Mam taki problem, że od jakiegoś czasu czuję się zupełnie zagubiona jeśli chodzi o wiarę, duchowość, sens tego wszystkiego. Sięgnęłam po tarot trochę z desperacji, bo szukam jakiegoś oparcia albo chociaż pytań, które pomogą mi poukładać myśli. Ale wszędzie czytam, że przed ciągnieniem kart trzeba robić wizualizację, wyobrażać sobie światło, wchodzić w jakiś specjalny stan. Ja tego kompletnie nie potrafię. Siadam, zamykam oczy i... nic. Pustka wsensie dosłownym, nie mistycznym. Czy to znaczy że tarot po prostu nie jest dla mnie? Czy można pracować z Wielkimi Arkanami bez tej całej wizualizacji?
O, ten temat mnie bardzo dotyczy, bo sama przez długi czas myślałam, że wizualizacja to jakiś obowiązkowy rytuał wejścia. Powiem ci szczerze - kiedy przestałam się na niej wymuszać, ciągnienie kart zaczęło mi dawać duzo więcej. Ale zanim powiem więcej, chciałam zapytać: jak wyglada twoje ciągnienie teraz, bez wizualizacji? Czy w ogóle próbujesz, czy rezygnujesz zanim zaczniesz? 😉
Wizualizacja to jeden ze sposobów, nie jedyny i nie obowiązkowy. Instrukcje, które to zalecają, często wywodzą się z konkretnych szkół pracy z kartami i po prostu powielają jedną tradycję. Mam pytanie do ciebie - skąd masz te instrukcje? Bo to może dużo wyjaśniać, dlaczego masz wrażenie, że bez wizualizacji nie można zacząć.
Ja w ogóle nie wiedziałam, że do tarota potrzebna jest wizualizacja. Myślałam, że po prostu się tasuje i ciągnie. To znaczy, że przez ten czas robiłam to źle?
Też nie robię żadnej wizualizacji i czytam karty od dłuższego czasu. szczerze mówiąc wydaje mi się, że wizualizacja to bardziej kwestia skupienia się, a nie jakiegoś mistycznego rytuału. jedni sie skupiają przez obraz w głowie, inni przez oddech, inni po prostu przez chwilę ciszy. Efekt jest podobny - wchodzisz w kontakt z kartą, a nie z własnym rozproszeniem.
To co opisujesz - że znaczenia wychodzą z pamięci, a nie z karty - to jest bardzo częsta pułapka na początku, ale też w momentach, kiedy jesteś wewnętrznie zamknięta. I to może mieć właśnie związek z tym kryzysem wiary, o którym piszesz. Karty nie działają dobrze jako system diagnostyczny, kiedy pytający jest jednocześnie sędzią i oskarżonym. Czy masz kogoś, kto mógłby poczytać dla ciebie zamiast ty sama dla siebie?
Czekajcie, bo ja nie do końca rozumiem tego z kryzysem wiary. Masz na myśli kryzys wiary w tarot, w ezoterykę ogólnie, czy w coś bardziej... religijnego? Bo to chyba robi dużą różnicę jeśli chodzi o to, jak do tych kart podejść.
Ogólnie. Trochę wszystkiego naraz. Nie wiem, w co wierzę, co ma sens, co jest prawdziwe. I właśnie dlatego pomyślałam o kartach, bo gdzieś czytałam, że Wielkie Arkany mogą pomóc w takim poszukiwaniu, że to nie musi być wróżenie, tylko rodzaj lustra. Ale potem trafiłam na te instrukcje z wizualizacją i zaczęłam myśleć, że bez odpowiedniego nastawienia to bez sensu.
To co mówisz o lustrze jest bardzo trafne i myślę, że to dobry trop. Wielkie Arkany faktycznie dobrze sprawdzają się jako system pytań, a nie odpowiedzi. Ale chcę wrócić do czegoś, co powiedziałaś wcześniej - że znaczenia wychodzą z książki. A co czujesz, kiedy patrzysz na obraz karty, nie na jej nazwę i nie na jej znaczenie w słowniku? Sama grafika coś ci mówi?
Podczepię się pod to pytanie Pietruszki, bo sama uczę się tarota i właśnie ten krok - od słownika do obrazu - jest dla mnie najtrudniejszy. Jak to się robi w praktyce? Bo jak patrzę na kartę i staram się nie myśleć o znaczeniu, to głowa mi od razu podstawia słowo kluczowe.
Ja to znam. U mnie pomagało zakrywanie nazwy karty kawałkiem papieru i opisywanie co widzę na obrazku, jakbym opisywała fotografię komuś przez telefon. Dziwnie brzmi, ale głupie ćwiczenie, a robiło robotę.
Wracając do głównego pytania - bo myślę, że trochę odpłynęłyśmy od kryzysowego kontekstu. Chcę zapytać wprost: czy szukasz w kartach potwierdzenia czegoś, w co chciałabyś wierzyć, czy naprawdę szukasz pytań, które pomogą ci myśleć? Bo to zmienia całkowicie jak podchodzić do układów
Absolutnie nie dyskwalifikuje. Powiem więcej - ta mieszanina jest uczciwa i zdrowa. Ostrożniej bym była z kimś, kto mówi, że chce wyłącznie pytań i zero oczekiwań. To prawie zawsze nieprawda. Problem pojawia się, kiedy oczekiwanie jest tak silne że zaczynasz wybierać karty, które ci pasują, albo interpretujesz je z góry pod jedną odpowiedź.
A przy kryzysie wiary jest jeszcze jedna pułapka - że zaczynasz szukac w kartach dowodu, ze jednak COŚ jest. I wtedy każda karta, ktora wydaje sie znacząca, staje sie dowodem, a każda która nie pasuje, jest ignorowana. Sam przez to przechodziłem.
To co Lutosław pisze o szukaniu dowodu bardzo mi pasuje... to znaczy, bardzo to rozumiem. A wróćmy może do tej wizualizacji, bo nadal nie wiem - jeśli nie wizualizacja, to co zamiast? Jakiś konkretny sposób, żeby wejść w kontakt z kartą przed ciągnieniem? :/
To pytanie o losowość mnie zatrzymało. Czy w ogóle zależy nam na losowości? Bo jeśli traktujemy karty jako lustro, a nie wyrocznię, to czy ma znaczenie która karta 'przypadkowo' wyszła? 🙁
To z tą losowością to jest ciekawy temat. Jak sie wierzy, że karty coś 'pokazują', to i tak zakłada się jakiś mechanizm - synchroniczność, intuicję, cokolwiek. A wtedy losowość jest tylko złudzeniem z zewnątrz
I właśnie przy takich rozmowach mam problem. raz mi sie wydaje, że tak, jest jakis mechanizm, i wtedy karta naprawdę coś mi mowi. a raz myśle że to wszystko projekcja i własne myśli ubrane w obrazek. I nie wiem, ktura wersja jest prawdziwa. :/
A co jeśli obie są prawdziwe jednocześnie? Pytam poważnie, nie filozoficznie. Bo projekcja własnych myśli na obrazek to też jest informacja o sobie. Nie musisz rozstrzygać, czy karta 'naprawdę coś wie', żeby odczyt miał sens.
No właśnie, bo ja bym się przestraszyła. Wieża to ta z piorunem i ludźmi lecącymi w dół, prawda? Jak mam kryzys i to wyciągam, to co - mam czekać na kolejny?
I właśnie dlatego wolę pracę z Wielkimi Arkanami jako sekwencją, a nie pojedynczymi kartami. Bo wtedy widać, że po Wieży jest Gwiazda. Nie zawsze, ale w strukturze talii ta nadzieja jest wbudowana.
Ja zrobiłam ostatnio coś takiego - wyciągnęłam jedną kartę i siedziałam z nią przez dłuższy czas, zamiast ciągnąć kolejne. I powiem szczerze że to było inne doświadczenie niż zwykle. Może dlatego że nie miałam jak uciec w kolejny obrazek.
To co mówisz mi się podoba. Jaką kartę wyciągnęłaś, jeśli można zapytać? 🙂
To jest naprawde dobry odczyt. Papieżyca często właśnie to robi - pokazuje, że odpowiedź nie jest gotowa do wypowiedzenia. Czy to ci pomogło, czy bardziej sfrustrowano? :/
Czekajcie, bo tu jest coś ważnego. To co powiedziała Azuryt - że karta 'nie odpowiada' - to jest właśnie ten moment, kiedy zaczyna się praca. Nie wtedy, kiedy od razu coś czujesz, tylko kiedy karta cię zatrzymuje i nie wiesz co z nią zrobić
oj, wchodzę w ten wątek, bo czytam od jakiegoś czasu i mam pytanie do Pietruszki - czy to dotyczy tylko Wielkich Arkanów, czy też kart numerycznych? Bo u mnie z Małymi Arkanami rzadko mam takie zatrzymanie.
Właściwie to zatrzymanie, o którym mówicie, można osiągnąć przy każdej karcie, jeśli pracuje się z odczuciami ciała, a nie głową. Jak skupisz się na tym, co czujesz fizycznie patrząc na kartę, to nawet trójka monet zaczyna mówić. Ciało zawsze wie, co jest ważne
