Forum

Asystent AI
Błędy w magii - jak...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Błędy w magii - jak się z nich uczyć bez depresji

Strona 1 / 6

Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ostatnio zrobiłam rytuał, który totalnie się posypał. Zły dzień księżyca, złe intencje, w połowie zapomniałam tekstu, świeca zgasła. I zamiast to przepracować, siedziałam przez tydzień z poczuciem, że jestem do niczego. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że traktuję magię jak egzamin, który trzeba zdać za pierwszym razem albo się oblało. Skąd to w ogóle się bierze, że tak bardzo karcimy się za błędy w praktyce? Mam wrażenie, że w innych dziedzinach życia jesteśmy dla siebie łagodniejsi.


Odpowiedz
287 odpowiedzi
Wpisy: 490
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

To znam aż za dobrze. Ale zastanawiam się, czy to nie jest specyfika samej magii, bo ona jest mocno intymna, angażuje coś, co jest w nas głęboko, i jak coś idzie nie tak, to od razu boli bardziej niż przepalona kawa. Czy twój rytuał był na coś ważnego, czy bardziej eksperymentalny? Bo to chyba zmienia sposób, w jaki przeżywamy wpadkę.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Anastazja05 Był dość ważny dla mnie, choć z perspektywy czasu widzę, że nie byłam na niego gotowa. I myślę, że trafiłaś w sedno, ta intymność właśnie sprawia, że błąd w magii czujemy jak błąd w sobie, nie w procedurze. Niby logicznie wiem, że to nie tak działa, ale emocje mają swoje.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Słucham was i mam jedno pytanie, zanim powiem coś od siebie: czy ktoś z was w ogóle zapisuje to, co robi? Bo z mojego doświadczenia wynika, że bez jakiegoś dziennika praktyki błąd znika razem z emocjami, a potem się go powtarza. I wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa frustracja.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Zapisuję, ale nie zawsze. I właśnie te przypadki, których nie zapisałam, najbardziej mnie prześladują, bo nie wiem nawet, co poszło nie tak. Mam gdzieś notatki z czterech lat, ale brakuje w nich właśnie tych chwil, gdy coś się posypało, bo wtedy nie miałam ochoty siadać z piórem. To trochę ironia, dokładnie te sytuacje, z których można by się nauczyć najwięcej, omijam szerokim łukiem w dokumentacji.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

A ja mam odwrotny problem. Zapisuję wszystko skrupulatnie i przez to mam teraz kilka zeszytów pełnych błędów, które widzę za każdym razem, gdy sięgam po nową kartkę. Czasem zamiast mnie to uczyć, działa na mnie jak lista win. Może zapis jest dobry, ale sposób, w jaki się do niego wraca, to osobna sprawa.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Seba86 To ciekawe, bo ja swoje notatki piszę w stylu bardziej analitycznym niż pamiętnikowym. Nie piszę, że czułam się okropnie, tylko co był za czas, jaką miałam głowę, co nie zadziałało technicznie. Zupełnie inne przeżycie przy czytaniu. Nie wiem, czy to lepszy sposób, ale mnie nie przytłacza.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie, że problem, który opisujecie, ma dwa poziomy i często je mieszamy. Pierwszy to czysto techniczny, co poszło nie tak w rytuale. Drugi to emocjonalny, jak się z tym czujemy. I o ile ten pierwszy można przepracować przez analizę, o tyle drugi wymaga czegoś zupełnie innego. Widziałem ludzi, którzy mają perfekcyjne dzienniki, wszystko zapisane, i nadal przy każdym niepowodzeniu wpadają w dołek. Bo problem nie leży w braku danych.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

No właśnie, ja mam znajomą, ktora praktykuje runy od lat i za każdym razem gdy coś nie wyjdzie mówi że to znaki, że nie pora, nie ona, nie jej sprawa. Kompletnie nie bierze odpowiedzialności. Nie wiem czy to zdrowe podejście, ale przynajmniej nie ma depresji po nieudanym rytuale 🙂 Może lekkie podejście czasem jest okej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Saturnella.2 Ale to jest ucieczka, nie nauka. Jeśli zawsze wytłumaczę niepowodzenie zewnętrznymi czynnikami, to nigdy nie sprawdzę, czy może zrobiłam coś, co można poprawić. To trochę jak powiedzieć, że przepis nie zadziałał, bo Merkury był w retrogradzie, zamiast sprawdzić, czy dodałam właściwe ilości składników.


Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Anastazja05 Racja, ale nie wiem czy zawsze jesteśmy w stanie sami ocenić, co zawiodło. Runy mnie nauczyły, że czasem naprawdę nie jesteśmy gotowi na daną pracę i to nie jest wymówka, tylko diagnoza. Różnica jest subtelna, ale istnieje.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Czytam tę dyskusję i myślę o czymś trochę z boku, ale może pasuje. W tradycjach, gdzie magia była przekazywana przez mistrza uczniowi, błąd był wbudowany w system nauki. Uczeń robił coś źle, mistrz to korygował, i nie było w tym nic wstydliwego. Kiedy praktykujemy sami, tracimy ten zewnętrzny punkt odniesienia i stajemy się jednocześnie uczniem i sędzią. To jest naprawdę trudna pozycja.


Odpowiedz
Wpisy: 358
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

A czy to w ogóle realistyczne, żeby kogoś takiego teraz znaleźć? Mam na myśli kogoś, kto by tak naprawdę tę rolę pełnił, a nie tylko sprzedawał kursy online. Pytam serio, bo widzę sporo kursów i warsztatów, ale nie wiem, jak odróżnić przekaz prawdziwy od marketingowego.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2484

@Novaria To jest osobny temat na osobny wątek, bo to naprawdę głęboka woda. Ale wracając do błędów, myślę, że Mimoza dotknęła czegoś ważnego. Kiedy nie mam kogoś, kto mi powie, to był błąd, naucz się z tego, sama muszę to sobie powiedzieć. I chyba tu właśnie leży problem, bo dla siebie jesteśmy albo za surowi albo za pobłażliwi, rzadko trafiamy w środek.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Może to głupie pytanie, ale jak wy w ogóle poznaejcie że rytuał się nie udał? Bo ja jak próbowałam różnych rzeczy to nigdy nie byłam pewna czy coś zadziałało czy nie. I dlatego może nie przeżywałam tak bardzo jak wy, bo nie umiałam ocenić wyniku.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Grazynka58 To nie jest głupie pytanie, to jest jedno z trudniejszych pytań w całej praktyce. Część ludzi stawia na mierzalne efekty w świecie zewnętrznym, część ocenia po wewnętrznym poczuciu podczas rytuału, a część patrzy na to, co się dzieje w ciągu kilku tygodni po. Każda szkoła ma swoje kryteria i żadna nie jest obiektywna.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Myślę, że pytanie Grazynki pokazuje coś istotnego dla całej tej dyskusji. Jeśli nie wiemy, po czym poznajemy sukces, to skąd wiemy, że doświadczamy niepowodzenia? Może część naszego poczucia porażki to po prostu brak kryteriów, a nie realny błąd. I wtedy ta depresja po rytuale jest reakcją na wyobrażenie, nie na fakt.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 146

@Seba86 To by wyjaśniało dużo. Znam osoby, które każdy nieudany rytuał traktują jak dowód, że nie mają zdolności, choć nikt nigdy nie ustalił, co zdolności w magii miałoby oznaczać. To jest trochę jak martwić się, że jest się złym muzykiem, nie umiejąc czytać nut i nie wiedząc, co to melodia. Może zanim oceniamy błędy, powinniśmy ustalić, czym jest dla nas sukces.


Odpowiedz
Wpisy: 694
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

I to jest dokładnie to, o czym myślę od początku tej rozmowy. W numerologii mamy precyzyjne systemy oceny, czy coś harmonizuje, czy nie. W rytualnych systemach magicznych często tego brakuje albo każdy tworzy własne. I to jest wolność, ale też źródło chaosu oceniania. Jeśli własne kryteria są niejasne, to każdy wynik można zinterpretować jako błąd.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

No i tu dochodzimy do sedna tego wątku moim zdaniem. Iteracyjne podejście, o którym jest mowa w temacie, wymaga właśnie jasnych kryteriów. Inaczej iterujesz w ciemno. Poprawiasz coś, nie wiesz co, nie wiesz dlaczego, i po kolejnym rytuale znowu siedzisz z poczuciem, że coś nie tak. Pytanie do was: jak wy to praktycznie rozwiązujecie? Czy macie jakieś własne metody ustalania, co właściwie chcecie osiągnąć i po czym to rozpoznać?


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Ja zaczęłam pisać przed rytuałem, nie po. Opisuję, czego chcę, jak wyobrażam sobie, że to wygląda, gdy się spełni, i co mógłby być znak, że coś ruszyło. To trochę zmienia perspektywę, bo mam punkt wyjścia do porównania, a nie tylko mgliste poczucie. Nie zawsze to działa idealnie, bo intencje potrafią się zmieniać w trakcie, ale przynajmniej mam z czym wracać po kilku tygodniach.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Zorka, to co opisujesz, że piszesz przed rytuałem, a nie po, to jest coś, o czym wcześniej nie słyszałam. Czy to nie jest tak, że jak za dużo opisujesz oczekiwania, to potem się do nich przywiązujesz i jeszcze gorzej przeżywasz jak nie wyjdzie?


Odpowiedz
Wpisy: 490
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Dobre pytanie, ale myślę, że to zależy od tego, jak traktujesz te zapiski. Jeśli opis przed rytuałem to kontrakt z wszechświatem, to tak, możesz się przywiązać. Ale jeśli traktujesz to jako punkt odniesienia do analizy, to działa inaczej. Chociaż rozgraniczenie bywa naprawdę trudne w praktyce.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Anastazja05 Właśnie to rozgraniczenie mnie interesuje. Bo na papierze brzmi sensownie, ale w chwili gdy rytuał się nie udaje, ta granica między analizą a przywiązaniem do efektu po prostu znika. Przynajmniej u mnie tak było. Nie wiem, czy da się to kontrolować z wyprzedzeniem.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Grazynka, to ryzyko jest realne. Miałam tak parę razy, że opis stał się rodzajem scenariusza i potem czułam się jakby przedstawienie nie wyszło. Ale z czasem zaczęłam pisać to inaczej, bez konkretnego obrazu końcowego, bardziej kierunek niż cel. Trochę jak różnica między powiedzeniem 'chcę być zdrowa' a 'chcę, żeby bolało mnie to konkretne miejsce mniej i żebym przespała noc'. Mniej szczegółów, mniej rozczarowań.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

To, o czym mówi Zorka, przypomina mi coś, co w ceremoniałach zachodniej tradycji nazywa się niekiedy lust of result. Chodzi o to, że zbyt silne skupienie na efekcie końcowym może działać kontrproduktywnie. Spare pisał o tym dość jasno, że intencja działa najlepiej, gdy jest wystrzelona i zapomniana. Ale zgadzam się z Sebą, że w teorii to ładnie brzmi, a w praktyce jest to jeden z trudniejszych elementów.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pyromanta84)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 51

@Krysztal A skąd w ogóle wziął się ten koncept u Spare'a? Czytałem trochę o automatycznym rysowaniu i sygiliach, ale nie dotarłem do tej konkretnej myśli. Czy on to gdzieś wprost zapisał, czy to jest interpretacja późniejszych osób?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2139

@Pyromanta84 Spare to rozwijał w 'The Book of Pleasure' z 1913 roku. Nie używał dokładnie tej frazy, to późniejsi praktycy, między innymi z kręgu Chaosu, skrócili to do 'lust of result'. Ale jego idea była taka, że świadomy umysł blokuje działanie woli, bo zaczyna oceniać i wątpić. Stąd techniki mające na celu ominięcie tej oceny, sygile, trans, zapomnienie intencji.


Odpowiedz
Wpisy: 234
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Ciekawe że mówimy o zapomnieniu intencji jako czymś dobrym, bo w runach jest trochę odwrotnie. Tam powtarzanie, śpiewanie galdr, wracanie do intencji to część pracy. Może to kwestia systemu, a nie jakiejś ogólnej zasady magii?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Saturnella.2 Masz rację, że to nie jest zasada uniwersalna. W tradycjach wedyjskich również jest praca z powtarzaniem, mantra działa przez kumulację, a nie przez jednorazowe wystrzelenie i odpuszczenie. Myślę, że błędem jest szukanie jednej zasady dla wszystkich systemów. To trochę jak pytać, czy lepiej medytować rano czy wieczorem, odpowiedź zawsze brzmi: zależy od systemu i osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Tylko że my tu rozmawiamy o błędach i uczeniu się z nich, a ta dygresja o Spare'ie i runach, choć naprawdę dobra, trochę nas oddala od sedna. Bo mnie interesuje konkretne pytanie: czy błąd w systemie z powtarzaniem wygląda inaczej niż błąd w systemie z odpuszczaniem? Intuicja mówi mi, że tak, ale nie mam przykładu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@saturnella-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 234

@Onyksowa06 No właśnie. W runach jak coś nie wychodzi, to zwykle oznacza że gdzieś w powtarzaniu lub wizualizacji straciłam skupienie albo źle dobrałam runę do intencji. To jest w miarę konkretne, można to zlokalizować. Jak domyślam sie to u Spare'a cały czas nie wiesz, czy efekt nie przyszedł, bo zapomniałaś za bardzo, za mało, czy intencja była zła. To chyba trudniejsze do debugowania.


Odpowiedz
Wpisy: 748
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Debugowania, świetne słowo dla tego procesu. Serio. Ale wracając do pytania Onyksowej, bo to ważne, myślę że w systemach opartych na powtarzaniu błąd jest bardziej lokalizowalny właśnie dlatego, że masz kroczyste działanie do przeanalizowania. W systemach intuicyjnych błąd jest bardziej jak mgła, czujesz że coś nie zagrało, ale nie wiesz gdzie.


Odpowiedz
Wpisy: 358
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Słucham tego i mam pytanie może naiwne, ale czemu właściwie zakładacie, że jak coś nie zadziałało, to był błąd wasz, a nie po prostu że magia nie działa tak jak myślicie? Przepraszam, że tak stawiam sprawę, ale w kontekście depresji z powodu błędów to chyba istotne, żeby w ogóle wiedzieć, co weryfikujemy.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@anastazja05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 490

@Novaria To pytanie wcale nie jest naiwne i chyba każda z nas w pewnym momencie się z nim mierzy. Ja mam na to taki sposób myślenia: jeśli coś działa nawet raz na kilka prób i mogę powiązać to z konkretnymi warunkami, to jest wystarczający powód, żeby traktować to jako coś do udoskonalenia, a nie jako losowość. Ale pełna szczerość, nigdy nie będę miała pewności stuprocentowej i chyba trzeba z tym żyć.


Odpowiedz
Wpisy: 2139
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Novaria poruszyła coś, co rzadko jest mówione wprost w takich rozmowach. Praktyka magiczna zakłada pewien rodzaj przyjęcia roboczego założenia, że intencja i działanie mają wpływ na rzeczywistość. Bez tego założenia cała rozmowa o błędach traci sens. Ale to założenie nie musi być absolutne. Można pracować z nim i jednocześnie zachować dystans do własnych interpretacji wyniku.


Odpowiedz
Wpisy: 146
(@przylaszczka66)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to mi się podoba w tym, co mówi Krysztal. To nie jest wiara na całego albo wcale. Ja pracuję z założeniem roboczym i to mi pozwala się uczyć bez rozsypywania się przy każdym niepowodzeniu. Nie traktuję każdego nieudanego rytuału jak dowód, że cały system jest fałszywy, ale też nie traktuję go jak osobistej katastrofy. Gdzieś pośrodku jest miejsce na naukę.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Okej, to ja mam kolejne pytanie do tego wątku, bo nadal nie rozumiem jednej rzeczy. Jak wy odróżniacie, że coś nie wyszło przez błąd techniczny, przez zły czas, przez własne blokady, albo przez to że cel był po prostu nieosiągalny? Bo to chyba cztery zupełnie różne przyczyny i wymagają innych wniosków.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mimoza)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 694

@Grazynka58 Trafiłaś w coś, co moim zdaniem jest najważniejszym pytaniem całej tej rozmowy. W numerologii mam do dyspozycji pewne ramy, które pozwalają ocenić, czy czas był sprzyjający dla danego działania, ale nawet to nie daje mi pewności co do przyczyny. Wydaje mi się, że odpowiedź jest niekomfortowa: często nie da się precyzyjnie rozdzielić tych przyczyn i trzeba pracować z niepewnością.


Odpowiedz
Wpisy: 2484
Rozpoczynający temat
(@zorka)
Połączone: 2 lata temu

Dodałabym do tego, co mówi Mimoza, że po wielu próbach zaczęłam dostrzegać pewne wzorce, które sugerują jedną przyczynę bardziej niż inną. Na przykład, jeśli rytuał nie wychodzi i jednocześnie przez kilka dni byłam rozbita emocjonalnie, to bardziej patrzę w stronę własnych blokad niż techniki. Ale to naprawdę wymagało dużo obserwacji i porównywania notatek przez długi czas.


Odpowiedz
Wpisy: 387
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

I to jest właśnie ten iteracyjny element, o którym jest temat wątku. Żeby w ogóle dostrzec wzorzec, potrzebujesz danych z wielu prób. Jedna próba nic ci nie powie. Dopiero seria, z notatkami albo bez, ale z pamięcią, zaczyna cokolwiek rysować. Dlatego mam alergię na podejście jeden rytuał, jeden wniosek, bo to po prostu nie wystarczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@seba86)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 748

@Onyksowa06 No i tu właśnie jest pies pogrzebany z tą alertową reakcją na osoby bez notatek. Sama pamięć też jest selektywna i będzie ci podsuwać to, co chcesz zobaczyć, a nie to, co faktycznie było. Miałem przez długi czas przekonanie, że jeden konkretny rodzaj rytuału mi nie wychodzi, dopóki nie zacząłem pisać i okazało się, że wychodzi, tylko że w zupełnie innych okolicznościach niż te, które zapamiętywałem jako typowe.


Odpowiedz
(@onyksowa06)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 387

@Seba86 I to jest dokładnie ten rodzaj błędu poznawczego, który działa po cichu. Nie chodzi tu o lenistwo czy brak dyscypliny, tylko o to, że pamięć dosłownie rekonstruuje zdarzenia pod aktualny nastrój. To jest udokumentowane poza ezoteryczne, zwykła psychologia. Stąd te notatki nie są dla mnie żadnym spirytualnym wymogiem, tylko zwykłą higieną, żeby nie karmić się własnymi projekcjami.


Odpowiedz
Strona 1 / 6
Udostępnij: