ojej, ...i dlatego nie rozumiem, dlaczego wszyscy tak bardzo skupiaja się na tym co karta 'znaczy', zamiast na tym, co wywołuje. Moze właśnie o to chodzi w tym kryzysie wiary - ze szukamy znaczeń, kiedy powinnyśmy szukać odczuć.
No właśnie, to jest kluczowe pytanie. Azuryt na początku tego wątku pisała o problemie z wizualizacją - i teraz jesteśmy przy podobnym problemie, tylko z odczuciami ciała. Co jeśli ktoś jest w takim miejscu, że ani wizualizacja nie działa, ani ciało nie daje sygnałów? Co wtedy z Wielkimi Arkanami?
Właśnie o to mi chodziło od początku. Jak czytam instrukcje do taroту, to są dwie opcje: albo wizualizuj, albo poczuj. A ja mam zablokowane oba. Więc pytanie jest nadal aktualne - co zostaje?
A czy próbowałaś podejść czysto intelektualnie? Znaczy - bez czucia, bez wizualizacji, po prostu patrzysz na kartę i opisujesz co widzisz. Jakbyś opisywała obraz w muzeum komuś przez telefon. To brzmi sucho, ale u mnie to czasem odblokowuje coś, co przez emocje nie mogło przejść.
Mogę zapytać głupie pytanie? bo czytam ten wątek od dawna i nie rozumiem jednej rzeczy - jak się 'siedzi z kartą' to się patrzy na nią cały czas, czy można odłożyć i wracać? Bo jak mam ją przed sobą to zaczynam liczyć szczegóły zamiast cokolwiek czuć.
matko, podejście Faustynki z tym opisywaniem obrazu to jest tak naprawde technika fenomenologiczna, tylko nikt tak tego nie nazywa. I ona działa właśnie dlatego ze omija blokadę 'muszę cos poczuć'. Opis uruchamia skojarzenia niejako tylnym wejsciem.
Ale jak to się dzieje że nieoczekiwane skojarzenie akurat w tym momencie? bo to brzmi jakby karta wyciągała myśli które już gdzieś były. a może by wyszły przy patrzeniu na cokolwiek - na okno, na tapetę?
Wracam do tego co mówiła Azuryt o Papieżycy. To że karta 'nie odpowiadała' przez dziesięć minut - czy to cię zniechęciło, czy raczej chciałaś siedzieć dłużej? Bo zastanawiam się, czy właśnie taki impas jest w kryzysie wiary wyjściem, czy ścianą.
To co mówisz o tym, że przestało ci zależeć - to mnie bardzo uderza. Zapisałam to. czy to możliwe, że właśnie napięcie wokół 'muszę coś dostać' jest tym, co blokuje pracę z kartami w kryzysie?
ojejku, myślę, że tak. I to jest bardzo specyficzne dla kryzysu wiary - że człowiek chce, żeby karta udowodniła, że ma sens. I ta potrzeba dowodu zamraża wszystko. Wielkie Arkany nie działają jako dowód, działają jako lustro. A lustro nie odpowiada na pytanie 'czy jesteś prawdziwe' :>
Czytam to od początku wątku i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś z was miał tak, że w momencie kryzysu wiary w ogóle nie chciał dotykać kart? Że samo wyciągnięcie talii było niemożliwe?
Wyszłam z tego przez przypadek, szczerze mówiąc. Nie przez żadną technikę. Dostałam kartę w prezencie od kogoś bliskiego i ona leżała na wierzchu, nie schowana w pudełku. I pewnego dnia po prostu wzięłam ją do ręki, nie z zamiarem czytania, tylko żeby ją przestawić. I zostałam z nią przez chwilę. To był Głupiec. Chyba właśnie dlatego, że nie miałam żadnego oczekiwania, nic się nie zablokowało. Ale nie wiem, czy to jest metoda, którą można powtórzyć celowo. :/
A to nie jest troche jak oszukiwanie samej siebie? Że niby liczę kolory, ale tak naprawdę czekam żeby coś poczuć? bo ja bym tak miała chyba
Ten 'paradoks oczekiwania' o którym mówi Pietruszka jest opisany w literaturze psychologicznej pod nazwą efektu obserwatora - im bardziej czekasz na odpowiedź, tym bardziej ja blokujesz. Ale zgadzam sie z Faustynką, ze mechanizm działa nawet z czesciowa swiadomoscia sztuczki. Bo uwaga faktycznie sie przestawia 😛
Właśnie. I to jest kluczowe rozróżnienie, kture gdzieś nam umknęło w tej rozmowie. Praca z kartami dla kogoś, kto po prostu ćwiczy, a praca z kartami dla kogoś w środku kryzysu wiary - to są dwa różne zadania. W kryzysie karta ma odpowiedzieć na pytanie egzystencjalne, nie praktyczne. I to jest za ciężkie dla każdej techniki.
To co mówi Dewanna - tak to u mnie wygladało. Nie pytałam Papieżycy o coś konkretnego. Pytalam ją właściwie o to, czy ma sens wogóle. I może dlatego to zajęlo tyle czasu i tyle milczenia zanim cokolwiek zobaczyłam
I tu jest chyba sedno całego tego wątku. Wielkie Arkany w kryzysie wiary nie są pytane o sytuację życiową, tylko o samą naturę tej pracy. to jest jak pytanie kogoś bliskiego 'czy lubisz mnie' zamiast 'co robimy jutro'. Inny poziom rozmowy. 😛
To zamknięte koło istnieje w każdym systemie, nie tylko w tarota. żeby sprawdzić, czy medytacja działa, musisz medytować. Żeby sprawdzić, czy terapia ma sens, musisz iść na terapię. Karty w tym nie są wyjątkowe. Różnica jest taka, że w kryzysie wiary człowiek wie, że to koło istnieje i właśnie to go blokuje. 🙂
Można i to jest, myślę, jedyne wyjście z pułapki. Odkładasz pytanie 'czy to jest prawdziwe' na bok i zamiast tego pytasz 'co mi to pokazuje o sobie'. To drugie pytanie nie wymaga żadnej metafizyki. Papieżyca nie musi być prawdziwą wróżką żeby pokazać ci coś, co już w sobie masz.
Ale jeśli całkowicie odłożysz metafizykę, to zostaje ci tylko autoanaliza i mogłabyś to samo zrobić z albumem ze zdjęciami albo z dowolnym obrazem. Co wtedy jest specyficznego w Wielkich Arkanach?
Zapisuję tę różnicę między skojarzeniami osobistymi a zbiorowymi. Ale mam pytanie do Pietruszki - kiedy mówisz 'odkładasz pytanie o prawdziwość na bok', to jak długo można to robić? Bo w kryzysie wiary to pytanie i tak wraca. 🙁
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i jestem mocno sceptyczny, ale jedno mnie zatrzymalo - to co Azuryt napisala o Papieżycy, że zobaczyla twarz kiedy przestała czegoś oczekiwać. mam pytanie, moze głupie - czy to nie jest po prostu efekt dlugiego wpatrywania się w jeden punkt? bo tak działa wzrok, zaczyna uzupelniac kształty
Ta odpowiedź Azuryt jest chyba najuczciwsza w calym wątku. Ze nie wiemy co to jest, ale to skojarzenie było realne bez względu na źródło. I może w kryzysie wiary to jest właśnie właściwe miejsce - nie udowadniać, tylko obserwować co się pojawia. :))
To co Eweliniunia napisała na końcu - 'obserwować co się pojawia' - mam wrażenie że to jest klucz do całego tematu Azuryt. Nie pytasz karty, czy warto wierzyć. Pytasz, co widzisz, kiedy na nią patrzysz. I to pytanie jest uczciwe nawet dla sceptyka
No dobra, ale skoro już mówimy o tej symbolice - Azuryt pracowała z Papieżycą. Mnie zastanawia jedno. Czy w kryzysie wiary nie jest tak, że wybieramy podświadomie akurat tę kartę, ktura nam pasuje do stanu? Że jakby karta nie 'przyszła', tylko ją wybrałyśmy?
Szczerze? Papieżyca wyszła losowo, nie wybrałam jej świadomie. Ale masz rację, ze kiedy ją zobaczylam, poczułam od razu, że to ta karta. Jakby było cos co ja przyciągalo do mojego stanu. Nie wiem czy to jest argument za czymkolwiek, czy po prostu ludzka skłonność do szukania wzorcow.
Dorzucę tu swoje doświadczenie, bo akurat ćwiczyłam ostatnio z Pustelnikiiem w podobnym stanie co Azuryt opisuje. Wyszedł mi trzy razy z rzędu przy różnych rozkładach. I wiem, że to może być przypadek, ale za każdym razem to samo skojarzenie - że coś czekam zanim zrobię kolejny krok. Czy to jest o wierze? Nie wiem. Ale o mnie - tak.
