ojej, to co Faustynka teraz powiedziała jest ważniejsze niż samo zdarzenie z Pustelnikiem. że przyznaje, że mogła pamiętać wybiórczo. W pracy z Wielkimi Arkanami w kryzysie wiary ta uczciwość wobec siebie jest absolutnie kluczowa. Bo kryzys często sprawia, że desperacko szukamy potwierdzenia i widzimy wzorce, których nie ma.
Czytam tę rozmowę i mam głupie pytanie. Czy jak ktoś jest w kryzysie wiary, to wogóle powinien sięgać po karty? Bo mam wrażenie, że to trochę jak pytanie chorego co lubi jeść - ma odpowiedź, ale niekoniecznie trafną.
Mam inne zdanie. Myślę, że kryzys wiary to akurat zły moment na karty, bo interpretacja jest zabarwiona tym, czego desperacko szukasz. Żeby dobrze czytać, potrzebujesz troche neutralności. A w kryzysie tej neutralności po prostu nie ma. 🙂
To pytanie Albinka wraca do czegoś, o czym pisałyśmy duzo wczesniej w tym wątku. wielkie Arkany mają tę specyfikę, że nie mówia o sytuacjach, tylko o stanach i przejściach. kryzys wiary to właśnie przejście, nie sytuacja. Dlatego Papieżyca, Głupiec albo Pustelnik mówią tu innym językiem niż Trójka Mieczy. 🙂
kurczę, chcę tu coś dodać do tego wątku, bo myślę, że za dużo upraszczamy to rozróżnienie. Małe Arkany też potrafią dotknąć czegoś głębokiego - Ósemka Mieczy to klasyczny przykład uwięzienia we własnym umyśle. Więc pytanie nie brzmi 'Wielkie czy Małe', tylko: co w danym momencie bardziej przemawia do konkretnej osoby.
Właśnie, to ciekawe pytanie. Ja losowalam, bo nie wiedziałam co wybrać. Ale teraz zastanawiam się, czy gdybym wybrała świadomie - czy to byłoby inne doswiadczenie? Czy wybierając sama, nie narzuciłabym od razu interpretacji zanim jeszcze zaczełam?
no cóż, ale wroćmy do czegos, co zostało pominięte. W temacie wątku jest 'karty dla szukających' i to 'szukających' mnie zatrzymuje. Bo szukanie wiary to nie to samo co szukanie odpowiedzi na pytanie. Wiara to nie jest coś, co karta ci da albo potwierdzi. Skąd w ogóle ten pomysł, że Wielkie Arkany mają coś wspólnego z wiarą?
Moje pytanie o wiarę dotyczyło konkretnie takiego poczucia, ze nie ma sensu nic robić bo nie wiadomo w co w ogóle wierzyć - ani w siebie, ani w jakikolwiek kierunek. Nie chodzi mi o religie. Bardziej o coś, co mozna by nazwać utratą orientacji. I wlaśnie wtedy siegnełam po karty
ej, to co Azuryt opisuje brzmi trochę jak paraliż decyzyjny, a nie tylko kryzys wiary. Pytam, bo to ważne do rozmowy o kartach - czy chciałaś przez karty znaleźć kierunek, czy raczej po prostu cokolwiek poczuć, żeby nie być w tej pustce?
To jest ważne, co mówi Azuryt. I muszę tu powiedzieć coś, co może zabrzmieć ostro - nie każde użycie tarota musi być 'poprawne' według jakiegoś podręcznika. jeśli karta dała ci kontakt z własnym odczuciem w momencie, gdy byłaś odcięta od wszystkiego, to jest to całkowicie uzasadnione użycie. Nie ma sensu mierzyć tego kryterium wróżbiarskim
Przepraszam, ze wrócę do czegoś sprzed kilku postów, ale to pytanie Kunisi mnie nie opuszcza. Pytała czy Azuryt chciała znalezć kierunek czy cokolwiek poczuć. I teraz mysle - czy Wielkie Arkany wogóle mogą dać kierunek? Czy one nie są bardziej o tym, żeby cos poczuć i zobaczyc, niż żeby dostać odpowiedź?
ojej, wchodze tutaj z boku bo zastanawia mnie cos innego. Azuryt mowila wczesniej ze nie potrafi wizualizowac i ze wiele instrukcji tego wymaga. Nikt nie podal jej jeszcze konkretnej alternatywy. Moze zamiast gadac o filozofii wiary pogadajmy o tym co ona moze zrobic praktycznie jak nie umie wizualizowac?
To wracamy do sedna. Azuryt, wizualizacja to jeden ze sposobów wchodzenia w kontakt z kartą, ale nie jedyny. spróbuj zamiast tego opisać kartę słowami - na głos albo w notatniku. Co widzisz, co ci to przypomina, co czujesz w ciele patrząc na konkretny element. To nie wymaga żadnego wewnętrznego obrazu, tylko uwagi na to, co jest przed tobą.
Przepraszam, że wchodzę w środek, ale własnie przeczytałam cały wątek i utknęłam na tym co napisała Pietruszka. Opisywanie karty słowami - to znaczy dosłownie na głos mówic co widze na obrazku? Jak do dziecka opisujesz ilustrację? Brzmi dziwnie, ale... może o to chodzi?
Nie próbowałam, ale teraz myślę że to może być coś dla mnie. Mam jedno pytanie - czy to lepiej robić mówiony czy pisać? Bo mówieniu na głos się troche opiera, nie wiem czemu.
Ja pisałam. Przez długi czas tylko pisałam, bo mówienie na głos wydawało mi się... sztuczne. A potem zrobiłam odwrotnie i okazało się, że mówienie daje coś innego - jakieś inne tempo, inne skojarzenia. Ale to nie jest zasada. Azuryt, co bardziej lubisz - pisać czy mówić, kiedy próbujesz coś przemyśleć?
Ale tutaj wychodzi inne pytanie, które mnie trochę gryzie. Czy opisując kartę słowami, nie przyklejasz jej od razu własnego znaczenia, zanim jeszcze 'wejdziesz głębiej'? Mówisz 'kobieta z koroną' i już masz jakieś skojarzenia z koroną, z kobietą. To nie zakłóca tego co karta 'chce' powiedzieć?
Ja tego nie rozumiem do końca. tzn. rozumiem co piszesz Fiolkowa58 ale mam wrazenie, ze jeśli karta jest tylko lustrem, to czytasz siebie, nie kartę. I po co wtedy w ogóle talia, symbolika, Wielkie Arkany - skoro i tak wychodzi to co ty wnosisz?
