To przyciąganie uwagi jest czymś o czym słyszę w różnych kontekstach - nie tylko woda, ale przedmioty po niedokończonej pracy generalnie. Nie mam dobrego wyjaśnienia dlaczego tak działa, ale obserwuję to u siebie od lat. Naczynie z resztkami stoi i jakoś... przeszkadza w przestrzeni. Nawet jeśli fizycznie jest usunięte z pola widzenia. Cisowa - pytasz o sygnały, ale może warto odwrócić pytanie: czy kiedyś miałaś naczynia które zostały i po jakimś czasie sama poczułaś że coś z nimi jest nie tak?
Ten tutorial z internetu to ważna rzecz do zaznaczenia. Dużo z tych materiałów online nie mówi co robić z wodą po - po prostu "postaw misę" albo "użyj wody" i koniec. Brakuje domknięcia. I potem masz dokładnie taką sytuację jak opisałaś - woda stoi, praca technicznie "skończona", ale nie ma świadomego zamknięcia. To nie jest przerwana praca w sensie katastrofy, ale jest niedomknięta, co chyba wychodzi na to samo.
To by znaczyło że ogromna część osób które korzystają z gotowych przepisów online ma permanentnie niedomknięte prace. Co brzmi jak problem masowy. Czy to realnie coś robi czy jest po prostu nieefektywne?
Przy okazji tej rozmowy o tutorialach i niedomknięciu - chcę zaznaczyć że to co się tu mówi o "kierunku wylewania" i "za siebie" jest jedną z interpretacji, nie standardem. W tradycji hermetycznej zamknięcie pracy przez wodę ma inne etapy i kierunek wylewania to dopiero ostatni z nich, poprzedzony rozwiązaniem przestrzeni rytualnej werbalnie. Bez tego etapu samo wylewanie jest gestem bez kotwicy. Mówię to bo ktoś może wziąć tę rozmowę jako instrukcję.
Ja mam pytanie do całej dyskusji, bo coś mi tu nie gra. Rozmawiamy o wodzie i resztkach, ale tytuł wątku jest o przerwanym zaklęciu i niedokończonych pracach. Czy woda to jedyny problem przy przerwaniu? Bo wydaje mi się że jeśli ktoś przerwie w środku zaklęcia słownego, bez żadnej wody, to też coś zostaje - tylko gdzie?
No to wracając do mojego pytania - woda jest tu jednym z wątków, ale co z samym zaklęciem? Jeśli ktoś przerywa w połowie - powiedzmy, w środku zaklęcia słownego, bo telefon dzwoni albo cokolwiek - to co się dzieje z intencją, która już "poszła" ale nie dotarła do końca? Bo woda to nośnik, ale sama intencja też gdzieś jest.
To jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Różne systemy różnie to opisują. W niektórych intencja jest jak strzała - po wypuszczeniu leci niezależnie od tego co robi łucznik. W innych intencja potrzebuje domknięcia żeby zadziałać. Problem z przerwaniem w środku zaklęcia słownego jest taki, że nie wiesz w którym systemie pracujesz - jeśli w ogóle masz świadomość że to rozróżnienie istnieje.
To jest uczciwa uwaga, Hubert. Woda wyciągnęła rozmowę w swoją stronę, bo jest konkretna - stoi, widać ją, trzeba z nią coś zrobić. Ale masz rację że samo zaklęcie jako forma słowna albo mentalna to osobne zagadnienie. Czy możesz powiedzieć więcej o tej "aktywnej formie bez odesłania"? Nie wszyscy tu pracują hermetycznie i to pojęcie może nie być oczywiste.
Szczerze to ja przy okazji tej rozmowy w ogóle po raz pierwszy słyszę żeby zaklęcie słowne miało taką strukturę. Myślałam że to bardziej... no, mówisz co chcesz powiedzieć i tyle. To że jest jakiś formalny etap "zamknięcia" brzmi poważnie. Czy to dotyczy każdego rytualnego wypowiadania czegoś, czy tylko konkretnych tradycji?
Z mojej strony - to odczucie o którym mówiłam wcześniej, że wzrok sam idzie w kąt gdzie stoi naczynie, może być właśnie jednym z objawów aktywnej ale niedomkniętej przestrzeni. Nie twierdzę że to jedyny sygnał, ale ta przyciągająca uwaga bez logicznego powodu jest czymś co spotykam też przy runach odłożonych w środku sekwencji. Jakby praca ciągnęła za rękaw.
Ten wątek z runami jest ciekawy, bo sekwencyjność jest tam wbudowana w samą strukturę systemu. W tradycji nordyckiej ułożenie run to nie tylko symbole - to ciąg który ma wewnętrzną logikę. Przerwanie w środku jest jakby zdaniem bez kropki, ale w systemie który ma gramatykę. W systemach gdzie magia jest bardziej improwizowana - szamańskie czy ludowe - przerwanie działa inaczej, bo tam nie ma tak sztywnej formy do domknięcia.
Znaczy to że przerwanie może zaszkodzić temu kto robi a nie tej osobie do której to robiłeś/łaś? Bo jakoś zawsze myślałam żę problem jest na zewnątrz, nie wewnątrz. To by zmieniało całe podejście chyba?
Cohen wskazał coś co jest pomijane w większości poradników. Ślad wewnętrzny jest trudniejszy do opisania niż woda w naczyniu, bo nie widać go i nie ma prostej instrukcji jak z nim postąpić. Czy ktoś z was miał konkretne odczucie po przerwanej pracy - nie to co zostało na stole, ale to co zostało w sobie?
Miałam coś takiego raz - weszłam podczas czegoś co robiłam przy świecach i nagle bardzo głośno zadzwoniło do drzwi. Wyszłam, wróciłam po kilku minutach, świece dopalały się, ale miałam przez resztę dnia wrażenie że coś jest nie na miejscu. Nie w pokoju, właśnie w sobie. Jakby zapomniane słowo które kręci się na końcu języka. Nie przywiązałam wtedy do tego wagi bo nie wiedziałam że to mogło mieć znaczenie.
Indaphoros dotyka tu czegoś co jest problemem praktycznym, nie tylko filozoficznym. Większość ludzi pracuje bez pewności że forma była poprawna, więc kiedy coś się przerywa, zostają z pytaniem do kwadratu. Nie wiedzą czy coś otworzyli, nie wiedzą czy to aktywne, nie wiedzą jak zamknąć coś czego nie są pewni że istnieje. I w tej sytuacji zamknięcie "na wszelki wypadek" wydaje mi się rozsądniejsze niż nic.
A jak wygląda takie zamknięcie "na wszelki wypadek" w praktyce? Bo to brzmi jakby miało być prostsze niż właściwy rytuał, ale nie mam pojęcia od czego zacząć. Czy to jest to samo co pełne domknięcie tylko wykonane z mniejszą precyzją, czy coś zupełnie innego?
Ja to właśnie robiłam tak - po każdej pracy, nawet jeśli była dokończona, mówiłam coś ogólnego i gasiłam świece w określonej kolejności. Myślałam że to wystarczy. Ale po tej przerwanej pracy o której pisałam, zrobiłam to samo i to "nie na miejscu" uczucie i tak zostało jeszcze przez chwilę. Więc albo ogólne zamknięcie nie działa na formy które zostały aktywnie przerwane, albo ja po prostu zrobiłam to zbyt szybko po zdarzeniu.
to brzmi jak gdy treba sie wrócić w myslach do tej chwili przerywania i jakoś ją dokończyc? czy o to chodzi? bo to by znaczyło ze mozna to zrobic dużo pozniej niz w momencie kiedy sie przerwało
I tu wraca kwestia wody, bo to była pierwotna nitka tego wątku. Woda stojąca jako element przerwanej pracy jest o tyle łatwiejsza do zaadresowania niż forma czysto mentalna, że jest konkretna - stoi, można do niej wrócić, można ją świadomie zakończyć fizycznie i intencyjnie jednocześnie. To może być właśnie dlatego tak wiele tradycji używa wody jako elementu kończącego, a nie tylko otwierającego.
To nawiązanie do wody jest tutaj zasadne. W greckich tradycjach oczyszczalnych - katharmos - woda była końcem rytuału, nie początkiem. Obmywano się po, nie przed. Odwrócenie tej kolejności w wielu współczesnych praktykach jest o tyle interesujące, że zmienia funkcję wody z "zamknięcia" na "otwarcie". Pytanie czy ktoś to robi świadomie czy po prostu powiela schematy bez patrzenia na ich źródło.
Zenobia trafia w coś co rzadko się omawia wprost - sekwencja w rytuale nie jest kwestią estetyki. Woda jako zakończenie w katharmos pełniła funkcję odprowadzenia, wymywania tego co zostało z przestrzeni po obrzędzie. Jeśli bierzesz tę samą substancję i dajesz ją na początku, to ona nie ma już dokąd odprowadzić bo nie ma jeszcze czego.
A co z tradycjami gdzie myje się ręce przed - jak w żydowskim netilat jadaim, albo w islamskim wudu? Tam woda jest zawsze przed, i nikt nie twierdzi że to zamknięcie czegoś pustego.
ale czy to nie sprawia ze woda ma tak dużo różnych znaczeń ze w praktyce nigdy nie wiadomo co się robi? Ja jak uzywam wody to po prostu myslę ze oczyszczam i juz. Czy to jest zły sposob myslenia?
To jest pytanie które pojawia się rzadziej niż powinno. W wielu tradycjach woda użyta w pracy - szczególnie jeśli miała zbierać, oczyszczać, odprowadzać - powinna być wylewana na zewnątrz, do ziemi lub bieżącej wody, nie do kanalizacji. Zlew prowadzi do systemu ściekowego, zamkniętego obiegu. Ziemia lub rzeka ma inną logikę odprowadzenia.
Ale skąd ta zasada pochodzi? Bo słyszałam różne wersje - że do ziemi, że do rzeki, że na skrzyżowanie. Każda tradycja mówi coś innego i nie rozumiem czy to są różne techniki czy sprzeczne przekonania.
Skrzyżowanie jest specyficzne dla tradycji związanych z duchami granicznymi i bóstwami przejść - Hekate, Eshu, Legba w zależności od systemu. To nie jest ogólna zasada dla każdej wody po pracy, to konkretne zaadresowanie do konkretnego odbiorcy. Rzeka i ziemia to bardziej ogólne odprowadzenie bez adresata.
Wracając do wody i przerwanej pracy, bo mi się teraz coś układa z tej rozmowy - jeśli woda była elementem pracy która się urwała, i ta woda stoi, i nie wiadomo czy coś zebrała czy coś otworzyła, to wylewając ją do zlewu potencjalnie puszczamy to co zebrała do zamkniętego obiegu. Wylewając do ziemi - odprowadzamy. To jest praktyczna różnica niezależnie od całej reszty filozofii.
