Wracając trochę do tego co Celestyna mówiła o uczciwości wobec siebie - zastanawiam się czy to nie jest właśnie trudniejsze niż cała debata placebo kontra działanie. Bo trzeba przyznać przed sobą że efekt który przypisałaś kamieni był czymś innym. I to może być nieprzyjemne.
Ale czy to nie jest właśnie wartość tej praktyki? Że zmusza cię - jeśli jesteś uczciwa - do pytania skąd pochodzi to co czujesz. To jest praca z sobą, a kamień jest tylko pretekstem do tej pracy. Może to i jest odpowiedź na tytuł tego wątku - nie 'czy działają' tylko 'do czego służą'.
...i może to jest odpowiedź na tytuł tego wątku - nie 'czy działają' tylko 'do czego służą'. A to są zupełnie różne pytania.
Dobra, ale poczekajcie - mnie trochę gubi ta rozmowa. Zaczęliśmy od placebo kontra działanie, doszliśmy do mineralogii, teraz jesteśmy przy filozofii samobadania. To gdzie właściwie stoimy z tym podstawowym pytaniem z tytułu?
No tak, ale rozumiem frustrację Arka. Bo jak ktoś przychodzi do sklepu z minerałami i sprzedawca mówi 'ten ametyst pomoże ci na stres' to to jest konkretne twierdzenie. I albo tak jest albo nie. To nie jest pytanie filozoficzne.
Ale hej, to jest spore uproszczenie. Kryształy mają strukturę, mają sieci krystaliczne, mają właściwości piezoelektryczne w niektórych przypadkach. Kwarc generuje napięcie elektryczne pod wpływem nacisku - to nie jest mistyka, to fizyka. Pytanie czy to ma jakikolwiek sens w skali trzymania kamienia w dłoni - ale nie mówmy że to jest tylko sól z kolorem.
Mnie to trochę przypomina rozmowę o tym czy herbata z dziurawca działa na nastrój. Bo działa - jest badania, hyperycyna jest aktywna biologicznie. Ale to nie znaczy ze każde zioło które ktoś sprzedaje jako 'na nastrój' działa, ani że mechanizm jest taki jak myśli ten kto pije. Może kamienie są gdzieś w środku tego spektrum - nie wszystkie, nie zawsze, nie tak jak się mówi.
To co Kryska pisze jest ciekawe bo pokazuje że 'działa' i 'wiemy dlaczego działa' to sa dwie rózne rzeczy. I że tradycja może trafić w coś realnego zupełnie przypadkowo albo z powodów których nie rozumiała.
Właśnie - mam wrażenie że największy problem w tej rozmowie o kamieniach to to, że ludzie mieszają trzy rzeczy: czy kamień fizycznie emituje coś co działa na ciało, czy rytuał wokół kamienia zmienia stan osoby która go wykonuje, i czy sam obiekt fizyczny ma znaczenie czy można go zastąpić czymkolwiek. To są kompletnie różne twierdzenia i każde z nich można testować osobno.
No dobra, to które z tych trzech Bernadka sprawdziłaś u siebie?
Też jestem ciekawa, bo to jest konkretne pytanie. Sama jak zaczynam się nad tym zastanawiać to dochodzę do wniosku że w moim przypadku zdecydowanie to drugie - rytuał działa, nie kamień. Bo miałam okresy kiedy używałam kawałka zwykłego szkła i efekt był podobny. Ale nigdy nikomu o tym nie mówiłam głośno bo to trochę burzy cały system.
To jest open label placebo. Są badania - Kaptchuk z Harvardu robił to na IBS - gdzie ludzie wiedzieli że dostają placebo i nadal czuli efekt. Mechanizm może być inny niż klasyczne placebo, bardziej związany z samym rytuałem przyjmowania czegoś, z intencją, z powtarzalnością czynności.
No i znow wracamy do pytania Bernadki - to który element robi robotę. Bo jeśli sama intencja wystarczy, to po co kamień? Można by trzymać klucze do samochodu z takim samym skutkiem.
Ale może właśnie obiekt ma znaczenie symboliczne i to nie jest bez wartości? Klucze do samochodu nie mają dla mnie tej samej ładunkowosci kulturowej co czarny turmalin. To nie jest przypadkowe. Jakaś część mózgu to rozróżnia nawet jeśli rozumowo wiem że to minerał.
To jest chyba dobry punkt wyjścia do dalszej rozmowy - bo kulturowe i osobiste przypisanie znaczenia do obiektu to nie jest bagatelna sprawa. Psychologia przedmiotów jest całą dziedziną. Ale to też znaczy że kamień który 'odziedziczyłaś' po babci robi co innego niż identyczny mineralogicznie kupiony na allegro. I to mnie bardziej zajmuje niż dyskusja o krysztale jako takim.
No to u mnie odpowiedź na pytanie Arka - sprawdziłam głównie to drugie i częściowo trzecie. Fizycznie coś emituje? Nie mam pojęcia i nie mam jak sprawdzić. Ale rytuał działa - to czuję wyraźnie. I co ciekawe, mam kilka kamieni do których jestem przywiązana historycznie, dostałam je od osoby bliskiej, i te działają inaczej niż kupione w sklepie. Nie lepiej ani gorzej - po prostu inaczej. Trudno mi to opisać precyzyjniej.
To co mówi Bernadka o kamieniach odziedziczonych to jest akurat coś o czym mówiłam na końcu - że obiekt z historią osobistą to zupełnie inna kategoria psychologiczna. I to nie jest tylko ezoteryczne myślenie życzeniowe, to jest coś co psychologia poznawcza opisuje od lat. Przedmioty nasycone relacjami mają inną wartość afektywną. Tylko pytanie - czy to jest 'magia kamienia' czy 'magia relacji zakodowanej w kamieniu'?
Słuchajcie, ja tu trochę z boku ale mam pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tej rozmowie. Wszyscy mówicie o tym że 'działa' albo 'nie działa' - ale czy ktoś kiedyś miał sytuację gdzie kamień zadziałał w sposób który był nieoczekiwany? Tzn. nie to czego się spodziewałeś, ale coś innego?
A mnie ciekawi czy ktoś próbował używać kamienia o którym nic nie wiedział - tzn. dostał jakiś minerał bez etykietki, bez nazwy, i sprawdzał co czuje. Bo to by wyeliminowało problem z samospełniającą przepowiednią o której Śliwka pisze.
Czyli Judy Hall pisała o tym? Myślałem że ona jest bardziej w nurcie 'kup kamień i będzie dobrze' a nie że faktycznie próbowała weryfikować.
Wracając do tego co Kryska zaproponowała - test na ślepo. Ja właściwie coś takiego miałam, trochę przez przypadek. Znajoma mi dała do potrzymania kamień zawinięty w materiał i poprosiła żebym powiedziała co czuję. Nic nie czułam szczególnego. Okazał się być turkusem który ona uwielbia i który dla niej jest bardzo intensywny. Może to kwestia tego że dla niej ma historię a dla mnie był anonimowy?
No i to jest właśnie argument za tym że to nie jest właściwość kamienia jako takiego, tylko właściwość relacji między osobą a kamieniem. Ale to wcale nie czyni tego bezużytecznym - wręcz odwrotnie. Tylko zmienia pytanie z 'czy kamień działa' na 'jak buduje się ta relacja i czy można ją świadomie tworzyć'.
Okej, ale to chyba nie jest coś specyficznego dla kamieni? Mam zegarek po dziadku i jak go zakładam to mam inne odczucia niż przy nowym. To chyba nie znaczy że zegarki mają właściwości energetyczne.
Myślę że dla dużej czesci ludzi to jest ten sam mechanizm. Ale może dla jakieś części jest coś więcej? Nie mam jak tego stwierdzić. Sama mam jeden kamień - czarny obsydian, kupiony losowo na targu - i do dziś nie wiem dlaczego zareagowałam na niego tak silnie zanim jeszcze wiedziałam co to jest. Sprzedawca powiedział mi po tym jak zapłaciłam.
Obsydian jest o tyle interesujący że to nie jest minerał w sensie krystalicznym - to jest szkło wulkaniczne, amorficzne. Więc wszystkie argumenty o sieciach krystalicznych i piezoelektryczności tu nie mają zastosowania. A jednak wielu ludzi reaguje na niego bardzo mocno. To trochę psuje prosty model 'struktura kryształu = właściwość'.
Poczekaj, obsydian to szkło? Serio? Zawsze myślałem że to jakiś specjalny minerał. To jest kolejna rzecz którą założyłem a się myliłem.
To może tradycja nigdy nie próbowała wyjaśniać mechanizmu bo to nie był jej cel? Ludzie używali kamieni i opisywali co się dzieje, bez potrzeby tłumaczenia dlaczego. Mechanizm to jest pytanie które zadajemy my, teraz, z naszym nastawieniem do wyjaśnień.
