ale serio pytam - ta kolejność zakładania, to jak to praktycznie robisz? wstajesz rano i zakładasz w kolejności? bo to brzmi jakby codziennie trzeba bylo ten rytuał powtarzać tylko żeby sie ubrać
okej to wracam do swojego fluorytu bo chcę sprawdzić czy dobrze rozumiem. Alchemik pisał o szyje dla fluorytu fioletowego. jeśli ta kolejność ma znaczenie, to czy powinienem go zakładać przed czy po tym moim naszyjniku z runami który mam cały czas? bo ten runiczny jest starszy, mam go od dawna
słuchajcie, a ja mam pytanie które mnie gryzie od kilku postów - mówimy dużo o tym jak zakładać, co z czym, kolejność. ale czy ktoś z was ma doświadczenie z tym że coś zdjął na stałe? nie pauzę tylko naprawdę zrezygnował z noszenia czegoś co nosił długo? i co się wtedy dzieje?
ale wróćmy do Wery bo zadała ważne pytanie - ta nieobecność po zdjęciu, to by sugerowało że ciało się przyzwyczaja do noszenia? jakby buduje pewien nawyk sensoryczny? bo to brzmi bardziej neurobiologicznie niż magicznie i zastanawiam się czy te dwa wyjaśnienia się wykluczają
okej ale mój runiczny naszyjnik mam od dawna i jak raz zapomniałem go założyć to czułem się dziwnie przez cały dzień. to jest to samo co Wera opisuje czy coś innego? bo jej minęło a u mnie jak zapominam to za każdym razem to samo
to rozróżnienie intencji jest moim zdaniem kluczowe. przy pracy z ciałem i energią intencja zmienia stan wyjściowy, zupełnie jak w medytacji - inaczej się siedzisz jeśli wiesz że masz godzinę a inaczej jeśli myślisz że zaraz cię ktoś przerwie. Bronek - jak długo masz ten runiczny?
to jest bardzo uczciwa obserwacja, Bronek. "nie wiem co robi ale działa" to dość częsty stan w tej praktyce i nie ma w tym nic złego. Gorzej jak ktoś bardzo precyzyjnie opisuje co dokładnie robi jego amulet a potem nie ma żadnego doświadczenia żeby to poprzeć.
ale Cykoria, to nie jest troche tak ze ludzie dopasowują opowieść do doświadczenia? tzn. czujesz coś, potem szukasz wyjaśnienia i bierzesz pierwsze które pasuje. to chyba dosyć ludzkie i nie znaczy ze wyjaśnienie jest trafne
przy okazji tego co mówi Szymek - w tradycji talizmańskiej, np. w Picatrix czy w późniejszych traktatach jak Agrippa, intencja nadawana przy tworzeniu amuletu była traktowana jako część jego "ładunku". Czyli ten mechanizm dopasowywania opowieści do przedmiotu był wbudowany w praktykę, nie był błędem poznawczym tylko świadomym krokiem. To trochę zmienia perspektywę na to co opisuje Szymek.
to jest trochę bardziej złożone - w traktatach talizmańskich kamień miał właściwości wynikające z jego związku z planetą lub zodiakiem, ale ta moc musiała być "zapieczętowana" przez właściwy gest rytualny w odpowiednim czasie astronomicznym. Więc to nie była tylko narracja ale też nie tylko materia - to było spotkanie obu rzeczy w konkretnym momencie. Agrippa opisuje to bardzo precyzyjnie w De Occulta Philosophia.
okej, ja się trochę gubię w tej filozofii ale mam konkretne pytanie z powrotem do mojego turmalinu i obsydianu - jeśli miałabym wybrać jeden z nich do noszenia przy sobie cały czas, to jak mam to rozstrzygnąć? Bo po tej rozmowie nie wiem już czy powinnam nosić oba czy nie
to jest dobra rada, ale Forsycja, ja bym też wzięła pod uwagę gdzie to nosisz na ciele bo to był oryginalny temat tego wątku i trochę o tym zapomnieliśmy. turmalin przy szyi a obsydian na nadgarstku to nie jest to samo co oba przy szyi albo oba na nadgarstku
nadgarstek to miejsce gdzie tradycyjnie noszone były ochronne bransoletki - od egipskich udjat po słowiańskie wełniane sznury na Sobótkę. Bliskość tętna nie jest przypadkowa, przepływ krwi był wiązany z życiową energią i zakładano że przedmiot noszony tam wchodzi w relację z tym przepływem. W tradycji ajurwedyjskiej prawa i lewa ręka mają różne przypisania - prawa wychodzi, lewa przyjmuje. Forsycja, na której ręce nosisz obsydian?
na lewej. to znaczy coś konkretnego według tej ajurwedyjskiej logiki?
jeśli lewa przyjmuje to obsydian na lewej by znaczył że go używasz do przyjmowania ochrony, a nie do odpychania. A Alchemik pisał wcześniej że obsydian działa odpychająco - więc może jest tu jakieś napięcie między miejscem a materiałem?
okej ale ta lewa/prawa ręka to teraz nie daje mi spokoju. bo ja noszę runiczny naszyjnik na szyi, nie na ręce. i teraz się zastanawiam czy szyjа to jest coś neutralnego w tym podziale czy też ma jakieś przypisanie do przyjmowania albo odpychania?
w systemach czakrowych szyja to vishuddha - komunikacja, wyrażanie, ale też przepływ między górą a dołem ciała. Noszenie czegoś tam nie jest ani typowo "przyjmujące" ani "odpychające" w takim prostym sensie jak ręce. To raczej coś co siedzi w miejscu przejścia. Bronek, jakie runy masz na tym naszyjniku? Bo to może mieć większe znaczenie niż sama szyja.
algiz i sowilo to akurat dość klasyczna para dla celów ochronno-wzmacniających, nie ma tu sprzeczności. Algiz jest związana z tarczą i łączem z wyższymi siłami, sowilo ze światłem słońca i kierunkiem. Ale wracając do szyji - w tradycji nordyckiej amulety na szyi miały bardzo konkretną funkcję publiczną, to był znak dla innych, nie tylko dla ciebie. Mjolniry czy runy noszone przy szyi były widzialne i to było częścią ich działania. Niewidoczny amulet pod koszulą to zupełnie inna historia.
to jest właśnie pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi bo tradycje się różnią. W niektórych - tak, widoczność jest częścią funkcji. W innych kontakt z ciałem i ukrycie przed oczami innych wzmacnia działanie bo przedmiot nie "oddaje" energii na zewnątrz. Te dwie logiki są sprzeczne i obie mają uzasadnienie w tekstach źródłowych.
jest jeszcze trzecia opcja którą często się pomija - amulety robione pod konkretną intencję ochrony osobistej były często celowo ukrywane, bo pokazanie ich odbierało im moc w rozumieniu tych tradycji. Natomiast amulety o funkcji społecznej - odstraszanie, demonstracja przynależności do grupy, sygnalizowanie ochrony boskiej - musiały być widoczne bo inaczej cel był bezprzedmiotowy. Bronek, jakie miałeś intencje kupując ten naszyjnik?
szczerze? żadnych konkretnych. po prostu podobał mi się i gdzieś przeczytałem że algiz i sowilo to dobra kombinacja. nie myślałem o tym żeby komuś pokazywać ani żeby ukrywać. po prostu noszę
to jest chyba bardzo uczciwe i zastanawiam się czy brak pierwotnej intencji cokolwiek zmienia. Bo Alchemik wcześniej pisał że intencja przy tworzeniu jest ważna - ale to intencja twórcy czy twoja intencja jako noszącego?
ta trzecia opcja jest ciekawa bo sugeruje że możesz kupić coś w sklepie bez żadnej intencji i to i tak działa przez sam fakt noszenia. A jednocześnie rozmywa granicę między amuletem a zwykłą biżuterią. Co sprawia że mój srebrny pierścionek nie jest amuletem a runiczny naszyjnik jest?
to co opisujesz Wera to może być właśnie to - przedmiot nabiera znaczenia przez relację, przez historię, przez powtarzalność kontaktu. Nie wiem czy to "magia" w sensie energetycznym ale psychologicznie ta biżuteria po babci robi coś innego niż kupiona w galerii. Ciało pamięta kontekst.
ale wtedy wracamy do pytania z początku wątku - czy amulety działają przez miejsce na ciele, przez materiał, przez intencję, czy przez historię emocjonalną? Bo każdy z tych wątków prowadzi gdzieś innego i zaczyna mi się wydawać że to nie są wykluczające się odpowiedzi tylko warstwy
to brzmi sensownie ale jednocześnie robi z amuletów coś bardzo subiektywnego - czyli cokolwiek nosisz i cokolwiek czujesz, to twoje. I nie można tego zweryfikować ani porównać doświadczeń. Co nie znaczy że to złe, tylko że zamyka dyskusję w pewnym sensie.
właśnie, ja od początku miałam wrażenie że to nie jest pytanie czy działa tylko gdzie nosić żeby efekt byl inny. I tu wydaje mi się że każde miejsce ma inny "charakter" - szyja, nadgarstek, pierś, brzuch - to są różne punkty i ciało je inaczej odczuwa nawet bez żadnej magii, czysto fizycznie
