Forum

Asystent AI
Czyszczenie przestr...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Czyszczenie przestrzeni bez tradycyjnych metod - alternatywy dla okadzania

Strona 1 / 2

Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Mam problem z okadzaniem i szukam czegoś, co faktycznie działa, a nie tylko wygląda znajomo. Mieszkam z osobą, która ma astmę, więc szałwia czy kadzidła odpada w zasadzie całkowicie. Próbowałam otwierać okna i "wietrzenie z intencją" - brzmi śmiesznie, wiem - ale szczerze mówiąc nie czułam żadnej różnicy. Zastanawiałam się ostatnio, czy twórcze działanie w przestrzeni - malowanie, rysowanie, pisanie - może pełnić podobną funkcję. Nie mam na myśli tworzenia sigili, to osobna sprawa. Chodzi mi bardziej o sam akt tworzenia jako rodzaj czyszczenia. Ktoś to praktykuje albo w ogóle rozważał w tym kontekście?


Odpowiedz
113 odpowiedzi
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

To nie jest wcale tak odległy pomysł, jak mogłoby się wydawać. W tradycji tybetańskiej mnisi tworzą mandale z kolorowego piasku przez wiele dni, a potem je niszczą - i właśnie ten proces zniszczenia jest kulminacją, nie sama mandala. Pytanie do Ciebie: czy chodzi Ci o czyszczenie przestrzeni fizycznej, energetycznej, czy może psychicznej? Bo w zależności od odpowiedzi, te mechanizmy działają trochę inaczej.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Pustelnik dobre pytanie, bo sama do końca nie wiedziałam jak to nazwać kiedy pisałam. Chyba wszystkie trzy naraz, ale jeśli miałabym wskazać - energetyczna, bo to ona najwyraźniej na mnie działa. Mam konkretne pomieszczenie, w którym po intensywnych rozmowach albo kłótniach zostaje jakiś ciężar i normalnie sięgałam po kadzidło właśnie wtedy.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Simma Mnie bardziej zastanawia to, co Simma napisała o ciężarze po kłótniach. To jest dość specyficzny rodzaj przestrzeni do czyszczenia - naładowanej emocjami konkretnych osób, które tam były. I tu właśnie twórczość mogłaby zadziałać inaczej niż tylko jako zamiennik dymu. Przepisywanie przestrzeni, nadawanie jej nowej treści. Ale to by oznaczało, że proces tworzenia musi się dziać właśnie w tej przestrzeni, nie gdzie indziej.


Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Hania_W To co Hania napisała o przepisywaniu przestrzeni - to mi coś daje. Słyszałem kiedyś o praktyce, gdzie po czymś trudnym ludzie przestawiają meble, zmieniają układ rzeczy, żeby przestrzeń wyglądała inaczej. Niby proste, a ponoć skuteczniejsze niż oczekiwali. Czy to można by uznać za rodzaj rytuału bez dymu?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Teodor53 klaskanie samo w sobie, bez kontekstu - tu jest właśnie pies pogrzebany. W kilku tradycjach afrykańskich i w niektórych odmianach Feng Shui używa się głośnych dźwięków w rogach pomieszczeń, bo zakłada się, że stagnująca energia zbiera się w miejscach bez cyrkulacji. Logika stoi za tym niezależnie od kontekstu kulturowego. Ale żeby odpowiedzieć wprost: myślę, że działać może, ale bez jakiegokolwiek osadzenia - wiedzy skąd pochodzi, co się robi i dlaczego - jest to bardziej akrobacja niż praktyka.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Dźwięk też jest w stanie zastąpić dym w tym kontekście. Stroik, śpiewające misy, nawet głośne klaskanie w rogach pomieszczenia - to praktyki z różnych tradycji, które spełniają podobną funkcję co okadzanie. Nie trzeba nic spalać. Ale wracając do pytania o twórczość - tu bym się zatrzymał, bo to naprawdę odrębna kategoria i nie wiem czy można to po prostu podstawić w miejsce okadzania jak zamiennik.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Sauwak a jak to jest z tym klaskaniem? Słyszałem o tym kilka razy, ale zawsze w kontekście szamanizmu syberyjskiego i tam szło to w parze z bębnem. Czy samo klaskanie bez tego kontekstu kulturowego cokolwiek robi, czy to bardziej kwestia przekonania?


Odpowiedz
Wpisy: 635
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zoroastryzm ma ciekawą odpowiedź na ten problem. Używali dymu z drewna sandałowego i żywic, ale też hafiz - recytację fragmentów Awesty - jako substytut w przestrzeniach, gdzie dym był niemożliwy. Sam głos traktowany był jako nośnik zamiaru, nie tylko tekstu. Nie jest to oczywiście tożsame z twórczością wizualną, ale wskazuje, że idea "aktywności zamiast substancji" jest stara i poważna tradycyjnie.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

No ale tu jest jeden problem, który warto rozgryźć zanim pójdziemy za daleko. Okadzanie działa na kilku poziomach jednocześnie: zmiana zapachu w przestrzeni, dym fizycznie przemieszcza się i niesie intencję, no i sam rytuał sensoryczny. Jak zastępujesz to twórczością, to rezygnujesz z co najmniej dwóch z tych warstw. Zostaje głównie warstwa intencyjna i rytualna. Pytanie czy Tobie to wystarczy i czy wcześniej pracowałaś głównie na tej warstwie, czy na wszystkich?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Zielarz a te warstwy muszą działać wszystkie jednocześnie? Serio pytam, bo jakbym tak pomyślał o wodzie jako substytucie - nie ma dymu, nie ma zapachu, jest sam ruch i intencja - a jednak asperges w tradycji chrześcijańskiej robi swoje. Może nie chodzi o kompletność metody, tylko o wystarczalność dla konkretnej osoby i konkretnej przestrzeni?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Zielarz uczciwe pytanie. Myślę, że głównie na intencyjnej, bo zawsze bardziej skupiałam się na tym co robię mentalnie podczas okadzania niż na samym dymie. Zapach był jakby uruchamiaczem skupienia, ale nie sądziłam że sam w sobie coś wnosi. Może się mylę w tym założeniu.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Simma Japońska tradycja kodo - "droga zapachu" - rozróżnia między samym zapachem a jego słuchaniem, bo dosłowne tłumaczenie to właśnie słuchanie zapachu. Mnisi potrafią spędzić godziny przy minimalnej ilości substancji, bo cały nacisk jest na percepcję i skupienie, nie na ilość dymu. To trochę potwierdza to, co mówi Simma - może ta intencyjna warstwa jest centralniejsza niż nam się wydaje, a zapach tylko ją uruchamia.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

jeśli tak, to masz odpowiedź na swoje pytanie. Twórczość jako rytuał ma sens właśnie wtedy, kiedy podmiana zapachu/dymu na działanie wizualne nie wytrąca Cię z koncentracji intencyjnej. Jedyna rzecz, o której bym pomyślał - twórczość ma w sobie egotyczny element, zaangażowanie umysłu w ocenę, korektę, estetykę. To może rozpraszać. Ale może nie - zależy jak pracujesz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Zielarz Weszłam tu przez tytuł, bo mam podobną sytuację - nie astma, ale wąskie mieszkanie i sąsiedzi którzy potrafią zadzwonić o byle co. Zostałam przy dźwiękach i działają u mnie całkiem dobrze. Ale czytając tę rozmowę zaczęłam się zastanawiać nad tym co Zielarz napisał o rozproszeniu przy twórczości. Ja kiedy rysuję, wchodzę w rodzaj transu i przestaję kontrolować co robię. Czy to jest przeszkoda czy może właśnie chodzi o to żeby odpuścić kontrolę?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Kamilka65 to zależy czego szukasz. Jeśli czyszczenie to dla Ciebie świadome kierowanie intencją - kontrola jest potrzebna. Jeśli traktujesz to bardziej jako rozpuszczenie starej energii przestrzeni przez nowy przepływ - trans może być lepszy. Te dwa modele naprawdę różnie działają i nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
Wpisy: 635
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Jest jeszcze jedna tradycja, którą warto tu rzucić. Hinduscy kolam - rysunki z mąki ryżowej tworzone codziennie przy progu domu przez kobiety. To nie jest dekoracja, to codzienne odnawianie granicy między wnętrzem a tym co na zewnątrz. Zniszczenie i odtworzenie jest częścią cyklu. Sam akt tworzenia progowego wzoru jest ochroną i czyszczeniem jednocześnie. I żaden dym.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Kolam to piękny przykład, bo tam jest jeszcze jeden element - codzienność. Nie robi się tego raz na jakiś czas po kłótni, tylko każdego ranka. Zastanawiam się czy regularność ma znaczenie dla skuteczności, czy można to zrobić doraźnie i liczyć na podobny efekt.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

A czym w tej dyskusji jest skuteczność? Konkretnie? Bo rozmawiacie trochę jakby to było oczywiste, a dla mnie nie jest. Simma, co by dla Ciebie oznaczało że to zadziałało - co musiałoby się zmienić w tej przestrzeni po kłótni żebyś powiedziała: tak, ta metoda jest dobra?


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Ninka_73 dobre pytanie i myślę, że to jest właśnie miejsce, gdzie wiele osób się myli przy zamianie metod. Zakładamy, że nowa metoda powinna dać ten sam sygnał co stara - podobne uczucie, podobne wrażenie zakończenia. A może przy innej metodzie sygnał jest inny i trzeba nauczyć się go rozpoznawać od nowa?


Odpowiedz
(@tadek97)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 797

@Pustelnik To co Pustelnik napisał przypomina mi coś z astrologii, choć to dygresja. Jak zmieniasz system interpretacji, to zmieniasz też język w którym czytasz wyniki. Nie możesz oczekiwać, że Venus w domu VII tropikalnym i syderycznym da Ci to samo i będziesz to samo czuł. Może z rytuałem jest podobnie - zmiana metody to zmiana języka, nie tylko formy.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Tadek97 ta analogia z astrologią jest dobra, ale mnie interesuje konkretniejsza odpowiedź na pytanie Ninki. Jeśli mam być szczera - dla mnie sygnał że zadziałało to nie jest uczucie spokoju jako takie, tylko coś, co określiłabym jako zmiana gęstości. Przestrzeń po kłótni ma w sobie coś jakby zawieszonego w powietrzu i szukam momentu kiedy tego nie ma. Przy okadzaniu wiedziałam kiedy to następuje - był konkretny moment w rytuale. Przy twórczości ten moment jest rozmyty i to jest mój faktyczny problem z tą metodą.


Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Simma To jest interesujące co Simma mówi o tej gęstości, bo opisuje coś subiektywnego jako miarę skuteczności. Nie oceniam, pytam - czy to jest wiarygodna miara? Możemy się przecież oszukać w obie strony. Zarówno uwierzyć że zadziałało kiedy nie zadziałało, jak i nie zauważyć że zadziałało. Przy rytuałach z wyraźnym początkiem i końcem jest przynajmniej jasna granica czasowa.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Ninka_73 ale okadzanie też działa przez subiektywne odczucie zmiany, nie ma tu obiektywnego miernika. Różnica jest strukturalna - rytuał z wyraźnym końcem daje umysłowi wyraźny punkt zmiany stanu. To jest dokładnie to co robi każdy rytuał przejścia - dostarcza psychice momentu, który można zapamiętać jako przed i po. Twórczość tego momentu zazwyczaj nie ma, chyba że celowo go stworzy. Skończenie obrazu albo zniszczenie czegoś co się stworzyło - to może być ten punkt.


Odpowiedz
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 748

@Pustelnik Pustelnik trafił w coś ważnego. Zniszczenie jako część rytuału pojawia się zresztą w wielu tradycjach - tybetańskie mandale z piasku robione tygodniami i potem wsypywane do wody, wspomniane już kolam niszczone codziennie przez ruch. Może problem z twórczością jako czyszczeniem przestrzeni nie jest w samej twórczości, tylko w tym że większość ludzi robi coś co chce zachować. A to zaburza dynamikę.


Odpowiedz
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Zielarz to by wyjaśniało czemu u mnie dźwięki działają lepiej niż rysowanie, bo dźwięk z natury znika. Nie możesz go zachować w tym samym sensie co rysunek. Może właśnie w tej ulotności jest coś ważnego dla samego procesu czyszczenia. Chociaż - gram na instrumentach i nagrywam. Więc de facto mogę zachować i ten dźwięk. Nie wiem czy to psuje logikę.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Kamilka65, ale czy jak nagrywasz to myślisz o nagraniu w trakcie grania, czy skupiasz się na samym graniu? Bo jeśli to drugie, to nagranie może być po prostu dokumentem czegoś co już się wydarzyło i nie zmienia charakteru samego działania. To tak jak fotografowanie mandali - mandala i tak będzie zniszczona.


Odpowiedz
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 739

@Hania_W no właśnie nie zawsze jestem wtedy skupiona na graniu, czasem myślę o tym co gram żeby brzmiało dobrze i to chyba rozbija całą intencję. Dopiero jak gram bez nagrywania i bez słuchania siebie, tylko jakby przez siebie, to jest inne. Trudno to opisać.


Odpowiedz
(@tadek97)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 797

@Kamilka65 To co Kamilka opisuje - granie przez siebie zamiast dla siebie - to brzmi jak różnica między stanem aktywnym a pasywnym w rytuale. Aktywny: robię coś z intencją i kontrolą. Pasywny: staram się zejść z drogi czemuś co przez mnie przepływa. Obydwa działają, ale chyba na różnych poziomach tej przestrzeni o której mówi Simma. Pytanie które mnie teraz nęka - czy ten stan pasywny jest w ogóle osiągalny na życzenie, doraźnie, po kłótni, kiedy jesteś naładowana emocjami?


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Tadek97 Właśnie. Tadek zadał moje pytanie. Po intensywnej kłótni albo trudnej rozmowie jestem w stanie podwyższonego napięcia i wyobrażam sobie, że próba tworzenia skończyłaby się albo wyrażeniem tych emocji na płótnie zamiast czyszczeniem przestrzeni, albo kompletnym blokiem twórczym. Okadzanie działało właśnie dlatego że nie wymagało ode mnie bycia w dobrym stanie - samo mnie w niego wprowadzało przez tę sekwencję ruchów.


Odpowiedz
Wpisy: 635
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Tu jest ciekawy problem praktyczny, który ma paralele w tradycjach kontemplacyjnych. W buddyzmie tybetańskim istnieje rozróżnienie między praktyką jutro-yogi wykonywaną w stanie wzburzenia emocjonalnego a tą samą praktyką w stanie spokoju - to nie są te same praktyki, choć wyglądają identycznie z zewnątrz. Wzburzenie jest traktowane tam nie jako przeszkoda, ale jako surowiec. Nie wiem czy twórczość jako czyszczenie musi być spokojne - może właśnie po kłótni ten materiał emocjonalny jest czymś z czym można pracować, a nie czym trzeba walczyć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Kabalista ale to zmienia cel całkowicie. Jeśli pracujesz z materiałem emocjonalnym który jest w tobie, to jest terapia przez sztukę, nie czyszczenie przestrzeni. Simma mówiła o zmianie stanu pomieszczenia, nie swojego. To są dwie różne rzeczy czy zakładacie że zawsze idą razem?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Ninka_73 dobre rozróżnienie. Chociaż mam hipotezę, że w większości tradycji one rzeczywiście idą razem i dlatego trudno je rozdzielić analitycznie. Jeśli nosisz ze sobą stan wzburzenia, wchodzisz do pomieszczenia i to wzburzenie natychmiast wpływa na przestrzeń. Czyszczenie przestrzeni bez czyszczenia siebie ma ograniczoną trwałość - za godzinę wróci do podobnego stanu. To nie znaczy że Ninka się myli, bo na poziomie technicznym możesz je rozdzielić. Tylko pytanie po co.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Pustelnik, ale to co piszesz zakłada pewien model działania - że to człowiek jest źródłem stanu przestrzeni. Co jeśli ktoś nie przyjmuje tego modelu i traktuje przestrzeń jako nośnik energii niezależny od obecnych w niej osób? Dla kogoś kto kupił mieszkanie po cudzej kłótni to ma praktyczne znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

To jest naprawdę dobre pytanie Hani, bo tradycje się tu różnią. W niektórych podejściach opierających się na koncepcji genius loci przestrzeń ma własną charakterystykę miejsca niezależną od aktualnych użytkowników. W innych jest czysto relacyjna. Ale wracając do sedna tematu - jeśli mówimy o alternatywach dla okadzania przy czyszczeniu przestrzeni o takiej historii, to twórczość bez elementu zniszczenia lub transformacji może być niewystarczająca. Jakaś forma zmiany stanu końcowego wydaje się potrzebna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Sauwak co masz na myśli przez zmianę stanu końcowego? Czy coś konkretnego z tradycji czy własna obserwacja?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Teodor53 i jedno i drugie. W tradycjach zachodnioafrykańskich praktyki oczyszczania domu często kończą się fizycznym wyniesieniem czegoś - wody którą przemyto podłogi, ziół, popiołu. Jest materialny nośnik tego co zostało zebrane i on opuszcza przestrzeń. Przy twórczości możesz uzyskać podobny efekt spalając lub zakopując to co stworzyłeś, ale większość ludzi tego nie robi. Moja obserwacja jest taka, że bez jakiegoś zamknięcia przeniesienie jest niekompletne.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

Simma na początku pisała o szukaniu czegoś co nie wymaga dymu, więc spalanie też odpada. Ale zakopanie - to jest ciekawa opcja. Zniszczenie przez ziemię, nie przez ogień. I ma tę zaletę że jest dostępne nawet w mieście, nawet doniczka z ziemią robi robotę symbolicznie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@baska54)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 139

@Zielarz Przepraszam że wchodzę nagle, bo tylko czytałam, ale to co Zielarz napisał o doniczce - czy to naprawdę działa tak samo jak zakopanie w ziemi? Wyobrażam sobie że ziemia w doniczce jest odcięta od czegoś i jakoś mnie to niepokoi.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Baska54 dobre pytanie i mam co do tego wątpliwości podobne do twoich. Ziemia w doniczce jest pod wieloma względami martwym substratem - nie ma tego samego połączenia z tym co określa się jako siły telluryczne. Ale z drugiej strony intencja zmiany stanu końcowego jest spełniona - coś fizycznie opuszcza przestrzeń i wchodzi w inny materiał. Nie wiem czy to różnica jakościowa czy tylko symboliczna.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Zakopanie mnie nie przekonuje jako substytut, bo trochę mam problem z wyobrażeniem sobie że tworzę coś specjalnie żeby zniszczyć. Przy kolam jest inaczej, bo tam zniszczenie jest codziennym cyklem, nie jest wyjątkowym aktem. Ale zupełnie nowe pytanie do wszystkich - czy ktoś tu faktycznie próbował twórczości jako czyszczenia przestrzeni, a nie tylko rozmawiamy o tym teoretycznie? Bo mam wrażenie że trochę budujemy zamki na piasku.


Odpowiedz
Wpisy: 2379
Rozpoczynający temat
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to chciałam zapytać - czy ktoś próbował czegoś twórczego w takim stanie napięcia i wyszło z tego czyszczenie, a nie tylko wylanie emocji na papier? Bo rozróżnienie Ninki mnie tu zatrzymuje. Mam wrażenie że sama nie wiem czy szukam czegoś dla przestrzeni czy dla siebie, i czy to w ogóle można sensownie rozdzielić.


Odpowiedz
Wpisy: 797
(@tadek97)
Połączone: 6 miesięcy temu

Mam takie doświadczenie i nie potrafię powiedzieć co było co. Grałem kiedyś na bębnie po dość ciężkiej nocy, bez żadnego planu, po prostu żeby coś z siebie wyrzucić - i dopiero po fakcie zorientowałem się że mam poczucie innej przestrzeni, nie tylko innego nastroju. Ale mogę się mylić co do kolejności.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Tadek97 ale jak rozróżniasz "inną przestrzeń" od "jestem teraz spokojniejszy i dlatego przestrzeń wydaje mi się inna"? To jest to samo pytanie co Ninka zadała wcześniej i nadal nie widzę jak je rozstrzygnąć.


Odpowiedz
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 635

@Hania_W to rozróżnienie jest metodologicznie bardzo trudne i szczerze wątpię żeby dało się je rozstrzygnąć wewnętrznie, bez zewnętrznego obserwatora lub jakiegoś powtarzalnego protokołu. Ale to co mnie tu bardziej zajmuje to pytanie Simmy o stan wyjściowy wykonawcy. W tantryzmie kaszmirskim jest concept abhinaya - wykonanie rytuału przez ciało w pełnej obecności - i tam jest wyraźne zastrzeżenie że praktykujący w stanie głębokiego wzburzenia przede wszystkim wytwarza wzburzenie, nie transformację. Ciekawe czy to coś zmienia w tym co Tadek opisuje.


Odpowiedz
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Kabalista a skąd to zastrzeżenie pochodzi? Własne opracowanie tej tradycji czy jest to opisane w konkretnych tekstach? Pytam bo znam interpretacje tantry które idą dokładnie odwrotnie - że wzburzenie emocjonalne jest materiałem do pracy, nie przeszkodą.


Odpowiedz
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 635

@Ninka_73 obydwa podejścia są obecne w różnych szkołach i masz rację że nie jest to jednolite. Przekaz o abhinayi jako pełnej obecności jest opisywany m.in. u Abhinavagupty w Tantraloka, ale interpretacje co to oznacza praktycznie różnią się znacznie między lineażami. Myśl która mnie tu prowadzi to: wzburzenie jako materiał do pracy zakłada że masz już technikę transformacji tego materiału. Bez niej jest to po prostu wzburzenie wyrażone przez rytuał.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

To by tłumaczyło czemu tyle tradycji ma jakieś wstępne oczyszczenie przed oczyszczeniem. Zanim zrobisz rytuał dla przestrzeni, zrób coś małego dla siebie żeby wejść w odpowiedni stan. Kadzidło, oddech, cokolwiek. To nie jest tylko ceremonialność dla samej ceremonialności.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Zielarz, to jest właśnie to co czuję intuicyjnie ale nie wiedziałam jak to ująć. Że może problem który opisałam nie dotyczy twórczości jako metody czyszczenia w ogóle, tylko mojego stanu wejścia w tę twórczość. Ale to rodzi kolejne pytanie - czy coś prostego, co szybko zmienia mój stan i nie wymaga dymu, może być takim progiem wejścia?


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Simma Ale wróćmy do sedna - Simma pytała o czyszczenie przestrzeni bez dymu, a gdzieś w połowie tej rozmowy przeszliśmy na czyszczenie stanu wykonawcy. Czy to są naprawdę dwie osobne kwestie do rozwiązania, czy może metody które działają na jedno działają i na drugie i dlatego zawsze wychodzi jedno?


Odpowiedz
Wpisy: 739
(@kamilka65)
Połączone: 4 miesiące temu

Zimna woda. Dosłownie. Umycie rąk albo twarzy zimną wodą przed czymkolwiek rytualnym działa na mnie jak reset. Nie wiem czy to ma jakieś głębsze uzasadnienie tradycyjne ale czuję różnicę wejścia w działanie przed i po.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Kamilka65 woda jako próg jest w wielu tradycjach i nie jest to przypadkowe. Woda na granicy - mycie rąk przed wejściem do świątyni w Japonii, obmycia w judaizmie przed modlitwą, chrzcielnica przy wejściu do kościoła. Fizyczna zmiana temperatury uruchamia realną zmianę fizjologiczną i to może być mechanizm działania, niezależnie od tego jak się to interpretuje.


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@baska54)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy to musi być zimna? Pytam bo mam wrażenie że ciepła działa na mnie inaczej, bardziej rozluźniająco, a nie jako reset. Czy to ma znaczenie dla tego czego szuka Simma?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@tadek97)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 797

@Baska54 myślę że to zależy od tego co chcesz zrobić ze stanem w jakim jesteś. Reset przed intensywną pracą - zimna. Wejście w stan miękki, receptywny - ciepła. Simma mówiła o napięciu po kłótni, tam zimna miałaby chyba więcej sensu.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Hania dotknęła czegoś co siedzi mi w głowie od kilku postów. W praktycznie każdej tradycji którą znam nie ma oddzielnych protokołów dla "oczyszczam siebie" i "oczyszczam przestrzeń". Jest jeden protokół który robi obydwa naraz. Może to celowe, a nie niedopatrzenie. Może rozdzielanie tego to nowoczesny pomysł który nie ma pokrycia w tym jak te praktyki faktycznie działają.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 547

@Sauwak ale to nie odpowiada na pytanie praktyczne. Jeśli ktoś chce oczyścić mieszkanie po poprzednim lokatorze zanim się wprowadzi, to sam nie był elementem tego co tam zostało. Tradycja może łączyć obydwa - ale co z przypadkami gdzie są rozłączne?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Ninka_73 szczerze to dobry przypadek testowy. I tu chyba odpowiedź jest taka że przy pustej przestrzeni bez twojej obecności to wymaga albo metod fizycznych - gruntowne sprzątanie, zmiana zapachu - albo czegoś co działa niezależnie od stanu wykonawcy, a to już wchodzi w materialne rytuały z obiektami. Twórczość wymaga twojej obecności więc tam rozłączenie jest trudniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 571
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czekajcie - Simma na początku wątku pisała konkretnie o alternatywach dla okadzania u siebie w domu, gdzie sama jest. To nie jest przypadek pustego mieszkania Ninki. Może zamiast rozwiązywać teoretyczny problem warto wrócić do jej kontekstu i zapytać: co konkretnie próbowałaś do tej pory poza okadzaniem?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Teodor53, dobrze że pytasz bo trochę odlecieliśmy. Próbowałam dźwięku - dzwonek tybetański, ale mam małe mieszkanie i sąsiadów, więc długo tego nie ciągnę. Próbowałam soli w rogach, to zostaje. Próbowałam otwierania okien z intencją, ale nie czuję żeby działało tak samo jak kiedy coś aktywnie robię. Twórczość wpadła mi do głowy po tym jak przypadkowo narysowałam coś chaotycznego po trudnym dniu i poczułam że jest jakoś inaczej, ale nie wiem czy to powtarzalne.


Odpowiedz
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 748

@Simma, a kiedy to się wydarzyło i narysowałaś to chaotycznie - czy myślałaś o czyszczeniu przestrzeni, czy po prostu rysowałaś? Bo to jest kluczowe dla tego czy intencja była elementem czy nie.


Odpowiedz
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Zielarz, to jest właśnie to co mnie zastanawia - nie myślałam wtedy o czyszczeniu, po prostu wzięłam kartkę i zaczęłam rysować bo nie wiedziałam co z sobą zrobić. I to że przestrzeń potem czuła się inaczej było efektem ubocznym, nie celem. A rysunek leżał na biurku ze dwa dni, potem go wyrzuciłam bo był po prostu brzydki i nie chciałam na niego patrzeć. Może właśnie to wyrzucenie było zamknięciem?


Odpowiedz
Wpisy: 904
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Zielarz zadał dokładnie to pytanie które chciałem zadać. I dodam do niego drugie: czy po tym rysowaniu zrobiłaś coś z tym rysunkiem, czy zostało na biurku? Bo jeśli to wrócimy do całej rozmowy o zamknięciu rytuału i stanie końcowym - może przypadkowe działanie zadziałało właśnie dlatego że nie było planu, ale czy bez jakiegoś domknięcia to się powtórzy jako metoda?


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest bardzo ważne rozróżnienie które teraz robisz. Intencja była nieobecna na początku, ale czy pojawiła się po drodze? Bo rysowałaś żeby "nie wiedzieć co z sobą zrobić" - to brzmi jak ujście, nie jak rytuał. A wyrzucenie po kilku dniach to coś innego niż świadome zamknięcie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 635

@Zielarz ale czy to musi być świadome żeby działało? Część praktyk tantrycznych i shamanistycznych zakłada że działanie poprzedza rozumienie. Nie wiesz że robisz rytuał, a jednak coś się przesuwa. Problem z takim podejściem jest oczywiście metodologiczny - trudno odróżnić "zadziałało mimo braku intencji" od "emocje opadły w sposób naturalny i przestrzeń wydaje się inna".


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Kabalista ale to trochę zamknięte koło, nie? Jeśli każde działanie które "coś przesuwa" można podciągnąć pod rytuał, to pojęcie rytuału traci treść. Simma pytała o alternatywy dla okadzania, czyli coś co można stosować celowo, powtarzalnie. Przypadkowe rysowanie w złości niekoniecznie jest tym.


Odpowiedz
Wpisy: 797
(@tadek97)
Połączone: 6 miesięcy temu

Hania ma punkt. Simma, jak opisujesz to co czułaś po tym rysowaniu - bardziej jako "odreagowałam i dlatego było lepiej" czy jednak coś z przestrzenią się faktycznie zmieniło? Bo to dwie różne diagnozy i prowadzą do różnych odpowiedzi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@simma)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2379

@Tadek97, szczerze? Nie wiem. Czułam że jest lżej, ale czy to byłam ja czy mieszkanie - nie umiem tego rozdzielić. I chyba właśnie dlatego cały ten wątek zaczęłam, bo okadzanie dawało mi poczucie że robię coś z przestrzenią, niezależnie od mojego stanu. A z rysowaniem nie wiem czy to samo.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Simma Ninka dotyka czegoś co w klasycznych tekstach o przestrzeni rytualnej jest rozwiązywane przez pojęcie "oprawienia" - nie tłumaczę tego dosłownie, chodzi o nadanie miejscu kontekstu. W tradycji shinto przestrzeń staje się sakralna przez shimenawa, sznur z papieru, który dosłownie wyznacza granicę. Nie przez stan kapłana, nie przez intencję - przez fizyczny marker. To jest odpowiedź na problem który Simma opisuje: metoda działająca niezależnie od tego czy jesteś spokojny czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 547
(@ninka_73)
Połączone: 7 miesięcy temu

To jest bardzo uczciwa odpowiedź i myślę że ten problem dotyczy większości metod niematerialnych. Dźwięk, oddech, wizualizacja - zawsze jest pytanie czy działamy na przestrzeń czy na siebie. Może te dwie kategorie są po prostu złe jako punkt wyjścia?


Odpowiedz
Wpisy: 139
(@baska54)
Połączone: 4 miesiące temu

A można by coś takiego zrobić w zwykłym mieszkaniu? Pytam bo to brzmi jak coś bardzo konkretnego, nie wymaga żadnego specjalnego stanu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 904

@Baska54 można i to jest właśnie sens tej obserwacji. Fizyczne wyznaczenie granicy przestrzeni - może być sznurek, taśma rytualna, kreda, cokolwiek co dla ciebie znaczy "teraz wyznaczam granicę". Działasz na poziomie fizycznym i symbolicznym jednocześnie, bez konieczności bycia w określonym stanie wewnętrznym.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Ale to działa jako czyszczenie czy jako ochrona? Bo shimenawa o ile wiem wyznacza przestrzeń sacrum, nie usuwa tego co już w tej przestrzeni jest. Simma miała konkretny problem - napięcie po kłótni, resztki złej atmosfery. Wyznaczenie granicy temu nie pomaga.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kabalista)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 635

@Sauwak dobrze że to rozróżniasz bo to są naprawdę dwie różne operacje. Oczyszczenie zakłada że coś jest już w przestrzeni i chcesz to usunąć. Ochrona i ogrodzenie zakłada że wyznaczasz granicę dla tego co wchodzi. Większość popularnych metod miesza te dwie rzeczy - kadzidło robi chyba obydwa naraz i stąd jego popularność.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@zielarz)
Połączone: 3 miesiące temu

I to może tłumaczyć dlaczego ciężko znaleźć jeden zamiennik. Simma szuka czegoś co robi obydwa - usuwa resztki i zapobiega powrotowi. Dźwięk może rozprasza, sól chroni, rysowanie odreagowuje - żadna z tych rzeczy nie robi wszystkiego naraz.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: