Siedziałam ostatnio nad kalendarzem i pomyślałam, że warto by poruszyć temat, o którym rzadko się mówi wprost - puste dni księżyca. Nie każdy wie, że to nie jest jakaś wymyślona kategoryzacja, tylko konkretny moment w cyklu, kiedy Księżyc przechodzi między znakami zodiaku i przez kilka godzin, a czasem nawet ponad dobę, nie dotyka żadnego stopnia w żadnym znaku. W astrologii mundialnej jest to tak zwany Void of Course. W praktyce magicznej większość tradycji, z którymi się zetknęłam, traktuje ten czas jako martwy punkt - rzeczy zaplanowane wtedy nie wychodzą, intencje się rozmywają, rytuały jakby nie trafiają w cel. Ale mnie ciekawi coś innego - czy ktoś z was faktycznie to weryfikował? Nie z pozycji "tak się mówi", tylko własna obserwacja przez dłuższy czas?
Akurat to jest jeden z tych tematów, które długo ignorowałam, a potem żałowałam. Przez jakieś pół roku prowadziłam dziennik praktyk i oznaczałam przy każdym wpisie fazę księżyca, ale bez Void of Course. Jak potem wróciłam do tych notatek i naniosłam te okna czasowe na tabelę, to była wyraźna różnica. Rytuały zrobione w VOC albo w ogóle nic nie dały, albo dały coś zupełnie innego niż planowałam. Nie twierdzę, że to żelazna zasada, ale statystycznie u mnie to trzyma się kupy. Co cię skłoniło do zadania akurat tego pytania - miałaś jakąś wpadkę czy raczej obserwujesz to od dawna?
Czekałem aż ktoś to w końcu poruszy. Mam trochę inne podejście niż większość - nie unikam tych okien totalnie, bo VOC to nie jest "złe" energy ani nic takiego. To bardziej jak czas bez zakorzenienia. Niektóre tradycje używają tego okresu celowo, właśnie do pracy z chaosem, rozwiązywania starych spraw albo neutralizowania czegoś. Wywodzę to z pewnych technik magii ceremonialnej, gdzie czas "między" jest traktowany jako szczelina - można wtedy wejść głębiej, ale nie da się nic "zbudować". Aldona03 - to co opisujesz z dziennikiem brzmi solidnie, ale powiedz mi jedną rzecz - czy sprawdzałaś też co się działo z intencjami postawionymi tuż przed VOC, jak jeszcze Księżyc był w znaku, ale na ostatnich stopniach?
A można jakoś szybko sprawdzić kiedy jest ten VOC, bo szczerze to nigdy nie widziałem żadnej aplikacji która by to normalnie pokazywała. Astro.com coś tam ma ale to jakaś masakra w obsłudze. Pytam bo chcę spróbować przez miesiąc robić to co planowałem, ale omijać te okna i zobaczyć czy faktycznie jest różnica.
No właśnie, bo dla mnie to jest kluczowe. Intencja ustawiona na 28-29 stopniu danego znaku wchodzi już w strefę, gdzie energia tego znaku jest jakby nadwyrężona, przesilona. To może tłumaczyć część przypadków, gdzie coś "poszło nie tak" mimo że technicznie był jeszcze czas przed VOC. Ale to jest moje prywatne obserwacje, nie cytuję żadnej konkretnej tradycji. Wega, a jak ty to traktujesz w pracy ceremonialnej - czy patrzysz wyłącznie na VOC jako przedział, czy stopień wyjściowy też bierzesz pod uwagę?
A mnie się właśnie nasuwa pytanie zupełnie z innej strony - co z codziennym życiem? Bo ja rozumiem, że jak się planuje rytuał to można to sobie przestawić w kalendarzu. Ale w praktyce nie zawsze mam ten komfort. Czasem coś ważnego dzieje się samo z siebie, jakaś decyzja musi zapaść, coś się zaczyna niezależnie ode mnie. I co wtedy, po prostu przyjąć że to pójdzie w złym kierunku?
To jest ciekawy punkt. Chyba jest różnica między czymś co TY zaczynasz, a czymś co zaczyna się niezależnie od ciebie. Jeśli dostajesz wypowiedzenie w VOC, to nie ty je inicjujesz. Ale jeśli w VOC decydujesz się napisać do kogoś pierwszy raz albo podpisujesz umowę, to ty jesteś sprawcą. Może ta zasada dotyczy aktywnej intencji, a nie biernych zdarzeń? Wega - masz jakieś zdanie na ten temat?
Hm, to mnie zatrzymuje. Bo z jednej strony VOC jako czas na zakończenia ma sens, ale z drugiej - żeby coś zakończyć też musisz postawić intencję, prawda? I ta intencja jest aktywna. Czy to nie kłóci się z logiką, że w VOC intencje "nie trafiają"? Albo może tu chodzi o to, że VOC sprzyja rozpadowi, więc nieważne jaką intencję postawisz - i tak wszystko idzie w stronę rozwiązania?
To brzmi logicznie, ale ja się zastanawiam nad czymś praktycznym. Jak to wygląda kiedy ktoś ma stałą praktykę medytacyjną albo pracuje codziennie o tej samej porze? Po prostu odpuszcza w VOC? Bo znam osoby, dla których regularność jest fundamentem praktyki i przerwanie jej z powodu kalendarza wybija z rytmu bardziej niż sam VOC.
U mnie tak właśnie jest, robię medytację codziennie i nigdy nie sprawdzam kalendarza przed. Ale to może być dlatego, że medytacja to nie jest rytuał z intencją zmiany czegoś na zewnątrz, bardziej praca wewnętrzna. Może VOC mniej dotyka praktyk zorientowanych do środka? Wega, albo Ninka_73 - czy macie jakieś obserwacje w tym kierunku?
A mi się tutaj nasuwa coś zupełnie innego. Rozmawiamy o tym jak planować rytuały i intencje w VOC, ale co z sytuacjami w pracy? Ja pracuję w biurze i nie mogę po prostu wyjąć kalendarza księżycowego na zebraniu i powiedzieć "poczekajcie, sprawdzam VOC". Jak wy to ogaracie w codziennym życiu zawodowym?
No właśnie, bo brzmi to trochę jakbyśmy sobie tworzyli kolejne ograniczenia w życiu. Mam pracować mniej efektywnie przez dwa dni w miesiącu bo Księżyc jest w jakimś przejściu? To bez sensu z praktycznego punktu widzenia.
To mi trochę wyjaśnia, ale właśnie - "jeśli może odłożyć". A w pracy często nie można. Mieliśmy ostatnio dużą zmianę w projekcie, nowy kierownik, nowe zasady - i to wszystko wylądowało na mnie w ciągu jednego dnia. Nie miałam żadnej możliwości sprawdzenia czy to był dobry moment. I teraz nie wiem czy to miało znaczenie.
Myślę, że jest tutaj ważna różnica między tym, co inicjujesz ty, a tym co cię spotyka z zewnątrz. Jeśli ktoś inny podejmuje decyzję i ty jesteś obiektem tej decyzji - zmiana projektu, nowy szef - to raczej nie twój VOC jest problemem. To jego wyczucie czasu, nie twoje.
To jest naprawdę dobre pytanie i nie sądzę, żeby była na nie jedna odpowiedź. W astrologii horarnej rozróżnia się pytającego i świat - ale w magii praktycznej to już nie jest tak czytelne. Mam wrażenie, że tu trzeba po prostu wyrobić sobie własne odczucie i nie aplikować zasady zbyt dosłownie.
Dobra, to może mi ktoś powiedzieć jak to w ogóle wygląda od strony praktycznej w pracy? Jak nie możesz powiedzieć co robisz, jak sprawdzasz, jak to ogarasz? Bo rozumiem że nie siadasz przed zebraniem z kadzidłem.
To brzmi sensownie, ale mam pytanie - czy ty naprawdę widzisz różnicę? Znaczy, czy coś zrobionego świadomie poza VOC idzie inaczej niż to samo zrobione w VOC? Pytam bo chciałabym wiedzieć czy to ma sens eksperymentalnie, zanim zacznę sprawdzać każdego ranka.
To uczciwe pytanie. Sama przez długi czas notowałam co zaczynam i kiedy, bez z góry przyjętej tezy. I mam kilka wyraźnych wzorców, ale nie chciałabym powiedzieć że to dowód na cokolwiek - to moje obserwacje, nie badania. Zachęcałabym do prowadzenia własnych notatek, bo każdy może mieć inaczej.
Mam podobne notatki i faktycznie widzę pewne tendencje. Ale co mnie zatrzymuje przed powiedzeniem "tak, to działa" to to, że nie wiem ile z tego to moje przekonanie wpływające na to jak interpretuję wyniki. Efekt potwierdzenia jest tutaj całkiem realny.
Wracając do tematu pracy - jest jeden aspekt, o którym się rzadko mówi. Mam znajomą, która pracuje w sporym biurze i ma na biurku kilka kamieni. Nikt nie pyta, nikt nie komentuje, bo to "dekoracja". W VOC po prostu nie zaczyna nowych projektów jeśli może. I nikt wokół nie wie dlaczego czasem mówi "zobaczmy jutro, muszę jeszcze to przemyśleć". To jest zupełnie niewidoczna praktyka.
Nie rozumiem dlaczego to miałoby być naciągane. Skoro masz wewnętrzny powód żeby poczekać - niezależnie czy to intuicja, kalkulacja czy kalkulacja księżycowa - to czekasz. Nie musisz tłumaczyć każdej decyzji swoim współpracownikom.
No dobra, ale to co mówisz Brzoskwinka - że nie musisz tłumaczyć każdej decyzji - to rozumiem. Ale mam pytanie inaczej postawione: czy naprawdę sprawdzasz VOC przed każdą decyzją w pracy, czy tylko przy tych większych? Bo jeśli przy każdej, to brzmi jak naprawdę dużo energii wkładanej w coś, co i tak możesz kontrolować tylko częściowo.
Nie przy każdej, to by było absurdalne. Czy mam sprawdzać VOC przed zamówieniem kawy? Nie. Ale przy rzeczach, które mają jakiś ciąg dalszy - nowy kontrakt, rozmowa z przełożonym, propozycja projektu - tam tak. I to naprawdę nie jest dużo czasu, bo sprawdzam raz rano i mam obraz całego dnia.
A co jeśli rano VOC nie ma, a potem w środku dnia nagle wchodzi? Czy ty w ogóle monitorujesz to w ciągu dnia, czy tylko ta poranna weryfikacja wystarczy?
Ja zwykle patrzę na godzinę wejścia i wyjścia z VOC, nie tylko czy jest w danym dniu. To daje lepszy obraz. Aplikacje to pokazują, wystarczy sprawdzić dwa razy - rano i przed jakimś ważniejszym krokiem. Ale przyznaję, że w natłoku pracy o tym się zapomina.
To jest właśnie ten poziom szczegółowości, który dla jednych ma sens, a dla innych staje się obsesją. Znałam osobę, która sprawdzała dosłownie co dwie godziny i w efekcie nic nie robiła, bo zawsze znajdowała jakiś powód żeby odłożyć. VOC, merkury w retrogradzie, zły aspekt. To już nie była praktyka, to była paraliza decyzyjna pod przykrywką astrologii.
O, to jest dobra obserwacja. Ile razy słyszałam "merkury w retro więc nie podpisuję umowy" od kogoś, kto używa tego jako wymówki żeby nie działać. VOC jest podobne - można z tego zrobić cokolwiek, w zależności od tego czego w danej chwili potrzebujesz.
