Zaczęłam ostatnio eksperymentować z czymś co sama sobie nazwałam językiem znakowym w tarocie - chodzi o to że zamiast po prostu pytać karty o przyszłość, próbuję traktować konkretne karty jak sygnały które wysyłam sama sobie z przyszłości do teraźniejszości. Jakby świadome zaproszenie do pętli informacyjnej. Tylko że zamiast się lepiej czuć z tym całym procesem, czuję się gorzej. Bardziej roztrzęsiona niż przed rozkładem. Nie wiem czy to znaczy że coś robię nie tak, czy może to jest właśnie ten moment przejścia o którym piszą w książkach...
Opisz dokładniej co rozumiesz przez ten "język znakowy" bo to pojęcie może oznaczać bardzo różne rzeczy :(... Czy chodzi ci o to że intencjonalnie wybierasz karty które mają reprezentować komunikat z przyszłości, czy raczej że interpretujesz losowe wyciągnięcia jako takie komunikaty? To dość istotna różnica jeśli chodzi o to co może powodować to twoje złe samopoczucie.
Ten efekt spirali jest bardzo charakterystyczny dla pewnego typu pracy z symbolem i nie jest automatycznie zły, ale też nie jest automatycznie dobry. zanim ocenimy czy coś robisz nie tak, chciałbym wiedzieć - jak długo siedzisz z jednym rozkładem? I czy robisz to codziennie czy rzadziej?
Mnie intryguje właśnie ta kwestia kierunku - bo normalnie zakładamy że karty pokazują możliwą przyszłość, a tu jest odwrócenie, ze przyszłość aktywnie coś przesyła. Czy to nie jest za bardzo forsowanie narracji? ojej tzn. jak bardzo to ty decydujesz co ta przyszłość ci wysyła, a jak bardzo to faktycznie coś zewnętrznego?
Hej, ale czy ktoś może mi wytłumaczyć jedno - ta koncepcja przesyłu z przyszłości zakłada ze przyszłość już istnieje w jakiś gotowy sposób, tak? Bo jeżeli nie istnieje, to kto ci to przesyła? Pytam serio bo to mi się kręci w głowie :D... W wielu systemach wróżbiarskich przyszłość to zbiór możliwości, nie gotowy scenariusz.
Brzmi jak problem z interpretacyjną pewnością, nie z samą metodą... Bo ta metoda jest interesująca sama w sobie ale jeśli nie masz jakiegoś zakotwiczenia - jakiegoś systemu który mówi ci stop, odczyt zamknięty - to możesz kręcić się w kółko w nieskończoność. Jak to wygląda u ciebie od strony technicznej, tzn. czy masz ustalony moment kiedy kończy sie sesja?
Ja bym zapytał o coś bardziej przyziemnego - czy robisz to samo w nocy czy w ciągu dnia?! Serio mówię, bo sam zauważyłem że wieczorne sesje z kartami bardzo mocno wpływają na to jak potem leżę i nie mogę zasnąć i zaczyna mi się wszystko kręcić... To nie zawsze kwestia metody, czasem kwestia pory i stanu ciała.
O, to jest bardzo ważne co teraz powiedziałaś. Bo jeżeli używasz metody wglądowej do szukania uspokojenia, to masz wbudowany konflikt. Karty nie dają spokoju w ten sposób - mogą pokazać możliwości ale nie powiedzą ci żeby się nie bać. I ta spirala którą opisujesz to może być właśnie ten konflikt a nie błąd w metodzie.
Ale czy w którymś momencie dostałaś potwierdzenie które cię faktycznie uspokoiło, chociaż na chwilę? pytam bo to ważne - jeśli nigdy, to może to nie jest kwestia metody tylko tego że akurat ten problem jest za duży żeby karty mogły go zamknąć.
To jest właściwe pytanie. Bo karty mogą pokazać kierunek ale nie mogą wziąć od ciebie lęku. To nie działa tak zeby symbol zastąpił pracę emocjonalną. I chyba to jest właśnie to co się tu dzieje - szukanie rozwiązania emocjonalnego w narzędziu interpretacyjnym.
Chcę się upewnić że dobrze rozumiem - chodzi o to że jak ktoś ciągnie karty żeby się uspokoić, to jak dostanie kartę neutralną albo trudną to mu to daje jeszcze więcej niepokoju? Bo to logiczne ale czy jest jakiś sposób żeby tego uniknąć :(?
Ale właśnie ta koncepcja z przesyłem z przyszłości miała omijać ten problem - założenie było że przyszła ja już wie jak jest dobrze więc przekaz jest z założenia pozytywny... Teoretycznie to nie powinno dawać miejsca na złe karty bo każda karta to wskazówka od siebie która już przeżyła to dobrze. Tylko gdzieś to się posypało.
To jest naprawdę ciekawy trop. Wcześniej mówiłam o snach zakłóconych i teraz widzę podobieństwo - w pewnym typie snów wiesz że coś ważnego jest przekazywane, ale przekaz jest jak przez mgłę i to generuje właśnie ten rodzaj napięcia. Nie niepokój z konkretnej informacji, tylko z poczucia że jest coś do odebrania czego nie możesz w pełni dosłyszeć. Czy tak właśnie czujesz się po tych sesjach?
No i tu wracamy do tego co pisałam kilka postów temu o zakotwiczeniu. ten szum który opisujesz to nie jest problem z samym przekazem tylko z brakiem punktu zamknięcia. Jak masz jasne kryterium że odczyt jest kompletny, to szum przestaje być zaproszeniem do kolejnej sesji. Staje się po prostu częścią odczytu...
Ja to rozwiązuję tak że po sesji fizycznie przekładam karty z powrotem do talii i mówię głośno że odczyt jest zamknięty. ojej brzmi prosto ale naprawdę pomaga. Jakby to zdanie na głos było takim sygnałem dla głowy żeby przestała przetwarzać. chociaż nie wiem czy to działa dla każdego.
I to może być bardzo konkretna przyczyna tego złego samopoczucia. Sesja bez zamknięcia to jak otwarta pętla w głowie - umysł dalej przetwarza, szuka, analizuje, nawet jak już odłożysz karty. Wracam do tego pytania o ciało bo to się tu łączy - czy po sesjach czujesz napięcie fizyczne, jakiś rodzaj pobudzenia?
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam szczere pytanie - czy naprawdę uważacie że to kwestia techniki sesji, rytuału zamknięcia i tym podobnych rzeczy? Bo ja patrząc z zewnątrz widzę że cały rdzeń tej metody opiera się na założeniu które jest niemożliwe do zweryfikowania :). Skąd wiadomo w ogóle że cokolwiek jest przesyłane, a nie że to po prostu własna interpretacja własnego lęku?
to jest bardzo dobre podsumowanie i chyba pierwszy raz w tym wątku masz takie klarowne ujęcie tego co się dzieje... Ale mam pytanie - czy czujesz że jesteś gotowa żeby teraz spróbować z tymi ramami ktore tu pojawiły się w dyskusji, czy potrzebujesz najpierw odpocząć od kart w ogóle?
To jest ważne pytanie bo te dwie opcje prowadzą w zupełnie różne miejsca. Jedna to korekta techniki, druga to przerwa. I nie zawsze korekta jest lepsza - czasem umysł potrzebuje żeby problem po prostu odleżał, zanim wróci się do pracy.
Tak, to jest dokładnie ten wzorzec. Napięcie w klatce przy otwartej pętli poznawczej, i to czuwanie to jest układ nerwowy który nie dostał sygnału że może się wyłączyć. połącz to z brakiem rytuału zamknięcia który opisał Florek i masz gotowy przepis na dokładnie to co czujesz. pytanie do Ciebie - jak długo to trwa po jednej sesji? Godziny, noc, dłużej?
To co opisuje Gabrysienka bardzo przypomina to co ja mam ze snami percepcyjnymi - po nich jest podobne uczucie otwartości, jakby coś zostało zaczęte i nie dokończone. I tak jak w snach nie ma wyraźnego końca tylko urywają się, tak sesja bez zamknięcia urywa się w podobnym miejscu. Mózg dalej szuka jak to zamknąć.
Wracając do tego zamknięcia - Gabrysienka, jak spróbujesz tę metodę którą opisywałem, to zrób to świadomie, nie mechanicznie. Chodzi o to żeby w tym momencie przekładania kart naprawdę zdecydować że to koniec, a nie odegrać ruchy. czy masz jakiś swój sposób na takie wchodzenie w skupienie przed sesją? Bo zamknięcie powinno byc równie intencjonalne jak otwarcie.
Czytam to i mam pytanie bo sam też nie robiłem żadnego otwarcia sesji - wychodziłem z założenia ze po prostu tasuje się i ciągnie... Czy to otwarcie to jest coś obowiązkowego czy raczej pomocnicze?
Chcę zadać pytanie które może być trochę prowokacyjne - czy nie jest tak że te wszystkie rytuały otwarcia i zamknięcia to są w gruncie rzeczy narzędzia psychologiczne, a nie ezoteryczne? I czy to nie zmienia trochę tego jak powinnyśmy rozumieć całą tę koncepcję przesyłu z przyszłości którą opisała Gabrysienka ;)?
Przyznam szczerze że nigdy tak tego nie rozdzielałam. haha dla mnie ta koncepcja była jednym - i psychologiczna rama skupienia, i założenie że jest jakiś przekaz... Może to jest właśnie ten błąd, że zmieszałam te dwie warstwy i nie wiedziałam na której właściwie stoję. Jak to powinno wyglądać żeby te warstwy były oddzielne :(??
To jest chyba jedno z kluczowych pytań tego wątku. Mam notatki z podobnych dyskusji i u mnie to wygląda tak że staram sie wiedzieć przed sesją czy traktuję kartę jako symbol do interpretacji czy jako komunikat z zewnątrz. Bo to zmienia jak reaguję gdy karta mnie niepokoi. W jednym przypadku pytam "co to symbol mówi o mnie", w drugim zaczynam szukać potwierdzenia którego może nigdy nie ma.
Czytam ten wątek od samego początku i mam pytanie moze trochę z boku - czy ktoś z was miał kiedyś sesję która zaczęła się na jednej warstwie a skończyła na drugiej? Bo mam wrażenie że właśnie to mi się zdarza i nie wiedziałam jak to nazwać. Dziękuję za tę dyskusję, niesamowite jak wiele tu się dzieje.
