Mnie w tej dyskusji uderza coś innego. Przez całą rozmowę numerologia jest traktowana jako jeden monolit - albo wierzysz albo nie. A przecież różne systemy numerologiczne są ze sobą dość mocno sprzeczne. Chaldejska i pitagorejska dają inne wyniki dla tych samych danych. Kabalistyczna jeszcze inaczej przypisuje wartości literom. Kiedy ktoś mówi "nie wierzę w numerologię" - nie wierzy w którą?
To jest chyba najciekawszy argument w tej dyskusji jaki padł. Jeśli liczby mają obiektywne właściwości to powinny je mieć niezależnie od tego który system liczymy. A jeśli systemy się różnią to albo jeden jest "prawdziwy" a reszta błędna, albo wszystkie są konwencją.
Albo każdy system działa w ramach własnej wewnętrznej logiki i swojej tradycji. Tak jak różne języki mają różne słowa na ten sam kolor ale każdy z tych języków działa spójnie. Nie muszą być identyczne żeby każdy z nich był użyteczny.
Słuchajcie, może to "albo obiektywna albo konwencja" to jest fałszywy dylemat. Są filozofowie którzy argumentują że matematyka jest jednocześnie odkrywana i wynajdywana - struktury matematyczne istnieją niezależnie od nas, ale sposób w jaki je opisujemy jest konwencją. Numerologia mogłaby trafiać w coś realnego używając arbitralnej konwencji do opisu. Nie wiem tylko czy to pomaga czy gmatwa.
Gmatwa i pomaga jednocześnie 🙂 ale to chyba uczciwa odpowiedź na uczciwe pytanie. I trochę wraca do tego co pisałam wcześniej - że za odpowiedzią na "czy numerologia działa" stoi odpowiedź na "jak rozumiesz słowo działa". I to drugie pytanie jest chyba trudniejsze niż pierwsze.
Dla mnie ma znaczenie, bo od mechanizmu zależy co robię dalej. Jeśli "działa" dlatego że uczę się obserwować siebie, to mogę to robić bez numerologii i bez liczenia czegokolwiek. A jeśli "działa" dlatego że liczby mają jakąś właściwość, to pominięcie liczb coś zmienia. To nie jest bez różnicy.
Próbowałam kiedyś coś podobnego - przez miesiąc prowadziłam dziennik bez żadnych obliczonych liczb, tylko obserwacje i opisy. I szczerze? Jakość wglądów była porównywalna. Co mnie dość mocno zaskoczyło, bo liczyłam że będę odczuwać "brak" numerologii. Nie odczuwałam.
To jest trochę jak z kartami tarot - czy to karta "mówi" coś, czy to że wylosowałam konkretną kartę zmusza mnie do zatrzymania się i myślenia? Nie wiem czy to jest to samo pytanie co z numerologią, ale mi się to połączyło.
Sprawdziłam po tamtej wymianie - moja ścieżka życia wychodzi taka sama w obu systemach, ale imię już daje inną wibrację. I teraz nie wiem co z tym zrobić, bo interpretacje są różne.
Ja w ogóle zastanawiam się czy "pasuje do mnie" to jest błąd w rozumowaniu czy wręcz przeciwnie - jedyna sensowna miara. W tradycjach gdzie numerologia była używana praktycznie, chyba nie było zewnętrznego weryfikatora który sprawdzał czy interpretacja jest "obiektywna". Był tylko człowiek i jego życie.
Słuchajcie, ja się trochę gubię bo ta rozmowa jest już bardzo abstrakcyjna. Mam konkretne pytanie - czy ktoś z was ma przykład gdzie numerologia wyraźnie się myliła? Nie "nie pasowało" ale dosłownie coś przepowiedziała co się nie wydarzyło, albo nie ostrzegła kiedy powinnas?
Ja mam inny problem z tym testem odwrotnym. Jeśli interpretuję dla siebie, to zawsze wiem za dużo o sobie żeby być uczciwa. Mogę nieświadomie dobierać co "nie pasuje" tak samo jak co "pasuje". Czyli nie wychodzę z koła.
A jak w takim razie ludzie korzystają z numerologii do podejmowania decyzji, skoro ani sami sobie nie mogą rzetelnie wyczytać, ani zewnętrzna osoba nie zna ich na tyle? Pytam bo to jest mój konkretny problem - chciałam sprawdzić czy rok sprzyja zmianie pracy i nie wiem komu zaufać w tej interpretacji.
A od czego w takim razie? Bo słyszałam różne wersje - że od rozumienia cykli życia, że od poznania siebie, że od przewidywania energii roku... Ale każda z tych rzeczy jest inna i nie wiem które podejście jest spójne.
Ja to tak rozumiem - i może to jest mocno uproszczone - że numerologia mówi raczej o tym co jest możliwe albo co wydaje się teraz trudniejsze, a nie co się wydarzy. Ale jak to ma pomóc Heni z decyzją o pracy, to szczerze nie wiem.
No i to jest to co mówiłem wcześniej o niefalsyfikowalności. Nie mówię że numerologia jest bezużyteczna - naprawdę nie wiem. Ale mówię że jeśli każdy wynik można wytłumaczyć po fakcie, to nie ma jak sprawdzić czy system działa czy nie. I to jest intelektualnie uczciwa pozycja do zajęcia.
Hej, ale to że coś nie jest nauką nie znaczy że nie działa, nie? Mam wrażenie że ta rozmowa trochę utknęła w "czy to jest naukowo". Medytacja przez długo nie miała badań i ludzie z niej korzystali. Może numerologia jest czymś podobnym - praktyką która ma sens dla tych co ją stosują, niezależnie od mechanizmu.
Zostając przy tym pytaniu Heni o decyzje - bo mi też to siedzi - zastanawiam się czy nie ma tutaj czegoś pożytecznego, nawet jeśli nie w sposób w jaki się to zwykle przedstawia. Tzn. jeśli rok dziewiątki każe ci pomyśleć o zamknięciach, to może samo to pytanie - co w moim życiu jest gotowe żeby się skończyć - jest wartościowe, bez względu na to czy liczby to generują czy nie.
Ale czy to nie jest trochę problem? Bo jak wszystkie systemy wymagają interpretacji i żadne nie mówią wprost, to po co w ogóle ktokolwiek traktuje to jako wiedzę a nie po prostu medytację z symbolami. Pytam serio, bo sama korzystam z kart i tarottu i też mam ten problem.
Zastanawiam się czy w ogóle da się oddzielić te dwie rzeczy - szukanie pewności od szukania języka. Bo chyba często zaczynamy od jednego i po drodze przechodzimy do drugiego. Ja tak miałam z tartem. Na początku chciałam żeby karta powiedziała mi co zrobić, a teraz już tego nie oczekuję. Ale nie pamiętam kiedy dokładnie ta zmiana nastąpiła.
to by tłumaczyło dlaczego te dyskusje nigdy nie dochodzą do wniosków - sceptycy mówią "to nie przepowiada" a zwolennicy mówią "to daje ramę do myślenia" i oboje mają rację, ale o czym innym.
Ale poczekajcie - bo jest jeszcze trzecia grupa. Ludzie którzy wierzą że liczby mają dosłowne, obiektywne znaczenie, nie dlatego że szukają pewności, ale dlatego że po prostu tak jest w ich przekonaniu. Mam na myśli tradycje gdzie numerologia jest częścią teologii, jak kabała albo niektóre nurty hinduskie. Tam to nie jest "język do myślenia" tylko opis struktury rzeczywistości.
Pitagorejczycy to jest ciekawy trop bo oni naprawdę traktowali liczby jako fundament rzeczywistości, nie jako symbol. Dla nich "czwórka jest ziemią" nie było metaforą. Ale mam wrażenie że współczesna numerologia wiele rzeczy uprościła i zmiksowała ze sobą. Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale trudno to porównywać.
To teraz mam pytanie do wszystkich - jak podchodzicie do samego obliczania? Bo widzę różne systemy i różne wyniki i nie wiem który ma sens. Chaldejski, Pitagorejski, różne przyporządkowania liter. Skąd wiadomo który jest "właściwy" jeśli w ogóle takie pojęcie ma tu sens?
To znowu wraca to samo - że nie ma jednej odpowiedzi, że każdy system jest inny, że to kwestia interpretacji. Trochę zaczynam rozumieć dlaczego sceptycy mówią że to nie ma sensu, bo z zewnątrz wygląda jak zbiór niespójnych przekonań. Nie mówię że tak jest, ale rozumiem tę perspektywę.
Hmm ale czy to znaczy że skoro wszystkie systemy są wewnętrznie niespójne, to wszystkie są jednakowo... nie wiem jak to powiedzieć... nierozstrzygnięte? Bo to brzmi jak argument za niczym nie wierzyć, a nie za wszystkim wierzyć jednocześnie.
Właśnie o tym - żeby trzymać się jednego systemu - sama myślę od jakiegoś czasu. Tylko że to też nie jest takie proste, bo skąd wiesz który wybrać zanim go sprawdzisz? Musiałam trochę pokręcić się po różnych zanim w ogóle poczułam że coś do mnie mówi. Ale rozumiem argument, że miksowanie wprowadza chaos.
