Mnie zastanawia coś innego. Cały czas mówimy o tym co Szeptun może zrobić, co może zastosować, jak może się zabezpieczyć. Ale co z tą osobą? Czy ona w ogóle jest świadoma że tak działa na innych? I czy to coś zmienia jeśli chodzi o to jak ta energia przeszła?
To brzmi jak coś co nie ma granic. Jeśli nieświadomy też może 'zarazić', to każda intensywna rozmowa jest potencjalnie niebezpieczna? Bo każdy przez coś przechodzi i każdy kiedyś mówi o sobie dużo.
Przy tej kumulacji wracam do kamieni, bo to jest jeden z tych tematów gdzie kumulacja ma sens dosłowny. Kamienie zbierają to co jest w przestrzeni, stąd oczyszczanie ich jest sensowne nie jako rytuał ale jako praktyczna konsekwencja ich działania. Jeśli Szeptun zdecyduje się na turmalin który wspomniałem wcześniej, to po kilku tygodniach intensywnego noszenia warto go oczyścić. Sól, dymienie, albo po prostu zostawienie na dworze jeśli warunki pozwalają. Hematyt z kolei jest cięższy w sensie energetycznym, lepiej go nie nosić stale przy sobie na początku.
Słuchajcie, trochę odeszliśmy od tego co Aurelek71 poruszył i co mi wydaje się kluczowe w tym wątku. Mówił o tym że Szeptun był w roli odbiorcy bez własnej przestrzeni. Zastanawiam się czy to co czuje teraz to jest rzeczywiście jakaś zewnętrzna energia która na niego przyszła, czy to jest jego własne wyczerpanie, które po prostu przybrało formę czegoś cięższego niż normalnie?
Słucham tego i zastanawiam się czy po prostu jestem za bardzo w głowie. Zacząłem obserwować siebie odkąd ten wątek się zaczął i chyba rzeczywiście jest gorzej rano niż wieczorem. Rano czuję tę ciężkość bardziej. Czy to coś znaczy?
Chyba tak, kilka razy już. Nie wprost, ale był motyw rozmowy, głos, coś takiego.
To by się zgadzało z tym co Telepatka.ka mówi o połączeniu. Sen z głosem albo motywem rozmowy to nie jest neutralne, szczególnie jeśli powtarza się w krótkim czasie. Czy te sny budzą cię czy nie, czy pamiętasz je po przebudzeniu?
I tu wracamy do tytułu tematu niemal idealnie. Jeśli sen podtrzymuje połączenie, to energia nie przestaje być zaraźliwa w momencie kiedy fizycznie wychodzisz z relacji. Przechodzi w coś co trzymasz sam, własnym umysłem. To jest chyba najtrudniejsza część tego wszystkiego do przepracowania, bo zewnętrzne techniki takie jak kamień czy sznurek mogą dawać punkt skupienia, ale wewnętrzna praca i tak zostaje.
To co Lobelka napisała na końcu mnie uderzyło. Że trzymam to sam, własnym umysłem. Czyli w pewnym sensie to już nie jest jej energia tylko moja? Ale skąd pochodzi, to nieważne?
