Zaczęło się od tego, że rozmawiałem z kimś, kto twierdził, że przeprowadził rytuał mający sprawić, by pewna osoba przestała go pamiętać. Nie chodzi tu o nic romantycznego - chciał po prostu zniknąć z czyjegoś życia po jakimś trudnym rozstaniu z przyjaźni, bez dramatu, bez kontaktu. I to mnie zastanowiło bardziej niż jakikolwiek rytuał, który ostatnio słyszałem. Czy w ogóle istnieje coś takiego jak magia zapomnienia? Nie w sensie filmowym, ale w sensie praktycznym - rytualnym? Jak to w ogóle miałoby działać mechanicznie, jeśli wierzyć w magię intencji?
To jest temat, który w zachodniej tradycji magicznej pojawia się rzadziej niż powinien, bo większość ludzi kojarzy taką pracę z manipulacją i od razu ją odpycha. Ale mechanika jest ciekawa - nie chodzi o wymazanie pamięci jak w filmie, tylko o rozluźnienie więzi energetycznej między dwojgiem ludzi. Jeśli wyjdziesz z założenia, że wspomnienia mają swój ładunek i że dwie osoby są do siebie przyczepione przez to, co razem przeżyły, to rytuał zapomnienia to tak naprawdę rodzaj przecięcia tej nici. Są tradycje, które wprost to opisują - chociażby w niektórych podejściach hoodoo jest coś, co można by tak nazwać, choć tam przeważnie chodzi o wyciszenie konfliktu. Ale pytanie do ciebie, Indaphoros - ten znajomy mówił coś o tym, co konkretnie robił? Bo to zmienia całą analizę.
Zatrzymałbym się na chwilę przy tym słowie "mechanicznie". Bo jeśli mówimy o magii intencji, to trudno mówić o mechanice w ścisłym sensie. To bardziej jak ustawianie prawdopodobieństwa. Nie sprawiasz, że ktoś traci pamięć - raczej tworzysz warunki, w których ta osoba naturalnie przestaje skupiać się na tobie. Pytanie jest etyczne i praktyczne zarazem: gdzie jest granica między takim rytuałem a ingerencją w czyjąś wolę? Bo jeśli ktoś chce cię pamiętać, to czy masz prawo to zmieniać?
to co opisujesz, to klasyczny banishment z elementem separation. Zakopanie w ziemi z solą to zamknięcie, "zapieczętowanie" relacji. Ale sam rytuał nie mówi nic o pamięci tej drugiej osoby - on działa bardziej na ciebie, na twoje pole. To ty przestajesz wysyłać sygnały. Czy ta osoba zapomni - to już kwestia tego, co się dalej stanie w przestrzeni między wami. Nie jestem przekonana, że da się bezpośrednio wpłynąć na czyjąś pamięć jako taką.
Ale przecież jest dużo rytuałów, które mają kogoś oddalić albo sprawić, żeby przestał myśleć o kimś. Czy to nie jest właśnie magia zapomnienia? Czytałam gdzieś o zawijaniu czegoś w czarny materiał i wkładaniu do zamrażalnika - żeby zamrozić myśli tej osoby o tobie. Czy coś takiego wchodziłoby w ten temat?
Wchodzę w temat, bo to akurat obszar, w którym miałem do czynienia z kilkoma podejściami z różnych tradycji. W grimoirach, zwłaszcza tych z kręgu solomonicznego, jest coś co można przełożyć jako "rytuały ukrycia" - nie chodzi tu o pamięć innej osoby, ale o to, żeby stać się dla niej niewidocznym, nieistotnym. To inne założenie niż "wymaż mnie z jej pamięci". Bliżej do zasady, że jeśli coś nie pobiera twojej energii, to stopniowo traci na ważności. W sumeryjskiej magii, którą znam tylko ze źródeł wtórnych, były formuły mające odciąć imię od osoby - bo imię było częścią tożsamości i połączenia. Gdyby ktoś mógł twoje imię "oderwać" od twojej postaci w czyjejś głowie, więź słabła. Nie twierdzę, że to działa dosłownie, ale konceptualnie jest to spójniejsze niż próba wymazania wspomnień. Natomiast co do techniki, którą opisał Indaphoros - woda z solą i zakopanie to klasyczny banishment, który jest dobrze udokumentowany w hoodoo i folk magic. Tylko że to zamknięcie kanału, nie wymazanie. Różnica jest istotna.
A ja mam pytanko troche inne - czy to nie jest tak, ze jak robimy taki rytuał zeby ktos zapomniał, to my tez jakos na tym tracimy? Bo mam wrażenie że jak próbowałam nie myśleć o pewniej osobie to wychodzilo jakby odwrotnie. Nie wiem czy to porownywalne do rytuałów bo ja nic nie robiłam, ale...
Mam jedno konkretne doświadczenie z czymś podobnym, choć nie robiłam tego intencjonalnie. Po bardzo ciężkiej relacji z osobą, która mocno wchodziła w moje życie, zaczęłam robić regularną pracę z oczyszczaniem przestrzeni - nie żaden konkretny rytuał zapomnienia, po prostu oczyszczanie kadzidłem, zmiana ustawienia rzeczy w pokoju, pozbycie się przedmiotów tej osoby. I w pewnym momencie ta osoba po prostu przestała się odzywać. Sama. Nie twierdzę, że to magia zrobiła swoje, ale przestrzeń między nami się zmieniła. Może to zbieżność, może coś innego - ale to doświadczenie sprawiło, że zaczęłam poważniej patrzeć na taką pracę energetyczną.
Mam wrażenie, że cała ta dyskusja zmierza w kierunku, gdzie magia zapomnienia okazuje się być głównie pracą nad sobą, nie nad kimś innym. I rozumiem to podejście, ale mam z nim problem - bo jeśli ktoś aktywnie wyrządza ci krzywdę i chcesz, żeby przestał cię kojarzyć jako cel, to praca nad własnym polem może nie wystarczyć. Czy są tradycje, które mają coś bardziej bezpośredniego w tym kontekście? Pytam serio, bo to nie jest czysto akademickie pytanie.
Mam pytanie do całej dyskusji, bo trochę kręcimy się wokół tego samego - czy ktokolwiek tu próbował czegoś takiego z intencją wprost na czyjąś pamięć? Nie ochrony, nie oczyszczenia, ale właśnie z myślą "chcę, żebyś o mnie zapomniał"? Bo do tej pory rozmawiamy głównie o tym, jak to mogłoby działać teoretycznie, a mało jest głosów z doświadczenia.
czytam całą tą dyskusję i mam pytanie bo chyba nie do końca rozumiem - jak mówimy o tym że rytuał działa na "pole między osobami" to co to znaczy że ona przestała wracać do celestyny? Znaczy - skąd wiadomo że to nie był zwykły zbieg okoliczności?
I właśnie dlatego wracam do tego co pisałem wcześniej - jeżeli nie możemy tego zweryfikować, to skąd wiemy, że rytuał z intencją bezpośrednią na czyjąś pamięć w ogóle działa inaczej niż ten na własne pole? Może efekt jest zawsze ten sam, tylko narracja inna.
a jak w ogóle wygląda taka praca z intencją bezpośrednią? Znaczy - co się robi inaczej niż w zwykłym oczyszczaniu? Bo mi się wydaje, że jak ktoś robi rytuał i myśli o konkretnej osobie, to to już jest ta "intencja bezpośrednia", nie?
Wracając do pytania które zadałam kilka postów wyżej - bo nadal nie dostałam odpowiedzi. Czy ktokolwiek próbował tego z taką bezpośrednią intencją? Rozumiem że dyskutujemy o granicy etycznej, ale zastanawiam się czy w ogóle jest tu ktoś kto ma jakieś doświadczenie praktyczne, nie teoretyczne.
Mam. Nie będę wchodzić w szczegóły, ale pracowałam kiedyś z czymś podobnym przy bardzo specyficznej sytuacji. Użyłam techniki z tradycji kanaryjskiej - tam jest coś co określa się jako "cortar el hilo", dosłownie przecięcie nici. Część tej pracy jest o odcięciu, ale jest też wariant zorientowany na zamknięcie percepcji - coś co można przełożyć jako "żebyś przestał mnie widzieć". Efekt? Po kilku tygodniach osoba rzeczywiście przestała reagować na moje istnienie w przestrzeni społecznej. Ale czy to przez rytuał, przez moje własne zachowanie które się zmieniło, czy przez coś innego - nie wiem.
a papie legba to można w ogóle prosic o coś takiego? nie bede sie zgłaszac do czegoś czego nie rozumiem ale zastanawiam sie czy to nie jest jakies niebezpieczne zapraszanie czegoś do domu hehe
Wracając do sedna - bo Shangie zadała dobre pytanie. Mam wrażenie, że im głębiej w to wchodzimy, tym bardziej okazuje się że "magia zapomnienia" jako dosłowne wymazanie pamięci innej osoby to może być coś, co nie ma realnego odpowiednika w tradycjach. Mamy odcięcie, zamknięcie percepcji, pracę na własnym polu - ale bezpośrednie "wymaż to wspomnienie" to jakby trochę z innej bajki.
ale jak ktoś prosi wróżkę żeby przeprowadziła rytuał żeby ktoś o nim zapomniał to co wróżki robią? Bo widziałam oferty gdzie wprost piszą że "zrobię żebyś był zapomniany" albo coś takiego. Czy to jest to samo co odcięcie czy coś innego?
Mirta dotknęła czegoś ważnego. Cały rynek "usług magicznych" jest oparty właśnie na tym, że klient nie ma narzędzi weryfikacji. Mówisz że chcesz żeby ktoś zapomniał, ktoś robi rytuał, po miesiącu ta osoba się nie odzywa - sukces? Może. Może po prostu przestała mieć powód żeby pisać.
Ale ten wątek komercyjny to trochę osobna dyskusja. Mnie ciekawi to co powiedział Indaphoros - że może tego po prostu nie ma jako samodzielnej kategorii magicznej. Że to zawsze jest albo praca na sobie, albo odcięcie, albo zamknięcie percepcji. Czy ktoś ma inną tezę?
No właśnie, to mnie najbardziej zastanawia w tym co powiedział Indaphoros. Jeśli nie ma czegoś takiego jak samodzielna kategoria "magia zapomnienia", to czym jest ta praca, którą ludzie opisują właśnie tak? Odcięcie, niewidzialność, zamknięcie percepcji - każde z tych określeń brzmi inaczej i sugeruje inny mechanizm. Czy to tylko kwestia nazewnictwa, czy naprawdę mówimy o różnych rzeczach?
Może głupie pytanie, ale - czy jak ktoś robi takie odcięcie percepcji, to ta druga osoba w ogóle coś czuje? Znaczy nie dosłownie, ale czy są jakieś sygnały że coś się zmieniło? Bo wyobrażam sobie że można to pomylić z tym że po prostu relacja wygasła sama.
To co opisuje Mirta to jest właśnie centralny problem w ocenie tej pracy. Przy "cortar el hilo" z którym miałam doświadczenie - efekty były stopniowe i nigdy nie byłam w stanie powiedzieć jednoznacznie co zadziałało. To co mogłam zaobserwować to zmiana w swojej własnej percepcji sytuacji. Czy ta osoba coś poczuła? Nie mam pojęcia. I chyba nie powinnam mieć, bo to nie jest moja sprawa.
Mam wrażenie że ta rozmowa właśnie doszła do miejsca, które mnie od początku ciekawiło. Nie mamy ani jednego potwierdzenia że "dosłowne wymazanie pamięci" jest możliwe jako bezpośrednia praktyka. Mamy odcięcia, zamknięcia, pracę z percepcją, rytuały z intencją - ale każde z nich albo działa na relację, albo na własne pole, albo jest nieweryfikowalne. Być może to jest odpowiedź sama w sobie.
ale jak juz mowimy o tej weryfikacji to mam pytanie czy jak ktos nie czuje ze rytuał zadziałał to znaczy ze nie zadziałał? bo ktos mi kiedys mowił ze nie zawsze sie to czuje od razu i ze czasem mija duzo czasu. jak to sprawdzic?
Wracając do tego co powiedział Indaphoros - mnie zastanawia jedna rzecz. W tradycjach afrykańskich i synkretycznych, które kojarzę z czymś bliskim temu tematowi, jest pojęcie "zamknięcia drogi". To nie jest wymazanie - to jest zablokowanie możliwości wejścia w pole danej osoby. Coś między odcięciem percepcji a niewidzialnością. Może szukamy złego pojęcia, a ono funkcjonuje pod inną nazwą.
Blokada kontra wymazanie - to chyba najbardziej sensowne rozróżnienie jakie pojawiło się w tej dyskusji. Blokada zakłada że wspomnienie nadal istnieje, tylko nie jest aktywowane. Wymazanie zakładałoby że go nie ma. I intuicyjnie blokada brzmi bardziej jak coś w zasięgu praktyki, bo nie wymaga ingerencji w strukturę, tylko w dostęp.
