to jest punkt który mnie zatrzymuje. żywe zwierzę wyrywa z eklektyczności bo jest konkretne i obecne, nie daje się wpisać w żaden schemat interpretacyjny z wyprzedzeniem. imaginacyjne zwierzę jest zawsze już osadzone w jakimś kontekście kulturowym, czy tego chcemy czy nie. jak wyobrażam sobie wilka, to jest wilk z jakiejś tradycji, z jakiegoś obrazu, z jakiejś narracji którą znam. to jest zasadnicza różnica ontologiczna między tymi pracami.
a czy to jest zawsze tak ze wyobrażone prowdzi ty, a żywe prowadzi ciebie? bo mam wrażenie ze czasem wyobrażone zwierzę tez robi cos niespodzianago w medytacji, czego sie nie spodziewałam i co mnie zaskoczyło. czy to jest mozliwe ze to tez "prowadzi"?
słucham tej rozmowy i zastanawiam się nad jedną rzeczą praktyczną - jeśli ktoś nie ma zwierzęcia i nie ma kontaktu z dzikimi zwierzętami, to czy magia zwierząt jest dla niego w ogóle dostępna tylko przez ścieżkę imaginacyjną? i czy to jest jakoś gorsze? bo trochę brzmi jakby żywe było bardziej "prawdziwe" w tej dyskusji.
wracam do Dziewanki bo to mnie uderzyło - to że imaginacyjne zwierzę zaskakuje może być po prostu efektem twórczości nieświadomej, nie dowodem na niezależność bytu. mózg produkuje niespodzianki cały czas we śnie i to nie znaczy że sny mają niezależne istnienie. więc "zaskoczenie" jako kryterium realności bytu to trochę słaby argument.
zastanawiam się czy ta cała dyskusja o realności bytu nie jest trochę jałowa w kontekście praktyki. bo jeśli efekty pracy imaginacyjnej i pracy z żywym zwierzęciem są inne, to to jest informacja praktyczna niezależnie od ontologii. Kminek opisała coś konkretnego o kocim zachowaniu, Elfin opisał brak ciągłości między dwoma praktykami - to są dane praktyczne. co dodaje wiedza o tym czy byt jest "prawdziwy"?
Kabalista trafił w coś czego do tej pory nie nazwaliśmy wprost - kwestię zobowiązania i relacji. bo może to jest właśnie ta linia podziału która ma znaczenie praktyczne: czy z tym czym pracujesz masz relację jednostronną czy wzajemną. żywe zwierzę ma własne potrzeby, własny rytm, może odmówić. imaginacyjne - zależy jak do niego podchodzisz. czy ktoś z was świadomie traktuje swojego imaginacyjnego przewodnika jako kogoś wobec kogo ma zobowiązania?
to co Feliks napisał o wzajemności relacji - to mi się bardzo zgrywa z czymś co obserwuję u siebie od dawna, ale nigdy tego tak nie nazwałam. że nie chodzi o to żywe vs imaginacyjne jako kwestię ontologiczną, tylko o to czy jest coś co może ci odpowiedzieć niezależnie od twoich oczekiwań. i żywe zwierzę to robi strukturalnie - ma własne potrzeby, reaguje na ciebie a nie na twój scenariusz. ale zastanawiam się czy imaginacyjne nie może osiągnąć czegoś podobnego przy odpowiednio długiej pracy - nie jako konstrukt ale jako coś co zaczyna mieć własną logikę.
wchodzę tu bo mam wątpliwość co do całego kierunku tej rozmowy. wszyscy zakładamy że pytanie "co to jest" jest centralnym pytaniem. ale może ważniejsze pytanie to "co ta praca ode mnie wymaga" - i tu różnica między żywym a imaginacyjnym jest bardzo konkretna. żywe zwierzę wymaga uwagi, obecności, czasem wyrzeczeń. imaginacyjne wymaga dyscypliny mentalnej i uczciwości wobec siebie żeby nie tylko produkować to co chcemy zobaczyć. to są różne zestawy kompetencji.
ta kwestia uczciwości wobec siebie którą Czulu rzucił - to jest bardzo konkretna trudność w pracy imaginacyjnej z którą niewielu mówi wprost. w tradycji szamanistycznej tubylczej były struktury które to wymuszały - rytual był publiczny, inni widzieli co widzisz, lub szaman zdawał sprawę ze swojej podróży mistrzowi. w pracy solowej z wyobrażeniem nie ma tego korektora zewnętrznego. jak ktoś radzi sobie z tym problemem w praktyce?
a jak długo to powinno trwać zanim mozna powiedziec ze byt jest spójny? bo ja mam wrażenie ze moje imaginacyjne zwierze sie nie zmienia, ale nie wiem czy to dlatego ze jest "prawdziwe" czy dlatego ze jestem po prostu konsekwentna w wyobrazeniu. jak to odróznic?
czytam o tym kryterium nieprzyjemnej niespodzianki i zastanawiam się - czy w kontekście żywego zwierzęcia to jest automatyczne? bo żywe zwierzę nie robi rzeczy które ci się podobają, po prostu żyje. więc może to jest ta fundamentalna różnica - że żywe zwierzę nie może być projekcją życzeniową strukturalnie, po prostu dlatego że nie istnieje po to żeby ci służyć.
Kornelia to trafia w coś ważnego - ale jest jeszcze jeden wymiar który tu pomijamy. bo żywe zwierzę może być nosicielem projekcji nawet jeśli samo jej nie spełnia - to znaczy możemy patrzeć na żywego kota i widzieć "kotowatość" i niezależność jako symbole, i te symbole mogą być równie projekcyjne jak każde wyobrażenie. różnica może być nie w zwierzęciu ale w naszej gotowości do widzenia go takim jakim jest.
to co Feliks mówi - że możemy rzutować na żywe równie dobrze jak na wyobrażone - to chyba jest sedno problemu. bo różnica między ścieżkami to może być nie "które jest prawdziwsze" tylko "które mi łatwiej idealizować". i podejrzewam że to jest indywidualne. ktoś kto jest świetny w myśleniu obrazowym może mieć bardziej uczciwe imaginacyjne niż ktoś kto jest świetny w rzutowaniu na żywe obiekty.
albo w to co jest dostępne. nie każdy ma kontakt z żywymi zwierzętami, nie każdy ma warunki. ale to co Kazia mówi o ślepych plamach jest naprawdę trafne - w pracy runami obserwuję podobne zjawisko, niektóre symboliczne systemy są łatwiejsze do uczciwego użytkowania dla niektórych ludzi ze względu na ich psychologiczny profil.
chcę tu dodać jedną rzecz od strony tradycji kabalistycznej która wydaje mi się niedopowiedziana. w systemie sefirotycznym zwierzęta są powiązane z Jesod jako sferą formacyjną - jest to poziom który odpowiada za manifestację przez obraz i odbicie. co by znaczyło że praca z zwierzęcym wyobrażeniem nie jest pracą z samym zwierzęciem ani z samym archetype ale z tym pośrednim poziomem który łączy materię z ideą. czy ktoś pracował świadomie w tym kierunku - traktując imaginacyjne zwierzę nie jako symbol ani byt ale jako formę w sensie Jesod?
zastanawiam się nad czymś praktycznym bo ta rozmowa robi się coraz bardziej teoretyczna - czy ktoś zmieniał ścieżkę w trakcie długotrwałej praktyki? zaczął od imaginacyjnego i przeszedł na żywe albo odwrotnie? i co spowodowało tę zmianę, co było sygnałem że trzeba się przenieść?
to pytanie Romci i odpowiedź Jolusii dobrze domyka pewien krąg tej rozmowy - bo to co ona opisuje jako "inny rodzaj uwagi" może być właśnie tym co jest wartościowe w obu ścieżkach jako osobnych praktykach, nie jako konkurujących. żywe zwierzę wymusza uwagę na zewnątrz, imaginacyjne wymusza uwagę do wewnątrz. i może dlatego długoterminowa praktyka z oboma jest czymś innym niż suma tych dwóch - bo uczysz się przełączać między tymi dwoma rodzajami obecności.
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie które chodzi mi po głowie od kiedy Jolusia napisała o kurach. czy ta zmiana uwagi którą opisała - z symbolicznej na cielesną - to jest coś co można jakoś trenować bez posiadania żywego zwierzęcia? bo nie każdy może mieć kontakt z żywymi zwierzętami regularnie. i czy obserwowanie np. ptaków na zewnątrz przez okno to jest "żywe" w tym sensie?
to co Jolusia mówi o niemożności kontrolowania kontekstu spotkania - to jest bardzo konkretny opis tego co w niektórych tradycjach szamanistycznych nazywa się "wezwaniem" w odróżnieniu od "zaproszenia". w pracy imaginacyjnej zawsze zapraszasz - ustalasz warunki, czas, miejsce. żywe zwierzę może wezwać. i to wezwanie, ta niemożność ignorowania, jest czymś czego wyobraźnia czynna nie replikuje łatwo. Kalinowa - ptak przez okno może być wezwaniem jeśli jego pojawienie się przerwie coś innego i zmusić do zmiany uwagi bez twojego zaplanowania.
ale czy to nie jest zwykłe rozproszenie uwagi? jeśli ktoś zadzwoni do drzwi to też mnie wzywa, nie zapraszam go. nie rozumiem czemu nadawać temu znaczenie magiczne skoro to może być czysto losowe. ptak przez okno to ptak przez okno.
to pytanie Tomira jest ważne ale może być odwrócone - gdzie jest granica między projekcją a rozpoznaniem wzorca? w pracy runicznej też mamy to samo pytanie kiedy rzut jest "znaczący". nie mam dobrej odpowiedzi ale obserwuję że ludzie którzy długo pracują z żywymi zwierzętami rzadziej używają słowa "wezwanie" w każdym przypadku. jest jakieś wyczucie kiedy coś ma ciężar a kiedy nie. czy to można wytrenować bez kontaktu z żywym? Jolusia?
okej ale wróćmy do czegoś konkretnego bo mam wrażenie że odpłynęliśmy. pytałam o trening i Pustelnik zasugerował że ptaki przez okno mogą być wezwaniem jeśli przerywają coś innego. czy to znaczy że w praktyce pracy z żywymi zwierzętami chodzi też o to żeby być dostępnym na przerwanie? bo to brzmi jak ogólna postawa a nie technika.
Kalinowa trafia w coś co mnie od początku zastanawia w tej rozmowie. większość technik które tu opisujemy - i imaginacyjne i żywe - zakłada że ty jesteś inicjatorem. ustawiasz przestrzeń, wchodzisz w stan, zapraszasz. to jest bardzo ludzkocentryczne podejście. pytanie o dostępność na przerwanie jest inne - to jest pytanie o to czy można pracować z pozycji nie-inicjatora. i to może być właśnie to co odróżnia pracę z żywymi od imaginacyjnej strukturalnie, nie tylko jako preferencja.
to co Feliks mówi o ludzkocentryzmie jest bardzo trafne i to jest problem z którym różne tradycje radziły sobie różnie. animizm syberyjski zakładał że relacja jest symetryczna - szaman nie tyle wzywa zwierzę co negocjuje z nim. i to negocjowanie wymagało uznania że zwierzę ma własną wolę i własny interes. praca imaginacyjna z definicji nie może być symetryczna w ten sposób bo wyobrażona istota nie ma interesów poza tymi które jej przypisujesz.
a czy żywe zwierze może odmowic w sensie praktycznym? bo moj kot przychodzi kiedy chce i wychodzi kiedy chce, to jest oczywiste. ale czy to "odmowa" w sensie magicznym czy tylko biologia? jak to odroznic?
zatrzymuję się na tym co Pustelnik napisał bo to jest bardzo praktyczne. "jego reakcja jest materiałem do pracy" - to brzmi jak zasada którą można stosować niezależnie od tego czy pracujesz z żywym czy z imaginacyjnym. obserwujesz co się pojawia i bierzesz to jako informację. to może być odpowiedź na pytanie Kalinowej o trening bez posiadania zwierzęcia - trenujesz obserwację i interpretację materiału który się pojawia, niekoniecznie potrzebujesz do tego konkretnego zwierzęcia.
ale jeśli obserwacja i interpretacja to jest sedno, to w czym praca z żywymi jest lepsza od pracy z kartami albo snami? też obserwujesz materiał który się pojawia. przepraszam jeśli to głupie pytanie ale nie widzę różnicy.
