Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam wrażenie, że utknęliście przy pytaniu "co to jest". Mnie bardziej interesuje co zmienia to rozróżnienie w praktyce. Czyli - jeśli ktoś pali olibanum i wie, że inkensol acetat wpływa na TRPV3, to czy to zmienia coś w tym, jak przebiega rytuał? Albo czy powinno zmieniać?
Placebo wiedzy - to jest coś co chcę zapamiętać. Ale czy w magii placebo to słabość, czy element mechanizmu? Pytam serio, bo mam wrażenie że tutaj to jest ważne.
Wracam do wątku z korespondencjami, bo mi się coś ułożyło. W astrologii medycznej, np. u Culpepera, rośliny są przypisane planetom przez ich działanie na ciało - rośliny Marsa są rozgrzewające i pobudzające, rośliny Saturna spowalniają i stabilizują. To nie jest arbitralne - to jest obserwacja działania, którą potem ujęto w system. Czy z zapachami rytualnymi nie jest podobnie?
Hej, ale jak w takim razie ktoś wie, że dany zapach jest "właściwy" do danego rytuału? Bo skoro to nie jest tylko symbol, to musi być jakaś metoda sprawdzania. Alchemik, Heliotrop - jak wy to robicie praktycznie?
to co piszesz o "staniu" albo "niestaniu" substancji w kontekście - chcę dopytać, bo to brzmi jak coś więcej niż tylko estetyczna preferencja. Czy chodzi o to, że substancja działa na twój stan inaczej w zależności od tego, co robisz? Że ta sama żywica w jednym kontekście coś otwiera, a w innym jest neutralna albo wręcz przeszkadza?
Ciekawe że wspominasz benzoin, bo u Culpepera jest pod Jowiszem i Wenus jednocześnie - i to jest rzadkość w jego systemie, żeby roślina miała dwie planety. Zwykle to znak, że coś w działaniu tej substancji nie dało się zamknąć w jednej kategorii. Może właśnie dlatego w różnych kontekstach zachowuje się różnie.
Doktrina sygnatur to jest coś, o czym chciałem zapytać od jakiegoś czasu w tym wątku. Bo ona zakłada, że świat jest zorganizowany w sposób czytelny - że coś wygląda jak serce, bo ma działać na serce. To jest albo naiwność albo jakiś bardzo konkretny model rzeczywistości. Który to jest?
Przepraszam że przerywam, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie że te stare systemy - planety, humorystyczne typy, sygnatury - to jest po prostu pre-naukowa klasyfikacja oparta na obserwacji? Że ktoś zauważył, że X substancja działa pobudzająco, i nazwał ją "Marsa", zamiast pisać "działa na układ współczulny"?
Mam pytanie do Judytki i Melanki - jeśli systemy planet opisują coś, czego chemia nie ma jak opisać, to jak sprawdzić czy opis jest trafny? Bo u Culpepera mogę sprawdzić czy roślina "Marsa" faktycznie rozgrzewa ciało. Ale jak sprawdzam czy coś jest "prawdziwie słoneczne" w tym szerszym sensie?
Nie rozumiem jednej rzeczy - czy ta "sieć powiązań" to jest coś, co ktoś ustalił i zapisał, czy każdy musi to wypracować sam? Bo czytam o tych korespondencjach i każde źródło ma trochę inne listy.
to wyjaśnia dlaczego jak szukam korespondencji w internecie to za każdym razem wychodzi coś innego i zawsze myślałam ze robię cos zle albo że ktoś kłamie 🙂 a to po prostu różne systemy z różnych kultur
W runach mam dokładnie ten sam problem - każdy z czterech głównych futharków ma inne przypisania i różne tradycje je inaczej interpretują. I po latach dochodzisz do wniosku, że nie ma jednej "poprawnej" listy, jest natomiast pytanie o to, który system jest wewnętrznie spójny i z jakim środowiskiem pracujesz. Myślę że z zapachami jest identycznie.
To co Alchemik opisuje z notatkami bardzo mi bliskie - sama tak robię z czakrami i przedmiotami. I faktycznie, po czasie widać że pewne substancje, kolory, faktury wywołują pewne stany, i to jest niezależne od tego, co o nich przeczytałam. Ale mam pytanie do grupy - czy ktoś z was miał przypadek, gdzie zapach działał wbrew oczekiwaniom? Że powinien uspokajać, a pobudzał?
ale czy to nie zmienia całego pytania postawionego na początku wątku? Bo jeśli mechanizm jest kondycjonowaniem, to "magia zapachu" jest po prostu sprawnym używaniem układu limbicznego. Co nie jest złe, ale to dość daleko od tego, czy olejek sandałowy ma w sobie coś z Saturna niezależnie od tego kto go wącha.
Dobrze złapane. Sam nie wiem jak to rozstrzygnąć i szczerze nie jestem pewien, czy to w ogóle jest rozstrzygalne. Mam wzorzec - mirra w kontekście pracy z przodkami robi coś konkretnego ze stanem. Ale nie wiem, czy to dlatego że mirra "naprawdę" ma to działanie, czy dlatego że pierwsza praca, w której jej użyłem, była bardzo mocna i teraz ciało ją zapamiętało. Obie odpowiedzi prowadzą do tego samego efektu.
a czy można to w ogóle odróżnić? Czyli jak byś użył miry pierwszy raz, bez żadnego kontekstu, bez wiedzy co to jest - czy cokolwiek byś poczuł?
mam jedno takie. Lata temu w sklepie z antykami poczułam zapach, który kompletnie mnie zatrzymał - poczułam się jakby coś zwalniało, taka gęstość w głowie. Dopiero po chwili sprzedawca powiedział że mają świeżo otwartą puszkę z kawałkami bursztynu bałtyckiego i że podgrzewają jeden na kominku. Nie miałam wtedy żadnych skojarzeń z bursztynem. To był czysty zapach bez etykietki.
Jest ciekawy fenomen w neurobiologii zapachu - olfaktoryczny układ to jedyna droga sensoryczna, która nie przechodzi przez wzgórze przed dotarciem do kory. Idzie bezpośrednio do ciała migdałowatego i hipokampu. To sprawia że zapachy omijają ten filtr, który przerabia inne zmysły. I może dlatego pierwsze skojarzenie zapachowe jest tak inne jakościowo od każdego kolejnego - bo to drugie jest już opowiedziane przez pamięć, a pierwsze dzieje się zanim pamięć zdąży je oprawić w kontekst.
czyli z tego co piszecie wynika że im dłużej pracujesz z zapachami, tym bardziej twój odbiór jest subiektywny i osobisty, nie zaś zbliżony do jakiegoś "obiektywnego" działania substancji? To trochę paradoksalne przy założeniu że jest jakaś tradycyjna mapa korespondencji.
ale Melania, czy w takim razie stary praktyk ma gorszy kontakt z działaniem zapachu niż ktoś zupełnie nowy? To by był dość nieoczekiwany wniosek dla systemów, które zakładają że doświadczenie coś daje.
czy to znaczy że do pracy z konkretnym zapachem lepiej go wcześniej nie znać? Nigdy tak o tym nie myślałam, myślałam że chodzi o to żeby wiedzieć jak najwięcej.
w tradycji runowej jest coś podobnego - są tacy, którzy mówią że runę lepiej poczuć przed jej nazwaniem, bo nazwa od razu narzuca ścieżkę. Nie wiem na ile to przekładalne, ale ten sam problem: etykietka jako coś, co jednocześnie otwiera i zamyka.
i to jest chyba klucz do tego, o czym rozmawiamy od początku - że "energia" zapachu i "chemia" zapachu to może po prostu dwa opisy tej samej rzeczy na różnych poziomach, ale oba są niekompletne bez obserwatora. Zapach bez kogoś kto go czuje nie istnieje jako doświadczenie. Więc pytanie w tytule wątku może być trochę źle postawione.
Dobra, ale wróćmy do tej chemii przez chwilę, bo Heliotrop wspomniał o tym układzie olfaktorycznym i to mnie nie daje spokoju. Skoro zapach trafia bezpośrednio do ciała migdałowatego, to czy nie znaczy to, że każda "magia zapachu" jest po prostu bardzo sprawną manipulacją emocjonalną? Nie mówię że złą - ale jakby to było tak, że używasz miry i wywołujesz stan przez samą biochemię, to gdzie tu miejsce na energię, intencję, cokolwiek poza molekułami?
Dodam tylko, że ciało migdałowate to nie koniec tej drogi. Połączenia idą dalej - do podwzgórza, do układu limbicznego, do kory przedczołowej. Zmiana stanu przez zapach to kaskada, nie jeden przełącznik. I ta kaskada jest odmienna przy każdym powtórzeniu, bo hipokamp dokłada do niej za każdym razem nowy kontekst. Więc nawet czysto chemicznie - to nigdy nie jest dwa razy ta sama reakcja.
słucham tego i myślę sobie, że tradycyjne systemy - jak chaldejska magia dymów, jak kadzidła w świątyniach egipskich - nie próbowały tego rozdzielać. Nikt tam nie pytał czy to chemia czy energia. Po prostu wiedziano że dym kadzidła robi konkretną rzecz z przestrzenią i z ludźmi w niej. Opis mechanizmu nie był potrzebny żeby to działało.
mi sie wydaje ze my tu cały czas pytamy o to samo: czy coś jest "prawdziwe" jeśli można to wytłumaczyć. I to jest pytanie ktore nie ma dobrej odpowiedzi, bo zależy co rozumiemy przez prawdziwe. Ja mam tak że jak wiem ze mój spokój przy kadzidle wynika z serotoniny albo czego tam - to mi ten spokój ani trochę nie znika. Wiem skąd, ale mam.
