Forum

Asystent AI
Magia podczas choro...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia podczas choroby i osłabienia - czy można pracować

Strona 1 / 3

Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ostatnio mocno zwaliło mnie z nóg, coś wirusowego, tydzień w łóżku z gorączką. I zaczęłam się zastanawiać, czy w ogóle sensowne jest wtedy cokolwiek robić. Nie mówię o wielkich rytuałach, ale nawet o zwykłej pracy z intencją, z oddechem, z jakimkolwiek skupieniem. Ciało totalnie odmawia współpracy, głowa jak z waty, a z drugiej strony czuć jakiś wewnętrzny przymus, żeby nie przerywać. Czy wy w ogóle pracujecie podczas choroby? Czy raczej odpuszczacie do momentu, aż organizm wróci do siebie?


Odpowiedz
171 odpowiedzi
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To jest dobre pytanie, bo dużo osób zakłada, że choroba to automatyczna przerwa i koniec tematu. Ja mam inne podejście, ale nie w sensie 'wal rytuały na siłę'. Chodzi raczej o to, że kiedy ciało jest osłabione, energia psychiczna często jest wtedy gdzieś indziej, jakby bardziej odsłonięta. Niektóre tradycje wręcz traktowały stany gorączkowe jako momenty wzmożonej percepcji. To nie znaczy, że masz wstawać o północy i palić świece, ale całkowite odcinanie się też nie zawsze ma sens. Pytanie raczej co konkretnie próbowałaś robić i przy jakim nasileniu objawów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Kunia Czekaj, bo to mnie trochę zdumiewa. Mówisz, że gorączka zwiększa percepcję, ale czy to nie jest przypadkiem po prostu efekt fizjologiczny, że mózg inaczej pracuje przy podwyższonej temperaturze? Bo ja miałem raz wysoką gorączkę i miałem dziwne sny, bardzo wyraziste, ale nie traktowałem tego jako coś magicznego, tylko jako efekt uboczny choroby. Jak to rozgraniczacie?


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Karrot No i tu jest właśnie sedno. Nie twierdzę, że gorączka 'uruchamia' cokolwiek z zewnątrz. Mówię, że obniżone filtry racjonalnego umysłu to stan, który można świadomie obserwować, jeśli masz energię. Sama fizjologia jest bazą, interpretacja zależy od ciebie. Przy wysokiej gorączce ja bym jednak odpuściła całkowicie, serio. To nie jest stan do pracy, to jest stan do leżenia.


Odpowiedz
Wpisy: 2326
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Dziedzilia, a jak to wyglądało u ciebie praktycznie? Bo 'czuć przymus, żeby nie przerywać' to brzmi trochę jak nawyk, który trudno wyłączyć, a nie jak realna potrzeba energetyczna. Sama miałam podobnie i doszłam do wniosku, że ten przymus to bardziej lęk przed przerwą niż faktyczna potrzeba praktyki. Nie zawsze jedno i drugie. Co konkretnie próbowałaś robić będąc chorą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Paradoxa Hmm, to trafne. Szczerze, to było głównie usiądę, zapalę świeczkę, spróbuję się skupić i po trzech minutach już tylko czuję, że chce mi się spać. Nic konstruktywnego, żadnego skupienia. Ale masz rację, że to mogło być bardziej o tym, żeby 'nie stracić rytmu' niż o faktycznej pracy. Trochę obsesja pracowitości przeniesiona na praktykę.


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Z mojego doświadczenia: choroba to jeden z najgorszych momentów na jakąkolwiek intencjonalną pracę energetyczną. I mówię to zupełnie serio, bez owijania w bawełnę. Ciało skupia wszystkie zasoby na regeneracji i próba przekierowania czegokolwiek na praktykę magiczną jest jak grzanie dwóch pieców jedną garścią węgla. Jeden z nich będzie kiepsko działał. Zazwyczaj ten magiczny. Widziałem dużo rozczarowań u ludzi, którzy nie odpuszczali i potem mówili, że 'coś przestało działać'. No bo nie ma czym działać.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@oskar)
Połączone: 2 miesiące temu

Zgadzam się z Barnim, ale z zastrzeżeniem. Nie wszystko wymaga tyle energii. Mam na myśli że jak ktoś leży chory i chce mieć przy sobie jakiś kamień czy amulet, który normalnie używa, to nie widzę problemu. To nie jest aktywna praca, to jest pasywna obecność. Kamień leży, człowiek leży, nikomu nie przeszkadza. Ale siadać do skomplikowanego rytuału z wizualizacją, intencją, skupieniem, to inna bajka.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 432

@Oskar Dobry punkt z tym pasywnym aspektem. Chociaż tu też bym ostrożnie, bo są osoby, które mają przy sobie przedmioty, które normalnie wymagają od nich czegoś, jakiegoś rejestrowania, odpowiedzi, pracy ze stanem. I to w chorobie może być raczej ciężar niż wsparcie. Wszystko zależy od tego, jaką relację masz z danym przedmiotem na co dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

A co z sytuacją, kiedy choroba jest długotrwała? Bo to jedno to tydzień grypy, a co z kimś, kto jest chory przewlekle albo przez kilka tygodni? Czy wtedy całkowita przerwa oznacza, że ta osoba po prostu wypada z praktyki na dobre? Coś tu nie gra.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przewlekła choroba to zupełnie inne zagadnienie. Wtedy trzeba przebudować praktykę pod możliwości, nie czekać aż ciało wróci do dawnego stanu, bo może nie wróci. Znam osoby, które pracują z łóżka, w pełni świadomie, skróconymi formami. Nie chodzi o obcięcie praktyki do minimum ze smutkiem, ale o realne dostosowanie. Jeden oddech z intencją jest pełnoprawną praktyką, jeśli za nim stoi skupienie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Jarek83 To właśnie mnie interesuje. Jak ta 'przebudowa' wygląda w praktyce? Bo łatwo powiedzieć 'dostosuj', ale konkretnie, co zostawiasz z rytuału, a co odpadać?


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zazwyczaj zostaje intencja i oddech. Reszta to oprawa. Jeśli jesteś zbyt słaba na to żeby siedzieć, intencja wyartykułowana w myśli zanim zaśniesz to nie jest mniej wartościowa niż ta sama intencja wypowiedziana przy pełnym ołtarzu. Oprawa pomaga w skupieniu, ale skupienie może być bez oprawy. Trudniej, ale możliwe.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@paulinka)
Połączone: 2 tygodnie temu

ja mam pytanie bo może trochę nie na temat ale jednak, jak długo choroba musi trwać żeby w ogóle sens miało robić cokolwiek? bo ja jak mam zwykłe przeziębienie to mi w głowie nie ma żeby przerywać, tydzień to już inna sprawa ale jeden dzień złego samopoczucia to chyba nie powód?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@paulinka Nie ma takiego progu godzinowego 🙂 Chodzi o to, czy masz skupienie. Możesz być chora tydzień i trzeciego dnia czuć się na tyle dobrze, że prosta praca ma sens. Możesz mieć jednodniowy ból głowy i być kompletnie niezdolna do czegokolwiek. Ciało i głowa muszą być razem, inaczej to jest odprowadzanie energii w bliżej nieokreślone miejsce.


Odpowiedz
Wpisy: 719
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Słuchajcie, ja bym do tego dołożyła jeszcze kwestię czakry splotu słonecznego, bo przy chorobie, szczególnie przy gorączce albo osłabieniu trawienia, ona jest często wyraźnie zaburzona. Próba prowadzenia rytuału kiedy ta czakra jest mocno zdestabilizowana to trochę jak próba gotowania na rozchwianej kuchni. Sama technicznie możesz coś ugotować, ale efekty są nieprzewidywalne. Miałam przypadki, gdzie ktoś nie odpuścił podczas choroby i potem potrzebował kilku tygodni żeby wyrównać to co zrobił na siłę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@boruta)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Otylka A skąd wiesz że to przez rytuał podczas choroby, a nie przez samą chorobę? Pytam serio, bo to trudne do rozgraniczenia. Choroba sama w sobie może destabilizować pole energetyczne, i potem trudno powiedzieć co było przyczyną a co skutkiem.


Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Boruta Masz rację, że nie da się tego rozdzielić stuprocentowo. Ale kilka razy widziałam bardzo podobny wzorzec. Osoba chora, odpuszcza praktykę, wraca do zdrowia i przy pierwszym normalnym skanowaniu wszystko w normie. Inna osoba w podobnym stanie fizycznym, nie odpuszcza, i przy tym samym skanowaniu jest dużo więcej do pracy. To nie jest dowód, ale nie jest też przypadek.


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Z perspektywy słowiańskich praktyk, choroba historycznie była stanem kiedy człowiek był traktowany jako przejściowo 'otwarty', czyli podatny zarówno na wpływy pomocne jak i na te złe. Stąd zresztą tyle dawnych zakazów wobec chorych, np. nie odwiedzać pewnych miejsc, nie brać udziału w obrzędach, bo chory mógł zakłócić energię zbiorową albo sam wziąć na siebie coś, czego nie powinien. To nie był strach przed zarażeniem w sensie medycznym, tylko przed tym właśnie brakiem naturalnych granic.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 390

@Perun80 To ciekawe, bo właściwie spójne z tym co mówił Jarek o skupieniu. Jeśli choroba osłabia naturalne granice, to aktywna praca bez stabilnej podstawy rzeczywiście brzmi ryzykownie. Ale mam pytanie, czy te słowiańskie zakazy dotyczyły też drobnych, codziennych praktyk, czy tylko tych zbiorowych obrzędów?


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Dziedzilia, zakazy dotyczyły głównie aktywności rytualnej na zewnątrz, wychodzenia na rozstaje, kontaktu z wodą źródlaną czy ogniem obrzędowym. Codzienne ochronne gesty, zawiązanie nitki, trzymanie ziela pod poduszką, coś co dziś nazwalibyśmy pasywną magią ochronną, nie były zakazane. Ale to też nie były rytuały wymagające skupienia. To była bardziej higiena energetyczna wpisana w codzienność.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@boruta)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Perun80 A ta 'higiena energetyczna' to coś, co można porównać do dzisiejszych praktyk? Bo rozumiem historyczny kontekst, ale jak to przekłada się na kogoś, kto choruje i nie wie, czy w ogóle coś robić?


Odpowiedz
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 670

@Boruta Przekładałbym to tak: jeśli coś robiłeś zanim zachorowałeś i nie wymaga od ciebie aktywnego wkładu, możesz to zostawić. Jeśli coś wymaga od ciebie decyzji, skupienia, kierowania energią, to jest właśnie ta granica, której słowiańskie podejście by nie przekraczało w czasie choroby. Nie dlatego że zakazane, ale dlatego że szkodliwe dla chorego.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Perun80 jest bardzo zbieżne z tym, jak ja na to patrzę, tylko bez historycznego oparcia. Choroba to czas kiedy system nerwowy jest już przeciążony. Dodawanie do tego czegokolwiek co wymaga skupienia to nie jest praca magiczna, to jest wymuszanie od ciała czegoś, czego nie ma. Intencja wyartykułowana w myśli przed snem to zupełnie inna skala obciążenia niż siedzenie przy ołtarzu przez godzinę.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Kunia Ale czekaj, bo tu wchodzi coś co mnie zastanawia. Mówisz o systemie nerwowym i przeciążeniu, ale czy magia, tak jak ją tutaj rozumiemy, w ogóle korzysta z systemu nerwowego w tym sensie? Bo jeśli intencja to coś więcej niż tylko neurologia, to dlaczego przeciążony układ nerwowy miałby ją blokować?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Karrot Bo intencja bez skupienia to nie jest intencja, to jest życzenie. Różnica jest znacząca. Możesz chcieć czegoś bardzo mocno leżąc z gorączką, ale jeśli nie jesteś w stanie utrzymać myśli przez minutę bez odpływania, to ta 'intencja' jest rozmyta. W praktyce rytualnej rozmazana intencja to albo brak efektu, albo efekt inny niż zamierzony.


Odpowiedz
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Paradoxa Okej, to rozumiem, ale gdzie jest ta granica między życzeniem a intencją? Bo to co opisujesz brzmi jak kwestia treningu koncentracji, a nie stanu fizycznego per se.


Odpowiedz
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 619

@Karrot Granica jest praktyczna, nie teoretyczna. Jeśli siedzisz z intencją i co trzy zdania musisz wracać do punktu wyjścia, bo myśl ucieka, to sygnał że warunki nie są spełnione. Nie chodzi o idealną ciszę w głowie, to nikomu się nie zdarza. Chodzi o minimalną ciągłość.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mnie to pytanie Karrota trochę kręci w kółko, bo on ma rację, że to brzmi jak kwestia koncentracji, ale z drugiej strony choroba fizycznie obniża zdolność koncentracji. Więc to jednak wychodzi na to samo. Stan ciała przekłada się bezpośrednio na jakość skupienia.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@paulinka)
Połączone: 2 tygodnie temu

a czy ktoś próbował robić coś bardzo krótkiego jak naprawdę miał słaby dzień? np nie pełny rytuał tylko dosłownie jedna świeczka i jedna myśl? pytam bo sama nie wiem czy to ma jakikolwiek sens w takiej formie


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@paulinka Tak, robiłam to nieraz. Jedna świeczka, jedna konkretna myśl, i tyle. Nie czekam na efekty z takiego mini-działania, ale samo zapalenie świeczki z intencją bywa bardziej o utrzymaniu kontaktu z praktyką niż o osiągnięciu konkretnego celu. Czy to magia w pełnym sensie? Pewnie nie. Ale też nie jest niczym złym.


Odpowiedz
Wpisy: 2074
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

No i tu bym się sprzeczał z Otylką. Bo jeśli robimy coś 'żeby utrzymać kontakt z praktyką', to jest to dla mnie bardziej rytuał psychologiczny niż magiczny. Co samo w sobie nie jest złe, ale nie udawajmy, że to jest równoważne z pełną pracą. To jak powiedzieć, że machanie ręką w kierunku siłowni to trening.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Barni Nie twierdziłam, że to równoważne. Napisałam wprost, że nie czekam na efekty. Pytanie było o sens, nie o skuteczność. I moim zdaniem sens jest, jeśli ktoś nie chce przez dwa tygodnie choroby kompletnie tracić nici.


Odpowiedz
Wpisy: 432
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Barni ma rację w tym sensie, że rozgraniczenie jest ważne, ale też nie każda praktyka musi mieć 'efekty magiczne' jako jedyny cel. W pracy z runami na przykład jest sporo elementów kontemplacyjnych, które są wartościowe nawet bez żadnego kierowania energią. Leżenie z runą w dłoni i obserwowanie, co przychodzi do głowy to nie jest rytuał, ale nie jest też bezwartościowe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@boruta)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 507

@Pogodnica A jak to odróżnić od zwykłego leżenia z kamieniem w dłoni i myślenia o czymś? Pytam serio, bo czuję, że gdzieś tu jest rozmycie definicji, i nie wiem czy to moje ograniczenie czy faktycznie granica jest płynna.


Odpowiedz
(@pogodnica)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 432

@Boruta Dla mnie różnica jest w intencjonalności przed wzięciem runy do ręki. Jeśli bierzesz ją bez żadnej myśli, to jest po prostu kamyk. Jeśli bierzesz ją z pytaniem albo z nastawieniem na obserwację, jest kontemplacja. To nie jest magia w sensie ścisłym, ale jest metodą. Płynna granica, masz rację.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracając do tego co mówił Jarek o minimalnej ciągłości, mam pytanie do wszystkich, jak długo ta ciągłość musi trwać, żeby cokolwiek z tego wyszło? Bo rozumiem intencję przed snem jako coś krótkiego, ale ile to realnie, sekunda skupienia? Trzy minuty? Pytam bo sama kiedy próbowałam czegokolwiek w złym stanie, gubiłam myśl dosłownie w połowie zdania.


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

Nie ma liczby sekund. Kryterium jest to, czy intencja jest kompletna, czyli czy zdążyłaś dotrzeć do jej końca bez urwania. Jedno krótkie zdanie w myśli, które faktycznie przemyślałaś od początku do końca, bez rozproszenia, to więcej niż długi rytuał z głową gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

I to jest chyba najbardziej praktyczna rzecz powiedziana w tym wątku. Kompletność, nie długość. Można to przenieść też poza chorobę, ale tutaj ma szczególne znaczenie, bo choroba skraca ten czas bardzo radykalnie.


Odpowiedz
Wpisy: 1071
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

To brzmi logicznie, ale mam wrażenie, że przy takim podejściu każdy może sobie powiedzieć, że 'zdążył' i tyle. Jak weryfikujesz, że intencja była kompletna a nie tylko tak ci się wydaje?


Odpowiedz
Wpisy: 619
(@jarek83)
Połączone: 5 miesięcy temu

To się weryfikuje po czasie, nie w trakcie. Jeśli intencja była kompletna, to po kilku dniach albo tygodniach możesz ocenić, czy coś się ruszyło w kierunku, który określiłeś. Jeśli nie, to albo warunki nie były spełnione, albo cel był źle sformułowany. W trakcie samego działania nie masz pewności. To jest właśnie część pracy, umieć powiedzieć sobie 'nie wiem jeszcze' i nie szukać natychmiastowego potwierdzenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Jarek83 Ale to jest weryfikacja skuteczności, nie kompletności intencji. Mnie chodziło o to pierwsze. Jak wiesz w momencie kończenia, że naprawdę dotarłeś do końca swojej myśli, a nie tylko przestałeś myśleć bo się zmęczyłeś?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Karrot To jest różnica, którą czujesz. Wiem, że to brzmi jak wymijanie, ale nie ma tu lepszej odpowiedzi. Zamknięta intencja ma inne 'ciężar' niż urwana. Tak jak wiesz, że zdanie jest skończone, a nie przerwane w połowie. Jeśli tego nie czujesz, to albo za mało ćwiczyłeś skupienie w ogóle, albo właśnie działałeś w zbyt złym stanie.


Odpowiedz
Wpisy: 390
Rozpoczynający temat
(@dziedzilia)
Połączone: 5 miesięcy temu

To co mówi Paradoxa o 'ciężarze' mnie trafia. Miałam to parę razy, kiedy wiedziałam, że coś się domknęło, i parę razy, kiedy zostałam z takim zawieszonym odczuciem. Pytanie Karrota jest jednak słuszne w jednym, bo kiedy jesteś naprawdę chora, to możesz nawet nie wiedzieć, że odpływasz. Gorączka to nie jest neutralny stan obserwatora.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie o to mi chodziło kilka postów wcześniej. Przy gorączce mózg dosłownie pracuje inaczej, percepcja czasu się zmienia, można mieć poczucie pełnej przytomności przy jednoczesnej dezorientacji. Dlatego moje zdanie jest takie, że gorączka powyżej pewnego poziomu to twarda granica, nie umowna.


Odpowiedz
Wpisy: 507
(@boruta)
Połączone: 5 miesięcy temu

A co z innymi chorobami, nie z gorączką? Bo mam wrażenie, że całą rozmowę prowadzimy jakby choroba zawsze równała się gorączce. Miałem kiedyś kilka tygodni na antybiotykach bez gorączki, po prostu osłabiony, zmęczony, bez grypy jako takiej. I wtedy to była inna sytuacja zupełnie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@Boruta Dobre pytanie. Antybiotyki same w sobie są osobnym tematem, bo wpływają na florę bakteryjną, na energię w sensie dosłownym, zmęczenie jest inne niż przy wirusowej chorobie. Ja po antybiotykach czuję się inaczej niż po grypie. Nie wiem, czy masz podobnie, ale to nie jest stan 'po prostu osłabienia', to specyficzne.


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Ja bym rozszerzył to co Boruta poruszył, bo rzeczywiście choroba to szeroki termin. W podejściu słowiańskim rozróżniano choroby 'z zewnątrz', od zimna, od złego powietrza, od kontaktu, i 'z wewnątrz', czyli takie, które wychodziły z samego człowieka. Ta druga kategoria była traktowana zupełnie inaczej, bo w niej choroba mogła być elementem procesu, nie tylko przeszkodą. Nie twierdzę, że to gotowy przepis, ale to rozróżnienie jest ciekawe przy pytaniu o pracę magiczną.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@karrot)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1071

@Perun80 To znaczy, że przy chorobie 'z wewnątrz' praca magiczna byłaby wskazana? Czy to nie jest trochę ryzykowne założenie, że akurat twoja choroba jest 'z wewnątrz'?


Odpowiedz
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 670

@Karrot Nie, nie wskazana automatycznie. Raczej że wymagała odczytania, czy to jest czas obserwacji i przejścia, czy czas zatrzymania. To nie był błąd przyjąć, że choroba ma wewnętrzny komunikat, ale też nie każda choroba była mistyczna. Przeziębienie to przeziębienie. Chodziło raczej o choroby przewlekłe, powtarzające się, albo takie, które pojawiały się w szczególnych momentach życia.


Odpowiedz
Wpisy: 67
(@paulinka)
Połączone: 2 tygodnie temu

to jest ciekawe co mówi Perun80 bo ja miałam kiedyś coś takiego, że chorowałam za każdym razem kiedy miałam zacząć coś nowego, pracy albo kursu. i zawsze byłam wtedy tak osłabiona że nic nie mogłam. czy to mogło być właśnie to 'z wewnątrz'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@otylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 719

@paulinka To co opisujesz to wzorzec, który może mieć różne wyjaśnienia. Psychosomatycznie jest to dobrze znane, że ciało reaguje na próg zmiany. Czy to jest 'z wewnątrz' w sensie o którym mówi Perun, to inna kwestia. Ale na potrzeby tematu, jeśli choroba pojawia się regularnie przy konkretnych sytuacjach, to jest warte uwagi nawet bez etykietki magicznej.


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: