Chcę zrobić rozkład który pomoże mi zobaczyć, jaka jest moja misja życiowa, ale mam problem. Za każdym razem gdy siadam do kart i zaczynam myśleć o tym pytaniu, pojawia sie lęk. Taki konkretny, związany z tym, że każdy kiedyś odchodzi... że nawet jeśli odkryję swoją misję, to i tak kiedyś wszystko się skończy. I nie wiem, czy karty mogą w ogóle z tym pracować, czy moze potrzebuję jakiegoś rytuału, który ten lęk wycisza przed rozkładem. Czy ktoś miał coś podobnego? jak zadajecie pytanie o misję życiową, to nie czujecie tego ciężaru :)?
To bardzo ciekawy punkt wejścia do pracy z kartami bo lęk przed przemijaniem i pytanie o misję są ze sobą głęboko splecione. Powiem ci jak ja to widzę :). Misja życiowa w tarocie często wyłania się właśnie z napięcia, z tego co nas boli lub czego się boimy. Ale mam do ciebie pytanie zanim cokolwiek zaproponuję... Kiedy mówisz o tym lęku, to pojawia się on PRZED rozkładem czy też kiedy dostaniesz karty do ręki i zaczniesz je układać?
Też się wtrącę bo sam od dawna pracuję z rozkładami dotyczącymi sensu i drogi. @Gertruda_02, mam wrażenie że opisujesz dwa różne pytania które zlepiły ci się w jedno. jedno to: jaka jest moja misja? Drugie to: czy ma sens szukanie misji, skoro wszystko przeminie :)? To drugie pytanie jest filozoficzne i żaden rozkład ci go nie rozwiąże. A jak próbujesz zadać oba naraz, to karty mogą ci zwracać właśnie ten mętlik a nie odpowiedź.
Ja bym to widziała inaczej. Lęk przed odejściem jako punkt wyjścia do pytania o misję to nie jest przeszkoda, to jest właśnie serce pytania. W numerologii jest taka zasada, że liczba drogi życia często wiąże sie z tym, czego najbardziej się boimy. Misja to nie jest coś przyjemnego z definicji, często jest dokładnie tam, gdzie nas boli. Więc może ten lęk nie wymaga wyciszenia, tylko uważnego przeczytania??
to co opisujesz, to "ściśnięcie" przed pytaniem, jest dla mnie ważną informacją. Przy rozkładach dotyczących drogi życiowej czasem sugeruję wciągnięcie jednej karty właśnie na ten lęk, zanim zacznie się właściwy rozkład. Nie po to żeby go zignorować ale żeby dać mu miejsce. Karty lubią kiedy przychodzisz z całą sobą, a nie tylko z tą częścią, którą uważasz za właściwą do pytania.
jedna rzecz, ktora robię gdy lęk mi przeszkadza w rozkładzie: ciągnę kartę na sam lęk, zanim zadam właściwe pytanie :). nie szukam w niej odpowiedzi, tylko odbicia. Często juz samo to "unieruchamia" lęk na chwilę bo zostaje nazwany. Dla mnie to wystarczy żeby przejść dalej. Ale pytanie Gertrudy_02 jest głębsze, bo ona mówi o lęku egzystencjalnym, a nie o chwilowym napięciu przed rozkładem...
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie do Gertrudy_02. Czy lęk, o którym mówisz, to lęk przed twoją własną śmiercią, czy raczej lęk przed tym że odejdą inni? ej bo to dwie bardzo różne rzeczy i w kartach mogą sie manifestować zupełnie inaczej.
To co właśnie napisałaś jest bardzo ważne. Proszę żebyś to zapamiętała kiedy będziesz siadać do rozkładu. Misja, która opiera się na relacji i na lęku przed utratą bliskich, to coś, co w kartach może pojawić się w kolorze kielichów. Cały ten temat, miłość, więź, strata, to jest serce kielichów. Nie zdziwiłabym się gdybyś ciągnęła dużo kart z tego koloru.
Ja tu widzę ciekawy paradoks. Gertruda_02 mówi że lęk przed odejściem innych sprawia, że pytanie o własną misję się rozpada. Ale czy nie jest tak że właśnie troska o innych, ta która leży pod tym lękiem, JEST jakąś wskazówką co do misji? Że to co boli w pytaniu, jest jednocześnie odpowiedzią na nie?
I to jest właśnie ten paradoks który mnie tu zatrzymał. Gertruda_02 mówi że lęk przed utratą innych rozbija pytanie o własną misję. Ale czy nie jest odwrotnie? Może właśnie dlatego że ci na kimś zależy, pytanie o misję w ogóle ma sens. Bez relacji, bez kogoś, dla kogo lub z kim działasz, misja staje się abstrakcją. Pytam serio, nie retorycznie: czy ktoś tutaj pracował z rozkładem, gdzie lęk o bliskich był punktem wyjścia, a nie przeszkodą?
To co opisujesz, urywanie w połowie, znam z własnego doświadczenia. i nie sądzę, zeby to była ucieczka w złym sensie. Czasem rozkład dotyka warstwy, do której jeszcze nie masz dostępu, i psychika po prostu zatrzymuje się zanim wejdziesz za głęboko. Pytanie jest takie: co robiłaś z tymi niedokończonymi rozkładami? Zapisywałaś cos?
To jest bardzo ważna obserwacja. Hierofant, Cesarz, Świat to nie przypadkowy zestaw. one wszystkie mówią coś o strukturze, o tym co zostaje. Hierofant zostawia tradycję, Cesarz zostawia porządek, Świat zostawia domknięcie cyklu... I ty zatrzymujesz się właśnie przed tymi kartami. Myślę, że twój rozkład o misji powinien zacząć się od pytania: czego się boję, jeśli naprawdę coś zostawię po sobie?
Jeśli chcesz robić dwie rzeczy naraz, rozkład i rytuał oczyszczający, to musisz mieć jasno określony moment przejścia między nimi. Inaczej mieszają się intencje i żadna z nich nie działa tak jak powinna. To nie jest opinia, to jest praktyczna zasada pracy rytualnej. Co ma być pierwsze??
"Żadnego kształtu" to bardzo mocne sformułowanie. Czy to znaczy, że nie wiesz jaki kształt chcesz mieć, czy że wiesz, ale masz poczucie, że go nie realizujesz?
Podoba mi się ta struktura ale mam pytanie do Helenki50. Czy piąta karta nie powinna przyjść na końcu oddzielnie, już po przepracowaniu poprzednich? Bo "co jest teraz możliwe" zanim przejdziesz przez lęk, może dać zupełnie inną kartę niż po tym przejściu
Wracam do kwestii rytuału, bo ona nadal wisi w powietrzu. gertruda_02 mówiła, ze chce jednocześnie wejść w rozkład i przepracować lęk. Jeśli ten układ pięciu kart ma działać, potrzebuje wyraźnego progu przed nim. Coś prostego ;). nazwanie lęku na głos zanim sięgnie po karty.
To może właśnie to jest twój próg przed rozkładem. Nie jedno zdanie, tylko dwa :D. Najpierw powiedzieć na głos to pierwsze, potem drugie. Zobaczyć, ktore bardziej ciągnie w dół.
