Chciałam jeszcze dopytać, bo mój poprzedni post był chyba za krótki - czy to przechodzenie między warstwami w trakcie sesji jest czymś złym? Czy powinnam przerywać i zaczynać od nowa, czy można to jakoś przeprowadzić świadomie? Bardzo wdzięczna za cały ten wątek, naprawde duzo mi dał
to jest trafione. jak teraz mysle o tych sesjach, to chyba właśnie tak mi się zdarzało - zaczynałam od analizy symboli i gdzieś w środku przechodziłam w ten tryb odbioru. I wtedy pętla była podwójna - i niedomknięta analitycznie, i niedomknięta receptywnie. Florek czy twój rytuał zamknięcia działa na obie te warstwy jednocześnie?
Szczerze? Nie rozdzielałem tego tak jak teraz to opisujecie :(. Robiłem jedno zamknięcie i traktowałem je jako całość. Ale po tym co piszecie zaczynam sie zastanawiać czy nie powinienem robić dwóch odrębnych gestów - jeden dla analizy, jeden dla odbioru... Tylko że to brzmi jak komplikowanie czegoś co miało być proste.
Ale tu jest pytanie praktyczne - jak odróżnić w trakcie sesji, że już przeszłaś z jednej warstwy w drugą?! Bo jeśli nie masz tego sygnału, to nie możesz zamknąć świadomie czegoś o czym nie wiesz że się otworzyło. Gabrysienka, czy ty czułaś ten moment przejścia czy tylko widziałaś go po fakcie?
To co opisuje Gabrysienka to jest cos co znam z własnego doświadczenia - całkowite zanurzenie bez meta-obserwatora. I przyznam szczerze, że nie uważam tego za błąd. Ale wymaga innego rodzaju zamknięcia niż to które stosuje ktoś kto przez cały czas ma dystans do sesji. Czy próbowałaś kiedyś nagrywać się podczas sesji, żeby potem zobaczyć gdzie był ten moment zmiany?
Robiłam przez jakiś czas, bez obrazu, tylko dźwięk. Słuchałam potem jak mówię o kartach i wyraźnie słyszałam zmianę tonu - w warstwie analitycznej mówię chłodniej, w receptywnej wolniej i inaczej oddycham. To mi pomogło zlokalizować ten próg. Teraz go czuję bez nagrywania.
Ciekawa metoda ale mam wątpliwość - czy nagrywanie siebie nie wchodzi w jakiś sposób w koncepcję przesyłu świadomego? Bo jeśli mam z tyłu głowy że się nagrywam, to czy jestem w pełni otwarty na to co przychodzi? Może to zakłóca wlasnie tą receptywną warstwę o której mówimy.
Wracam do pytania które zadałam wcześniej, bo mam wrażenie że wątek trochę odpłynął. Szeptacz napisał że nie ma różnicy między poziomem psychologicznym a ezoterycznym. Arnold zakwestionował. I Gabrysienka przyznała że sama nigdy tego nie rozdzielała. Ale jeśli ta metoda - te przesyły świadome - działa wyłącznie przez skupienie i stan umysłu, to czy koncepcja przyszłości która wysyła sygnały do teraźniejszości jest w ogóle potrzebna do jej stosowania?
Szczere pytanie i nie jestem pewna czy znam odpowiedź. Myślę że na początku potrzebowałam - ta idea że coś dociera, że jest jakiś kierunek od przyszłości do teraźniejszości, dawała mi poczucie że sesja ma sens. Ale teraz, po tym całym wątku, zaczynam myśleć że może właśnie ta rama mnie uwięziła - bo jak czułam się gorzej zamiast lepiej, to znaczyło w tej ramie że coś robię źle z odbiorem, zamiast po prostu że potrzebuję przerwy.
To jest bardzo ważne rozróżnienie które właśnie sformułowałaś. Rama interpretacyjna może zarówno pomagać jak i blokować wyjście z procesu który już nie służy. Jeśli twoja rama mówiła "gorsze samopoczucie to błąd techniczny", to nie dawała ci dostępu do interpretacji "gorsze samopoczucie to sygnał żeby skończyć". I to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku - nie robisz czegoś nie tak, tylko rama nie dawała ci dostępu do tej konkretnej odpowiedzi.
Ma sens, i to bardzo precyzyjny. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czy ta rama mówiła ci że gorsze samopoczucie jest częścią przesyłu czy że jest błędem który trzeba naprawić zanim przesył zostanie odebrany? Bo to są dwa różne mechanizmy pułapki
To jest coś o czym mało się mówi przy tarocie - że sama koncepcja którą przyjmujesz przed sesją kształtuje to co z niej wyniesiesz. Jeśli zaczynasz od założenia ze "muszę odebrać przesył" to każde złe samopoczucie staje się przeszkodą do pokonania, a nie informacją że może wystarczy skończyć. Gabrysienka, jak długo trwały te sesje średnio?
Ale chwilę - wracam do podstaw bo się trochę pogubiłam. Czy w ogóle ta koncepcja przesyłu świadomego między przyszłością a teraźniejszością jest czymś co ma jakąś tradycję, czy to jest coś co Gabrysienka wypracowała sama?? Bo jeśli to jest własna konstrukcja, to może problem leży głębiej niż technika zamknięcia.
Nie powiedziałbym że to błąd - raczej wersja robocza. Większość praktyków buduje własne ramy i to jest normalne. Problem który widzę to co innego: czy twoja rama miała mechanizm weryfikacji? Coś co mówiło kiedy działa a kiedy nie? haha bo jeśli nie, to nie mogła cię poinformować że przestała służyć.
Tu mam inną obserwacje, trochę z boku. Rozmawiamy dużo o technikach i notatkach i zamknięciach. Ale to co Gabrysienka opisała na początku - że zamiast się lepiej czuć, czuje się gorzej - czy ktoś w ogóle zapytał czy ta praca z kartami jest tym co jej teraz potrzebne :D? bo moze problem nie jest w tym jak robi sesje, tylko że je w ogóle robi w momencie kiedy jej układ nerwowy woła o odpoczynek a nie o kolejne wejście w stan otwarcia.
To co Gabrysienka napisała na końcu - że sięgała po karty kiedy było gorzej - to jest bardzo częsty wzorzec i mysle że warto na chwilę się przy nim zatrzymać. pytanie do ciebie: czy kiedy brałaś karty w ręce w takim momencie, to czułaś że to pomaga w trakcie, czy dopiero liczyłaś że pomoże? bo to jest różnica której nie widać z zewnątrz.
to zdanie jest naprawdę ważne. Karty ważniejsze niż ty. Czy masz poczucie że to się powtarzało?! Nie mówię o jednej sesji, ale o jakimś szerszym wzorcu w tym jak pracujesz z tarotem.
To co pisze Gabrysienka przypomina mi coś z pracy z czakrami - jak ktoś za bardzo skupia się na kanale a zapomina o tym że jest też ciałem które ten kanał nosi. no dobra ale wracając do tematu: czy ta koncepcja przesyłu ktora opisywałaś na początku wątku, zakładała że ty jako osoba masz jakieś znaczenie czy byłaś tylko medium dla sygnału z przyszłości?
Nie brzmi dziwnie. Brzmi jak coś co ma nazwę w kilku tradycjach - instrumentalizacja siebie w procesie wróżbiarskim. Pytanie które mam: skąd w ogóle przyszło założenie że przyszłość wysyła? Że to jest jednokierunkowy przepływ z przyszłości ku teraźniejszości? Bo Jung, na którego się powoływałaś, nie twierdził czegoś takiego wprost.
Nie powiedziałabym że błąd fundamentalny, raczej że model który stworzyłaś był jednostronny. Synchroniczność u Junga działa w obie strony - albo raczej w żadną konkretną, bo to spotkanie znaczeń a nie transmisja. Twój model zakładał że coś musi przychodzić z zewnątrz, a ty masz to odebrać. To zmienia całkowicie to jak interpretujesz każde złe samopoczucie
Słowo "oddalam się od siebie" - to bardzo precyzyjne określenie i rzadko kiedy słyszę żeby ktoś to tak nazwał. Mam pytanie które może brzmieć nieporadnie ale jest szczere: czy podczas tych sesji zdarzało ci się nie pamiętać co robiłaś? Albo tracić poczucie ile czasu minęło?
Przepraszam że wchodzę w środek, ale czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może podstawowe: czy przy normalnym tarocie, nie przy tej koncepcji przesyłu, też może się zdarzyć że sesja "wciągnie" za mocno? Czy to jest ryzyko ogólne przy tarocie czy specyficzne dla tego co robiła Gabrysienka?
To jest bardzo precyzyjny opis mechanizmu niefalsowalności. Model który przewiduje że zarówno dobre jak i złe samopoczucie potwierdza jego słuszność - to model który nie może być podważony od wewnątrz. Mam pytanie: czy był jakiś moment kiedy cokolwiek mogło twoim zdaniem dowodzić że model nie działa? Coś co byś wtedy uznała za dowód błędu?
Nie. Nie był. Właśnie to teraz widzę. nie było żadnej reguły która by mówiła "to wystarczy" albo "jesteś bezpieczna". Była tylko kontynuacja. Każda karta prowadziła do następnej, każda sesja do następnej. Myślałam że sama poczuję kiedy skończyć, ale nigdy tego momentu nie czułam.
To jest chyba najważniejsza rzecz w tym całym wątku. Brak reguły zakończenia. Pracuję z tarotem od dłuższego czasu i to jest pierwsza rzecz którą ustalamy - kiedy jest koniec sesji. Nie kiedy karty się skończą, nie kiedy poczujesz odpowiedź, ale konkretny warunek zewnętrzny. czy w tych tekstach które czytałaś o przesyle cokolwiek było na ten temat?
to co pisze Witchling jest spójne z tym co wiem o pracy z czakrami i medytacją - zawsze się ustala ramę przed, nie w trakcie. Jak ktoś wchodzi głęboko w medytacje bez ramy, to wyście też nie jest naturalne bo nie wiadomo skąd wyjść. Gabrysieńko - czy przed sesjami cokolwiek ustalałaś z góry? Jakiś rytuał zamknięcia, modlitwę, coś?
nie brzmi naiwnie, brzmi jak błąd który robi wiele osób i który rzadko jest opisany wprost w popularnych tekstach o tarocie. Większość poradników mówi jak zacząć sesję jak tasować jak układać karty. oj ile z nich mówi jak skończyć? Mam wrażenie ze to jest systemowa luka w tym jak tarot jest nauczany online.
