I to jest chyba uczciwe podsumowanie tej części rozmowy - że tradycja opisuje zjawiska, nauka pyta o mechanizmy, a my gdzieś pomiędzy próbujemy to poukładać. Chociaż mam wrażenie że tej rozmowie jeszcze daleko do końca bo nawet nie dotknęłyśmy kwestii tego jak czyścić i programować kamienie - a tam dopiero zaczynają się podziały.
Ta kwestia z kamieńmi a zwierzętami to mnie naprawdę zastanawia. Mam kota i zauważyłem że kiedy zostawiam na parapecie kilka kamieni do 'ładowania' w słońcu, to on się kręci wokół nich znacznie częściej niż wokół innych przedmiotów. Nie wiem czy to cokolwiek znaczy bo koty generalnie interesują się wszystkim co leży na parapecie, ale jakoś mnie to uderzyło.
No właśnie, i wracając do pytania które rzuciłam w poprzednim poście - dynamika między człowiekiem a zwierzęciem przy kamieńach to jest całkowicie niezbadany obszar. Przynajmniej ja nie znalazłam nic sensownego na ten temat. Są anegdoty, są posty na forach, ale żadnego systematycznego obserwowania.
Dobra, ale ja mam inny przypadek do rozważenia. Moja sąsiadka ma psa który podobno reaguje bardzo negatywnie na jej kolekcję turmalinów. Warczy, nie chce wchodzić do pokoju gdzie one stoją. Ona jest przekonana że pies wyczuwa jakąś ciężką energię. Ale pies ma już z dziesięć lat i w tym pokoju stoją też nowe meble które ona wstawiła mniej więcej w tym samym czasie co kupiła te kamienie. Jak to weryfikować?
A czy ktoś próbował celowo włączać zwierzę do praktyki z kamieniami? Nie mówię żeby robić z niego uczestnika rytuału, ale po prostu pozwolić żeby siedziało przy ładowaniu, przy medytacji z kamieniem? Mnie ciekawi czy zwierzę zachowuje się inaczej kiedy właściciel jest w takim skupieniu.
To mnie z kolei prowadzi do pytania co w ogóle rozumiemy przez 'bezpieczne praktyki dla zwierząt' w kontekście kamieni. Są autorzy którzy piszą żeby nie zostawiać pewnych kamieni przy zwierzętach - malachit jest tu często wymieniany bo jest toksyczny jeśli zwierzę by go lizało. Ale to jest toksyczność chemiczna, nie energetyczna. Mieszamy dwie warstwy.
Serio? Kamienie mogą być trujące? To jest coś czego absolutnie nie brałem pod uwagę. Myślałem że kamień to kamień. Które konkretnie są problematyczne?
No dobra, ale wracając do tego co Hortensja pytała - czy zwierzęta odbierają cokolwiek z rytuałów. Bo chyba tu chodzi o coś więcej niż tylko chemię kamienia. Czy ktoś ma poczucie że zwierze faktycznie 'uczestniczy' w czymś kiedy przy nim pracujesz z kamieńmi?
Mój kot to ma taką cechę że kiedy robię cokolwiek z intencją - czy to z kamieniami, czy z kartami, czy nawet po prostu siedzę w ciszy i coś w głowie układam - to on wchodzi i kładzie się bardzo blisko. Jakby wchodził w tę przestrzeń. Ale mój znajomy który nie ma żadnych praktyk ezoterycznych też mówi że jego kot tak robi. Więc może to po prostu koty.
I to jest ten problem z anegdotami który Celestyna wcześniej podnosiła. Każde zwierzę ma swoje wzorce zachowania i my dopasowujemy interpretację do tych wzorców. Kot który zawsze wchodzi do skupionego właściciela jest 'wrażliwy energetycznie', a kot który nigdy nie wchodzi 'respektuje przestrzeń rytuału'. Obydwie interpretacje działają.
to prawda, ale mam wrażenie że to nie przekreśla samego zjawiska tylko pokazuje że nie umiemy go opisać. Tzn. nawet jeśli oba zachowania tłumaczymy na naszą korzyść, to skądś się wzięło to poczucie że zwierzęta coś odbierają. Dlaczego w tylu tradycjach zwierzęta są włączane w praktyki? Starożytny Egipt, szamanizm różnych kultur, cunning folk w Anglii.
Szczerze to nie mam pojęcia czy mój pies cokolwiek odbiera z kamieni, ale wiem że kiedy jestem spokojniejszy to i on jest spokojniejszy. Czy to nie jest wystarczające żeby powiedzieć że to 'działa' dla nas obydwu, nawet jeśli kamień jest tylko pretekstem do uspokojenia?
Mnie natomiast interesuje czy ktoś zauważył konkretną zmianę w relacji ze zwierzęciem po dłuższej pracy z kamieńmi. Nie jednorazowe zachowanie kota na parapecie, ale coś trwałego. Bo jeśli ta dynamika się zmienia to może warto to obserwować dłużej zanim wyciągniemy wnioski.
Dobra, bo ja się trochę zgubiłem w tym wątku. Zaczęliśmy od tego czy kamienie działają czy nie, a skończyliśmy na tym które są trujące dla psów. To jak w końcu jest z tym placebo? Bo mam wrażenie że nikt tu nie odpowiedział wprost na pytanie z tytułu.
Ale to jest też uproszczenie w drugą stronę. Mówienie że kamień to tylko pretekst do skupienia spłaszcza całą tradycję do psychologii behawioralnej. W wielu systemach kamienie mają przypisane właściwości które nie wynikają z ludzkiej intencji, tylko z czegoś zewnętrznego. Czy to prawda czy nie - to osobna kwestia, ale nie można powiedzieć że każdy kto pracuje z kamieniami po prostu sobie wizualizuje.
Ja się zetknęłam z tym podejściem i różnica jest kolosalna. W podejściu ajurwedyjskim najpierw jest ocena człowieka - jego konstytucja, aktualny stan, planeta dominująca - a dopiero potem ewentualnie dobór kamienia. I to nie jest lista 'ten kamień na to'. Zupełnie inne podejście niż kupowanie czegoś bo ładnie wygląda.
I to jest chyba clou całej rozmowy którą prowadzimy od początku. Większość z nas ma kamienie kupione bo je polubiła, bo ktoś polecił, bo w sklepie było napisane 'spokój i równowaga'. A to jest zupełnie inny kontekst niż system który ma wewnętrzną logikę i diagnostykę. Trudno porównywać efekty.
No ale też nie każdy musi wchodzić w ajurwede żeby mieć sens z kamienia. Mnie to brzmi jak argument że tylko zaawansowane systemy się liczą, a jak ktoś trzyma kamień bo mu dobrze robi przy stresie to jest naiwny. Nie zgadzam sie z tym.
A właśnie, efekt placebo jest w medycynie bardzo realny i mierzalny, więc używanie słowa placebo jako argumentu że coś 'nie działa' jest logicznie nieścisłe. Problem pojawia się kiedy ktoś rezygnuje z leczenia na rzecz kamieni. Ale jeśli kamień pomaga zasnąć i jednocześnie człowiek chodzi do lekarza - to gdzie tu jest problem?
To jakie jest w takim razie wasze zdanie - da się w ogóle oddzielić te dwa poziomy? Czyli powiedzieć 'to był placebo, a to było coś więcej'? Bo mam wrażenie że nie ma żadnego sposobu żeby to rozróżnić z zewnątrz, nawet dla samej osoby zainteresowanej.
Czyli efekt placebo potwierdzony, ale to nie zamyka tematu energetyki kamienia bo placebo działa przez przekonanie, a przekonanie może być wzmacniane przez realną właściwość. To jest błędne koło. Trochę jakbyś udowodnił że aspiryna działa przez placebo bo ludzie którzy wierzyli że wzięli aspirynę czuli się lepiej.
Właśnie. I dochodzi tu jeszcze kwestia skupienia i intencji którą chyba wszyscy tu traktujemy jako zmienną. Jeśli pracujesz z kamieniem świadomie, z uwagą - to jest zupełnie inny stan niż trzymanie kamienia w kieszeni i zapomnienie o nim. Może efekt nie zależy od kamienia tylko od stanu skupienia który osiągasz przy kontakcie z nim?
I tu wracamy do pytania o zwierzęta które Hortensja rzucała wcześniej. Jeśli efekt jest po stronie ludzkiego skupienia, to zwierzę reaguje na człowieka, nie na kamień. Ale to i tak jest efekt realny w tej dynamice o której Sliwka pytała - czy coś się zmienia w relacji. Zmienia się, tylko źródło jest gdzie indziej.
Czyli ostatecznie ten wątek ze zwierzętami prowadzi nas z powrotem do pytania z tytułu, tyle że od innej strony. Czy kamień działa na zwierzę - prawdopodobnie nie bezpośrednio, ale zmienia człowieka który jest z tym zwierzęciem. I może na tym polega cały sens tej praktyki.
Mnie to przekonuje bardziej niż mówienie że kamień emituje energie. Choc nie wykluczam że jest tez coś w tym emitowaniu energii, po prostu tego nie czuje na tyle wyraźnie żeby to twierdzić. Ale zmianę w sobie zauważam.
Dobra, ale nikt jeszcze nie odpowiedział na moje pytanie sprzed kilku postów - czy ktoś widział trwałą zmianę w relacji ze zwierzęciem po dłuższej pracy z kamieniami? Nie wrażenie z jednej sesji. Coś co utrzymuje się przez tygodnie albo miesiące?
No o to mi chodzi. Bo jednorazowe 'ładnie się przy mnie położył' to za mało. Mam znajomą która twierdzi że jej pies po kilku tygodniach przestał bać się burzy odkąd zaczęła kłaść przy jego posłaniu labradoryt. Ale ona też się uspokoiła przy burzach, bo wcześniej sama była nerwowa. Więc co na co wpłynęło - nie wiadomo.
