Zastanawiam się od jakiegoś czasu, skąd bierze się taki podział wśród ludzi zajmujących się magią - jedni traktują liczby jak coś absolutnie kluczowego w każdym rytuale, pilnują dat, godzin, sumują cyfry w nieskończoność, a inni mówią wprost że to zbędna komplikacja i działa im równie dobrze albo i lepiej bez tego. Sama mam mieszane odczucia. Z jednej strony jak zaczęłam zwracać uwagę na dziewiątki i jedenastki w kalendarzu, to miałam wrażenie że coś się zmienia, ale nie wiem czy to nie jest po prostu efekt placebo i większej uważności. Czy ktoś praktykuje magię z numerologią świadomie i jest w stanie powiedzieć co konkretnie ta liczba ma wnosić do rytuału, poza tym że "wzmacnia"?
Akurat to jest pytanie, które mnie samą gryzło przez długi czas. Pracuję z rytualami domowymi od kilku lat i przez pierwszy rok w ogóle nie patrzyłam na daty. Potem zaczęłam eksperymentować - wybrałam konkretny cykl księżycowy i dołożyłam do tego numerologię daty. Szczerze? Nie jestem w stanie powiedzieć, czy to liczba "zrobiła robotę", czy po prostu lepiej się skupiłam bo miałam poczucie że wszystko się zgadza. To jest właśnie ten problem z oceną - za dużo zmiennych naraz.
To są faktycznie różne systemy i chyba tu leży część zamieszania. Gematria to operowanie na wartości liczbowej słów i imion, pitagorejska to te ścieżki życia i liczby osobowości, a np. w magii chaosu liczby często traktuje się jako sygile albo kotwice dla intencji - i każdy z tych systemów ma inną "logikę wewnętrzną". Problem zaczyna się gdy ktoś miesza wszystko razem bez zrozumienia skąd co pochodzi. Widziałam ludzi, którzy liczyli datę pitagorejsko, modlili się do sefirot i mieszali to z Luckymi Numbers z chińskiej numerologii - i potem dziwili się że coś nie gra.
Ale czy któryś z tych systemów ma w ogóle jakieś sensowne podstawy? Pytam serio, bo trochę śledzę ten wątek z boku i mam problem żeby zrozumieć dlaczego liczba 7 miałaby "działać" inaczej niż 6. Skąd te przypisania w ogóle pochodzą historycznie?
A co z tymi liczbami które powtarzają się samoczynnie? Bo mam tak od jakiegość czasu że 11:11 wpada mi w oczy praktycznie codzenie, i zawsze jak mam jakiś rytuał zaplanowany to i tak wypadam na tą godzinę. Czy to jest w ogóle związane z numerologią magiczną czy to bardziej strefa aniołów i takie tam?
Liczby anielskie to trochę inny temat i mam wrażenie że dość nowy - pochodzi głównie z lat 90. i jest mocno związany z Doreen Virtue i jej systemem. To nie jest stara tradycja, tylko dość świeży twór. Nie mówię że nie działa, ale warto wiedzieć skąd pochodzi zanim się to miesza z kabałą czy magią planetarną, które mają tysiąclecia za sobą.
To ciekawe rozróżnienie. Wracając jednak do tego co mnie najbardziej interesuje w tytule wątku - skąd bierze się ta przepaść między osobami które w ogóle nie chcą słyszeć o numerologii a tymi co bez niej nie ruszą się z miejsca? Czy to kwestia tradycji w jakiej ktoś się kształcił, czy bardziej osobowości?
Myślę że dużo zależy od tego jak ktoś w ogóle podchodzi do magii. Jeśli ktoś pracuje bardziej intuicyjnie, przez ciało, przez naturę - numerologia może mu się wydawać sztuczna i nakładana z zewnątrz. Jeśli ktoś lubi struktury, systemy, lubi żeby wszystko miało logikę - to numerologia daje mu ten szkielet. Ani jedno ani drugie nie jest "lepsze", to po prostu różne języki opisywania tego samego terenu.
A ja mam praktyczne pytanie - czy ktoś z was kiedyś celowo zrobił ten sam rytuał dwa razy, raz w dacie "korzystnej" według numerologii a raz w "neutralnej", i porównał efekty? Bo sama tarot czytam czasem pod wpływ daty i mam wrażenie że odczyty są inne, ale nie wiem czy to data czy to mój nastrój w tym dniu.
Ale czy ktoś próbował numerologii naprawdę ściśle, tzn. nie tylko patrzeć na datę ale faktycznie budować rytuał wokół konkretnej liczby? Nie chodzi mi o wybór daty tylko o to żeby np. użyć konkretnej liczby świec, powtórzeń, kroków - wszystkiego? Ciekawi mnie czy to daje jakiś inny efekt niż samo patrzenie na kalendarz.
Mnie w tym wątku zastanawia jedna rzecz - czy w magii liczba sama w sobie "coś robi" niezależnie od tego czy ty w to wierzysz, czy ona działa tylko jeśli rozumiesz jej znaczenie i intencjonalnie ją włączasz? Bo to by chyba odpowiadało na pytanie dlaczego jedni wierzą a inni nie - jeśli musisz wierzyć żeby działało, to niewierzący nie dostają żadnego potwierdzenia i się nie przekonują.
Ale czy to musi być albo-albo? Mnie się wydaje że można działać na obu poziomach jednocześnie - używać liczby jako kotwicy intencji I przyjmować że może mieć też jakieś szersze działanie niezależne od ciebie. Jak z herbatą - może działa biochemicznie i jednocześnie działa przez rytuał parzenia.
Hm, ale ta analogia z herbatą trochę kuleje, bo herbata ma udowodniony skład chemiczny. Liczba 7 nie ma nic co można by sprawdzić niezależnie od wierzącego. Nie mówię że nie działa, tylko że to porównanie jest lekko naciągane. Jak byście to inaczej uzasadnili?
Jest jeszcze trzecia opcja której chyba nie wymieniliście - że liczby działają jako język, tzn. jako wspólny kod między praktykiem a... czymkolwiek z czym pracuje. Nieważne czy to jest własna podświadomość, duch, bóstwo, pole morfogenetyczne - cokolwiek. Kod musi być spójny wewnętrznie, nie musi być obiektywnie prawdziwy. Dlatego różne systemy numerologiczne mogą działać mimo że są niespójne ze sobą - bo każdy z nich jest wewnętrznie spójny.
Może przez powtarzalność? Jeśli w różnych momentach i różnych rytuałach ta sama liczba daje ci podobny charakter doświadczenia - to znaczy że coś tam jest, nawet jeśli nie umiesz tego nazwać systemem. Przynajmniej tak to u siebie obserwuję.
To trochę jak z tarotem chyba - wiele osób pracuje z archetypami kart intuicyjnie zanim nauczy się klasycznych znaczeń, i to też działa. Tzn. nie działa gorzej. Ale czy działa tak samo jak z systemem? Tego nie wiem, bo nie mam porównania.
Zastanawia mnie coś innego - czy osoby które odrzucają numerologię w całości, robią to z jakiegoś konkretnego powodu doktrynalnego, czy po prostu z braku zainteresowania? Bo znam kogoś kto praktykuje od lat i mówi wprost że liczby go po prostu nie obchodzą, i jakoś nie brakuje mu tej warstwy.
No ale to jeszcze inaczej rozkłada akcenty. Bo jeśli numerologia to jeden z możliwych języków - to dlaczego niektórzy reagują na nią tak obronnie? Mam na myśli że nie chodzi tylko o obojętność, ale o aktywne odrzucenie, prawie jak gdyby im przeszkadzała. Spotykałam takie reakcje.
Podejrzewam że część tej obronności wynika z tego że numerologia popularna - czyli ta z Instagrama i poradników - jest bardzo uproszczona i często niespójna. Ktoś kto ma wiedzę o starszych tradycjach może mieć alergię właśnie na tę formę, nie na samą ideę liczb w magii.
Ale chyba podobny zarzut można postawić prawie każdemu systemowi ezoterycznemu w wersji popularnej, nie? Astrologia w wersji znakowej to nie to samo co horoskopy indywidualne, crystal healing na Instagramie to nie to samo co litoterapia z tradycji. Problem nie leży w samej numerologii tylko w tym co się z niej robi dla mas.
Dobra, ale to rodzi pytanie które mnie od początku tego wątku chodzi po głowie - czy jest jakaś wersja numerologii która jest faktycznie rozbudowanym systemem magicznym, nie tylko typologią osobowości? Bo jak patrzyłam na te przykłady wcześniej w wątku z kabałą i magią planetarną to wydaje się że tak, ale sama słabo to znam.
To jest właśnie ten moment kiedy widać że te systemy były ze sobą splecione i rozdzielenie ich na "numerologię" i "astrologię" to trochę późniejszy wynalazek. W renesansowych tekstach hermetycznych magia liczb i magia planet to jest często ten sam temat opisany z różnych stron.
To jest naprawdę inne niż to co rozumiałam przez numerologię do tej pory. Ja byłam na poziomie liczenia liter imienia i dat urodzenia. Nie wiedziałam że to ma taką głębszą warstwę.
No i to chyba odpowiada na pytanie z tytułu wątku, przynajmniej częściowo. Ci którzy nie wierzą w numerologię często mają na myśli tę wersję z imionami i datami. A ci którzy wierzą, mogą pracować z czymś zupełnie innym, tylko pod tą samą nazwą. Skąd w ogóle wzięła się ta popularna wersja - ktoś wie?
Wydaje mi się że ta współczesna wersja z liczbą życia i tak dalej pochodzi głównie od Pytia Sears i innych okultystów z przełomu XIX i XX wieku, tych z kręgu teozoficznego. Ale nie jestem pewna, to z pamięci.
Ale skąd wiesz że się gryzie a nie po prostu jest niespójne estetycznie? Mam na myśli - czy istnieje jakiś test który to pokazuje poza tym że efekt jest słabszy?
Też mnie to ciekawi, bo właśnie próbuję ogarnąć czy to co robię intuicyjnie ma jakąś logikę. I za każdym razem kiedy staram się to sprawdzić, nie bardzo wiem od czego zacząć.
