Może przez obserwację własnej praktyki przez dłuższy czas? Jeśli coś daje powtarzalne rezultaty - te same w podobnych kontekstach - to znaczy że masz jakiś działający system, nieważne czy go nazwiesz i skąd pochodzi. Jeśli efekty są losowe, to może faktycznie jest niespójność. Ale to wymaga dużo cierpliwości i uczciwości ze sobą.
No i tu wracamy do punktu wyjścia tej dyskusji 🙂 Chyba nie da się tego ostatecznie rozróżnić jeśli nie masz kontrolowanego eksperymentu, a w magii tego raczej nie zrobisz. Ale może to nie jest nawet właściwe pytanie - może pytanie powinno być "czy to mi pomaga" a nie "czy to jest niezależnie prawdziwe".
Ewunia_J, to co napisałaś o tym że pytanie przestaje być ważne - to mnie chyba trochę uspokaja, ale jednocześnie brzmi jak racjonalizacja. Tzn. może to nie jest tak że pytanie traci ważność, tylko że po prostu odpuszczasz i przestajesz je sobie zadawać?
Trochę jak z nocebo - jeśli wierzysz że coś nie zadziała, to faktycznie może nie zadziałać. I potem masz dowód na swój sceptycyzm. Trudno powiedzieć co było pierwsze.
Mmm ale data to jednak coś innego niż kwadrat magnyczny, nie? Data to może bardziej astrologia niż numerologia jako taka. Czy to się mieści w tym samym worku?
Słuchajcie, a czy ktoś próbował mieszać te systemy świadomie? Tzn. patrzeć jednocześnie na datę astrologicznie i numerologicznie i sprawdzać czy to daje spójny obraz?
Ale czy to jest gorsze niż nie robienie żadnego researchu? Serio pytam. Jeśli rytuał ma jakiś efekt psychologiczny, to może nawet post-hoc racjonalizacja przez liczby coś daje - bo wzmacnia przekonanie że dobrze wybrałeś moment?
A może nie ma w tym nic złego? Nie każda praktyka musi odkrywać coś obiektywnego żeby być użyteczna. Chodzi o to co z niej wyniosę, nie o to czy liczby mają magiczną naturę niezależną od człowieka.
Ale wtedy po co w ogóle te skomplikowane systemy jak kwadraty magiczne i pitagorejska filozofia? Jeśli to wszystko działa przez efekt psychologiczny, to wystarczyłoby sobie wybrać dowolną liczbę która "czujesz że pasuje" i gotowe.
Hm, a może właśnie chodzi o to poczucie? Jak masz system który coś od ciebie wymaga - żebyś sprawdziła datę, policzyła, wybrała właściwy dzień - to angażujesz się bardziej niż jak po prostu "czujesz" że teraz jest dobry moment. I to zaangażowanie coś zmienia?
Ale właśnie tu mam pytanie - bo jeśli to tylko kwestia zaangażowania, to może równie dobrze działałoby cokolwiek innego co wymaga czasu i skupienia? Mogłabym liczyć słowa w tekście albo sortować kamienie według koloru. Czy to coś zmienia?
No ale czy ktoś faktycznie robic rytuał z liczbami i BEZ tego skupienia żeby sprawdzić różnicę? Bo wszystkie nasze doświadczenia to są sytuacje gdzie robiłyśmy jedno i drugie razem raczej.
To jest właściwie niemożliwe do rozdzielenia metodologicznie. Jak robisz cokolwiek "z numerologią" to automatycznie wnosisz więcej uwagi, bo musisz coś obliczyć, zdecydować, uzasadnić. Nie da się tego wyizolować bez laboratorium.
Jest jedno badanie które mnie zawsze nurtuje w tym kontekście - to były eksperymenty Dambischa z koszykarzami i golfiżtami, gdzie samo przekonanie że kij jest "szczęśliwy" poprawiało wyniki mierzalne. I to nie była samoocena tylko twarde liczby. Więc pytanie o to czy "naprawdę działa" trochę się komplikuje.
Ale właśnie - co by była ta trzecia opcja? Bo ja widzę tylko te dwie i nie umiem wymyślić co jest pomiędzy.
Może coś w stylu: liczby jako schemat który porządkuje percepcję? Nie działają "same z siebie" ani nie działają "tylko w głowie" - ale zmieniają to jak patrzysz na czas i zdarzenia, co z kolei realnie wpływa na decyzje i działania?
Nie jestem pewna że to to samo. Efekt psychologiczny kojarzę z czymś co jest indywidualnym złudzeniem, subiektywnym. Ale jeśli coś faktycznie zmienia twoje decyzje - kiedy działasz, jak mocno, z jaką uważnością - to ma realne konsekwencje w świecie zewnętrznym. Czy to "tylko psychologia"?
Bo chyba chcemy żeby był jakiś porządek który istnieje niezleżnie od nas? Że liczba 7 jest szczególna nie dlatego że my tak zdecydowaliśmy, tylko dlatego że coś tam w strukturze rzeczywistości ją wyróżnia?
Zaraz, ale czy numerologia faktycznie daje odpowiedź na to pytanie? Tzn. nawet jeśli liczby "coś znaczą obiektywnie", to skąd to znaczenie pochodzi? Z matematycznej struktury kosmosu? Z jakiegoś umysłu który tę strukturę stworzył? To są chyba dwa bardzo różne odpowiedzi.
I może właśnie dlatego jedni wierzą a inni nie - bo za wiarą w numerologię stoi jakiś głębszy światopogląd, a nie po prostu doświadczenie że "zadziałało". Ktoś kto wierzy że świat ma wbudowany sens będzie szukał go w liczbach. Ktoś kto tego nie wierzy, nie znajdzie tam nic przekonującego nawet jak rytuał "wyjdzie".
To by tłumaczyło czemu nie da się przekonać sceptyka żadnym doświadczeniem. Bo doświadczenie zawsze można zinterpretować inaczej jeśli nie masz tych założeń wyjściowych.
A co z ludźmi którzy nie mieli żadnych założeń i zaczęli praktykować jakby eksperymentalnie, a potem zaczęli wierzyć? Czy to znaczy że doświadczenie jednak może zmienić ten głębszy światopogląd?
To jest stary filozoficzny problem - czy doświadczenie kształtuje przekonania, czy przekonania filtrują doświadczenia. Chyba działa w obie strony jednocześnie i nie da się powiedzieć co było pierwsze.
Ale ile osób praktykujących numerologię naprawdę się nad tym zastanawia? Pytam serio, nie złośliwie. Bo mam wrażenie że dużo ludzi po prostu stosuje - liczy, obserwuje, uznaje że "coś jest na rzeczy" - i nie wchodzi głębiej w pytanie skąd to pochodzi.
Z moich obserwacji to zdecydowana większość. Tak samo jak z kartami - większość ludzi nie zastanawia się nad tym czy arcana mają jakąś obiektywną treść czy są tylko projekcją psychiki. Po prostu działają i tyle. Teoretyzowanie przychodzi później, jeśli w ogóle.
Dobra, ale to nas cofa do pytania z początku dyskusji - bo jeśli nie musimy wiedzieć dlaczego działa, to skąd wiemy że działa a nie że po prostu interpretujemy zdarzenia tak żeby pasowały?
Może nie ma wyjścia i o to właśnie chodzi. Nie każde pytanie musi mieć odpowiedź którą da się zweryfikować. Ale samo pytanie może być wartościowe - bo zmusza do precyzowania co właściwie robimy i czego szukamy.
