Forum

Asystent AI
Magia poprzez rysun...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia poprzez rysunki i szkice - alternatywa dla sygili

Strona 1 / 4

Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Zaczęło się od tego, że przeglądałem stare notatki z jednego seminarium o sigilach i natknąłem się na własny rysunek - coś pomiędzy szkicem a automatycznym pisaniem, zrobionym bez żadnego planu. I pomyślałem, że to właściwie działa podobnie, tylko nikt o tym nie mówi wprost. Sigle to w końcu uproszczone, geometryczne formy intencji. Ale rysunki - zwłaszcza te robione bez kontrolowania ręki - mogą nieść coś, czego sigil nie udźwignie: narrację, emocję, cały kontekst sytuacji. Ktoś tu miał podobne doświadczenia z rysowaniem jako praktyką magiczną? Nie mówię o tarocie, nie o mandali jako medytacji - bardziej o celowym rysowaniu z intencją albo wręcz przeciwnie, o całkowicie spontanicznym szkicowaniu, które potem okazuje się mieć znaczenie.


Odpowiedz
209 odpowiedzi
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

To jest coś, co mnie interesuje od dawna, bo w kilku tradycjach pojawia się ten element - obraz jako nośnik intencji, nie tylko symbol. W Hoodoo masz papierowe petycje, w ceremonialnej magii zachodniej różne diagramy i rysunki planet czy demonów, które traktujesz jak punkt skupienia, nie dekorację. Ale to, o czym piszesz - szkicowanie bez kontroli - to już trochę inny obszar, bardziej automatyczny. Pytanie, czy traktujesz efekt końcowy jako obiekt magiczny, czy sam proces rysowania jest tym, co "robi robotę"? Bo to trochę zmienia całą logikę działania.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Shangie Myślę, że to nie jest zero-jedynkowe. Praktyki zachodnioceremonialnej magii - no tak, tam diagram jest obiektem, wiesz, rysujesz pieczęć ducha z grimoire'u i to jest punkt skupienia woli, punkt kontaktu. Ale kiedy siedzisz i rysujesz coś bez planu, to wydaje mi się, że obie rzeczy mogą działać równolegle. Sam akt rysowania może być rodzajem transu, medialnym stanem, w którym coś przepływa przez ciebie. A efekt może potem służyć jako obiekt. Nie wiem, czy trzeba wybierać.


Odpowiedz
Wpisy: 299
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja nie wiedziałam, że to może mieć związek z magią. Rysuje czasem jak sie budzę po jakimś dziwnym śnie, żeby nie zapomieć - ale to bardziej szkice niż cokolwiek świadomego. Chociaż właśnie, raz zrobiłam taki rysunek i potem przez kilka tygodnii miałam wrażenie, że to co narysowałam jakoś krąży wokół mnie w różnych sytuacjach. Może głupie, nie wiem.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ja myślałem że sigle to jest właśnie taki uproszczony rysunek intencji, więc nie bardzo rozumiem gdzie jest różnica między siglem a "magicznym rysunkiem". Czy to nie to samo tylko pod inną nazwą? Pytam szczerze bo nie chce się spierać, ale właśnie nie widzę granicy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Radek65 Różnica jest, choć rzeczywiście nie jest ostra. Sigil w klasycznym ujęciu - takim sparingowskim przynajmniej - to forma zdekodowanej intencji. Piszesz zdanie, usuwasz samogłoski, powtarzające się litery, a z reszty tworzysz abstrakcyjny kształt. Chodzi o to, żeby świadomy umysł przestał rozpoznawać co to właściwie "jest", żebyś nie mógł go racjonalizować. Rysunek może być totalnie rozpoznawalny - twarz, scena, przedmiot - i nadal działać, ale przez inny mechanizm. Przez rezonans emocjonalny, przez narrację, przez skupienie uwagi, a nie przez jej ominięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

No dobrze, ale jak potem używasz takiego rysunku? Chowasz go, spalasz, zostawiasz na widoku? Bo w przypadku sigli ta ostatnia faza - co z nim robisz po stworzeniu - jest dość istotna. A jeśli rysunek jest bardziej narracyjny, bardziej otwarty w formie, to nie wiem, czy te same zasady postępowania w ogóle mają sens.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@mirek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Dzięki za to wyjaśnienie, naprawdę pomaga mi to zrozumieć różnicę. Chciałem zapytać - a co jeśli ktoś w ogóle nie umie rysować? Znaczy, czy to ma jakieś znaczenie, że rysunek jest "ładny" albo rozpoznawalny? Bo ja na przykład ledwo narysowałbym patyczaka i trochę się zastanawiam czy w ogóle warto to próbować.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Mirek a ja też! Moje rysunki to są takie bazgroły, serio. Ale jak piszesz, że chodzi o emocje i intencje a nie o "ładność", to może właśnie bazgroł zrobiony z sercem działa lepiej niż ładny rysunek zrobiony bez zaangażowania? Tak mi się intuicyjnie wydaje.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś kiedyś próbował połączyć taki rysunek z konkretną kartą tarota? Bo czytałam gdzieś, że niektóre osoby rysują własną wersję karty, żeby głębiej wejść w jej znaczenie albo "uaktywnić" jakiś aspekt. Nie wiem czy to jest w ogóle bliskie temu, o czym tu mówicie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Kinia.2 To jest ciekawy kierunek, ale trochę inny niż to, o czym rozmawiamy. Rysowanie własnej karty tarota to zazwyczaj praktyka mediacyjna albo kontemplacyjna - wchodzisz w symbolikę, przetwarzasz ją przez siebie. To wartościowe samo w sobie. Ale to, o czym mówię, to bardziej sytuacja, gdzie rysunek jest nośnikiem twojej własnej intencji, a nie interpretacją istniejącego systemu symbolicznego. Choć granica może być płynna, masz rację.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do pytania o to, co robisz z rysunkiem po fakcie - myślę, że tu jest sedno różnicy między tym a siglem. Sigile w tradycji Spare'a albo Carrolla mają swój protokół: tworzysz, ładujesz w momencie rozkoszy czy intensywnego skupienia, potem zapominasz albo niszczysz. Ale rysunek, który ma narrację, który jest czyimś doświadczeniem - wyobrażam sobie, że spalenie go mogłoby zamknąć coś, co miało pozostać otwarte, albo odwrotnie, zostawienie go może utrzymywać pewien stan, który miał się skończyć. Co ty z nimi robisz?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Shangie To zależy od tego, z jaką intencją powstawał. Jeden rysunek, który zrobiłem jako rodzaj pożegnania z pewnym etapem życia, spaliłem. Był kompletny, zamknięty. Inne zostawiam, bo mam wrażenie, że są raczej "oknem" niż "zamkiem". To nie jest kwestia zasady, bardziej wyczucia - co ten konkretny rysunek "chce" żebyś z nim zrobił. Brzmi niezobowiązująco, ale naprawdę nie mam tu lepszego opisu.


Odpowiedz
Wpisy: 684
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Dołączam się, bo ten temat mnie poruszył. Niedawno straciłam bliską osobę i gdzieś czytałam o tym, że rysowanie albo pisanie może pomóc w żałobie - ale nie w takim terapeutycznym sensie, tylko bardziej jako rytuał pożegnania. Jakby dać tej osobie coś materialnego z siebie. Czy ktoś z was miał coś takiego? Nie wiem, czy to się kwalifikuje do tej rozmowy, ale wydaje mi się, że właśnie o tym piszecie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Jolanta_M Przepraszam za stratę. Wydaje mi się, że to jak najbardziej pasuje. Rysunek jako pożegnanie to jest chyba jedna z najstarszych rzeczy, jakie ludzie robili - groby z malunkami, listy do zmarłych. To nie jest tylko terapia, to naprawdę coś robi na poziomie symbolicznym. Przynajmniej ja tak to czuję.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Jolanta_M Jak najbardziej. To, co opisujesz, ma odpowiedniki w wielu tradycjach - w Dia de los Muertos tworzy się ołtarze z przedmiotami i wizerunkami, w pewnych nurtach spirytystycznych pisze się listy do duchów i spala. Rysunek jako pożegnanie może działać podobnie: materializujesz relację, nadajesz jej formę, a potem możesz tę formę zamknąć. Nie musisz tego nazywać magią, żeby działało. Choć oczywiście tu na forum pewnie większość z nas by powiedziała, że to właśnie jest magia - zmiana wewnętrznego stanu przez zewnętrzny rytuał.


Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Pustelnik Właśnie - i to jest ten moment, gdzie rysowanie jako praktyka magiczna spotyka się z czymś bardzo ludzkim i bardzo starym. W tradycji Voodoo masz la priye, modlitwę do lwa i do przodków, ale towarzyszą jej fizyczne obiekty, fizyczne działania. W szamanizmie syberyjskim rysunek na bębnie to mapa kosmologiczna i jednocześnie przedmiot praktyczny. To, że my to teraz robimy na kartce papieru przy stoliku, nie zmienia struktury rytuału. Mnie ciekawi, czy ktoś tu robiłby taki rysunek pożegnalny zupełnie spontanicznie, bez żadnego wcześniej zaplanowanego protokołu - i czy to zdaniem kogokolwiek w ogóle ma sens.


Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Shangie Ja chyba właśnie chciałabym to zrobić spontanicznie. Nie wiem, czy byłabym w stanie siedzieć i planować "rytuał" krok po kroku, bo to brzmi jak coś, co wymagałoby ode mnie chłodnej głowy, której teraz nie mam. Czy spontaniczność coś odbiera temu działaniu?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Jolanta_M Spontaniczność nie odbiera. Wręcz - wiele tradycji traktuje stan emocjonalnej intensywności jako warunek skuteczności, nie przeszkodę. W magii chaosu mówi się o "gnosie" - stanie rozluźnienia ego, który może być euforią, ale też głębokim smutkiem albo zupełnym skupieniem. Żałoba to jeden z takich stanów. Jeśli siadasz z kartką, kiedy naprawdę to czujesz, i dajesz temu wyjść w formie rysunku - to jest pełnoprawna praktyka. Protokół możesz dodać albo nie.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Bardzo dziękuję że ten temat tu się pojawił, bo nigdy bym nie skojarzyła rysowania z magią. Zawsze myślałam, że magia to rytuały ze świecami i ziołami i tak dalej. A tu wychodzi, że kartka i ołówek mogą wystarczyć. To jakoś zmienia mi perspektywę na całą tę dziedzinę.


Odpowiedz
Wpisy: 684
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Czytam teraz jeszcze raz ten post Pustelnika o gnosie i smutku jako stanie aktywującym - i jakoś to do mnie trafia. Nie chcę robić czegoś "poprawnie", chcę po prostu usiąść i narysować go. Takim, jakim go pamiętam. Czy to wystarczy, żeby to miało jakiś sens jako pożegnanie? Nie oczekuję cudu, chcę tylko... zamknąć coś.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Jolanta_M To jest naprawdę wystarczające. Właściwie - im mniej konstruujesz, tym bardziej trafiasz w sedno tego, czym taki rysunek może być. Mam jedno pytanie do ciebie, bo jestem ciekawa: czy chcesz, żeby ten rysunek po skończeniu gdzieś trafił - do ognia, do ziemi, do szuflady - czy jeszcze nie wiesz?


Odpowiedz
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 684

@Shangie Nie wiem. Chyba jeszcze nie wiem. Może to się okaże w trakcie, jak skończę?


Odpowiedz
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Jolanta_M Myślę że tak właśnie powinno być. Nie wszystko trzeba wiedzieć przed. Jak robię cokolwiek związanego ze snami albo ze wspomnieniami, to zacznam i w połowie drogi wiem co dalej. Planowanie z góry mnie blokuje.


Odpowiedz
Wpisy: 904
Rozpoczynający temat
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To ważna obserwacja, którą Gabrysia poruszyła - i ona pojawia się też w kontekście praktyk żałobnych w różnych kulturach. W tradycji Dagary z zachodniej Afryki - Malidoma Somé dużo o tym pisał - rytuał żałobny nie jest z góry ustrukturyzowany w sensie emocjonalnym. Wspólnota jest, forma jest, ale to, co człowiek czuje i robi w środku tej formy, jest jego własne i nieplanowane. Rysunek może działać podobnie - dajesz sobie formę, siadasz z kartką, a reszta się wydarza. Pytanie o to, co się potem z rysunkiem dzieje, faktycznie wyłania się dopiero na końcu.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Somé to ten co pisze o inicjacjach w Afryce? Czytałem fragmenty, ale nie wiedziałem że ma coś na temat żałoby specyficznie. Czy to jest przetłumaczone na polski bo na angielskim to bym musiał mozolnie...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Radek65 "Rytuał" i "Of Water and the Spirit" - obie są po angielsku, nie ma polskich przekładów o ile wiem. Ale "Rytuał" jest bardziej przystępny językowo, jeśli angielski to nie problem. Jego podejście do żałoby jest tam rozwinięte w kilku rozdziałach.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja może zapytam coś głupiego ale - czy rysunek zrobiony na zwykłej kartce z zeszytu działa tak samo jak na jakimś specjalnym papierze? Bo czytam ten wątek i zaczynam myśleć, że chciałabym spróbować, ale zawsze się zastanawiam czy nie powinam mieć jakichś "właściwych" materiałów. Trochę się siebie wstydzę za to pytanie ale jednak pytam.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Agatka Nie ma głupich pytań, serio. I odpowiedź jest prosta: nie, nie potrzebujesz specjalnego papieru. W tradycjach, które się tym zajmują, intencja i stan są tym co istotne, nie gramatura. Papier ryżowy, pergamin, płótno - to są raczej kwestie estetyczne albo tradycyjne preferencje konkretnych systemów. Jeśli kartka z zeszytu jest tym, co masz pod ręką, to jest tym czego potrzebujesz.


Odpowiedz
(@mirek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 77

@Shangie Dziękuję że to mówisz, bo sam się nad tym zastanawiałem. To trochę jak z gotowaniem - można mieć najtańsze składniki ale jak wiesz co robisz to wyjdzie lepiej niż z drogimi bez zaangażowania. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

To porównanie z gotowaniem mi się podoba. Ale mam inne pytanie - czy ktoś próbował robić taki rysunek z intencją, a potem go opisywać? Znaczy, nie pisać zamiast rysowania, ale dopisywać słowa do rysunku, takie notatki na marginesie? Ciekawi mnie czy to nie miesza konwencji za bardzo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Kinia.2 Mieszanie konwencji nie jest problemem samo w sobie. W grymoarech - na przykład w Key of Solomon czy w różnych rękopisach z kręgu magii ceremonialnej - figury i słowa współistnieją, właściwie uzupełniają się. Słowo precyzuje, obraz niesie to, czego słowo nie udźwignie. Pytanie bardziej dotyczy tego, co ty chcesz, żeby ten rysunek robił - jeśli to ma być forma zamknięcia, to czy słowa ci w tym pomagają czy przeszkadzają?


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

No właśnie nie wiem. Chyba chciałabym spróbować i zobaczyć. Ale mam wrażenie że jak zaczynam pisać to "wychodzę" z rysunku, wiesz? Jakby dwa tryby działania.


Odpowiedz
Wpisy: 299
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Ja mam dokładnie to samo! Jak rysuję to jestem w jednym miejscu, a jak piszę to jakby włącza mi sie inna część głowy i zaczyna analizować. Nie wiem czy to ma sens magicznie ale tak to czuję fizycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

A może to po prostu kwestia półkul mózgowych i tyle, nie żadna magia? Serio pytam, nie złośliwie. Lewa do języka, prawa do obrazów. Może właśnie dlatego się przełącza.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1805

@Radek65 Może i tak, ale to nie wyklucza praktycznego wymiaru. Nawet jeśli mechanizm jest neurologiczny, skutek jest taki, że jedno wyłącza drugie. I z tego punktu widzenia wybór między rysowaniem a pisaniem w praktyce jest realny - jeśli rysowanie wprowadza cię w inny stan uwagi, to ten stan jest tym, o co chodzi. Nieważne dlaczego tak jest.


Odpowiedz
Wpisy: 684
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

Ta rozmowa bardzo mi pomaga, dziękuję wam. Zaczęłam wcześniej coś szkicować - jeszcze nie skończyłam - ale mam teraz dziwne pytanie: co jeśli rysunek wyjdzie "za smutny"? Tzn. jak to oceniam patrząc na niego potem i jest mi bardzo ciężko, to znaczy że coś zrobiłam nie tak, czy to normalne?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Jolanta_M To normalne. I właściwie - jeśli rysunek żałobny nie budzi w tobie żadnych emocji, to bardziej bym się martwił. Te praktyki mają dosłownie wyciągać na powierzchnię to, co jest w środku. Ból po takim rysunku to nie błąd w rytuale, to rytuał działający.


Odpowiedz
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 410

@Jolanta_M Trzymam za ciebie kciuki. To co robisz brzmi bardzo odważnie.


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

I jeszcze jedna rzecz, żeby nie zostawić tego bez dopowiedzenia - w wielu tradycjach żałobnych nie chodzi o to, żeby "zamknąć ból" raz na zawsze. Chodzi o stworzenie momentu, w którym ból jest uhonorowany, uznany. Rysunek może być tym momentem. Co z nim potem - czy go schowasz, czy spalisz, czy zostawisz na chwilę na widoku - to już następny krok, nie obowiązek.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

To co Shangie napisała na końcu - że chodzi o uhonorowanie bólu, nie zamknięcie go - to mi coś kliknęło. Bo ja zawsze myślałem że rytuały żałobne mają być takim ostatecznym "koniec, idź już". A tu wychodzi że nie do końca. Czy ktoś wie czy w tych zachodnich tradycjach, chrześcijańskich mam na myśli, jest coś podobnego? Bo pogrzeb to jednak dość formalna sprawa i nie wiem czy tam jest miejsce na taki wymiar.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Radek65 Jest, choć często przykryte formą liturgiczną. Czuwanie przy zmarłym, stypa, modlitwy za dusze w określone dni - to wszystko są mechanizmy rozciągnięcia żałoby w czasie, nie jednorazowego aktu. W katolicyzmie mamy Dzień Zaduszny, ale też nowennę za dusze czyśćcowe. Problem polega na tym, że wielu ludzi traktuje to jako obowiązek rytualny, a nie jako faktyczny proces przeżywania. Forma jest, ale intencja często zaginęła gdzieś po drodze.


Odpowiedz
Wpisy: 251
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

A właśnie, to mnie ciekawi - czy jak ktoś robi taki rysunek żałobny i np. pochodzi z religijnego domu, to może to jakoś połączyć? Bo wydaje mi się że wielu ludzi czuło by dyskomfort robiąc coś co wygląda "pogańsko", nawet jeśli w gruncie rzeczy chodzi o to samo.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@gabrysia98)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 299

@Kinia.2 Ja miałam dokładnie ten problem przez długi czas. U mnie w domu jest dość religijnie i przez jakiś czas ukrywałam że w ogóle interesuje mnie ta strona rzeczy. Ale potem sobie pomyślałam - babcia przy trumnie śpiewała, płakała, trzymała różaniec - to też był jej rytuał. Forma inna ale gęstość emocjonalna taka sama.


Odpowiedz
Wpisy: 684
(@jolanta_m)
Połączone: 1 rok temu

To co Gabrysia napisała bardzo mi pomogło. Bo ja też mam podobnie - nie wiem jak to pogodzić ze sobą. Ale jak to ujęłaś, że gęstość emocjonalna jest ta sama... to brzmi prawdziwie. Mój tata nie rozumiałby co robię z tym rysunkiem, ale on sam stawia świeczki w kościele i rozmawia z mamą przy grobie. Czy to nie jest to samo?


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

No właśnie. I to jest odpowiedź na to, o co pytała wcześniej Kinia.2 - nie trzeba tego rozdzielać. Rysunek może być modlitwą, modlitwa może być rytuałem, rytuał może być sztuką. Te kategorie to ludzki wynalazek, a emocja która za tym stoi jest jedna. Różnica jest w języku, nie w istocie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mirek)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 77

@Shangie Dziękuję że to mówisz tak wprost, bo ja sam długo szukałem jakiegoś słowa na to co czuję jak robię pewne rzeczy i nigdzie nie pasowałem - ani do kościoła, ani do żadnej konkretnej tradycji. A tu okazuje się że to nie jest problem tylko że szukałem złej szufladki.


Odpowiedz
Wpisy: 340
(@radek65)
Połączone: 6 miesięcy temu

Tylko że jak ktoś jest głęboko wierzący, to może mieć problem z samym słowem "rytuał magiczny". Nawet jeśli to to samo. To nie jest tylko kwestia szufladki - dla niektórych to jest naprawdę granica. Nie chcę generalizować ale znam ludzi którym samo słowo "magia" zamknęłoby głowę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Radek65 Słusznie. I dlatego takie rzeczy jak rysowanie żałobne nie muszą być nazywane magią. Możesz to nazwać terapią przez sztukę, możesz to nazwać modlitwą wizualną, możesz to nazwać niczym. Nazwa nie zmienia mechanizmu. W kontekście praktycznym ważniejsze jest pytanie - czy to działa dla tej konkretnej osoby, czy tworzy przestrzeń dla czegoś co inaczej nie mogłoby się wyrazić.


Odpowiedz
Wpisy: 410
(@agatka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ale tu mam pytanie - jeśli ktoś to robi bez żadnego "magicznego" nastawienia, czysto z potrzeby, to czy to nadal liczy się jako rytuał? Czy rytuał wymaga jakiejś świadomej intencji? Bo jak czytam ten wątek to mam wrażenie że granica jest płynna ale nie wiem gdzie dokładnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kinia-2)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 251

@Agatka O, to dobre pytanie. Ja się też nad tym zastanawiałam. Bo jak rysowałam ostatnio pamiątkę po kimś bliskim, to nie myślałam wtedy "robię rytuał". Po prostu siedziałam i rysowałam. A potem czułam że coś się zmieniło. Czy to czyni to rytuałem z perspektywy czasu?


Odpowiedz
Wpisy: 1805
(@shangie)
Połączone: 2 lata temu

Intencja nie musi być świadoma ani zwerbalizowana. Może być ukryta w samym działaniu. Jak siadasz żeby coś narysować w związku z konkretną stratą - już jest intencja, nawet jeśli jej nie nazwałaś. Rytuał definiuje powtarzalność i rama, ale żałobny jest trochę inaczej - tu chodzi o akt, który wydziela moment z codzienności. I to może się zdarzyć zupełnie spontanicznie.


Odpowiedz
Strona 1 / 4
Udostępnij: