Ostatnio wróciłam do czegoś, o czym przez długi czas nie myślałam świadomie - do dotyku jako elementu pracy magicznej. Nie chodzi mi o jakieś wielkie ceremonialności, tylko o takie drobiazgi: jak trzymam świecę przed zapaleniem, jak nakładam olej na amulet, jak myję ręce przed rytuałem. I zaczęłam się zastanawiać, czy robimy to mechanicznie, czy jednak coś w tym jest. W słowiańskich obrzędach mycie miało bardzo konkretne znaczenie - nie higieniczne, tylko graniczne. Obmycie przed wejściem w przestrzeń sacrum to było przejście, nie oczyszczenie w sensie dosłownym. Woda w tym kontekście nie zmywała brudu, tylko zaznaczała zmianę stanu. Ciekawi mnie, czy ktoś z was pracuje z tym świadomie, czy bardziej intuicyjnie to robi.
To co piszesz o granicy jest dla mnie kluczowe. W hermetycznych tekstach jest mowa o tym, że pracujący musi oddzielić sferę codzienną od rytualnej - i woda jako medium graniczne pojawia się w tradycjach, które nie mają ze sobą żadnego historycznego kontaktu. Japońskie misogi, ablucje w islamie, europejskie rytuały przejścia przy wodzie. To jest za duża zbieżność, żeby tłumaczyć to przypadkiem albo zapożyczeniem. Mnie bardziej zastanawia coś innego - czy dotyk w trakcie pracy robi różnicę nie ze względu na symbolikę, tylko ze względu na sam akt skupienia uwagi? Bo może to nie woda "robi" cokolwiek, tylko sam fakt, że zatrzymujesz się i robisz coś fizycznie, wprowadza cię w inny tryb?
To rozróżnienie, które robi Alchemik60, jest ważne, ale chyba nie da się go rozstrzygnąć "od zewnątrz". W tradycjach, z którymi pracuję, nie było tego podziału - nie pytano czy woda działa przez skupienie, czy przez własność. Ona po prostu była elementem przejścia i tyle. Zastanawiam się, czy nasze szukanie mechanizmu nie wynika z potrzeby racjonalizacji, która sama w sobie może być przeszkodą w pracy.
Czytam i trochę gubię się w tym, o czym rozmawiacie. Czy mówimy o myciu rąk/ciała jako przygotowaniu do rytuału, o samym dotyku przedmiotów w trakcie pracy, czy o czymś innym? Bo mam wrażenie, że kilka rzeczy się tu miesza. Mnie samą bardziej interesuje ten wątek z wodą w domu - Dziewanna wspomniała o zmianie wody i czy to może być "czymś więcej". Czy chodzi o wodę, którą trzymamy jako element przestrzeni, na przykład przy ołtarzu, czy o coś zupełnie innego?
Stojąca woda przyciągająca duchy to brzmi jak coś z horrorów 🙂 Szczerze pytam - skąd wiadomo, że zbiera, a nie po prostu stoi? Jak to się weryfikuje? Bo jeśli zmienię wodę przy ołtarzu i nic się nie zmieni albo zmieni się cokolwiek, to skąd wiem, czy to przez wodę, czy przez coś innego?
Mam taki punkt. Przez długi czas trzymałam talerz z wodą przy swoich kartach - nie planowałam tego specjalnie, po prostu gdzieś o tym przeczytałam. Nie wymieniałam regularnie. W pewnym momencie zauważyłam, że czytania szły ciężej, jakby karty dawały niejasne obrazy. Nie kojarzyłam tego z wodą. Potem ktoś mi powiedział, żebym zmieniła wodę i przemyła ręce przed każdym rozkładem. Różnica była wyraźna, ale nie wiem, czy to woda, czy to że zaczęłam robić jakiś rytuał wejścia w ogóle.
Ten placebo-argument wraca zawsze i zawsze mnie drażni, bo jest nieweryfikowalny w obie strony. Nie da się udowodnić, że coś jest "tylko" placebo, tak samo jak nie da się udowodnić, że nie jest. Ale mam pytanie do Dzikitaurus - skąd pewność, że energia "nie działa przez fizyczny kontakt"? To jest dosyć stanowcze twierdzenie. Masz na to jakieś oparcie?
Czytam tę rozmowę od początku i mam głupie pytanie - jak właściwie wygląda to mycie rąk przed rytuałem w praktyce? Czy to musi być coś specjalnego, jakaś woda z ziołami, sól, czy zwykła woda z kranu też "działa"? Pytam bo sam próbuję różnych rzeczy i trochę zgubiony jestem w tym, co ma znaczenie, a co jest tylko zwyczajem.
Wracam do tego, co mnie najbardziej zastanawia - Dziewanna pisała o wodzie w domu jako "zbierającej". Czy to działa tylko wtedy, kiedy jest przy ołtarzu, czy mówisz o każdej wodzie w przestrzeni? Bo jeśli każda woda zbiera, to mamy problem z każdą szklancą, którą zostawiamy na noc 🙂
To z tą wodą stojącą nocą - Dziewanna, czy chodzi o to, że pora ma znaczenie sama w sobie, czy że w nocy po prostu więcej się dzieje w przestrzeni i woda to łapie? Bo jak to czytam, to jakby kontekst był ważniejszy niż sam fakt stania.
To jest dobre ujęcie, ale jednocześnie trochę zamknięte koło, nie? Jeśli powiemy, że elementów nie da się rozdzielić, to nigdy nie dowiemy się, który z nich jest istotny. I to jest w porządku jako podejście praktyczne, ale nie jako wyjaśnienie mechanizmu. Chociaż rozumiem, że nie każdemu zależy na wyjaśnieniu.
Mam wrażenie, że ta rozmowa cały czas krąży wokół pytania "czy to działa i dlaczego" zamiast wokół tego, jak to faktycznie wygląda w praktyce. Czy ktoś może powiedzieć konkretnie - jak wymieniasz wodę, to robisz to w jakiś sposób, czy po prostu wylewasz i nalewasz nową?
Ciekawe, że woda pojawia się też w kontekście run, bo Hagalaz ma bardzo wyraźny związek z wodą - ale z tą destrukcyjną, gradobiciem, lodem. Nie z oczyszczającą. Kiedy myślę o runicznym rozumieniu wody jako medium, to chyba bliżej jej do Laguz, i tam właśnie jest ten aspekt przepływu, nieustannej zmiany stanu. Może dlatego woda musi być wymieniana - żeby nie utracić tej właściwości, bo stojąca traci "laguzowy" charakter i staje się czymś innym.
Chcę zapytać o coś może głupiego, ale - skąd wiadomo, że to Laguz, a nie coś innego? Znaczy, skąd bierze się przypisanie konkretnej runy do wody? Bo czytałem różne rzeczy i nie wszędzie jest to samo.
To rozróżnienie, które robi Kadula, jest ważne poza kontekstem run - w ogóle w pracy z tradycjami warto wiedzieć, czy korzystasz z czegoś rekonstruowanego historycznie czy z czegoś co ktoś współcześnie stworzył i nazwał "tradycją". Oba mogą być skuteczne, ale to nie to samo.
Z tym rozróżnieniem zgadzam sie, tylko że w magii ceremonialnej i tak wiele rzeczy jest z XIX wieku i nikt nie robi z tego problemu. Złota Jutrzenka, Crowley, tarot Waite'a - to wszystko jest stare o sto lat, nie o tysiąc, a jest traktowane jak klasyka.
Wracając do tej wymiany wody - Bernadka02 pisała, że robiła to wieczorem i z pewną świadomością. To mi przypomina coś, o czym myślałam przy okazji tego tematu. W starych praktykach słowiańskich był zwyczaj "porannej wody" - pierwsza woda czerpana przed wschodem słońca miała inne właściwości niż ta późniejsza. Nie dlatego że chemicznie inna, ale dlatego że czerpana w określonym czasie, często z określonym zachowaniem. Czas i gest razem tworzyły coś, czego samo czerpanie wody nie tworzyło.
To jest w ogóle problem z całą tą kategorią wiedzy - jak odróżnić co było prawdziwą praktyką, a co ktoś zmyślił albo po prostu źle zapamiętał? Folklor to nie jest archiwum, to żywa rzecz, która się zmienia z każdym przekazaniem.
A to ma w ogóle znaczenie przy wymianie wody? Znaczy, wracając do praktycznej strony - jeśli ktoś robi tę wymianę rano z jakimś nastawieniem i mu to działa, to czy musi wiedzieć skąd ten zwyczaj pochodzi?
Mnie to trochę dziwi że tyle czasu poświęcamy na to skąd coś pochodzi zamiast na to jak to się robi. Jakby ktoś pytał o wymianę wody w tytule tego wątku i teraz gadamy o metodologi badań folklorystycznych.
To jest pytanie o to, do kogo w ogóle jest skierowany ten gest. I tu rzeczywiście różne tradycje mają różne odpowiedzi. W słowiańskim rozumieniu woda była żywą materią - nie metaforycznie, dosłownie przypisywano jej świadomość, pamięć, zdolność do bycia "zepsutą" albo "czystą" w sensie niematerialnym. Więc ta wymiana nie była dla człowieka, była dla wody i dla przestrzeni. Człowiek był tylko wykonawcą.
To koresponduje z nordyckim podejściem do blótu - ofiary, która nie jest transakcją "daję ci żebyś mi dał", tylko podtrzymaniem relacji z siłami. Wymiana wody jako pielęgnacja, nie oczyszczenie dla własnych celów. Nie twierdzę, że to jedno i to samo, ale wzorzec myślenia jest podobny.
Jak to wchodzi w kontekst tarota, to właśnie przy wymianie wody przy kartach miałam wrażenie, że to nie jest dla mnie - że to bardziej pielęgnacja tego, co te karty niosą. Że woda tam nie stoi dlatego, że coś mi oczyszcza, ale dlatego że to właściwy rodzaj obecności dla tego miejsca. Nie wiem czy to ma sens jako opis.
To jest właściwie normalna ścieżka w magii - najpierw przejmujesz praktykę, potem ją testujesz, potem ewentualnie szukasz dla niej ramy. I często ta rama przychodzi dużo później albo wcale, bo nie zawsze musi. Problem zaczyna się kiedy ktoś konstruuje ramę, której nigdy nie testował i zaczyna jej uczyć innych jako pewnik.
Tylko że to samo można powiedzieć o każdej tradycji. Ktoś kiedyś zaczął robić coś bez ramy i z czasem rama się nabudowała. Nikt nie wiedział od razu dlaczego wymiana wody działa, jak ta wiedza pochodzi z obserwacji przez pokolenia.
i to jest właśnie coś, o czym myślę od jakiegoś czasu - że my patrzymy na te praktyki jak na konsumenta, pytamy co mi to daje, a nie co ja w tym uczestniczę. Ale mam pytanie, bo chcę dobrze zrozumieć: ten zbiorowy filtr czasu, o którym piszesz - to znaczy, że praktyka przetrwała, bo była skuteczna? Czy może przetrwała z innych powodów?
Przetrwanie praktyki nie jest dowodem jej skuteczności, to jest błąd przeżywalności. Przetrwają te zwyczaje, które są łatwe, tanie, nie wymagają specjalnych warunków i dają się wtopić w codzienność. Wymiana wody spełnia wszystkie te kryteria. Czy to coś mówi o tym, czy naprawdę "działa"? Nie wiem.
