Ostatnio coraz częściej słyszę od znajomych, że tarot kojarzy im się głownie z odpowiadaniem na konkretne pytania - czy on mnie kocha, co przyniesie praca, co będzie za rok. Ale ja od jakiegoś czasu używam kart zupełnie inaczej, kiedy czuję się po prostu wykończona. Wyciągam jedną kartę rano z myślą 'czego dzisiaj potrzebuje' i to zaskakująco dobrze działa na moje samopoczucie. Zastanawiam sie, czy ktoś ma podobne podejście, albo czy ktoś ma jakiś swój sposob na używanie tarota właśnie wtedy, gdy jest się emocjonalnie na dnie.
Też tak robię ale mam wrażenie że nie każda karta nadaje się do takiego porannego wyciągania, szczególnie kiedy czlowiek jest już zmęczony. Jak wyciągam Wieżę albo Śmierć, to zamiast spokoju mam przez cały dzień niepotrzebny stres. Czy ty jakos filtrujesz talię przed takim losowaniem, czy ciągniesz z całej pełnej talii?
przepraszam że wchodzę, ale wlaśnie o to mi chodziło bo ja ostatnio wyciągnęłam wieżę przy podobnym pytaniu i faktycznie poczułam sie gorzej a nie lepiej. czytałam że to znaczy rozpad i koniec i się wystraszyłam. jak to inaczej czytać przy zmęczeniu? bo może po prostu robię coś nie tak
To zależy mocno od tego, jakie masz nastawienie przy rozkładaniu kart. Jeśli siadasz do tarota z myślą 'co mi grozi' albo 'co złego nadchodzi', to nawet spokojne karty będą wyglądać niepokojąco. Wieża może być sygnałem oczyszczenia, burzy, która zmywa stare. Przy emocjonalnym zmęczeniu warto hyba najpierw ustalić intencję - nie pytasz 'co mnie czeka', tylko 'co mi teraz służy'. To zmienia cały odczyt. paulinka, czy ty przed losowaniem jakoś się skupiasz, czy ciągniesz kartę od razu?
no cóż, mam pytanie do Ewunia79 i Aksamitna81 - czy wy rzeczywiście czujecie różnicę między sesją intencjonalną a takim spontanicznym ciągnięciem? Bo ja próbowałam obydwu sposobów i szczerze nie byłam pewna, czy moje nastawienie przed losowaniem cokolwiek zmienia w tym, co potem widzę w karcie
To co piszecie o nastawieniu to ma sens, ale mam jedno ale. Czy waszym zdaniem osoba, która jest naprawdę wykończona emocjonalnie, jest w ogóle w stanie usiąść i spokojnie ustawić intencję? Bo z mojego doświadczenia, przy poważnym wyczerpaniu, nawet pięć minut ciszy to za dużo, głowa nie wyłącza się na komendę.
ehh, a właśnie, to ciekawe pytanie które postawiła Witchling82. Ja próbowałem kart kiedy byłem w naprawde ciężkim miejscu i szczerze mówiąc skończyłem na tym, że kartę którą wyciągnąłem interpretowałem przez godzinę i tylko się bardziej nakręcałem. Może problem nie leży w technice, ale w tym w jakim stanie wogóle siadamy do kart?
Zastanawiam się, czy te karty z Małych Arkanów nie są lepsze do takiej regeneracji niż Wielkie? Czytałam gdzies, że Wielkie Arkana mają bardzo intensywną symbolikę i mogą przytlaczać, a Małe są bardziej codzienne, łagodniejsze. Czy ktoś próbował losować tylko z Małych Arkanów?
Przepraszam, ale musze zadać banalne pytanie, bo troche gubię się w tej dyskusji. Skoro tarot to zestaw kart z symbolami, to skąd w ogóle przekonanie, że wyciągniecie konkretnej karty może komuś pomoc się zregenerować? To przecież losowe. Czy chodzi o to, że patrzenie na karty pomaga sie skupić, czy jest jakies inne zalożenie?
Mnie najbardziej pomaga Gwiazda i Słońce, ale zdaję sobie sprawę, że nie mam wpływu na to co wyciągnę. Raz po bardzo ciężkim tygodniu wyciągnęłam właśnie Gwiazdę i coś we mnie po prostu opadło. Ale nie wiem, czy to była karta, czy może po prostu w tym konkretnym momencie byłam gotowa żeby odetchnąć.
To co pisze Kasjopeja jest bardzo trafne i chyba niedoceniane w tej rozmowie. Nie zawsze wiemy, co zadziałało. Może to karta, może to moment, może to po prostu to, że usiedliśmy i zrobiliśmy coś dla siebie przez pięć minut. Przy zmęczeniu emocjonalnym to rytuał spokoju może być ważniejszy niż konkretna karta. :/
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie, bo sama się zmagam z czymś podobnym. Ostatnio zaczęłam ciągnąć codziennie kartę rano właśnie z myślą o regeneracji ale zamiast mnie uspokoić, czuję się bardziej spięta. Czy to znaczy że robię coś nie tak? Czy może ten sposób po prostu nie jest dla mnie? ^^
To, co napisałaś, jest bardzo ważne i myślę, że kilka osób tu miało podobnie. Napięcie po wyciągnięciu karty to często znak, że robimy to z lęku, a nie z ciekawości. Pytasz kartę nie 'czego potrzebuję', tylko nieświadomie 'co złego nadchodzi'. Spróbuj zmienić jedno: zanim dotkniesz talii, zrób trzy spokojne oddechy i powiedz sobie w myśli, że karta nie jest przepowiednią, tylko lustrze. Co widzisz, już w sobie masz. Ale powiedz mi - czy to napięcie jest przed wyciągnięciem, w trakcie czy po odczytaniu?
Też chcialam zapytać Honoratka_56 o to samo. Bo napiecie przed losowaniem i napiecie przy interpretacji to dwie różne sprawy i chyba wymagają innego podejścia. Jak dla mnie, jeśli ktos czuje lęk już przy tasowaniu, to może sam rytuał siadania do kart jest jakoś obciążony jakimś oczekiwaniem. A jak dopiero przy czytaniu - to może po prostu czyta za dosłownie.
No i to jest dokładnie ten problem. Internet z tarotem to jest najgorsze połączenie dla kogoś zmęczonego emocjonalnie, bo zawsze znajdziesz tam interpretację, ktura cię przestraszy. Serio, wystarczy wpisac dowolną kartę i w wynikach pojawi się jakiś artykuł o tym, że to znak ostrzeżenia albo trudnego okresu. Kto w ogóle tak pisze te treści? 😛
Ja miałam dokładnie ten sam problem ze zródłami co Stasiek. W końcu kupilam jedną konkretną książkę i postanowiłam się trzymac tylko jej przez kilka miesięcy. To bardzo pomogło, bo przynajmniej wiedziałam, że interpretuję w jednym spójnym systemie. Ale mam pytanie do Ewunia79 - czy uważasz że przy karcie do regeneracji w ogóle powinno się sięgać do opisów, czy lepiej zostac przy intuicji?
Ale to chyba wymaga jakiegoś zaufania do siebie, żeby czytać z intuicji? Ja jak patrzę na kartę i nie mam pojęcia co to znaczy, to czuję się glupio. Nie wiem, czy moja intuicja jest wogóle trafna, czy po prostu wymyślam. Czy ktos miał taki etap i jakoś przez to przeszedł? ^^
oj tam, przepraszam że się wtrącę, bo śledzę tę rozmowę i mam pytanie trochę z boku. Mówiłyście o intuicji przy kartach, a ja zastanawiałam się - czy podobnie działa to z runami? Też ciągnę losowo i też czasem siedzę i nie wiem, co czuję. Pytam, bo może jest jakiś ogólny sposób na to, żeby w ogóle połączyć się ze swoją intuicją przed losowaniem, bez względu na metodę
Mam wrażenie, że wracamy do sedna tej rozmowy, bo to jest wlasnie główny problem przy regeneracji. Osoba zmęczona emocjonalnie w ogóle często nie wie, czego potrzebuje. Jak masz przebodźcowana głowę, to pytanie 'czego potrzebujesz' moze wywołać dodatkowy stres, bo nie masz odpowiedzi. Czy ktoś miał z tym do czynienia?
o, to interesujące co Kasjopeja pisze, bo ja zawsze myślałam że trzeba mieć jakieś pytanie zanim się losuje. a jak się siada bez niczego, to jak w ogóle potem czytasz co ta karta oznacza dla ciebie? czy po prostu siedzisz i patrzysz? 😉
ej, słuchajcie, śledzę tę rozmowę od dłuższego czasu i nie chce być złośliwy, ale mam pytanie do Kasjopeja i do reszty. To co opisujesz, czyli siadanie, patrzenie na obrazek i czekanie, żeby coś 'samo przyszło' - to nie brzmi jak wrużenie, tylko jak kontemplacja obrazu. Czy nie prościej po prostu posiedzieć w ciszy bez kart? Pytam serio, bo nie rozumiem co tu dodają karty.
Myślę że odpowiedź na pytanie Kuba_R88 jest taka, że dla części osób nie ma nic specjalnego i spokojnie mogłaby to być mandala. Ale dla osób, które pracują z tarotem od jakiegoś czasu, karty mają nagromadzone skojarzenia - widzisz Gwiazdę i twój umysł już wie, z czym ta karta była ci związana wcześniej. To buduje się z czasem i tego nie zastąpi przypadkowy obrazek.
Czytam tę rozmowę i zaczynam myśleć, że mój problem polega na tym, że jeszcze nie mam tych skojarzeń, o których pisze Eleonorka74. Jestem za krótko z kartami, żeby mi same mówiły cokolwiek bez posiłkowania się opisami. Czy w takim razie ktoś wie, jak w ogóle się uczyć tarota, żeby nie korzystać z googla, ale żeby nie siedzieć kompletnie w ciemności?
Czytam tę rozmowę i zaczynam myśleć, że mój problem polega na tym że jeszcze nie mam tych skojarzeń, o których pisze Eleonorka74. Jestem za krótko z kartami, żeby mi same mówiły cokolwiek bez posiłkowania się opisami. czy w takim razie ktoś wie, jak w ogóle budować te skojarzenia, skoro nie mogę siedzieć i patrzeć na kartę jak na ścianę?
hmm, to co mówi Ewunia79 zupełnie zmienia kolejność, na którą większość z nas jest nauczona. Ja przez długi czas myślałam podobnie jak Honoratka - że trzeba najpierw 'zaliczyć' 78 kart i dopiero potem wolno mi czytać. A potem okazało się, że te skojarzenia, które miałam z kartami przez pierwsze miesiące, były często trafniejsze niż to, co potem nakładała na nie teoria. Chociaż powiem szczerze, że teoria też mi bardzo dużo dała więc nie wyrzucałabym jej całkowicie. Chodzi chyba o to, żeby jedno nie blokowało drugiego.
To co opisuje Frezja ma sens i hyba wrociłysmy do meritum tematu, bo to jest właśnie podejście, ktore nie męczy. Jak siadasz z nastawieniem 'musze teraz wiedzieć co znaczy ta karta', to twój zmęczony mozg robi nadgodziny. A jak najpierw dajesz sobie minutę bez oceniania, to przynajmniej przez chwilę odpuszczasz ten pęd do rozumienia wszystkiego.
Właśnie ta minuta bez oceniania brzmi dla mnie jak coś, co mogłabym spróbować, bo reszta mnie przeraża. Ale mam pytanie - co robisz, jeśli w tej minucie nic nie przychodzi? U mnie to jest bardzo prawdopodobne, bo jak siedzę w ciszy, to zamiast skupiać się na karcie, zaczynam myśleć o wszystkim innym. 😉
