to co Czulu mówi o reagowaniu w czasie rzeczywistym - to jest może najprostsza definicja różnicy między żywym a imaginacyjnym jaką słyszałam w tej dyskusji. i nasuwa mi pytanie czy w tradycjach które używały żywych zwierząt rytualnie - nie w sensie ofiarnym, ale jako towarzyszących, jak koty w Egipcie albo węże w Grecji przy wyroczniach - czy ich obecność była rozumiana właśnie jako ten nieprzewidywalny element który weryfikuje?
to co Jasiek napisał o świątyniach Asklepiosa jest ważne bo pokazuje coś czego nie mamy w nowoczesnej praktyce - instytucjonalne ramy dla tej obserwacji. kapłani w Bubastis nie interpretowali kotów w próżni, mieli całą tradycję przekazywaną przez pokolenia która mówiła im co jest znaczące a co nie. my dziś pracujemy bez tej ramy i stąd właśnie problem który Tomir podnosił - kto i jak ma odróżnić projekcję od rozpoznania wzorca.
to co Jasiek mówi o proto-etologii jest ciekawe bo w tradycji nordyckiej też mamy to samo - Huginn i Muninn to nie są przypadkowe ptaki. kruki były obserwowane przez setki lat jako zwierzęta które faktycznie towarzyszą bitwom, żywią się padliną, są inteligentne i nieprzewidywalne. ich symbolika wyrastała z realnych zachowań. czy praca imaginacyjna z krukiem oparta na tej wiedzy jest wtedy inna niż bez niej?
to co Kminek pisze o korzeniach symboliki kruków w realnych zachowaniach - to jest dla mnie kluczowe w całej tej rozmowie. może różnica między żywym a imaginacyjnym nie jest taka twarda jak zakładaliśmy na początku. może chodzi o to czy twoja praca imaginacyjna ma zakorzenienie w realnie obserwowanym zwierzęciu, czy pracujesz z projekcją kulturową od której oderwała się już empiryczna podstawa.
ale tu jest problem - większość z nas nie ma dostępu do obserwacji kruków w naturze przez lata. więc pracując imaginacyjnie z krukiem pracujesz z Odynową symboliką przez pryzmat Tolkiena, popkultury i tego co przeczytałaś w trzech książkach o nordyckiej magii. to jest kilka warstw oddalenia od źródła. nie mówię że to jest złe, ale nazwijmy to po imieniu.
to pytanie Kornelii jest bardzo praktyczne i też mnie interesuje. bo to by oznaczało że w pracy imaginacyjnej nie chodzi o wybieranie "właściwych" zwierząt według jakiegoś symbolicznego klucza tylko o to co rzeczywiście znasz. mój własny ogród daje mi więcej niż bestiariusz.
ale czy to znaczy ze osoba z miasta jest w gorszej pozycji w pracy z duchami zwierzat? bo ja mieszkam w bloku i mam tylko pigeonsy za oknem i jednego chomika. czy to ogranicza co moge robic?
gołębie to zresztą bardzo konkretny przykład. w Dodonie - najstaroczej wyroczni greckiej, starszej niż Delfy - wróżono między innymi z lotu gołębi. te ptaki były dosłownie mieszkańcami świętego gaju i ich zachowanie było obserwowane i interpretowane przez kapłanki przez wieki. miasto pełne gołębi to nie jest gorszy materiał, to jest nierozpoznany materiał.
Tomir wraca do tego samego punktu i rozumiem dlaczego, bo to jest faktycznie nierozwiązany problem. ale może on nie jest rozwiązywalny przez argument - może jedyną odpowiedzią jest praktyka przez długi czas i zobaczenie co daje powtarzalne rezultaty. to jest mniej eleganckie niż teoria ale bardziej uczciwe.
to co Czulu mówi o powtarzalnych rezultatach jako jedynym kryterium - tak właściwie działają tradycyjne systemy wróżebne. w oraklach nie było filozoficznego uzasadnienia dlaczego akurat ten ptak jest znaczący, było kilkaset lat obserwacji że takie a takie zachowanie koreluje z takim a takim wynikiem. empis przed teorią. czy to można odtworzyć w indywidualnej praktyce?
w tradycji augurów rzymskich był coś takiego jak tabulae augurum - tablice z zapisami obserwacji ptaków i ich interpretacją. to były prawdziwe dokumenty urzędowe, przechowywane w archiwach. augurzy mieli obowiązek dokumentowania każdego wróżenia i jego wyników. to jest formalizacja dokładnie tego co Kminek opisuje. problem polega na tym że te tablice w większości nie przetrwały.
to co Kabalista mówi o tablicach augurów zmienia trochę perspektywę na całą tę rozmowę. mamy tendencję do traktowania pracy z żywymi zwierzętami jako czegoś intuicyjnego i organicznego, a tymczasem przynajmniej w jednej poważnej tradycji było to zinstytucjonalizowane i udokumentowane. może nasze kłopoty z rozróżnianiem projekcji od rozpoznania wynikają właśnie z tego że nie mamy tej dokumentacyjnej ciągłości.
i teraz pytanie czy ktoś z was faktycznie prowadzi taki systematyczny zapis w pracy z żywymi zwierzętami? bo ta rozmowa staje się dość abstrakcyjna i ciekawi mnie jak to wygląda w realnej praktyce. Pustelnik, Czulu - wy pracujecie z żywymi, prawda? jak to u was wygląda na co dzień?
Romcia pyta o realną praktykę i to jest dobre pytanie, bo faktycznie zrobiło się tu dość abstrakcyjnie. u mnie z żywymi wygląda to tak że mam notatnik - nie magiczny, zwykły - gdzie od kilku lat zapisuję obserwacje kota. konkretnie: co robił, kiedy, jaki był mój stan psychiczny tego dnia, co się wydarzyło w ciągu kolejnych dni. nie mam twardych danych w sensie statystycznym, ale zaczynają mi się rysować wzorce. on reaguje na moje stany zanim ja je sobie uświadamiam. to nie jest spektakularne, ale po kilku latach zapisywania jest tego na tyle dużo że przestałem to traktować jako przypadek.
no właśnie, Romcia trafia w sedno. problem z takim prowadzeniem zapisów jest taki że jesteś i obserwatorem i interpretatorem jednocześnie. augurowie mieli ten problem rozwiązany przez to że interpretował ktoś inny niż ten kto patrzył - był augur który obserwował i był kapłan który stawiał pytanie. rozdzielenie ról zmniejszało confirmation bias. jak to zrobić solo?
słucham tej rozmowy o zapisach i zastanawiam się czy nie jest tak że większość z nas jednak nigdy tego nie robi na tyle konsekwentnie żeby to miało wartość. bo to wymaga naprawdę długiej systematyczności. miesiąc, dwa - może. ale rok? pięć lat jak Czulu? to jest rzadkość. i wtedy większość pracy z żywymi zwierzętami to jednak impressionistyczne wrażenia, a nie coś co można sprawdzić. czy to dyskwalifikuje taką pracę?
Elfin dotknął czegoś co chodzi mi po głowie od kilku postów. może za bardzo próbujemy ocenić jedną formę pracy przez kryteria drugiej. zapisywanie obserwacji kruków przez pięć lat i intuicyjna praca z wyobrażeniem kota to są dwie różne praktyki z różnymi celami. pytanie czy w ogóle powinniśmy je porównywać na tej samej skali wiarygodności.
to co Pustelnik opisuje - moment korekty przez sprzeczny materiał - to jest dokładnie to co odróżnia tradycję wróżebną od samego rytuału. w wróżbiarstwie zawsze musiał być mechanizm który pozwalał uznać wynik za niepomyślny nawet jeśli bardzo chciałeś pozytywnego. bez tego cały system się zapętla w potwierdzaniu oczekiwań. ale to samo powinno dotyczyć pracy z duchami zwierząt, prawda?
czytam to wszystko i troche sie gubię - czy wy mowicie ze praca z imaginacyjnym zwierzeciem jest mniej wazna bo nie ma tego mechanizmu korekty? bo mi się wydaje ze w wyobrazni tez mozna pracowac uczciwie i nie zawsze dostawac to czego sie chce
wchodzę w tę rozmowę bo akurat temat mnie dotyczy. pracowałam przez lata głównie imaginacyjnie i Jasiek dobrze nazywa ten problem - weryfikacja wewnętrzna jest inna. ale chciałam powiedzieć że istnieje coś pośredniego, o czym tu nie mówiliście: tradycje gdzie wyobrażenia zwierząt są skodyfikowane przez zewnętrzny korpus symboliczny - np. konkretne opisy w tekstach, ikonografia. wtedy twoja imaginacyjna praca jest konfrontowana z czymś co jest poza tobą, nawet jeśli nie jest to żywe zwierzę.
Kminek trafia w coś co chyba jest nieodpowiedziane od początku tej dyskusji - czy w ogóle da się rozstrzygnąć co jest "bardziej autentyczne": praca z żywym zwierzęciem teraz, praca imaginacyjna ale zakorzeniona w wielowiekowej tradycji, czy może coś pośrodku? bo im dłużej czytam tę rozmowę, tym bardziej mi się wydaje że to jest false dichotomy i każda z tych form jest odpowiedzią na inne pytanie, nie lepszą lub gorszą wersją tej samej odpowiedzi.
Feliks zadał dobre pytanie na końcu i chyba warto się przy nim zatrzymać zamiast iść dalej. bo ta rozmowa krąży między trzema rzeczami: żywe zwierzę tu i teraz, imaginacja zakorzeniona w tradycji, i coś pośrodku. ale czy to "pośrodku" jest w ogóle spójną kategorią czy po prostu eklektyzm który każdy inaczej sobie definiuje? bo kiedy Martynka mówi o duchach zwierzęcych z systemów ze skryptowanymi atrybutami - to jest coś innego niż imaginacja w rozumieniu Elfina, ale też coś innego niż moje obserwacje kruków. gdzie to właściwie leży?
a czy ktos z was pracowal z konkretnym zwierzeciem ktore sie pojawilo u kogoś bliskiego a nie przy tobie? pytam bo mam sytuacje gdzie regularnie sowa pojawia się w okolicy domu mojej mamy i nie moge tam pojechac zeby samej obserwowac. czy w ogole da sie z czyms takim pracowac czy to juz zbyt posrednie?
sowa na ogrodzeniu wieczorami przez miesiąc - to może być po prostu rewir który ptak sobie wytyczył, nie koniecznie trzeba od razu szukać znaczeń. znaczniki terytorialne u sów strzesznych są bardzo wyraźne i stabilne, szczególnie w sezonie. zanim to będzie "praca z sowią" może warto sprawdzić czy nie ma jakiegoś prostego powodu przyrodniczego
Kminek ma rację że to są różne pytania, ale są też powiązane. jeśli pracujesz z konkretnym zwierzęciem jako bytem żywym, to jego zachowanie ma być punktem odniesienia. a jeśli nie wiesz dlaczego ono robi co robi - czy siedzi bo rewir, bo mysz, bo przypadek - to twoja interpretacja może się budować na czymś przypadkowym. to wraca do tego co mówiliśmy wcześniej o weryfikacji przez sprzeczny materiał. jak odróżnisz zmianę w zachowaniu sowy która ma znaczenie od zmiany bo po prostu ptakowi się zmieniło menu?
Pustelnik wraca do sedna. ale jest jeden aspekt który mi wciąż tu brakuje w tej dyskusji - nikt nie powiedział czy w ogóle zakłada że zwierzę jest bytem świadomym z własnej strony, czy jest tylko lustrem dla naszych procesów. bo to kompletnie zmienia czego szukamy w obserwacji. jeśli przyjmiesz że sowa ma jakiś rodzaj sprawczości w tym pojawianiu się - czy to przez "ducha sowy" jako kategorię ponad jednostką, czy przez cokolwiek innego - to weryfikacja ma inną strukturę niż gdy zakładasz że to tylko twoja projekcja na zachowanie zwierzęcia
i właśnie tutaj tradycje się radykalnie różnią. w szamanizmach syberyjskich zwierzę jako jednostka i duch zwierzęcia jako kategoria nadrzędna to dwie różne rzeczy - możesz pracować z duchem niedźwiedzia bez żadnego konkretnego niedźwiedzia i to jest całkowicie legitymowana ścieżka. ale w podejściu augurskim czy w pewnych tradycjach celtyckich - konkretne zachowanie konkretnego ptaka w konkretnym momencie to był przekaz, nie symbol. to całkowicie inne założenie ontologiczne i naprawdę trudno je ze sobą pogodzić
