10 minut to trochę mało na "trochę ciszy na koniec", nie? Pytam serio, bo jak spieszysz żeby zmieścić się przed VOC, to czy w ogóle jesteś wtedy spokojny? Pośpiech i intencja rytualna to chyba nie najlepsze połączenie.
Ale dlaczego tylko dwie opcje? Nów jest raz w miesiącu, ale czy ten konkretny rytuał musi być w nów? Pytam bo może to jest właśnie ten moment żeby zastanowić się czy nów jest tu warunkiem koniecznym czy tylko przyzwyczajeniem.
To zależy od intencji rytuału. Nów jako inicjacja nowego cyklu ma sens kiedy rzeczywiście zaczynasz coś nowego - nowy projekt, nowe zobowiązanie, zmiana kierunku. Jeśli rytuał jest bardziej podtrzymujący, wzmacniający coś co już trwa, to faza nowiu nie jest jedyną opcją. Seba, co ty właściwie inicjujesz w tym rytuale?
Właściwie to trochę mieszanka. Coś w rodzaju comiesięcznego czyszczenia intencji, ale też zazwyczaj wpinam tam jakiś nowy zamiar. Teraz chodziło mi o zmianę zawodową. Więc nów wydawał mi się logiczny.
Zmiana zawodowa to inicjacja, nie podtrzymanie. Nów ma tu sens. Ale to też nie jest coś co się zamknie w jednym rytuale, więc jeśli ten miesiąc wypadnie nieciekawie astronomicznie, to kolejny też jest w grze. Nie ma tragedii w przełożeniu jeśli warunki nie sprzyjają.
Nikt nie mówi że blokuje. Rytuał to nie wniosek o pracę. To dwie osobne warstwy działania. Można złożyć CV w każdym momencie i równolegle zadbać o intencję w dobrym oknie. Jedno nie wyklucza drugiego.
No dobra, to rozumiem. Ale wracając do pustych dni - czy w takim razie VOC blokuje też działanie czy tylko rytuał? Bo to jest chyba serce tego tematu. Jeśli blokuje tylko intencję rytualną, to jedna sprawa. Jeśli w ogóle nie polecacie ważnych decyzji w VOC, to inna.
Klasyczna astrologia horary mówi że decyzje podjęte w VOC "niczego nie przynoszą" albo "sprawy nie dochodzą do skutku". Ale to nie jest zakaz działania - to obserwacja na temat inicjacji. Jeśli piszesz e-mail który i tak wyląduje w koszu, VOC może nic nie zmienić. Jeśli podpisujesz umowę która ma kształtować następne lata, to już inny kaliber.
To jest pierwsza konkretna definicja jaką widzę w tym wątku. Czyli VOC nie dotyczy czynności mechanicznych, tylko inicjacji z konsekwencjami. Dobrze rozumiem?
I to jest właśnie powód dla którego puste dni mają sens jako kategoria. Nie chodzi o to że nic nie możesz robić, tylko o to że inicjowanie czegoś w tym czasie to trochę jak wrzucenie listu do skrzynki która nie jest opróżniana. List istnieje, ale dokąd trafi - nie wiadomo.
To jest dokładnie ten podział który warto rozróżnić. Horary patrzy na księżyc jako pośrednika, posłańca między planetami. Jeśli nie ma aspektów, nie ma przekazu. Ale rytuał introspekcyjny to nie jest przekaz - to praca z własną energią, nie wysyłanie czegoś. Stąd część praktyków robi w VOC właśnie medytacje, czyszczenia, pracę z cieniem - bo to nie wymaga "odbioru". Problem zaczyna się kiedy chcesz żeby coś się wydarzyło poza tobą.
To "inaczej niż planujesz" to klasyczna konsekwencja VOC według wielu autorów. Nie że nie zadziała, ale że wynik będzie zaskakujący, odmienny od intencji. Lilly pisał że sprawy zainicjowane w VOC "nie wychodzą tak jak planowano" - co niekoniecznie znaczy źle, tylko nieprzewidywalnie. Dla kogoś otwartego na różne scenariusze może to nie być problem.
To jest dokładnie ten problem z obserwacją o którym mówiłem wcześniej. Nie możesz mieć grupy kontrolnej. Nie możesz tego samego rytuału wykonać jednocześnie w VOC i poza nim i porównać wyniki. Więc skazani jesteśmy na anegdotę i intuicję, co nie znaczy że to bezwartościowe, ale weryfikacja jest tu strukturalnie niemożliwa.
Słucham tej rozmowy i mam takie głupie pytanie - a co z tymi którzy w ogóle nie wiedzą o VOC i robią rytuały kiedy chcą? Czy im to nie działa? Bo znam osoby które nie śledzą księżyca w ogóle i jakoś funkcjonują.
Nie głupie pytanie. To jest właśnie jeden z argumentów za tym, że VOC działa niezależnie od wiedzy o nim - jeśli ktoś nie wie i robi, to efekty są takie same jak gdyby wiedział i unikał. Ale to też trudno sprawdzić, bo ta osoba nie wie że porównuje. Z drugiej strony są praktycy którzy mówią że świadomość fazy zmienia odbiór, nie mechanikę.
To trochę jak ze ślepą próbą w medycynie. Nie wiesz że bierzesz placebo więc placebo działa. A jakbyś wiedział - już niekoniecznie. Zastanawiam się czy wiedza o VOC nie sprawia że po prostu spełniam własne przepowiednie. Robię w VOC coś ważnego i z tyłu głowy mam "to pewnie nie wyjdzie jak chcę", więc jestem mniej skupiony.
Ale to nie neguje samego VOC jako kategorii astronomicznej. Księżyc bez aspektów to fakt obliczalny, nie kwestia wiary. Pytanie jest tylko o to co ta konfiguracja robi - i tu rzeczywiście wchodzimy w interpretację. Mechanizm może być psychologiczny albo energetyczny albo obydwa naraz. Nie wiem dlaczego musielibyśmy wybierać.
Mam jeszcze jedno pytanie do Seby, bo jego sytuacja jest tu chyba najbardziej konkretna - czy jak przekładasz rytuał na kolejny miesiąc, to co robisz z tą intencją w międzyczasie? Czy ona po prostu czeka, czy jakoś ją podtrzymujesz?
To jest ważna obserwacja. Intencja która "czeka" bez żadnego zakorzenienia traci na wyrazistości. Nie musi to być codzienna ceremonia, ale jakiś kontakt z tym co się chce osiągnąć - notatka, przedmiot, słowo - sprawia że intencja pozostaje aktywna. Przy zmianie zawodowej możesz to łączyć z tym co robisz praktycznie, żeby nie było oderwane od działania.
To jest też odpowiedź na wcześniejszy dylemat Kolczastej o tym kiedy przestajemy szukać idealnego momentu. Jeśli intencja jest żywa i zakorzeniona między rytuałami, to sam rytuał staje się mniej krytyczny jako jedyne okienko. Można poczekać na dobry moment bez poczucia że coś się traci.
Ja bym powiedziała że unikamy inicjacji, nie wszystkiego. Puste dni mają sens jako czas przerwy, porządkowania, kończenia spraw. Jeśli ktoś unika wszystkiego przez te kilka godzin, to trochę za szeroko. Jeśli tylko nie zaczyna czegoś nowego - to jest logiczne nawet bez przekonania o energetyce.
Mnie zostało jedno pytanie bez odpowiedzi z całej tej dyskusji - jak długo trwa VOC w praktyce? Bo słyszałam że to może być kilka minut albo kilkanaście godzin i to robi ogromną różnicę jeśli mówimy o unikaniu czegoś. Kilka minut można przeczekać, kilkanaście godzin to już całkiem inny kaliber.
Odpowiadając na pytanie Brzoskwinki o długość VOC - to jest właśnie ten element który sprawia że kalendarze księżycowe są w ogóle potrzebne. VOC może trwać od kilku sekund do ponad doby. Najkrótsze zdarzają się gdy księżyc zmienia znak niemal od razu po ostatnim aspekcie - czasem to dosłownie kilka minut. Najdłuższe notuje się gdy księżyc w znaku takim jak Rak, Byk czy Waga tworzy aspekty rzadko - tu VOC może sięgnąć 20-30 godzin. W praktyce te długie są właśnie w znakach uchodzących za "szczęśliwe" dla księżyca, co jest osobnym paradoksem.
Dodałabym że system aspektów też ma znaczenie. Jeśli liczymy tylko aspekty ptolemejskie - koniunkcja, sextyl, kwadrat, trygon, opozycja - to VOC będzie dłuższy niż przy systemie który uwzględnia również minory. Stąd różnice między kalendarzami. Jeden powie że VOC trwa do piątku rano, inny że skończył się już w środę wieczór.
No właśnie, bo ja patrzę na dwa różne kalendarze i mają rozbieżności nawet o kilkanaście godzin. Który mam w ogóle stosować?
To pytanie o system to nie jest kwestia którą można rozstrzygnąć raz na zawsze. Lilly pracował na aspektach ptolemejskich i to jest ta tradycja horary z której pochodzi większość reguł o VOC. Jeśli ktoś stosuje nowsze systemy z minorami, to de facto zmienia definicję VOC, nie tylko sposób obliczeniowe. Czy efekty są inne - nie wiem, nikt tego systematycznie nie sprawdzał.
Dobra ale mam pytanie bardziej praktyczne - co wy w ogóle robicie żeby wiedzieć kiedy jest VOC? Macie jakieś aplikacje, strony? Bo ja próbowałam kilku i właśnie te rozbieżności mnie wykończyły. Przestałam śledzić bo nie wiedziałam któremu wierzyć.
