To co Krysztal mówi pasuje do czegoś, co obserwuję przy snach. Są osoby, które potrafią same zbudować własny system interpretacji bo po prostu notują, porównują, szukają wzorców. I to działa, bo jest szczere. Nie mają tradycji ani mistrza, ale mają ciągłość obserwacji samego siebie. Może właśnie o to chodzi - nie o źródło wiedzy, tylko o ciągłość kontaktu z własnym doświadczeniem?
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i trochę się gubię. Tytuł mówi o aphantazji i wizualizacji, a teraz rozmawiamy o tym skąd w ogóle wiedzieć że coś działa i jak się uczyć bez nauczyciela. To są pokrewne tematy czy zupełnie osobne?
Dla mnie to jest jedno. Aphantazja zmusiła mnie do szukania innego wejścia w te praktyki - i przez to stanęłam przed wszystkimi tymi pytaniami. Co jest rdzeniem, co jest formą, jak oceniać efekt bez standardowych markerów, jak być wierną tradycji i sobie jednocześnie. Gdybym miała wizualizację, pewnie bym tego nie drążyła.
I tu wracamy do czegoś ważnego w tytule. Wizualizacja w praktykach magicznych jest często traktowana jako warunek konieczny - a Wierzbina pokazuje, że może być po prostu jedną z wielu dróg dostępu. Mam pytanie do Krysztala - w tradycjach z którymi ty pracujesz, na ile wizualizacja jest strukturalnie ważna, a na ile po prostu się ją zakłada jako oczywistą?
Czy ktoś wie jak to jest z zachodnimi tradycjami ceremonialnym - tam gdzie jest LBRP i takie rzeczy? Bo czytałam że tam wizualizacja archaniołów jest właśnie wymogiem i zastanawiałam się jak to w ogóle robić jeśli się jej nie ma.
Nigdy nie robiłam LBRP, ale przy kartach mam podobny dylemat - w dużo podręcznikach jest 'wyobraź sobie że wchodzisz w kartę'. Dla mnie to zawsze było puste. Ale jak zamiast tego skupiam się na odczuciu w klatce piersiowej patrząc na kartę, to coś jest. Nie wiem jak to się ma do klasycznej techniki, ale efekt jest.
To co Kazia opisuje - zamiana obrazu na odczucie w ciele - to może być właśnie ta alternatywna droga dla osób bez wyobraźni wzrokowej? Zastanawiam się czy ktoś to gdzieś systematycznie opisał, czy wszyscy odkrywają to sami.
To co Kazia opisuje - zamiana obrazu na odczucie w ciele - ma swoją nazwę w niektórych tradycjach. W pewnych nurtach hermetycznych mówi się o 'sensorium magiczne', czyli zestawie bodźców wewnętrznych, które zastępują lub uzupełniają obraz. Ale nie chodzi o samą zamianę kanału - raczej o to, że te odczucia muszą być równie precyzyjne jak obraz byłby dla kogoś z wyobraźnią wzrokową. Pytanie do Kazi - to odczucie w klatce piersiowej przy karcie jest zawsze takie samo, czy różne dla różnych kart?
To co Kazia opisuje jest bliskie czemuś, co spotykam przy snach - sny bez obrazów. Są ludzie, którzy śnią słuchowo albo proprioceptywnie, i przez długi czas myśleli że nie śnią wcale bo nie mieli 'filmów'. Mechanizm wyglada podobnie - nacisk na jeden format sprawia że ignoruje się to, co faktycznie przychodzi. Może w praktykach magicznych jest tak samo.
To jest ciekawe porównanie ale mam wątpliwość. Przy snach - mózg produkuje cokolwiek produkuje, niezależnie od tego jak to opisujesz. Natomiast w praktyce magicznej, jeśli tradycja mówi 'wyobraź sobie Rafaela na wschodzie' - czy zamiana tego na odczucie w klatce piersiowej to nadal ten sam rytuał? Pytam bez złośliwości, naprawdę chcę wiedzieć gdzie jest granica między adaptacją a czymś zupełnie innym.
Wracam do pytania Halnego, bo wydaje mi się że jest tam dwa różne pytania w jednym. Jedno to czy rytuał jest 'ten sam' - czyli czy wypełnia jakiś formalny wymóg tradycji. Drugie to czy działa dla osoby, która go wykonuje. Te dwa pytania mogą mieć różne odpowiedzi jednocześnie. Mnie interesuje głównie to drugie, choć rozumiem że dla kogoś pracującego w ramach konkretnej linii tradycji pierwsze może być ważniejsze.
Wierzbina mnie przekonuje w tym drugim sensie. Ale zostaje pytanie - skąd wiadomo kiedy adaptacja jest uzasadniona potrzebą, a kiedy jest po prostu uproszczeniem bo się nie chce wysilać? Mówię ogólnie, nie o aphantazji - bo aphantazja to jest twarda przeszkoda. Ale co z ludźmi którzy mają lenistwo wizualizacyjne, nie aphantazję?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale czy aphantazja jest rzeczywiście tak powszechna? Bo z tego co czytałem to dotyczy jakichś 2-4% populacji, a tu rozmawia się jakby to był bardzo częsty przypadek. Nie podważam doświadczeń osób które to mają, tylko zastanawiam się czy wątek nie zrobił się bardziej ogólny - o tym, jak w ogóle pracować bez wizualizacji, nawet jeśli się ją ma słabą, nie aphantazję.
Polelum ma rację w tym sensie, że temat rozszerzył się poza aphantazję jako taką. Ale mnie to nie przeszkadza - bo słaba wyobraźnia wzrokowa to jest spektrum. Aphantazja to jeden koniec, ale nieumiejętność utrzymania stabilnego obrazu, rozpraszanie się, obrazy które się rozpadają po chwili - to też jest coś, z czym dużo osób się mierzy. Może to jest nawet bardziej powszechne niż myślimy i dlatego ta rozmowa się rozszerzyła.
Ja na przykład nie wiem czy mam aphantazję czy po prostu słabą wizualizację. Jak próbuję sobie coś wyobrazić to mam wrażenie że coś jest, ale jakby we mgle, nie mogę tego zatrzymać ani zaostrzyć. I przy afirmacjach to samo - instrukcje mówią 'wyobraź sobie że już masz' i ja próbuję, ale to bardziej uczucie niż obraz. Długo myślałem że robię coś źle.
Dobra ale to znaczy że każdy sobie może wymyślać co chce i powiedzieć że to tradycja tybetańska? Bo nie rozumiem jak można porównywać ćwiczenia w buddyzmie wadżrajany z tym, że komuś się obraz rozpływa przy afirmacjach. To są zupełnie różne poziomy praktyki i konteksty.
To jest pytanie które można rozwijać w nieskończoność i zawsze będzie aktualne. Ale wracając do sedna tego co Emilian opisywał - ta mgła przy obrazach - to mi przypomina coś co sam przechodziłem na początku. Miałem poczucie że pracuję z połową sygnału. Dopiero jak przestałem traktować obraz jako cel, a zacząłem go traktować jako jeden z możliwych kanałów, coś się zmieniło.
Emilian, to co opisujesz - brak pewności czy cokolwiek działa - to jest osobny temat od aphantazji. Bo można mieć świetną wizualizację i też nie wiedzieć czy działa. Nie wiem czy to ci pomoże, ale może problem nie leży w kanale, tylko w czymś innym?
Ja się zgadzam z Joasią. Ja tez długo myślałam że mam coś nie tak z wizualizacją i jak to naprawi, wszystko zaczenie działać. Ale to nie tak działa. Przynajmniej u mnie nie.
Przy okazji tego co Halny pisze - jest jeszcze kwestia tego, że niektóre tradycje były od początku synkretyczne. GD było mozaiką zaczerpniętą z różnych źródeł, które ich twórcy sami nie przeszli jako inicjacji. I jakoś działa od stu kilkudziesięciu lat. Nie wiem czy to argument za czy przeciw, ale trudno powiedzieć że czyste linie transmisji to jedyne co się liczy.
Wracam do Emiliana, bo myślę że jego pytanie jest kluczowe dla całego wątku. Mówi o braku efektów, ale co to znaczy efekt w kontekście afirmacji? To jest pytanie, które nie dotyczy tylko wyobraźni wzrokowej - dotyczy tego jak w ogóle mierzyć cokolwiek w praktyce wewnętrznej.
Wierzbina, ale to trochę odchodzimy od tematu? Bo tytuł wątku jest o wizualizacji bez wyobraźni wzrokowej, a teraz rozmawiamy o efektach afirmacji w ogóle. Albo ja nie rozumiem połączenia.
To co Wierzbina mówi ma sens. Bo jeśli ktoś ma silną wizualizację, to ma przynajmniej subiektywne poczucie intensywności podczas praktyki. A jeśli pracujesz przez odczucia czy dźwięki wewnętrzne, to skąd wiesz że to nie jest po prostu myślenie?
To jest właściwie najważniejsze pytanie w tym wątku. I nie mam na nie jednej odpowiedzi, bo u różnych osób to działa inaczej. Ale jeden sposób jaki znam to praca przez ciało - nie przez emocję jako abstrakcję, tylko przez fizyczne lokalizowanie uczucia. Gdzie w ciele jest ten spokój albo ta pewność, gdyby była?
Krysztal, to jest podejście które kojarzę z praktykami somatycznymi, nie stricte magicznymi. Nie twierdzę że to złe - właśnie odwrotnie - ale zastanawiam się czy to nie jest kolejny przykład tego o czym mówiła Bernadka87. Że bierzemy coś z innego kontekstu i stosujemy tu.
To rozróżnienie między magiczną a terapeutyczną techniką jest trochę sztuczne historycznie. Przez większość historii te dwie rzeczy były tym samym. Nie obronię każdego połączenia, ale tutaj - praca z ciałem jako dostępem do stanu - to jest coś co znajdziesz w tekstach hermetycznych, nie tylko w psychologii somatycznej.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam jedno konkretne pytanie do Teodora - czy masz na myśli konkretne teksty, czy mówisz ogólnie? Bo przy tym wątku kilka razy padały odniesienia do źródeł i za każdym razem kończyło się na tym że albo Filomena prosiła o tytuł albo okazywało się że to interpretacja, nie cytat.
