mi coś 'robi' czy ja jestem z jakiegoś powodu na nią szczególnie otwarta. I nie wiem czy to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie praktyczne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Michasia99, myślę że ma znaczenie, ale nie takie jakie zwykle zakładamy. Bo jeśli to jest po twojej stronie jakiś mechanizm otwarcia, to nie jest to twoja wina ani słabość, to może być po prostu coś do zbadania. W kilku tradycjach szamanistycznych mówi się o tym, że osoby które są 'przeźroczyste' energetycznie, czyli przepuszczają więcej, mają i dar i cenę. Dar to wrażliwość, cena to właśnie to co opisujesz. Ale to nie znaczy że nie można z tym pracować.


Odpowiedz
Wpisy: 285
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

To co mówi Lobelka o tym mechanizmie otwarcia mnie trafia, bo sam miałem przez długi czas poczucie że jestem jakoś szczególnie podatny na pewnych ludzi i przez lata myślałem że to ich 'wina'. Dopiero jak zacząłem drążyć skąd to otwarcie się u mnie wzięło, to zaczęło mi się coś układać. Ale Szeptun, wróćmy na chwilę do ciebie, bo ta wizualizacja z ogniem którą wymieniłeś, to pamiętasz cokolwiek więcej jak wyglądała? Czy to było coś co robiłeś sam, czy ktoś cię przez to prowadził?


Odpowiedz
Wpisy: 708
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Ktoś mi kiedyś opisał i sam potem próbowałem. Coś z wyobrażaniem sobie płomienia który wyciąga ze mnie to co niepotrzebne. Nie wiem czy to było robione dobrze, ale jakoś pomagało na chwilę. Teraz nie potrafię tego powtórzyć tak żeby działało, jakby utknęło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Szeptun, a to 'utknęło' znaczy co konkretnie? Że nie możesz się skupić na samej wizualizacji, czy że się skupiasz ale nie czujesz żadnego efektu, czy coś jeszcze innego?


Odpowiedz
(@szeptun)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 708

@Zorka, chyba to drugie. Robię to, wyobrażam sobie ten ogień, ale jest jakoś pusty. Jakby cała ta praca szła w próżnię.


Odpowiedz
Wpisy: 191
Rozpoczynający temat
(@telepatka-ka)
Połączone: 2 lata temu

To co opisuje Szeptun z tym 'pustym ogniem' to jest coś o czym rzadko się mówi wprost, a jest moim zdaniem ważne dla całej tej dyskusji o energiach. Jeśli nasz własny stan jest wystarczająco wyczerpany, to pewne techniki po prostu nie mają z czego czerpać. Wizualizacja nie jest neutralna, wymaga pewnego wewnętrznego napięcia żeby w ogóle coś uruchomić. I to nie jest wada techniki, to jest sygnał że coś trzeba najpierw uzupełnić zanim zaczniesz oczyszczać. To trochę jak próba wylania wody z naczynia które już jest puste.


Odpowiedz
Wpisy: 737
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten obraz z naczyniem mnie trafił, bo chyba właśnie o to chodzi kiedy mówię że wychodzę od tej osoby z mojej rodziny kompletnie bez sił. Ja nie jestem opróżniona przez nią, ja chyba przychodzę do niej już za mało pełna i wtedy to działa silniej. Ale jak to w ogóle zbadać u siebie? Bo to jest trudne do uchwycenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Michasia99, to jest właściwie serce tego pytania i nie ma na to prostej odpowiedzi technicznej. Ale jest jedna rzecz którą polecam ludziom kiedy mają podobny dylemat: zamiast próbować oceniać swój stan przed kontaktem z tą osobą, spróbuj przez jakiś czas notować swój stan po kontaktach z różnymi ludźmi, nie tylko z nią. Jeśli okaże się że tylko przy niej tracisz energię, to wskazuje bardziej na jej stronę. Jeśli z wieloma różnymi ludźmi masz podobny efekt, to sugeruje twój własny mechanizm. To oczywiście nie jest badanie naukowe, ale daje jakiś punkt odniesienia.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

A nie jest tak że to też zależy od okoliczności? Bo ja sobie wyobrażam że mogę wychodzić zmęczona z rozmowy z kimś przy kim jestem szczególnie czujna albo spiętą, a to nie jest żadna energia tylko po prostu stres. I wtedy ten test który opisuje Lobelka i tak nic nie pokaże.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@lobelka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 267

@Cecylka88, masz rację i to jest ważne zastrzeżenie. Dlatego powiedziałam że to nie jest badanie naukowe. Ale właśnie dlatego warto obserwować nie tylko zmęczenie, ale też jakość tego zmęczenia. Zmęczenie po napięciu emocjonalnym i zmęczenie po czymś czego nie potrafisz nazwać to są subiektywnie dwie różne rzeczy dla wielu ludzi. Choć oczywiście nie dla wszystkich.


Odpowiedz
Wpisy: 451
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Właściwie to czego mi brakuje w tej dyskusji to rozróżnienie między tym co możemy obserwować a tym co interpretujemy. Lobelka mówi o obserwowaniu stanu, Telepatka.ka mówi o pustce w wizualizacji jako sygnale, Michasia99 mówi o wyczerpaniu przed kontaktem. To wszystko są obserwacje. Ale zaraz potem każdy z nas robi skok interpretacyjny i zaczyna mówić o energiach, mechanizmach, naczyniach. I ten skok jest zrozumiały, bo musimy jakoś zorganizować te obserwacje. Pytanie tylko czy warto być świadomym że to jest model, a nie opis rzeczywistości. Bo inaczej za rok ktoś inny przyjdzie z innym modelem i będziemy mówili że to jest niekompatybilne, a może mówić o tym samym.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bogumil)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 367

@Aurelek71, ale to nie jest tylko filozoficzny problem, bo model który wybierzesz wpływa na to jakie rozwiązanie wybierzesz. Jeśli Szeptun uzna że to jest problem energetyczny, pójdzie w jednym kierunku. Jeśli uzna że to dysregulacja układu nerwowego, pójdzie w innym. A jeśli uzna że to kwestia nierozwiązanego własnego wzorca, pójdzie w trzecim. I te trzy drogi mogą dawać różne efekty u różnych ludzi.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Bogumil trafił w coś co mnie od początku tego wątku zastanawia. Bo ta rozmowa zaczęła się od pytania czy można się zarazić ujemną energią od kogoś innego, i przez kilkadziesiąt postów właściwie kluczymy wokół odpowiedzi na to pytanie. I mam wrażenie że każdy z nas odpowiada inaczej, a to nie jest tylko kwestia różnych doświadczeń. To jest kwestia tego że pytanie ma kilka warstw i zależy co przez 'zarazić' rozumiemy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pankracy)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 285

@Mikolajek, to rozwiń, bo mnie ciekawi jak ty te warstwy widzisz. Bo dla mnie to pytanie zawsze brzmiało jakby miało jedną odpowiedź, tak albo nie.


Odpowiedz
(@mikolajek)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 186

@Pankracy, no właśnie nie. Jeśli przez zarazić rozumiesz że coś fizycznie przechodzi z jednej osoby do drugiej jak wirus, to odpowiedź jest jedna. Jeśli rozumiesz przez to że kontakt z kimś może zmienić twój stan wewnętrzny w sposób który potem trudno odwrócić, to odpowiedź jest zupełnie inna. A jeśli pytasz czy możesz przez kontakt z kimś uruchomić u siebie coś co już było uśpione, to to jest trzecia odpowiedź. I chyba każdy z nas mówił o czymś innym przez całą tę rozmowę.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ta trzecia wersja którą Mikolajek opisuje, uruchomienie czegoś uśpionego, to jest chyba to co czuję kiedy wychodzę od pewnych osób z wrażeniem że jestem gorsza niż przed wejściem. Jakby ta osoba nie dała mi czegoś złego, ale wyciągnęła coś co wolałam żeby spało. I to jest szczególny rodzaj wyczerpania, trudny do opisania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@michasia99)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 737

@Zorka, to jest tak trafne że aż mi się zrobiło nieswojo. Bo ja też to tak właśnie czuję ale nie miałam słów żeby to opisać. Jakby ta osoba z mojej rodziny nie atakuje mnie, ale jakoś przez samo bycie sobą wywołuje u mnie coś co w innych sytuacjach nie wychodzi. I potem siedzę z tym.


Odpowiedz
Wpisy: 213
(@ksiezycnaa)
Połączone: 8 miesięcy temu

A ja się zastanawiam czy to co opisujecie nie jest po prostu projekcją. Znaczy, czy to że ktoś wywołuje u nas jakieś trudne rzeczy nie jest po prostu tym że ta osoba jest lustrem i pokazuje nam coś o nas samych? Czytałam o tym w kontekście psychologii głębi i to dość dobrze opisuje takie sytuacje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@telepatka-ka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 191

@Ksiezycnaa, to jest jeden z możliwych mechanizmów i nie odrzucam go. Ale nie wyjaśnia wszystkiego. Bo bywa że te same trudne rzeczy w sobie masz przy jednej osobie i zupełnie ich nie ma przy innej, i obie równie dobrze mogłyby ci to 'odbijać'. Coś jest w samym człowieku, w jego obecności, w sposobie w jaki komunikuje się nawet milcząc. To nie jest tylko nasza projekcja, to jest interakcja. Lustra też mają różne właściwości.


Odpowiedz
Wpisy: 94
(@cecylka88)
Połączone: 3 lata temu

To zdanie o lustrach mnie uderza, bo nigdy tak nie myślałam o tym. Ale jak to rozróżnić w praktyce, kiedy to jest projekcja a kiedy to jest coś w tej drugiej osobie? Bo to brzmi jak coś co można interpretować w dowolny sposób zależnie od tego co nam wygodnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aurelek71)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 451

@Cecylka88, i właśnie dlatego to jest tak trudne pytanie. Nie ma tutaj prostego testu. Ale jedna wskazówka z tradycji analitycznej: jeśli ta sama 'trudna' rzecz pojawia się u ciebie z wieloma różnymi ludźmi, to jest silniejszy argument za projekcją lub wewnętrznym wzorcem. Jeśli pojawia się bardzo selektywnie, tylko przy pewnych typach osób albo nawet tylko przy jednej konkretnej, to zaczyna to sugerować że coś w tej relacji lub w tej osobie uruchamia mechanizm który nie jest uniwersalnie twój. Choć to nadal nie jest pewnik.


Odpowiedz
Strona 2 / 5
Udostępnij: