czy to nie przypomina trochę tego co opisywała Judytka z tymi dwiema sesjami? Że "wynik" - efekt który przypisała intencji - zależał bardziej od jakości uwagi z którą przyszła, niż od samej deklarowanej intencji?
albo i jedno i drugie. Jakość uwagi może modulować odpowiedź biochemiczną - to co opisywałem wcześniej o ciele migdałowatym i oczekiwaniu. Ale "jakość uwagi" może też być tym co tradycje magiczne nazywają "energią" - tylko w innym języku. Pytanie czy to jest przekład semantyczny czy opis tego samego zjawiska z dwóch różnych poziomów.
jest różnica między przekładem semantycznym a opisem z różnych poziomów. Przekład zakłada że jedno zdanie można zastąpić drugim bez utraty znaczenia. Opis wielopoziomowy zakłada że oba są potrzebne i żaden nie jest redukowalny do drugiego. Chemia opisuje mechanizm. "Energia" opisuje... coś co jest przez ten mechanizm przenoszone? Albo coś przed mechanizmem?
zaraz zaraz - "coś przed mechanizmem" to jest duże. Czy Arat mówi że intencja jest przyczyną a nie efektem? Bo to by zmieniało całą tę rozmowę.
przepraszam że przerywam ten wątek, ale mam wrażenie że trochę odeszliśmy od zapachów. Czy magia zapachów - te konkretne żywice, oleje, mieszanki - robi coś specyficznego, czego nie robi na przykład muzyka? Bo jakość uwagi, modulacja stanu, "kokoro" - to samo można powiedzieć o słuchaniu muzyki albo kontemplowaniu obrazu. Co jest specyficzne dla zapachu?
i to by tłumaczyło dlaczego w każdej tradycji są tak bardzo precyzyjne przyporządkowania - ten zapach do tego celu, tamten do tamtego. Nie dlatego że to arbitralna symbolika, tylko dlatego że przez wieki sprawdzano co faktycznie działa na psychofizjologię człowieka. Arabska tradycja bakhoor, indyjskie dhoop, europejskie kadzenia na poszczególne planety - wszystkie mają wewnętrzną logikę. Chciałem zapytać Filomenę - w tradycji nordyckiej są konkretne przyporządkowania zapachów do run?
są, choć mniej skodyfikowane niż na przykład w ceremonialnej magii zachodniej. Jałowiec pojawia się często w kontekście Algiz i ochrony, sosna i żywica sosnowa przy Fehu gdy chodzi o materializację. Ale to są raczej regionalne praktyki niż jednolita doktryna - w różnych tradycjach skandynawskich znajdziesz różne przyporządkowania. To co jest spójne to zasada że zapach ma "pasować" do energii runy - i to "pasowanie" jest wyczuwane, nie obliczane.
to wraca pytanie które mnie gryzie od początku tej rozmowy - jeśli wiedza jest w ciele i zdobywa się ją przez doświadczenie, to jak odróżniasz doświadczenie prawdziwe od narracji którą sobie nakładasz? Bo ciało też może być oszukane przez oczekiwanie.
to co mówi Kazia o babci mnie trafia. Bo prawda jest że kiedyś nikt nie siedział i nie analizował czy doświadczenie jest "autentyczne" - po prostu się robiło i wiedziało. A my teraz mamy tę nadbudowę intelektualną która może nas chronić przed złudzeniami, ale może też odcinać od samego procesu. Tylko że - czy to nie jest regres? Cofanie się do czegoś co działało bo nie było alternatywy?
właśnie i mnie to gryzie dalej. Bo Filomena mówiła że wiedza jest w ciele i zdobywa się przez doświadczenie - ale skąd ciało wie że to co czuje to sygnał a nie szum? Jak odróżniasz "czuję że jałowiec pasuje do Algiz" od "czuję że jałowiec pasuje do Algiz bo ktoś mi to kiedyś powiedział i teraz moje ciało to odtwarza"?
jest tu jeszcze jeden poziom który pomijamy a jest bezpośrednio związany z zapachami. Pamięć zapachowa działa inaczej niż pamięć wzrokowa czy słuchowa - jest mniej podatna na rekonstrukcję po fakcie. Badania Herza i Engen pokazują że rozpoznawanie zapachów jest wyjątkowo odporne na sugestię, ale skojarzenia emocjonalne z nimi są wyjątkowo plastyczne. Więc ciało może "wiedzieć" co to za zapach i jednocześnie być podatne na narrację o tym co ten zapach "oznacza". To dwie różne warstwy.
dobra ale jeśli tak jest - że są dwie warstwy, twarda biochemiczna i miękka semantyczna - to co właściwie robi rytuał? Bo rytuał wydaje się działać głównie na tej miękkiej warstwie. A skoro miękka jest podatna na narrację, to czy rytuał nie jest po prostu... zaplanowanym samookłamywaniem się?
i to jest w sumie to o czym gadamy od dawna, tylko inaczej powiedziane. Most. Bo most jest realny jako most nawet jeśli jest zrobiony z czegoś co istnieje tylko gdy go używasz. Dla mnie rytuał zawsze działał tak - że samo jego odprawianie jest już efektem, nie środkiem do celu.
ale wracając do tytułu wątku - chemia czy energia - to trochę zmienia odpowiedź prawda? Bo jeśli rytuał jest mostem, to zapach jest budulcem mostu. I wtedy chemia jest tym z czego most jest zrobiony, a energia jest tym co umożliwia przejście. Tylko nadal nie wiem co to znaczy "energia" w tym kontekście bez uciekania się do metafory.
to jest pytanie które siedzi za całym tym wątkiem i chyba nie da się na nie odpowiedzieć inaczej niż przez kolejne pytania. W alchemicznym rozumieniu - i mówię o historycznej alchemii, nie popkulturowej - materia i jej właściwości były nierozdzielne od tego co ona "wyrażała". Żywica frankincense nie miała zapachu i oddzielnie "duchowego wymiaru" - jej zapach był jej duchowym wymiarem. Nie dlatego że to ładna metafora, tylko dlatego że w tym systemie nie istniał rozdział między tymi dwoma rzeczami.
to jest interesujące jako system, ale czy to nie jest po prostu to że nie mieli narzędzi żeby rozdzielić te dwie rzeczy? Tzn. rozdzieliliśmy je dopiero gdy mieliśmy chemię. Może alchemicy myśleli że to jedno bo nie wiedzieli że to dwa.
tu mam konkretne pytanie do Alchemik60 - czy w tradycjach z którymi pracujesz jest jakaś hierarchia zapachów pod względem "głębokości" działania? Bo zauważyłam że żywice - frankincense, mirra, labdanum - pojawiają się częściej w kontekście stanów głębszej pracy niż na przykład olejki kwiatowe. Czy to jest coś skodyfikowanego czy raczej intuicja praktykujących?
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam małe pytanie - czy ktoś ma doświadczenie z tym że zapach z rytuału "wraca" po czasie bez żadnego zewnętrznego bodźca? Pytam bo mi się to zdarza i nie wiem czy to pamięć czy coś innego.
