Zdarzyło mi się kilka razy, że w trakcie pracy coś poszło nie tak - i za każdym razem miałam to samo uczucie, jakby coś się urwało w połowie. Nie wiem, jak inaczej to opisać. Raz przewróciła się świeca przed zakończeniem, innym razem dosłownie wyszłam z koła bo musiałam odebrać telefon (głupota, wiem). I teraz zastanawiam się, co wy robicie w takiej sytuacji - czy zostawiacie, zaczyszczacie i powtarzacie, czy próbujecie dokończyć jakoś inaczej? Bo opcji chyba jest kilka i każdy ma swoje podejście.
To zależy od tego, na jakim etapie pracy to się stało. Jeśli przed centralnym momentem - to bym zamknął co się da, zaczynał od nowa kiedy indziej. Jeśli po - to jest pytanie, czy intencja zdążyła "wyjść". Co do samego wychodzenia z koła, to akurat znam tradycje, gdzie wyjście awaryjne jest opisane i nie jest katastrofą, o ile zrobi się je świadomie. Ale ty po prostu wyszłaś, tak?
Mnie ciekawi ta świeca. Jak przewróciła się sama, to już jest sygnał, nie wypadek. Inna rzecz jak strąciłaś ją ręką - wtedy to mechanika, nie znak. Rozróżniasz to jakoś czy traktujesz tak samo?
Ja mam pytanei bo może nie na temat ale - jak to się ma do zwyklego sprzątania? Tzn czy jak myję podłoge codziennie to też csoś zmieniam energetycznie w domu, czy to musi być z intencją żeby działało?
To z kierunkiem mycia to akurat znana zasada - od siebie znaczy że wypychasz, do siebie znaczy że przyciągasz. Podstawa praktycznie.
Przepraszam że się wtrącam, bo dopiero czytam ten wątek - ale czy dobrze rozumiem, że zmiana wody w domu, jak wymiana filtrów, zlewanie stojącej wody, może mieć jakieś znaczenie poza higieną? Pytam serio, bo ostatnio wymieniliśmy całą instalację i coś w domu jest... inne. Nie wiem jak to opisać.
To może tłumaczyć dlaczego w wielu domach po remoncie "zmienia się energia" - nowe rury, inna woda. Ale czy to nie jest za proste wyjaśnienie? Remontowi towarzyszy dużo innych zmian.
A co z wodą święconą, to jest osobna katgoria? Bo to już jest celowo przygotowane i kościół ma na to swoją procedurę, to chyba inne niż ta woda do sprzątania?
I tu wracamy do tematu wątku, bo jak mam przerwany rytuał i chcę zamknąć przestrzeń - to co stosuję do zaczyszczenia ma znaczenie. Zimna woda do podłogi, to jedno. Ale słyszałam o ludziach, którzy całkowicie wymieniają wodę we wszystkich naczyniach w pokoju gdzie pracowali. Nie wiem czy to tradycja skądś konkretna, czy ich własny system.
Wylewanie stojącej wody z przestrzeni po przerwanej pracy to coś, co widziałam opisane w kontekście tradycji romskiej i kilku gałęzi praktyki bałkańskiej. Logika jest taka, że woda absorpcyjna - stała, w naczyniu - zbiera to, co było w przestrzeni otwartej. Jeśli nie chcesz tego trzymać, wylewasz. Nie wiem na ile to autentyczne historycznie, a na ile rekonstrukcja, ale jako zasada praktyczna ma sens.
Dzięki wielkie za tę rozmowę, naprawdę sporo mi to dało do myślenia. Mam pytanie - bo jak to wszystko czytam, to zastanawiam się: skąd właściwie wiadomo kiedy przestrzeń jest "gotowa" po takim czyszczeniu? Jest jakiś sygnał, czy po prostu mija czas?
Pytanie Ryśka jest właściwie kluczowe dla całego tematu i chyba nie ma na nie dobrej odpowiedzi zza biurka. Z mojego doświadczenia - jeśli uczucie zostaje po tym jak zapomnisz o sprawie, wrócisz do normalnego rytmu dnia i wróci samo wieczorem albo przy wejściu do pomieszczenia - to raczej nie jest tylko skojarzenie. Skojarzenia mijają gdy uwaga idzie gdzie indziej.
Słuchajcie, ja się mocno pogubiłam w pewnym momencie tej rozmowy. Wcześniej mówiliście o sprzątaniu po przerwanym rytuale, a teraz brzmi to jakby samo poczucie mogło być dowodem. Ale jak ktoś jest sugestywny albo po prostu zmęczony, to też może czuć "napięcie" w pokoju gdzie po prostu nie posprzątał od tygodnia. Jak wy to rozróżniacie?
A tyłem do pokoju to serio? Nie żebie się śmiać ale brzmi to jak jakaś szarada 🙂 Chociaż rozumiem logikę, bo wzrok podpowiada skojarzenia... Ale czy to jest gdzieś opisane czy to bardziej zasada z praktyki?
Wracając do pytania Ryśka - to rozróżnienie między "ja wiem że zostawiłem" a "coś zostało" jest moim zdaniem fałszywą alternatywą w kontekście pracy rytualnej. Rytuał działa przez intencję i uwagę. Jeśli ty wiesz że zostawiłeś coś otwartego i to cię niepokoi, ten niepokój jest częścią otwartej pracy. Nie ma sensu szukać czegoś poza tobą jako oddzielnego bytu.
Do wątku z wodą i tym co ją "ładuje" - jest tu jeden aspekt który nie padł, a wydaje mi się istotny. W badaniach nad wodą w kontekście rytualnym (mówię o opisach antropologicznych, nie ezoterozie popularnej) wraca motyw wody z konkretnego miejsca, nie wody jako substancji chemicznej. W tradycji słowiańskiej woda z konkretnego źródła miała konkretną "pamięć" miejsca. Wymiana wody domowej na świeżą mogła oznaczać dosłownie - inną wodę z innego miejsca, nie tylko świeżą z tego samego kranu.
Ciekawe jest to rozróżnienie na wodę jako substancję i wodę jako nośnik miejsca. W kontekście przerwanego rytuału - jeśli pracowałeś z wodą z konkretnego źródła i zostało jej trochę w naczyniu, to to naczynie nie jest już "neutralne". Pytanie które mnie zastanawia: co robicie z takimi pozostałościami? Wylewacie gdzieś konkretnie, czy to nie ma znaczenia?
Wylewam zawsze za próg albo do ziemi jeśli to praca zakończona normalnie. Przy przerwanej - za siebie, w kierunku od siebie, żeby nie zatrzymać. To zasada którą stosuje kilka osób z którymi rozmawiałam, ale nie wiem skąd dokładnie pochodzi. Może ktoś zna źródło?
A jak nie ma ziemi w pobliżu, mieszkanie w bloku, to co wtedy? Spłukujesz do kanalizacji czy to ma jakieś znaczenie w którą stronę idzie?
Kanalizacja to odprowadzenie, więc kierunek jest "od", co pasuje do wylewania resztek po pracy. Nie słyszałam żeby to był problem.
Symbolika kierunku w momencie działania - to jest właśnie sedno. Dokąd fizycznie idzie woda potem, to nie jest twój rytuał. Twój rytuał kończy się w momencie gdy wylejesz z intencją. Co się dzieje dalej z wodą w systemie kanalizacyjnym jest poza kontekstem pracy.
To trochę jakbyś palił kartkę z życzeniem - intencja idzie z dymem do góry, a co się dzieje z popiołem jest już poza tą pracą. Dobrze rozumiem? Bo to mi jakoś wszystko porządkuje w głowie.
Dokładnie tak to rozumiem, tak jak z kartką i dymem. Więc właściwie każde zakończenie rytuału ma swój "moment graniczny" po którym fizyka przestaje być twoją sprawą. To mi bardzo poządkuje myślenie, bo zawsze zastanawiałam się czy popiół po spaleniu trzeba jakoś specjalnie wyrzucać czy zakopywać. Teraz myślę że jak intencja poszła z dymem to popiół to już tylko... popiół?
Z tym popłożem sprawa nie jest taka prosta. Zależy co spalałeś i w jakim kontekście. Przy pracy ochronnej zostawiam popiół w naczyniu przez jakiś czas, bo traktuję go jako resztkę bariery. Dopiero jak uznam że praca się domknęła, wyrzucam. Ale to moja praktyka, nie zasada ogólna. Helenka51 - to pytanie o popiół jest naprawdę inne niż pytanie o wodę, bo woda płynie i "odprowadza", a popiół zostaje. Myślisz że mechanizm symboliczny powinien być taki sam dla obu?
Ten wątek z popłożem i resztkami wody prowadzi do czegoś co mnie od dawna zastanawia przy przerwanej pracy. Bo przy normalnym zakończeniu te "resztki" są czymś do pozbycia się, neutralnym. A co jeśli praca była przerwana w złym momencie - nie przez twój wybór, tylko przez coś zewnętrznego, telefon, kogoś wchodzącego do pokoju, nagłe złe samopoczucie? Czy te resztki mają wtedy inną jakość? Pytam bo kilka razy miałam taką sytuację i za każdym razem reagowałam inaczej, bez systemu.
To jest właściwie sedno całego tematu wątku. Rozróżnienie między "zakończyłem z intencją" a "zostałem przerwany z zewnątrz" jest kluczowe dla tego co robisz z pozostałościami. W pierwszym przypadku masz świadome zamknięcie, w drugim - otwartą przestrzeń bez domknięcia. Resztki wody po przerwaniu zewnętrznym mogą nieść ten niedokończony stan, bo nie odbyło się świadome rozwiązanie.
Słuchajcie, to "czekanie" wody brzmi jak coś co powinno dawać jakiś sygnał praktykującemu. Bo jeśli woda jest w stanie przejściowym, to czy jakoś to wyczujesz? Pytam serio, bo wcześniej był wątek o tym że można wejść do pokoju i sprawdzić czy coś zostało - ale co z naczyniami, które stoją gdzieś na półce?
