Forum

Asystent AI
Błędy w magii - jak...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Błędy w magii - jak się z nich uczyć bez depresji

Strona 2 / 6

Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja mam głupie pytanie do całej tej rozmowy o notatkach i wzorcach. Jak wy w ogóle zapisujecie te rzeczy? Bo ja próbowałam robić dziennik magiczny, ale zawsze wychodzą mi takie kwieciste opisy, że potem jak czytam po kilku tygodniach to właściwie nie wiem co tam faktycznie robiłam i czy to zadziałało czy nie. Czy jest jakiś sensowny format?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Grazynka58 O, to jest bardzo konkretne pytanie i z radością się tu wypowiem, bo sama przez to przechodziłam. Kwieciste opisy to pułapka, bo piszemy pod wpływem emocji i potem faktycznie nie ma z tego danych. Mnie pomogło przejście na coś bliższego szablonowi, nie w sensie sztywnego formularza, ale kilka stałych punktów, które zawsze uzupełniam niezależnie od nastroju. Co robiłam, kiedy, jaki był stan przed, jaki oczekiwałam rezultat, co zaobserwowałam bezpośrednio po. I osobno, może kilka dni później, notatka o tym co się wydarzyło.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Tylko że ten kilkudniowy odstęp między zapisem a obserwacją rezultatu też jest problematyczny, prawda? Bo skąd wiadomo, co jest efektem rytuału, a co po prostu biegiem zdarzeń? Ja w numerologii mam przynajmniej ramy czasowe z cykli, które mówią, kiedy dane działanie powinno przynosić efekty, ale bez takiej siatki to naprawdę jak szukanie przyczyny w ciemnym pokoju.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Mimoza porusza coś, z czym się mocuję od dłuższego czasu. Ten problem z przypisywaniem przyczyn jest jednym z powodów, dla których błędy w magii są tak podatne na spiralę. Jeśli nie możesz ustalić, czy coś nie wyszło z twojego powodu, to każda nieudana próba staje się potencjalnie twoją winą. A to jest droga do tego rodzaju depresyjnego myślenia, o którym jest cały ten wątek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 358

@Krysztal A nie myślisz, że to jest właśnie ten moment, w którym warto zapytać, czy w ogóle warto przypisywać sobie sprawczość? Serio pytam, bo to brzmi jak pętla bez wyjścia. Albo obwiniam siebie za błąd, albo mówię że to zewnętrzne okoliczności, i tak czy tak nie uczę się niczego konkretnego.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Novaria, ale czy to naprawdę jest pętla bez wyjścia? Bo ja to widzę inaczej. Pytanie nie brzmi, kto jest winny, tylko co mogłam zrobić inaczej. To jest inne pytanie i prowadzi do innego miejsca emocjonalnie. Wina zamraża, a pytanie o zmianę otwiera coś do zrobienia. Choćby małego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Przylaszczka66 Zgadzam się z tym rozróżnieniem, ale mam jedno ale. Czasem to pytanie co mogłam zrobić inaczej też prowadzi do spirali, jeśli nie ma żadnej odpowiedzi. Szczególnie w pracach runicznych, gdzie część zmiennych jest po prostu niejasna. I wtedy człowiek siedzi i kombinuje co było nie tak, a odpowiedź może być po prostu że nic, po prostu nie był właściwy czas albo intencja nie była czysta i tyle.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

To, o czym mówi Saturnella, jest chyba kluczowe dla zdrowia psychicznego w tej praktyce. Był taki czas, że po każdym rytuale, który nie dał widocznych efektów, szłam przez listę możliwych błędów i zawsze znajdowałam coś. Zawsze. Bo zawsze można powiedzieć, że skupienie było za słabe, albo świeczka zła, albo faza księżyca nieodpowiednia. Ta lista jest nieskończona. I w pewnym momencie zrozumiałam, że sama lista nie jest analizą, to jest samokaranie.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@pyromanta84)
Połączone: 2 lata temu

Zorka, to co opisujesz jest dla mnie bardzo znajome, choć z innej strony. Ja to robiłem trochę odwrotnie, jak coś wychodziło, to szukałem co zrobiłem dobrze i to było proste. Ale jak nie wychodziło, to ta nieskończona lista przyczyn powodowała, że w zasadzie nie chciałem w ogóle próbować, bo po co, skoro zawsze znajdę dowód na swój błąd. Czy wy macie jakiś sposób, żeby skończyć tę analizę w konkretnym punkcie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Pyromanta84 Szczery? Musiałem sobie narzucić zasadę, że analiza po rytualne trwa maksymalnie określony czas i potem zamykam temat w notatce jednym zdaniem, nawet jeśli to zdanie brzmi, wynik niejasny, nie wiem co było przyczyną. To zdanie zamknięcia jest ważniejsze niż jakakolwiek konkretna konkluzja. Bo przynajmniej wiem, że temat jest zamknięty i mogę iść dalej.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale jak to dosłownie robisz? Siedzisz, myślisz, a potem po prostu piszesz to zdanie i tyle? Bo mi się wydaje, że jakbym tak zrobiła, to by mnie gryzło dalej i te myśli by wróciły w nocy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Grazynka58 Tak, dosłownie. I tak, czasem wraca. Ale mam fizyczny zapis, że temat zamknąłem, i mogę sobie powiedzieć, że decyzja jest podjęta. To nie jest że myśli znikają, tylko że przestają być aktywnym zadaniem do rozwiązania. Trochę jak z tickboxem w zadaniach, nie chodzi o to że nie pamiętasz, tylko że nie masz powodu wracać.


Odpowiedz
Wpisy: 490
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

To, o czym mówi Seba, ma w sobie coś z rytuału samego w sobie, co jest ironicznie spójne z całym tematem. Zamknięcie jako gest, nie jako odpowiedź. Ja mam podobnie, ale zamiast zdania, mam fizyczne zamknięcie notatnika i krótkie coś w sensie, ta praca jest zrobiona, efekty należą do przebiegu zdarzeń, nie do mnie. I faktycznie to działa lepiej niż dochodzenie do ostatecznej przyczyny.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Zatrzymuję się tutaj, bo to jest bardzo ciekawy punkt. Mówicie o zamknięciu jako technice radzenia sobie z niemożnością ustalenia przyczyny błędu. Ale to jest trochę inne niż uczenie się. Jak wy odróżniacie moment, kiedy zamykasz, bo naprawdę wyciągnęłaś wnioski, od momentu, kiedy zamykasz, bo po prostu chcesz uciec od dyskomfortu?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Mimoza To jest naprawdę ostre pytanie i nie mam na nie dobrej odpowiedzi. Szczerze. Chyba po prostu przyjmuję, że obie te rzeczy mogą być prawdą naraz i to jest okej. Nie każde zamknięcie musi być pełnym rozumieniem. Czasem zamykasz żeby w ogóle działać dalej, i to też jest forma uczenia się, bo uczysz się, że możesz to przeżyć bez rozsypania.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Myślę, że Mimoza wskazała coś, co jest fundamentalne dla tego wątku i co rzadko jest stawiane wprost. Są dwa różne procesy, które łatwo pomylić. Jeden to faktyczne wyciąganie wniosków z błędów, czyli iteracja w sensie metodycznym. Drugi to regulacja emocjonalna po niepowodzeniu. Oba są potrzebne, ale wymagają innych zasobów i innych działań. Problem pojawia się, gdy próbujesz robić jedno przez drugie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Krysztal Czyli mówisz że jak czuję się źle po nieudanym rytuale i próbuję to naprawić przez analizę techniczną, to nie pomagam sobie emocjonalnie, tylko udaję że to jest zadanie poznawcze? Muszę to przemyśleć, bo to brzmi jak coś co robię regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Krysztal to ładnie ujął i chyba właśnie to jest sedno depresji z błędów w magii, o którą pyta temat wątku. Nie samo niepowodzenie, tylko to, że wkładamy w analizę techniczną energię, która powinna pójść na przeżycie tego emocjonalnie. I potem po miesiącu mamy idealną analizę i nadal jesteśmy na dnie. A zaczęłyśmy od błędu w rytuale, który może był drobny.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@pyromanta84)
Połączone: 2 lata temu

Zorka, to co napisałaś na końcu o tym nierozliczonym żalu, który wychodzi miesiąc później, to jest coś, co chyba nigdy nie było powiedziane w tym wątku tak wprost. Bo to jest właśnie ta depresja z tematu. Nie płaczesz od razu, tylko tłumaczysz sobie, że to była analiza, a potem coś cię dopadnie przy zupełnie innej okazji i nie wiesz skąd.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Ale jak wy w ogóle odróżniacie, że coś was dopadło z powodu rytuału sprzed miesiąca, a nie z jakiegoś innego powodu? Serio pytam, bo mnie się to wydaje prawie niemożliwe do rozróżnienia. Emocje nie mają etykietek.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Grazynka58 Zgadzam się, że etykietek nie mają, ale czasem jest taki moment, kiedy coś nieproporcjonalnego pojawia się przy drobnej rzeczy i zaczynasz szukać wstecz, skąd to przyszło. Nie zawsze znajdziesz połączenie, ale samo pytanie już coś otwiera. Ja to robię trochę intuicyjnie i nie twierdzę, że mam metodę.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Pyromanta84 napisał coś, co chodzmi za mną. Ten mechanizm tłumaczenia sobie, że robię analizę, a tak naprawdę odpychamy od siebie uczucie, to jest coś, co rozpoznaję u siebie przy runach. Jak wynik jest nieczytelny albo sprzeczny, to zamiast siedzieć z tym diskomfortem, zaczynam kombinować technicznie. I to jest niby produktywne, ale w środku coś zostaje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Saturnella.2 To jest taki klasyczny sposób na unikanie. Robisz coś, co wygląda jak praca, więc masz alibi przed samą sobą. W bioenergii mówi się czasem o blokowaniu przez nadaktywność, ale tu chodzi o tę samą strukturę. Pytanie jest, czy w ogóle możesz to zobaczyć z zewnątrz zanim masz dużo praktyki z samym sobą?


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Onyksowa06 Właśnie o to chodzi, że nie możesz. Przynajmniej ja nie mogłam. Zobaczyłam to dopiero kiedy ktoś mi powiedział z zewnątrz, że moje zapiski wyglądają jak ucieczka, a nie refleksja. To było przykre do usłyszenia, ale trafne.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Ciekawe, że w tym wątku tyle razy pojawia się perspektywa zewnętrzna jako ten moment przełomowy. Czyli samotna praktyka bez żadnej konfrontacji z kimś innym może być podatna na te same błędy w kółko, bo nie masz lustra. Czy wy w ogóle majacie kogoś takiego, do kogo możecie zanieść nieudany rytuał i powiedzieć, sprawdź moje myślenie?


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Mimoza, bardzo rzadko. I myślę, że to jest jedna z większych bolączek tej praktyki, szczególnie jak robisz to głównie solo. Tarot trochę łatwiej, bo można pokazać układ i powiedzieć, co widzisz. Ale z rytuałem, który był wewnętrzny, który dział się w twojej głowie i intencji, to komu to pokażesz? Opis zawsze jest już interpretacją.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Zorka dotknęła czegoś, co jest moim zdaniem strukturalnym problemem tej praktyki. Rytuał jest subiektywny podwójnie, w wykonaniu i w obserwacji efektów. To znaczy, że każda próba przekazania go drugiej osobie wiąże się z podwójną stratą informacji. I to jest w porządku, ale powinniśmy być tego świadomi zamiast udawać, że zewnętrzna perspektywa coś nam rzetelnie powie o samym rytualne.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 358

@Krysztal Więc co, zewnętrzna perspektywa jest bezużyteczna? Bo to brzmi jak argument za całkowitą izolacją praktyki, a nie za współpracą.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Novaria Nie, nie o to mi chodzi. Zewnętrzna perspektywa jest użyteczna, ale do innych rzeczy niż nam się wydaje. Może powiedzieć, jak wygląda twoje myślenie, czy spiralizujesz, czy możesz zamknąć pewien wątek. Ale nie powie ci, czy rytuał był dobrze wykonany, bo tego nie miała jak zobaczyć. Wiesz, to jak z terapeutą, on nie ocenia czy twoja decyzja była słuszna, ocenia czy twoje myślenie o niej jest zdrowe.


Odpowiedz
Wpisy: 490
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

To jest właśnie to rozróżnienie, które gdzieś po drodze gubi się w ezoterycznych rozmowach o błędach. Ktoś pyta, co zrobiłam źle, a dostaje odpowiedź, jak się czujesz z tym, że nie wyszło. I obie osoby wychodzą z rozmowy z przekonaniem, że pomogły albo że dostały pomoc, ale pytanie zostało bez odpowiedzi. Nie dlatego, że nikt nie chciał, tylko dlatego, że te pytania są z różnych porządków.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

To trochę smutne, że w czymś tak osobistym jak magia jest tak mało możliwości żeby naprawdę sprawdzić, czy robisz to dobrze. W kursach gotowania przynajmniej możesz zobaczyć, czy danie smakuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Grazynka58 Ale to jest też po części to, co sprawia, że ta praktyka jest trudna do opuszczenia, jeśli raz dasz jej sens. Nie ma zewnętrznego arbitra, więc interpretujesz sama. A to daje wolność, tylko że ta wolność potrafi być ciężka.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Seba to ujął całkiem dobrze, ale chcę dodać jeden wymiar. Ta wolność interpretacji jest też tym, co sprawia, że błędy w magii inaczej obciążają psychicznie niż błędy w innych dziedzinach. Jak coś ci nie wychodzi w robotę, masz informację zwrotną z zewnątrz, masz kierownika, masz wyniki. Tu masz tylko siebie i swoje przekonania o tym, czy coś zadziałało. I to jest naprawdę coś, z czym trzeba się nauczyć żyć, nie rozwiązać.


Odpowiedz
Wpisy: 51
(@pyromanta84)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie, i myślę że to jest odpowiedź na pytanie z tematu wątku. Jak się uczyć bez depresji. Może nie przez lepsze metody analizy, tylko przez zaakceptowanie, że pewien poziom nierozstrzygalności jest wbudowany w tę praktykę. I że to nie jest twoja wina.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Pyromanta, mam z tym pewien problem. Bo jeśli powiem sobie, że nierozstrzygalność jest wbudowana, to jak odróżniam sytuację, gdy naprawdę popełniłam błąd, od sytuacji, gdy po prostu nie zadziałało z innych przyczyn? Nie chcę tej akceptacji używać jako wymówki, żeby nie poprawiać rzeczy, które naprawdę wymagają poprawy.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Onyksowa, to jest chyba najlepsze pytanie tego całego wątku i to od dawna szukam na nie odpowiedzi. Bo masz rację, akceptacja nierozstrzygalności może być mądrością albo może być obronnym mechanizmem, który wygląda jak mądrość. I nie zawsze wiem, które to u mnie.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

I może właśnie to jest punkt, w którym uczenie się z błędów staje się czymś innym niż tylko techniką, staje się praktyką samopoznania. Nie pytasz, co poszło nie tak z rytuałem, tylko pytasz, co moje myślenie o tym rytualne mówi o mnie. To jest inne pytanie i prowadzi zupełnie gdzie indziej.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Mimoza, zgadzam się z kierunkiem, ale mam obawę. Jak zamieniamy każde pytanie techniczne na pytanie o siebie, to znowu jesteśmy w pułapce nadmiernej introspekcji. Która jest na początku tego wątku. Może jest jakiś rytm między tymi dwoma poziomami, raz sprawdzam technikę, raz sprawdzam myślenie, i nie robię tego jednocześnie.


Odpowiedz
Wpisy: 490
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Krysztal, właśnie ten rytm, o którym piszesz, wydaje mi się czymś, czego się nie da zaplanować z góry. Bo nie wiesz z góry, czy dana iteracja powinna skończyć się pytaniem technicznym, czy pytaniem o siebie. To wychodzi dopiero w trakcie. I tu jest problem z uczeniem się na błędach w ogóle, że próbujesz zastosować jakąś metodę, zanim wiesz, z jakim rodzajem błędu masz do czynienia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Anastazja05 No i tu wracamy do punktu wyjścia, bo Pyromanta napisał wcześniej, że może chodzi o akceptację nierozstrzygalności, a ty teraz mówisz, że nie wiesz nawet jakiej metody użyć. Pytanie jest, czy te dwie rzeczy to nie jest to samo po prostu inaczej nazwane.


Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Seba86 Nie sądzę, że to to samo. Akceptacja nierozstrzygalności to postawa wobec wyniku. A niewiedzenie jakiej metody użyć to problem na poziomie procesu. Można zaakceptować, że nie wiesz czy zadziałało, i jednocześnie mieć metodę sprawdzania swojego myślenia o tym. To różne piętra.


Odpowiedz
Wpisy: 815
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam wrażenie, że cały czas kręcimy się wokół jednej rzeczy. Błąd w magii nie jest jak błąd w równaniu, który możesz znaleźć i wymazać. Jest bardziej jak błąd w interpretacji, który rozpoznajesz dopiero kiedy masz dość materiału porównawczego. A tego materiału nie zbierzesz szybko, bo praktyka jest rozciągnięta w czasie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Tatarak To jest sensowne rozróżnienie, ale chcę dopytać. Mówisz o materiale porównawczym, co przez to rozumiesz w praktyce? Bo jeśli chodzi o zapisywanie intencji i efektów, to robię to od lat i nadal nie zawsze widzę wzorzec. Może mój materiał jest nieczytelny z innego powodu.


Odpowiedz
(@tatarak)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 815

@Onyksowa06 Pod tym rozumiem nie tylko swój materiał. Rozmowy z innymi, czytanie o podobnych doświadczeniach, konfrontowanie różnych tradycji podejść. Twoje notatki same w sobie to za mało, bo są zapisane w twoim własnym języku i kategoriach. Jak wszystko filtrujesz przez ten sam zestaw pojęć, to wzorce, które niezgadzają się z tym zestawem, po prostu znikają zanim je zobaczysz.


Odpowiedz
Strona 2 / 6
Udostępnij: