Czekajcie, labradoryt na lęk przed burzą u psa? To jest coś czego w ogóle nie brałem pod uwagę. Czy to jest jakaś popularna praktyka czy wasza znajoma sama to wymyśliła?
A dlaczego musi byc system? Jeśli działa to działa. Moja sąsiadka nie słyszała nigdy o ajurwedzie i ma spokojnego kota i szczęśliwe życie. To jest argument przeciw systemom czy nie?
Właśnie to mnie w tym wątku ze zwierzętami najbardziej zastanawia. Człowiek może powiedzieć 'poczułam spokój', pies nie. Jedyne co masz to obserwacja zachowania z zewnątrz. I tu wchodzi ogromne ryzyko że widzisz to co chcesz zobaczyć, bo lubisz myśleć że twoja praktyka pomogła.
ale to nie znaczy że się mylimy, tylko że nie możemy być pewne. To jest różnica. Mój kot kładzie się przy mnie podczas medytacji od jakichś trzech miesięcy regularnie i to nie był jego nawyk wcześniej. Mogę się mylić co do przyczyny, ale zmiana w jego zachowaniu jest realna.
A mogło się zmienić coś innego przez te trzy miesiące? Pora roku, twój harmonogram dnia, jego wiek? Serio pytam, nie podważam, ale koty potrafią zmieniać zachowanie z zupełnie przyziemnych powodów.
Wrócę na chwilę do pytania Sliwki o trwałą zmianę, bo chyba nie padła na nie konkretna odpowiedź. Ja miałem przez kilka miesięcy sytuację gdzie mój pies wchodził do pokoju gdzie robiłem rytuały i siadał przy ołtarzu. Wcześniej w tym pokoju prawie nie bywał. Trwało to dopóki miałem tam regularną praktykę. Kiedy przestałem na jakiś czas - wrócił do starego zachowania. Nie wiem co z tym zrobić, bo to jest dokładnie ten rodzaj obserwacji który jest niemożliwy do zweryfikowania.
To co mówi Sliwka ma sens ale też prowadzi do pytania na ile w ogóle da się oddzielić człowieka od przestrzeni w tym kontekście. Jak rytualizujesz w danym miejscu przez kilka miesięcy to twój stosunek do tego miejsca jest inny, nawet kiedy tam nie rytualizujesz. Może pies to czuł po tobie zawsze jak byłeś w tym pokoju, nie tylko w czasie samych rytuałów.
Hm. To by wyjasnialo dużo. Zwierzęta są podobno bardzo czułe na mikrogesty i na to jak oddychamy. Jeśli w danym pokoju byłes zawsze bardziej skupiony i spokojny to pies mógł po prostu lubić tę twoją wersję.
I tu wracamy do tego samego miejsca gdzie byliśmy pół godziny temu w rozmowie o ludziach. Kamień czy rytuał jako punkt wyjścia do zmiany w człowieku, a zmiana w człowieku jako przyczyna zmiany w zwierzęciu. Łańcuch jest logiczny ale kamień nadal jest na początku i pytanie z tytułu wątku nadal stoi - czy bez kamienia ta zmiana by zaszła.
I na to chyba nikt nie odpowie, bo nie możemy cofnąć czasu i sprawdzić. To jest jeden z powodów dla których takie doświadczenia są tak trudne do oceny. Nie ma grupy kontrolnej. Nie ma 'ciebie bez kamienia' w tym samym czasie i miejscu do porównania.
To trochę tak jak z całą ezoteryką nie? Że doświadczenie jest prawdziwe dla osoby która go ma, ale nie ma jak zbudować porównania które by cokolwiek udowodniło albo obaliło. Chyba że ktoś wie o jakimś podejściu do tego którego tu nie omawiamy?
